poniedziałek, 12 maja 2014

Strong cz.37



                                                            NIESPODZIANKA!!! :D
           „Człowiek jest jak ocean, spokojny i opanowany dopóki niezależne od
                                  niego czynniki nie wzbudzą w nim fali gniewu…”

 miłego czytania :D
Zacisnąłem szczękę i oderwałem dziewczynkę, od siebie stawiając ją ponownie na ziemi. Zacisnąłem pięści wściekły, że on w ogóle ją dotknął, ruszyłem w stronę tej dwójki…..
                                                                        ****
----Ashley….
Zaczęłam się naprawdę, dobrze bawić z Lisą i Paulem. Przez cały czas się śmialiśmy, a mi udało się zapomnieć o chłopaku. Zaczęliśmy się ganiać, po całym ogrodzie. Lisa goniła Iskrę, ja- ją, a mnie gonił Paul. Chłopak, złapał mnie w pasie i podniósł do góry, zapobiegając tym samym mojej ucieczce. Tą chwilę przerwał głosik Lisy… powiedziała „Tatuś”… natychmiast, kazałam Paulowi odstawić mnie na ziemię. Spojrzałam w kierunku, w którym pobiegła córka i zobaczyłam go… Harry…. stał tam… dosłownie kilkanaście metrów przede, mną… przyglądał mi się uważnie, był zszokowany, bo najwyraźniej nie spodziewał się tutaj, towarzystwa mojego przyjaciela… Harry wziął Lisę na ręce, krótko się z nią witając, a jego wzrok ani na chwilę, nie schodził ze mnie dopóki nie przeniósł go na Paula…. Jego szczęka wyraźnie się zarysowała, a on natychmiast odstawił małą na ziemię i ruszył wściekły w naszą stronę…
-------Harry….
Dosłownie w kilka sekund, podszedłem do chłopaka i od razu wymierzyłem mu cios w twarz. Najwyraźniej się tego nie spodziewał, bo upadł na ziemię, a ja korzystając z sytuacji, odwróciłem go na plecy i usiadłem na nim, zaczynając bić go z pięści w twarz. Czułem, coraz większy ból w kostkach, najwyraźniej skóra zaczęła pękać pod wpływem uderzeń. Nie wiem, co się działo wokół, słyszałem tylko krzyki Ashley i płacz Lisy, który już po chwili ucichł, a ja poczułem, na swoim ramieniu czyjąś dłoń, starającą się mnie zepchnąć z chłopaka.
[A] Harry zostaw go!- Ashley krzyczała, a ja wiem, że płakała… twarz mężczyzny, robiła się coraz bardziej czerwona, przez krew wypływającą z jego łuku brwiowego, jaki nosa i wargi, jednak ja wciąż nie przestawałem go bić
[A] Harry puść go, słyszysz?! Harry!- wciąż krzyczała, więc w końcu przestałem, łapiąc go za zakrwawione brzegi kurtki
[H] Teraz słuchaj mnie uważnie!- warknąłem na niego, a on nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na mnie
[H] Jeżeli jeszcze raz ją dotkniesz! Jeżeli jeszcze raz, choć spojrzysz na nią w ten sposób, jak przed chwilą, przysięgam, że ona mnie nie powstrzyma, rozumiesz?! Trzymaj się od niej z daleka, dobrze ci radzę!- krzyknąłem, lekko nim potrząsając
[A] Zostaw go!- usłyszałem za sobą, więc podniosłem się z ziemi i natychmiast odwróciłem, stając twarzą w twarz, z zapłakaną dziewczyną
[H] Ashley- wyciągnąłem do niej dłoń, pobrudzoną krwią tego kolesia, którą natychmiast odepchnęła
[A] Wynoś się stąd- powiedziała, przez zaciśnięte zęby, a kolejna fala łez wylała się, na jej zaróżowione policzki
[H] Ashley, daj mi wyjaśnić- zacząłem spokojnie
[A] Nie! Nie chcę, z tobą rozmawiać- powiedziała i ominęła mnie, podchodząc do chłopaka i kucając obok niego
[A] Paul… wszystko ok.? Hej, nic ci nie jest?- delikatnie dotykała jego twarzy, sprawdzając, co mu zrobiłem
[H] Ashley porozmawiaj ze mną!- krzyknąłem, mając już tego dość. Dziewczyna spojrzała na mnie z nienawiścią i natychmiast, podniosła się z ziemi, podchodząc do mnie tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami
[A] Nie mamy o czym rozmawiać- powiedziała, była wściekła. Zauważyłem, że ten cały Paul, zdążył już wstać i zaczął ocierać rękawem swoją twarz
[P] Ashley..- zaczął, ale mu przerwałem
[H] Zamknij się!- wrzasnąłem na niego
[A] Paul idź do cioci.. zaraz przyjdę- Ash powiedziała do niego, nawet na chwilę nie spuszczając mnie z oczu. Zaczekałem, aż facet wejdzie do domu i zacząłem mówić
[H] Ash…- zacząłem, ale nie mogłem powiedzieć nic więcej. Tym razem to ja dostałem po twarzy… ale od niej…
[A] Po co, tu przyjechałeś?!- krzyknęła z gniewem
[H] Przyjechałem po was i nie wyjadę stąd sam- powiedziałem starając się zachować spokój
[A] Żartujesz?! Nigdzie z tobą nie jadę Harry… Przyjeżdżasz tutaj i co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! Pobiłeś mojego przyjaciela! Na oczach własnego dziecka! Myślisz, że wpadniesz tutaj, a ja co? Rzucę ci się w ramiona?! Mylisz się!- skończyła, wciąż nie przestając płakać
[H] To ty, do cholery się z nim obściskujesz!! Pozwoliłaś już Lisie mówić do niego tato!?- pozwoliłem sobie na te słowa, zbyt późno, zdając sobie sprawę, co w ogóle powiedziałem… Ashley ponownie chciała mnie uderzyć, jednak tym razem skutecznie zatrzymałem jej rękę, chwytając za nadgarstek
[H] Wysłuchaj mnie Ash! Daj mi szansę, to wszystko naprawić!- powiedziałem
[A] Zepsułeś wszystko, uderzając Paula- powiedziała żałośnie, spuszczając wzrok
[H] Nie… wróć ze mną proszę cię. Przyjechałem tutaj po ciebie, bo zdałem sobie sprawę, w jakie gówno wpadnę bez ciebie… jestem nikim, rozumiesz? Jestem nikim, bez ciebie… bo…. Ty…. jesteś dla mnie wszystkim. Nigdzie nie znajdę kogoś takiego jak ty, bo jesteś wyjątkowa…. Nie umiem… ja po prostu, nie umiem, już bez ciebie żyć… -spojrzałem na nią, wiem jak to wszystko banalnie brzmi, ale tak właśnie jest- Jesteś wszystkim..- powtórzyłem, dotykając kciukiem jej policzka, przez cały czas, patrzyła mi w oczy, jakby nie dowierzając mi, że mówię prawdę
[A] Dlaczego zawsze mnie ranisz? Dlaczego doprowadzasz do tego, że znajdujemy się w takiej sytuacji jak teraz? – zapytała
[H] Taki już jestem, jestem popaprańcem, który zawsze spieprzy, ale kocham cię, rozumiesz? – powiedziałem bezradnie
[A] Harry..- zaczęła, ale jej przerwałem
[H] Wiem, że nie jestem taki jak on..- wskazałem na drzwi, gdzie przed chwilą wszedł Paul
[H] Nie jestem miły, dobry. Być może, nie jestem odpowiedni dla ciebie. Nie zrezygnuję z tego co robię, jestem skurwielem, który nie zważa na nic, ale właśnie taki jestem… nie potrafię się zmienić, ale próbuję… spróbuję dla ciebie, tylko wróć… wróć ze mną, bo nie wiem co zrobię, jeśli tego nie zrobisz..- urywam spoglądając na swoje ręce.
