sobota, 8 lutego 2014

Strong cz.19



                                 “Don't let me, Don't let me, Don't let me go”
                                                                                                 Don't let me go~Harry Styles
Delikatnie ją ujęłam i ścisnęłam… jednak byłam rozczarowana, gdy nie poczułam żadnego ciepła.. jego ręka była chłodna, a jego skóra była nieco jaśniejsza, przez co tatuaż stał się jeszcze bardziej wyraźny. Z moich oczu znowu poleciały łzy, nie mogłam tego powstrzymać, to było silniejsze ode mnie. Splotłam nasze dłonie i  delikatnie pocałowałam zewnętrzną stronę jego dłoni, po czym  przyłożyłam ją do mojego policzka….
[A] Skarbie…- zaczęłam mówić…..
                                                              ****
[A]…Harry mam nadzieję, że mnie słyszysz- przerwałam, żeby powstrzymać kolejną falę łez, jednak zaraz mówiłam dalej- wiem, że słyszysz… nic mi nie jest, lekarze dokładnie mnie zbadali.. to tylko żebra- uśmiechnęłam się blado i dotknęłam wolną dłonią jego policzka, lekko go pogładziłam i mówiłam dalej- Pani Doktor powiedziała, że już niedługo, będę mogła wyjść… Louis z Zaynem przywieźli do mnie Lisę…. Harry proszę cię… obudź się, powiedz że teraz już wszystko będzie dobrze… że między nami wszystko się ułoży i że będziemy szczęśliwi- załkałam i znowu zaczęłam płakać, po raz kolejny pocałowałam jego dłoń i spojrzałam za siebie, gdzie za szybą wciąż stał Zayn, spojrzałam na Harrego i mówiłam dalej
[A] Masz naprawdę dobrych przyjaciół, wiesz? Są tutaj wszyscy, opiekują się mną i Lisą, a Zayn pomógł mi, żebym mogła tutaj być… lekarze nie pozwalają… nikt nie może tu wchodzić… Harry proszę… wróć… pozwól nam to naprawić… nasz związek…- wciąż do niego mówiłam, a on nawet nie drgnął… był jakby martwy… nie miał na sobie koszulki, więc widziałam fragment bandaża, którym był owinięty na klatce piersiowej. Zawahałam się, ale ostrożnie położyłam głowę na jego ramieniu. Wpatrywałam się w niego i obserwowałam z jaką trudnością bierze kolejne wdechy… z chęcią spędziłabym tutaj kilka kolejnych godzin, dni.. dopóki Harry nie otworzy swoich ślicznych, zielonych oczu… nie mogłam się doczekać, kiedy znowu zobaczę tą śliczną, żywą zieleń, kiedy się śmieje, a jego policzki dodatkowo zdobią dwa urocze dołeczki… mam nadzieję, że jeszcze to zobaczę… pomyślałam w jednej chwili, że jeśli on umrze… jeśli się podda to, to wszystko… stracę sens życia, przez te dwa lata, cały czas się oszukiwałam… wciąż go kochałam, ale starałam się ogłuszyć to uczucie nienawiścią... w pewnym momencie, moje rozmyślenia przerwał lekarz, który wszedł do sali Harrego. Podniosłam głowę z ramienia chłopaka, a lekarz uśmiechnął się lekko i powiedział
[W] Witam, to ja jestem lekarzem prowadzącym Harrego, nazywam się William Hill. Przyszedłem ci powiedzieć, że minęła już godzina i musisz wyjść
[A] Ale ja…- chciałam coś powiedzieć, jeszcze raz spojrzałam na Harrego i jeszcze mocniej ścisnęłam jego dłoń, którą trzymałam odkąd tutaj weszłam.
[W] Taka była umowa… Harry musi wypoczywać, żeby wrócić do siebie, daj mu czas..- powiedział spokojnie
[A] Jak długo tak będzie?- zapytałam, a po moim policzku znowu poleciały łzy
[W] Nie jestem w stanie ci tego powiedzieć- westchnął i chciał mnie  stamtąd zabrać
[A] Doktorze proszę.. niech Pan mi da jeszcze chwilkę… chcę się z nim pożegnać- powiedziałam, a lekarz kiwnął głową i wyszedł, zostawiając mnie samą. Spojrzałam na Harrego i przybliżyłam się do niego. Przejechałam ręką po jego mięciutkich włosach i powiedziałam
[A] Muszę już iść… mam nadzieję, że pozwolą mi tutaj przyjść jeszcze jutro.. obiecaj, że poczekasz… że mnie nie zostawisz… proszę cię.. nie pozwolę ci odejść**- powiedziałam łkając…- do zobaczenia jutro Harry… zrobię wszystko, żeby znowu tutaj przyjść.- pocałowałam go w czoło i dłoń, którą trzymałam, po czym położyłam ją ostrożnie na gładniej pościeli.
[A] Kocham cię- wyszeptałam, a na salę weszła pielęgniarka, która natychmiast podeszła do mnie i wyjechała moim wózkiem na korytarz. Zayn stał obok wejścia i czekał aż pielęgniarka i ja nie znajdziemy się obok niego.
[A] Zayn on jest taki… nieobecny- załkałam, a mulat od razu się pochylił i mnie przytulił, co trochę pomogło mi się opanować. Doktor William podszedł do nas i powiedział
[W] Ashley… mam coś dla ciebie… należy do Harrego- wyciągnął rękę, w której trzymał małe pudełeczko. Spojrzałam na nie i zabrałam z rąk lekarza
[W] To jego łańcuszek… opowiadał mi kiedyś, że dostał go od ciebie, więc na razie ty go trzymaj- powiedział z lekkim uśmiechem i chciał odejść, jednak ja odważyłam się go zapytać
[A] Doktorze, będę mogła przyjść tutaj jutro, tylko na trochę dłużej? Proszę- Mężczyzna spojrzał na mnie i westchnął cicho
[W] Niech będzie… umówmy się na 2 godziny dziennie ok.?- zapytał
[A] Dobrze.. dziękuję- uśmiechnęłam się do niego lekko i razem z Zaynem wróciliśmy do mojej sali.
[N] I jak?- zapytał Niall jak tylko znaleźliśmy się wewnątrz pomieszczenia
[A] Wracajcie do domu- powiedziałam i usiadłam na swoim łóżku. Zdjęłam bluzę Liama i mu ją oddalam
[A] Dziękuję Liam- uśmiechnąłem się blado
[Lou] Co z Harrym?- zapytał mnie Louis
[A] Jest… taki zimny, nieobecny… jakby…- zaczęłam płakać, bo „to” słowo nie mogło nawet przejść mi przez gardło
[L] Mama dlacego płaces?- nagle przypomniało mi się, że w pomieszczeniu jest również Lisa