[A] Wiesz.. miałeś rację.. chyba liczyłam na to, że nie pozwolisz mi wyjechać..- zaczęła cicho łkając, a ja natychmiast na nią spojrzałem…
----Ashley…..
Harry szybko uniósł głowę i spojrzał na mnie, z tą wielką nadzieją
[A] Ale wyjechałam… cieszę się, że przyjechałeś… że powiedziałeś to wszystko… Co mam ci teraz powiedzieć? Że jest mi źle bez ciebie? I tak to nic nie da…. Może czas odpuścić?- mówiłam dalej, a Harry chciał mnie dotknąć, jednak wbrew samej sobie, odsunęłam się.
[H] Ash..- wyszeptał, wystraszony tym, że nie chcę, żeby mnie dotykał
[A] Nie wrócę z tobą..- załkałam, a głos uwiązł mi w gardle… nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej, bo zaczęłam dławić się łzami..
[H] Nie.. nie mów tak.. słyszysz? Obiecuję, że będę jeszcze ostrożniejszy na akcjach… tylko tego nie mów…- zaczął, a w jego oczach zobaczyłam… łzy… tak… balansowały niebezpiecznie na krawędzi, chcąc wypłynąć na jego policzki
[A] Tu już nie chodzi o akcje Harry…. TO… MY.. nie miało prawa się udać… nie możemy być razem, rozumiesz?- wyszeptałam, nie będąc zdolna do tego, żeby wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk
[H] Nie… - zamrugał, a jego łzy wreszcie się uwolniły, spływając po policzku
[A] Wracaj do domu- spuściłam wzrok i chciałam się odwrócić, żeby pójść do domu, jednak Harry mi nie pozwolił. Złapał mnie za ramię i szybko, ponownie odwrócił mnie twarzą do siebie, natychmiast się do mnie przysuwając.

[H] Nie.. to nie może być prawda….- wyszeptał, a jego dłoń, w końcu dotknęła mojego policzka. Harry wpatrywał się prosto w moje oczy, a jego dłoń wsuwała potargane włosy za ucho. Nasze twarze, dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Czułam jego oddech… świeża mięta, wylatywała z jego ust i rozpływała się, po moich policzkach, kiedy pochylił się nade mną. Nasze policzki się dotknęły, a on wyszeptał, wprost do mojego ucha
[H] Nie zostawię cię tutaj… nie wyjadę… nie odpuszczę tym razem- ponownie spojrzał mi w oczy, a jego usta dotknęły mojego policzka. Złożył na nim krótki pocałunek i mnie puścił. Zdjął z szyi swój łańcuszek z zawieszką papierowego samolociku, który mu kiedyś dałam i położył go na mojej dłoni, zamykając moje palce
[H] Kiedy znowu się spotkamy, będziemy już razem, a ty mi go oddasz- powiedział i bez żadnego słowa się odsunął. Łzy na jego twarzy zdążyły już wyschnąć, spojrzał na mnie ostatni raz, po czym odwrócił się i odszedł… Obserwowałam jak wsiada do swojego samochodu, po czym z piskiem opon wyjeżdża z podjazdu i znika za rogiem… Nie ma go… nie wiem, co mam teraz ze sobą zrobić. Stoję w ogrodzie i wpatruję się w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stał Harry, wciąż czuję jego dotyk, jego zapach, a w dłoni ściskam jego łańcuszek… kazałam mu odejść…. Co ja najlepszego zrobiłam….
Stałam tak, dopóki nie podszedł do mnie Paul. Wyglądał już lepiej. Jego twarz była czysta, a rana na łuku brwiowym, była zaklejona plastrem. Bez żadnego ostrzeżenia wyciągnął do mnie ręce i szybko mnie przytulił. Nie zrobiłam nic…. Nie zmieniłam swojej pozycji.. wciąż stałam w miejscu, umieściłam głowę tuż nad ramieniem chłopaka i wpatrywałam się dalej w miejsce, gdzie ostatni raz widziałam Harrego…
-------Harry…….
Kiedy tylko zniknąłem za rogiem, od razu zjechałem na pobocze. Zgasiłem silnik i oparłem głowę na kierownicy. Wziąłem głęboki wdech i zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem.. może powinienem tam wrócić. Bez żadnego pytania, zapakować Ashley i Lisę do samochodu i po prostu odjechać, nie zważając na jej krzyki. Jedno jest pewne, nie dam za wygraną. Jadę do domu, muszę sobie to wszystko poukładać i tutaj wrócę. Ruszyłem z miejsca i po jakiś 30 minutach wjeżdżałem na swoją posesję. Na podjeździe zauważyłem samochód i Zayna odchodzącego od drzwi domu. Wysiadłem z samochodu i zapytałem
[H] Co tutaj robisz?- spojrzałem na niego, a ten zszedł ze schodków i podszedł do mnie
[Z] Przyjechałem, żeby zobaczyć jak się trzymasz… ale widzę, że wyglądasz o wiele lepiej, niż wczoraj.-mówi opierając się o maskę, mojego samochodu, po czym wyjmuje z kieszeni paczkę papierosów i wyciąga jednego
[H] Poczęstujesz?- zapytałem, stając obok niego
[Z] Od kiedy palisz?- zaśmiał się, wyciągając paczkę w moim kierunku
[H] Powiedzmy, że od dzisiaj- prychnąłem biorąc papierosa. Mulat podpalił swojego, a następnie podał zapalniczkę mi. Od razu zapaliłem płomień i zaciągnąłem się dymem, wysyłając go aż do płuc
[Z] Więc?? Co jest nie tak, że chciałeś zapalić?- Zayn zapytał, zaciekawiony całą sytuacją
[H] Byłem u Ashley- odpowiedziałem, a Zayn zachłysnął się powietrzem, natychmiast
spoglądając na mnie.
[Z] Co? – zapytał, był w szoku
[H] To co słyszałeś… jak widzisz, nie ma jej tutaj- powiedziałem, spuszczając wzrok
[Z] Byłeś u niej?- zapytał, stając naprzeciwko mnie
[H] Ta… nie chciała ze mną wrócić… 
[Z] Ale… jak to? I co teraz? Zamierzasz odpuścić?-  
[H] Nie ma mowy… wracam tam… raz spieprzyłem, kilka lat temu… nie zrobię tego ponownie-powiedziałem i wyrzuciłem papierosa
[H] Nie odpuszczę- dodałem i ruszyłem w stronę domu.
[Z] Co zamierzasz zrobić?- zapytał, idąc za mną
[H] Nie wiem… ale coś na pewno- otworzyłem drzwi i wpuściłem go do środka.
[H] Napijesz się czegoś?- zapytałem, zmierzając do kuchni
[Z] Piwo- powiedział siadając na kanapę….
---Ashley….
[P] Wszystko w porządku ?- zapytał, kiedy nie odezwałam się przez najbliższe pół godziny, po wizycie Harrego
[A] Nie… nie jest w porządku…. Przepraszam cię za niego… powinieneś, teraz trzymać się ode mnie z daleka- powiedziałam, obracając w rękach zawieszkę, łańcuszka Harrego
[P] Nie, nie powinienem…. Teraz zmieniłem jedynie zdanie o nim, co zamierzasz?- zapytał. 
[A] Szczerze?? Nie mam pojęcia… chcę z nim być.. teraz- powiedziałam i spojrzałam na Paula. Jego dolna warga, była strasznie rozcięta i spuchnięta, a pod jego okiem zaczął pojawiać się siniak.
[P] To dlaczego z nim nie wróciłaś?- zapytał, marszcząc brwi
[A] Nie wiem- wzruszyłam ramionami i schowałam twarz w dłoniach
[P] Ten łańcuszek? To od niego?- zapytał, biorąc biżuterię do rąk
[A] Tak- odezwałam się natychmiast i praktycznie wyrwałam mu drobiazg z ręki
[P] Przepraszam.. –powiedział, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego, że nie powinien tego robić
[A] Dałam mu to kiedyś na urodziny, nosi go cały czas, nawet przez te 3 lata rozłąki…. Dał mi go mówiąc, że oddam mu go, kiedy znowu będziemy razem- wyjaśniłam mu, zakładając łańcuszek na swoją szyję
[P] Jesteś w nim zakochana po uszy – stwierdził
[A] A mimo to, jestem tak głupia, że nie zgodziłam się na powrót do domu z nim- parsknęłam smutnie
[L] Mama!- Lisa wybiegła z domu, biegnąc prosto do mnie. Szybko znalazła się obok i wdrapała na moje kolana
[A] Tak kochanie- odezwałam się przytulając ją do siebie. Dziewczynka spojrzała na mnie i zapytała
[L] Gdzie tatuś?
[A] Wrócił do domu- wyjaśniłam jej
[L] Bez nas?- zapytała, ponownie zauważając mój łańcuszek i zaczęła bawić się zawieszką
[A] Tak… podoba ci się?- zapytałam, nawiązując do samolociku na mojej szyi
[L] Tak.. ale, on jest tatusia, prawda? Widziałam, że to on go nosił- powiedziała
[A] Tak- wyszeptałam, zdobywając się na uśmiech
[L] Ja chcę do taty- powiedziała, swoim dziecięcym głosikiem
[A] Wiem skarbie- powiedziałam, wkładając jej włoski za ucho
[L] Dlacego nie możemy wrócić do domu? Do tatusia? On też tęskni- powiedziała zasmucona
[A] Wiem.. mówił mi, kiedy byłaś w domu. – uśmiechnęłam się sztucznie
[L] Naprawdę?- zapytała, na co pokiwałam głową
[A] Idź zobaczyć co robi Iskra i daj jej z ciocią jeść, dobrze??- zapytałam, a dziewczynka zeskoczyła z moich kolan i wróciła do domu.
[P] Jest bardzo mądra.. widzi, że coś między wami jest nie tak- odezwał się Paul
[A] Wiem.. – powiedziałam, spoglądając na niego
[P] Chyba już pójdę… trochę się zasiedziałem- wstał z huśtawki, więc ja zrobiłam to samo
[A] Jeszcze raz przepraszam cię za to wszystko- wskazałam na jego poobijaną twarz
[P] Daj spokój to nic takiego… czy to będzie nieodpowiednie, jeśli przytulę cię na pożegnanie? Harry wyraźnie mi tego zabronił- powiedział z nutką humoru
[A] Kocham go, ale nie zabroni mi mieć przyjaciół- powiedziałam i sama się do niego przytuliłam
[A] Czy jeśli podejmę decyzję o powrocie…. Wtedy… uznasz mnie za naiwną idiotkę?- zapytałam, nie odrywając się od niego
[P] Nie… tylko za szalenie zakochaną dziewczynę- powiedział z uśmiechem
[A] Dziękuje za wszystko- puściłam go, pozwalając mu odejść
[P] Pa, daj znać jaką podjęłaś decyzję- powiedział i odszedł dokładnie tą samą drogą co Harry. Westchnęłam ciężko wiedząc, że jeśli teraz wejdę do domu, czeka mnie ciężka rozmowa z ciocią. Odwróciłam się  i zaczęłam zmierzać w kierunku budynku. Kiedy tylko weszłam do domu, usłyszałam kroki, a w progu pojawiła się ciocia
[C] Skarbie- podeszła do mnie, od razu mnie przytulając
[C] Tak bardzo mi przykro… - dodała, całując mnie w głowę
[A] Wszystko już w porządku- zapewniłam ją
[A] Gdzie Lisa?- zapytałam
[C] Bawi się z Iskrą i wujkiem- wyjaśniła
[A] To dobrze, pójdę do siebie- chciałam ją wyminąć, ale ona mi na to nie pozwoliła
[C] Co to?- zapytała, wskazując na mój łańcuszek
[A] Łańcuszek od Harrego- wyjaśniłam, łapiąc się za szyję i dotykając zawieszki
[C] Nie powinnaś go nosić, jeśli nie będziecie już razem- powiedziała stanowczo
[A] Słucham?- zapytałam
[C] No kochana, chyba mi nie chcesz powiedzieć, że po tym wszystkim, po tym jak wpadł tutaj i pobił Paula, wystraszył Lisę i narobił zamieszania, chcesz do niego wrócić- powiedziała oburzona
[A] Ciociu..- zaczęłam, ale mi przerwała
[C] On jest nieobliczalnym, niekulturalnym, nieodpowiedzialnym, złym, egoistycznym i podłym człowiekiem. Nie nadaje się na ojca, a co dopiero na chłopaka czy męża…
[A] Nie! Nie! Przestań! Nie chcę tego słuchać! Przestań!- zaczęłam krzyczeć, byłam wściekła na nią za to, jak nazwała Harrego
[C] To potwór!- przerwała mi ciocia
[A] Nie znasz go! Jak możesz go tak surowo oceniać! Kocham go, rozumiesz?! Kocham i nie mam zamiaru zostawić!- krzyknęłam
[C] Kochanie, on całkowicie namącił ci w głowie, sprawił że myślisz, że jest całym twoim światem, że nie możesz bez niego funkcjonować..- zaczęła mówić trochę spokojniej
[A] Ciociu, on jest całym moim światem, czy ty siebie słyszysz?! Byłaś zakochana, kochasz wujka, nie wiesz co to znaczy, kochać kogoś bezwarunkowo?!- krzyknęłam, robiąc się coraz bardziej niespokojna
[C] Wiem, ale wujek nie zrobił mi nigdy czegoś takiego. On od zawsze mnie szanował i nadal tak jest- powiedziała spokojnie
[A] Harry też mnie szanuje- broniłam go
[C] Czyżby? Nie sądzę- powiedziała, wymachując rękoma
[A] Nie znasz go! Ciociu miłość nie polega tylko na wsparciu, ale też na tym, że znając czyjeś wady i zalety, jesteś w stanie dostosować się to wszystkiego- wykrzykuję
[C] Nie powinnaś z nim być. Skończ to, bo inaczej on cię zniszczy. Już i tak jesteś na granicy bycia wrakiem człowieka, kompletnie uzależnionym od niego!- krzyknęła, prawie błagając mnie, żebym jej posłuchała
[A] Przepraszam cię ciociu. Przepraszam, że cię zawodzę, ale nikt, nawet ty nie ma prawa mówić mi, z kim mam być, kogo kochać i jak żyć.*- mówię starając się zachować spokój
[C] Popełnisz największy błąd, jeśli do niego wrócisz..- mówi
zdjęcie Harrego na półce Ash
[A] Ciociu pozwól, że sama podejmę tą decyzję- mówię ze łzami w oczach i wybiegam z kuchni, od razu kierując się do pokoju. Zatrzaskuję za sobą drzwi i bezsilnie opadam na łóżko. Mam dość tego wszystkiego… nawet nie wiem, kiedy znowu zaczynam płakać… To wszystko jest takie beznadziejne… płacząc przez niego, właśnie do niego najbardziej chciałabym się przytulić, usłyszeć jego bicie serca i słowa, którymi by mnie uspokoił i spowodował, że zacznę się śmiać. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, który znowu cały dzień przeleżał w sypialni. Miałam kilka połączeń od Susan, kompletnie zapomniałam, że miałyśmy się spotkać. Szybko napisałam do niej smsa „ Susan tak strasznie cię przepraszam, kompletnie zapomniałam o naszym spotkaniu… mam nadzieję, że się nie gniewasz. Przepraszam. Ashley xoxo” wysłałam wiadomość i czekałam na odpowiedź „Nic się nie stało.. spotkamy się innym razem, wiem że masz teraz mnóstwo problemów, zakupy mogą poczekać :D Susan” odłożyłam telefon na szafkę i przytuliłam się do poduszki. Spojrzałam na stare zdjęcie Harrego, które stało na półce… jest tutaj od zawsze. Wpatrywałam się w jego uśmiech i nagle mnie olśniło. Zerwałam się z łóżka i wybrałam numer Paula.
[P] Hej- odezwał się, jak tylko odebrał telefon
[A] Paul podjęłam decyzję........


no to jest niespodzianka :D część pojawiła się o wiele szybciej niż zwykle... może to dlatego że było dużo akcji i naprawdę szybko mi się pisało.... część była gotowa już wczoraj ale nie byłam pewna czy ją wstawić.. szczerze wahałam się nad dzisiejszym dniem a jutrzejszym ale w końcu postawiłam na dzisiaj 
mam nadzieję że część się podobała jaki ta niespodzianka  :D 
niestety teraz kolejna część chyba pojawi się dopiero w weekend :/ 
no to ok... czekam na jak największą ilość komentarzy, bo to naprawdę z waszej strony docenianie mojej pracy... 
do następnej ;* 
Mrs.Horan 


 

sobota, 10 maja 2014

Strong cz.36



                        "Gdy pokłócisz się z osobą na której ci zależy, każdy dzień
                    trwa jakby miesiąc i ta nadzieja i niepokój czy..... wszystko wróci do  
                                                         wcześniejszego stanu"

 miłego czytania*
     Myślałem o tym, o czym rozmawiałem z chłopakami… nie mogę się poddać… słowa Liama i Nialla, wciąż krążyły po mojej głowie… "Ratuj to co jest dla Ciebie najważniejsze, zanim stracisz to na zawsze...."  i  „Jeśli ci zależy, nie zostawisz jej tam i po nią pojedziesz…”     to właśnie zamierzam zrobić… jutro rano jadę, po moją Ash….
                                                                      ******
---------Ashley…….
[P] Chcesz już wracać?- Paul, wyrwał mnie z zamyśleń, stając przede mną. Staliśmy właśnie nad rzeką, przepływającą przez tutejszy park
[A] Nie wiem..- uśmiecham się lekko
[P] Jest już trochę zimno- mówi, unosząc brwi

[A] Może trochę, a ty chcesz już wracać?- pytam, szybko się do niego przytulając
[P] Cóż… jest bardzo fajnie…. Całkiem nieźle jest spędzać z tobą, znowu tyle czasu- śmieje się ,odwzajemniając uścisk
[A] Zapomniałam już, jak to jest, tak po prostu wyjść, z przyjacielem na spacer.. naprawdę długi spacer- mówię spoglądając z dołu na niego
[P] Tak… a ja zapomniałem, jak to jest wyjść z przyjaciółką na cały wieczór- przytakuje, spuszczając na mnie wzrok
[A] Zmieniłeś się, przez te kilka miesięcy- szepczę
[P] Mam nadzieje, że nie na gorsze- marszczy czoło, a zaraz potem na jego usta wpływa uśmiech
[A] Nie… na lepsze…. No i te mięśnie- wskazuję na jego bicepsy, lekko je ściskając, na co chłopak zaczyna się głośno śmiać
[P] Ashley przestań, bo się zarumienię- kpi, na co nawet ja zaczynam się śmiać
[A] Kretyn- uderzam go w ramię i siadam na pobliskiej ławeczce
[P] Wracajmy już, co? Jest prawie 21:30. Jest ciemno i zimno….- zaczyna wymieniać, stając przede mną
[A] Znudziło ci się moje towarzystwo?- pytam, podając mu rękę, a ten pociąga mnie do góry, pomagając mi wstać
[P] Żartujesz? Nigdy, ale ciocia może się o ciebie martwić. Poza tym widzę, że jest ci zimno- mówi, pocierając moje ramię z zamiarem ogrzania mnie
[A] Troszeczkę…. No dobra, więc wracajmy- wzdycham, a chłopak wyprowadza mnie na główną drogę
[A] Przytulisz mnie? Naprawdę jest zimno- zaśmiałam się… wiem jaka to niezręczna sytuacja… prosić go, żeby mnie przytulił… w ogóle dlaczego, o to zapytałam??
[P] Chodź tu- rozłożył ręce, na co szeroko się uśmiechnęłam i bez zastanowienia wtuliłam w jego tors. Zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby Harry to zobaczył, byłoby nie wesoło, ale teraz go tu nie ma… co najgorsze, wraz z tą myślą, wróciło wszystko… przypomniałam sobie o chłopaku, o którym przez ostatnie kilka godzin, tak bardzo starałam się zapomnieć.
[P] Wszystko w porządku?- Paul zapytał, kiedy zorientował się, że coś jest nie tak, a my wciąż staliśmy w miejscu, wtuleni w siebie
[A] Tak- uśmiechnęłam się sztucznie i powoli ruszyliśmy w drogę powrotną
[P] Myślisz o Harrym, prawda?- pyta cicho, jakby bojąc się mojej reakcji. Nie wiem dlaczego, ale jego imię… strasznie zabolało, kiedy usłyszałam je na głos
[A] Nie chcę o tym gadać- westchnęłam, spoglądając przed siebie
[P] Moje zdanie już znasz… jesteś zbyt uparta… daj mu trochę luzu- wzruszył ramionami
[A] Możesz przestać?! Proszę cię! Nie masz pojęcia jak jest naprawdę!- odsunęłam się od niego, podnosząc głos. Całe szczęście, że nikogo nie było już w parku, bo zrobiłabym scenę.
[P] Na nim też się tak wyżywasz? Jeśli jego też tak traktujesz, to nie dziwię mu się, że tak się sprawy potoczyły!- krzyknął na mnie… ał… słowa strasznie zabolały
[A] Dzięki… przynajmniej jesteś szczery- prychnęłam i zaczęłam iść dalej sama
[P] Ashley stój!- zawołał za mną
[A] Daj mi spokój! Zawsze trafiam na takich samych! Myślałam, że chociaż mój przyjaciel jest inny!- krzyknęłam, a mój głos się załamał… nie mam siły już się trzymać… po prostu zaczęłam ryczeć..
[P] Stój!- krzyknął i już po chwili, szarpnął mnie za ramię, stając przede mną i obejmując mnie natychmiast
[P] Mówię tylko, że powinnaś trochę odpuścić… nic więcej, nie chciałem cię zranić. Przepraszam. – powiedział, spoglądając mi w oczy
[A] Nic się nie stało.. w sumie nie wiem, na co liczyłam… przecież, też jesteś facetem… to jasne, że będziecie siebie bronić, nawzajem- otarłam oczy, szybko na niego spoglądając
[P] Ta.. powinienem powiedzieć, że to największy gnojek, jaki może istnieć i że to najgorszy przypadek na chłopaka- prychnął z lekkim uśmieszkiem
[A] Chyba na to liczyłam Paul… ale może to ty masz rację… może to ja przeginam, a nie on..sama nie wiem- uśmiechnęłam się lekko, idąc dalej
[P] Zastanów się nad tym..- wzruszył ramionami, dotrzymując mi kroku i ponownie objął mnie ręką, wciąż pamiętając, że było mi zimno
[P] Jesteś na mnie zła?- pyta, kiedy dochodzimy w ciszy pod dom wujka
[A] Nie… dziękuję za wszystko.- mówię z uśmiechem
[A] Wpadniesz jutro? – zapytałam, niepewnie  
[P] Jasne, nie mam nic do roboty… - zaśmiał się, trącając palcem mój nos
[A] Ok.- zaśmiałam się, wchodząc na schodki prowadzące pod drzwi
[P] Będę o 14:00 może być?- szepnął
[A] Tak- zaśmiałam się i weszłam do środka. Zdjęłam buty i płaszcz, po czym cicho przeszłam do kuchni. Światła były wszędzie zgaszone, więc ciocia z wujkiem, pewnie są już w swoim pokoju. Nalałam sobie wody i oparłam o blat. Zamknęłam oczy i chciałam się chwilkę odprężyć.
[C] Już jesteś- szepnęła ciocia, stając w progu
[A] Oh… tak, przepraszam, że tak późno.. zasiedzieliśmy się w parku- powiedziałam odstawiając szklankę na blat
[C] Och nic się nie stało kochanie- stanęła przede mną i szeroko się uśmiechnęła
[A] Gdzie Lisa?- zapytałam
[C] Położyłam ją spać, padła po tym, jak bawiła się z Iskrą… dałam jej pokój obok ciebie, uznając że będzie lepiej, jak będziesz miała swój pokój wolny dla siebie- wyjaśniła, a ja szybko się w nią wtuliłam
[C] O, a to za co?- zapytała
[A] Dziękuję ci ciociu… za wszystko, jesteś taka opiekuńcza- powiedziałam
[C] Jesteś dla nas jak własna córka… cieszymy się, że możemy ci pomóc- powiedziała
[A] Dziękuję- uśmiechnęłam się do niej, a ta pstryknęła mnie w nos i odpowiedziała
[C] Zjedz coś i kładź się spać, ja jestem w sypialni, a wujek jeszcze pracuje- odsunęła się ode mnie i ruszyła w stronę schodów
[A] A… ciociu, Paul jutro wpadnie- wyszeptałam
[C] Dobrze- uśmiechnęła się i weszła po schodach na górę. Postanowiłam zjeść szybko jakieś kanapki, więc przygotowałam sobie kilka i już po chwili zajadałam się nimi w ciszy, wciąż myśląc o jednym….
Kiedy zjadłam moją kolację, szybko po sobie posprzątałam i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i wreszcie mogłam się spokojnie położyć do łóżka. Sprawdziłam mój telefon…. 12 połączeń od Harrego, 2 od Zayna, 1 od Nialla + wiadomość od Harrego… nie miałam siły tego odczytywać. Odłożyłam telefon na stolik i zamknęłam oczy, próbując zasnąć… w mojej głowie, wciąż krążyły tylko myśli związane ze Stylesem… gdzie jest? Co robi? Tęskni? Jestem mu obojętna? Co zamierza? Przyjedzie czy mnie tutaj zostawi?? Na żadne z tych pytań, nie byłam w stanie odpowiedzieć sobie sama… w głębi serca, tak bardzo chciałabym, żeby tutaj był, żeby po mnie przyjechał…. Wiem, że to nie możliwe… Harry się nie ugnie… „Jeśli liczysz na to, że jestem typem faceta, który będzie biegł za samochodem i błagał, żebyś została to się nie łódź… nie zrobię tego, nie jestem nim..” jego słowa, wciąż krążyły po mojej głowie, uświadamiając mi, jaka jestem głupia, łudząc się ,że właśnie tak będzie…. Że mimo wszystko pojawi się tutaj… sama nie wiem, kiedy ze łzami spływającymi, po moich policzkach zasnęłam…
                                                                ******
Poranek…. siedzę na parapecie obserwując wschodzące słońce… nie śpię już od 2 w nocy.. znowu ten sam sen, nie ma Harrego… zawsze tak było… po ostatniej, całej przespanej nocy myślałam, że to już za mną… że wszystko minęło, a ja jestem w
stanie już spać sama… myliłam się… Od 2 nie zmrużyłam oka.. siedzę w pokoju, na parapecie i myślę… wciąż to samo… Harry….
----Harry….
Obudziłem się o 10:30. Znowu czułem się jakby, coś rozsadzało moją głowę od środka. Tak jak wczoraj, spałem na kanapie, przez moje biodro przełożony był koc, więc odrzuciłem go na bok i uchyliłem powieki, spoglądając na salon. No przynajmniej nie było potłuczonych butelek…. Telewizor wciąż cicho grał, więc natychmiast go wyłączyłem i rzuciłem pilota na kanapę. Wstałem, wyrzuciłem butelki i postanowiłem się wreszcie ogarnąć. Pierwszy raz, od dwóch dni wszedłem na piętro i do naszej sypialni… pusto, cicho, dziwnie… to nienormalne, że tęskniłem za krzykami małej.. wcześniej mi to pasowało, że byłem sam… teraz byłem przytłoczony…. westchnąłem ciężko i wyjąłem czyste ubrania, zabierając je ze sobą do łazienki. Wziąłem długą kąpiel, chcąc się jakoś odprężyć… pojadę tam i co?? Co jej powiem? Co zrobię? Jak mam ją przekonać do powrotu tutaj… co jeśli jej ciotka, nie pozwoli mi się nawet z nią zobaczyć… to był akurat najmniejszy problem… i tak tam wejdę i tak… westchnąłem i wreszcie wyszedłem z wanny. Owinąłem ręcznik na wysokości bioder i podszedłem do lustra. Ogoliłem się i umyłem zęby. Czas doprowadzić się do porządku. Ubrałem się i ułożyłem włosy, przeczesując je ręką. Cholera, czułem się jak palant, który właśnie czeka na wyrok. Zbiegłem do salonu i jeszcze raz się rozejrzałem… wgniecenie na ścianie, pozostawione po butelkach nie było aż tak widoczne… mam nadzieję, że Ashley nie zobaczy tego, jak wróci… o ile w ogóle wróci… Myśl pozytywnie Harry… wszystko będzie ok…. będzie ok…. chwyciłem telefon, portfel i kluczyki do jednego z samochodów.  Założyłem płaszcz i buty, po czym wyszedłem z domu, zamykając drzwi na klucz i kierując się do garażu. Wsiadłem do samochodu i już po chwili wyjechałem z posesji, kierując się wprost na autostradę…
-----Ashley…..
Po długich godzinach siedzenia w tej samej pozycji, moje nogi stały się odrętwiałe więc o 7:30 postanowiłam wreszcie się ruszyć. Wzięłam prysznic i wyjęłam czyste ubrania z walizki. Postanowiłam zrobić makijaż… żeby zakryć ciemne cienie pod oczami. Nie mam ochoty się nikomu tłumaczyć, że nie spałam, a całą noc przepłakałam. Nałożyłam jeszcze świeży opatrunek na rozcięcie, które pozostawiła żyletka i wyszłam z łazienki, usłyszałam moją ciocię, więc wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół.
[A] Cześć- powiedziałam, stając w kuchni, gdzie wujek parzył kawę, a ciocia robiła śniadanie.
[J] Ooo.. a kogo my tu widzimy… co tak wcześnie?- zapytał, wujek dając mi całusa na powitanie
[A] Staję się porannym ptaszkiem- zaśmiałam się, najlepiej jak potrafiłam
[J] Napijesz się czegoś? Właśnie robię kawę- powiedział, zalewając wrzątkiem znajdujący się w kubku proszek.
[A] Herbatę poproszę-  usiadłam przy stole i czekałam, aż ciocia z wujkiem zasiądą obok mnie
[C] Więc, jakie masz plany na dzisiaj?- zapytała ciocia, stawiając na stole 3 talerze z jajecznicą
[A] Nie wiem… może się rozpakuje, potem pobawię z Lisą…. a o 14 przyjdzie Paul- przypomniałam jej, biorąc się za jedzenie
[J] Dziś też przyjdzie?- zapytał wujek, popijając kawę
[A] Tak… nie ma nic do roboty… jest niedziela, więc sklep jest zamknięty- przypomniałam im
[C] Pójdziesz z nami do kościoła?- zapytała ciocia… nie byłam zbyt pobożna… odkąd wyprowadziłam się od nich, niewiele razy byłam w kościele
[A] Sama nie wiem… chyba nie- powiedziałam cicho, pocierając uda dłońmi
[J] Cóż… dobrze, ale Lisa pójdzie z nami- powiedział wujek, na co przytaknęłam z lekkim uśmiechem
[C] Paul, jest bardzo fajny, prawda?- zapytała nagle ciocia
[A] Tak… najlepszy przyjaciel jakiego kiedykolwiek miałam- zgodziłam się z nią
[C] Nie to co.. Harry, prawda?- zapytała, cicho na co wujek, od razu powiedział
[J] Claudia- chciał, żeby przestała
[A] Paul to mój przyjaciel, a Harry to mój chłopak. Proszę cię, żebyś o nim tak nie mówiła- powiedziałam grzecznie, odkładając widelec na talerz
[C] Nie denerwuj się, mówię tylko, że Paul jest rozsądniejszy i..- zaczyna, ale jej przerywam
[A] Nie chcę tego słuchać… dziękuję za śniadanie- zerwałam się z miejsca i pobiegłam do pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Oparłam się o nie i zjechałam na podłogę…
cholera, dlaczego ona go nie cierpi? Jakim prawem, porównuje go do Paula?… z moich oczu ponownie wypłynęły łzy, a ja nie mogłam ich powstrzymać…
[L] Mamusiu- usłyszałam głos za drzwiami i lekkie pukanie. Szybko otarłam łzy i głęboko westchnęłam, wstając z podłogi i uchylając drzwi
[A] Już nie śpisz skarbie?- zapytałam, biorąc ją na ręce
[L] Nie, dlacego jesteś smutna?- zapytała
[A] Nie jestem, po prostu się nie wyspałam, wiesz?- uśmiechnęłam się
[L] Tęsknis za tatusiem? Ja bardzo- powiedziała, przytulając mnie
[A] Ja też- wyłkałam, ale nie pozwoliłam sobie na płacz.. nie w obecności dziecka.. ona tego nie zrozumie
[L] Kiedy znowu go zobaczymy?- zapytała
[A] Nie wiem skarbie- odparłam, spoglądając jej w oczka
[L] Lubie jak tata się śmieje- zachichotała, zakrywając twarz rączkami
[A] Tak, ja też- zaśmiałam się i posadziłam ją na łóżku, po czym poszłam do walizki i poszukałam dla niej czystych ubranek.
[A] Pójdziesz z wujkiem i ciocią do kościółka?- zapytałam, a mała pokiwała główką na zgodę. Kiedy była już gotowa, sprowadziłam ja na parter
[A] Ciociu, Lisa jest już gotowa- powiedziałam, po czym zaczęłam wchodzić, po schodach na górę, nie chcąc wchodzić z nią w dyskusję
[C] Ashley zaczekaj- zatrzymała mnie, łapiąc moją dłoń
[C] Przepraszam.. wiem jak kochasz Harrego.. nie powinnam tak mówić- wyjaśniła, a ja kiwnęłam głową i pobiegłam na górę.. nie byłam w stanie, powiedzieć nic więcej…
Otworzyłam walizkę i wszystkie ubrania swoje, oraz Lisy zaczęłam układać w swojej niewielkiej szafie i komodzie. Robiłam wszystko, byle tylko nie myśleć o sytuacji, w jakiej się znalazłam… po jakiejś godzinie Lisa wróciła z ciocią i wujkiem, więc zeszłam na dół i pomogłam kobiecie przygotowywać obiad, podczas gdy wujek opiekował się Lisą i przez cały czas bawili się w ogrodzie, razem ganiając psa lub bujając się na huśtawce. Przez cały czas, kiedy przygotowywałyśmy danie niewiele rozmawiałyśmy, a jeśli już, był to temat gotowania, małej lub pogody… unikałyśmy tematu Harrego i jak na razie, nieźle nam to wychodziło..
[C] Zawołasz wujka i Lisę? Obiad już gotowy- powiedziała do mnie, z uśmiechem, kiedy przysiadłam na kanapie w salonie
[A] Jasne- uśmiechnęłam się i stanęłam w drzwiach od tarasu.. muszę przyznać, że dziś pogoda, była gorsza niż wczoraj… niebo zasnute było ciemnymi i kłębiastymi chmurami, co wskazywało na to, że prędzej czy później, zacznie padać…
[A] Wujku, Lisa chodźcie już na obiad!- zawołałam, machając do nich ręką, mała od razu zaczęła biec w moją stronę, a wujek wziął pieska na ręce i powolnym krokiem wracał do domu.
[L] Mamo! Wujek jest najlepsy!- krzyknęła Lisa, jak tylko znalazła się blisko mnie. wróciliśmy do domu, a ja zdjęłam kurteczkę małej. Umyłyśmy rączki i wróciłyśmy do kuchni, gdzie ciocia właśnie ustawiała dania na stole, pomogłam jej wszystko dokończyć i razem zasiedliśmy do stołu. Obiad był przepyszny, a my zjedliśmy go w kompletnej ciszy, pomijając rozmowy z Lisą, która była ciekawa, co będziemy robić później.
[A] Dziękuję, było pyszne- powiedziałam, wstając od stołu i wkładając naczynia do zlewu
[C] Oj kochana, ty mi pomagałaś inaczej nie wyszłoby tak smacznie- powiedziała ciocia, podając mi kolejne talerze
[A] To ty mnie wszystkiego nauczyłaś- zaśmiałam się, a atmosfera między nami nieco się poprawiła, z czego byłam zadowolona, nie potrafię się na nią długo gniewać, mimo wszystko, jest kochaną osobą
[J] Więc teraz, czas na poobiednią drzemkę- zaśmiał się wujek, całując nas obie w czoło i wychodząc z kuchni
[C] No tak…- zaśmiała się ciocia
[A] Niedługo przyjdzie Paul- przypomniałam jej
[C] Tak, tak poczęstuj go szarlotką, którą upiekłam wczoraj. Ja nie będę wam przeszkadzać.- powiedziała
[L] Mamo, pójdziemy z wujkiem Paulem, na plac zabaw?- zapytała Lisa
[A] Nie wiem, musisz go zapytać- powiedziałam z uśmiechem, na co ta pokiwała głową i zapytała
[L] A kiedy przyjdzie?- spojrzałam na zegarek ,chłopak powinien przyjść lada moment
[A] Już nie długo, pobaw się chwilę- powiedziałam jej, a ona poszła do salonu, gdzie chwilę temu pobiegła Iskra. Ubrałam się i wyszłam do ogrodu, pomimo takiej pogody i tak było dość ciepło… biorąc pod uwagę, że mamy już listopad. Liście zaczynały już opadać i żółknąć.. lubię tą porę roku, zawsze jest tak kolorowo i pięknie. Usiadłam na huśtawce i zamknęłam oczy lekko się bujając.
[P] Widzę, że odpoczywasz- usłyszałam i szybko otworzyłam oczy. Paul stał obok i opierał się o niewielkie drzewko

[A] Cześć, już jesteś- powiedziałam i wstałam, żeby go przytulić
[P] Tak, jak się trzymasz?- zapytał i razem, zaczęliśmy iść w stronę domu
[A] Cóż… chyba można powiedzieć, że…- spojrzałam na Paula, a ten czekał, aż skończę
[A] Można powiedzieć, że źle- dokończyłam, a chłopak wyraźniej się zmartwił
[P] Jestem słaby, jeśli chodzi o pocieszanie-bąknął i razem weszliśmy do środka
[L] Wujek! Idziemy na plac zabaw?- Lisa zapytała, jak tylko zobaczyła chłopaka
[P] Jasne, może później ok.?- zapytał, a mała od razu pokiwała głową i zaciągnęła chłopaka z powrotem do ogrodu. Zaczęłam się śmiać i zabrałam pieska. Czas, żeby znowu pobawił się na dworze, zanim zacznie padać. Po długich namowach ich oboje, zaczęłam się z nimi bawić. Biegaliśmy z Iskrą, graliśmy w piłkę, albo huśtaliśmy małą na wielkiej huśtawce.
-------Harry.....
Choć starałem się tam dojechać jak najszybciej, coraz bardziej się denerwowałem, co powodowało, że jechałem coraz wolniej. Do przejechania zostało mi już naprawdę niewiele. Wystarczyło tylko przyspieszyć i znalazłbym się tam za jakieś 20 może 25 minut. Postanowiłem zjechać na najbliższą stację benzynową. Zatrzymałem samochód i szybko z niego wysiadłem, opierając się o maskę samochodu. Wziąłem kilka wdechów, żeby się uspokoić. Strasznie chciało mi się pić, więc kupiłem wodę w niewielkim supermarkecie i wróciłem do auta. Po jaką cholerę ja tam jadę… prychnąłem, ponownie wsiadając do samochodu. Rzuciłem butelkę na siedzenie pasażera i chwilę stukałem palcami w kierownicę, zastanawiając się co dalej… jechać do Ashley, czy wrócić do domu… jeśli wrócę, to będzie to nasz koniec, a tego nie chcę. Przekręciłem kluczyk, ponownie uruchomiając silnik… zastanowiłem się chwilę i  wjechałem na ulicę. Nie mogę zrezygnować, muszę ją zobaczyć, porozmawiać i przekonać, żeby wróciła ze mną do domu. Tam gdzie jest jej miejsce. Czyli przy mnie. Co mam jej powiedzieć? Co zrobić? Przez resztę drogi, cały czas się nad tym zastanawiałem, myślałem jak to przebiegnie i jak się skończy. Miałem w głowie, cały scenariusz, jednak wszystko się zmieniło, kiedy zobaczyłem dom jej cioci. Myślałem, że moje serce zaraz oszaleje, a ja nie mogłem się doczekać, żeby ją zobaczyć. Wjechałem na podjazd i zaparkowałem, tuż za samochodem, którym przyjechała Ashley.. jest w domu, to dobrze. Wziąłem głęboki wdech i wysiadłem z samochodu cicho zatrzaskując za sobą drzwi. Usłyszałem śmiech Lisy, gdzieś obok domu, więc postanowiłem iść w tamtym kierunku. Jeśli jest tam mała, duże prawdopodobieństwo, że będzie tam też dziewczyna. Zaszedłem już za róg domu i zauważyłem małego pieska, biegnącego za jakieś paprotki, rosnące niedaleko. Usłyszałem rozbawiony głos Ashley, więc zacząłem iść jeszcze szybciej….
To co zobaczyłem… nagle się zatrzymałem, moje nogi jakby wrosły w ziemię i nie miały zamiaru się ruszyć. Nie wierzyłem, że to widzę. Jakiś chłopak, obejmował Ash w pasie i trzymał ją w powietrzu, jakby powstrzymując przed ucieczką, na co ta cały czas się śmiała…. Cholera nie wierzę…
[L] Tata!- usłyszałem słaby głosik i zauważyłem Lisę, biegnącą szybko w moją stronę. Ashley nagle kazała chłopakowi postawić się na ziemię i spoważniała, spoglądając w moją stronę. Była w szoku, przestała mrugać, a przynajmniej tak mi się wydaję, a ona
spojrzała mi prosto w oczy. Choć dzieliło nas kilka metrów, doskonale widziałem jej śliczny kolor oczu, w których błyszczał strach, ale i radość… takie mam wrażenie….
[L] Tatuś, nareszcie jesteś!- małą powiedziała, stając przede mną i podnosząc rączki do góry, chcąc mnie przytulić
[H] Hej mała- wyrwałem się z osłupienia i podniosłem ją z ziemi, biorąc na ręce.
[L] Tatuś- powiedziała, jeszcze raz szybko mnie przytulając. Muszę przyznać, że bardzo się za nią stęskniłem. Pogłaskałem ją po pleckach i ponownie spojrzałem, na chłopaka, który przyglądał mi się badawczo. Zacisnąłem szczękę i oderwałem dziewczynkę, od siebie stawiając ją ponownie na ziemi. Zacisnąłem pięści wściekły, że on w ogóle ją dotknął, ruszyłem w stronę tej dwójki…. 



 jak wam się podoba ta część???? 
wow Harry jest już na miejscu... będzie się działo... 
część dopiero dzisiaj bo pisałam ją częściami, każdego dnia trochę więc wiem że być może są jakieś błędy lub nielogiczne zdania... 
cóż nie mam co się rozpisywać bo to nie ma sensu... co do komentarzy nie będę was do niczego zmuszać... ale czekam na nie z niecierpliwością mam nadzieję że jak ponownie wejdę na bloga będzie ich dużo :D
 cóż czekam :) przypominam że możecie się ze mną skontaktować na TT wszystko macie obok w opisie "O mnie" 
Mrs.Horan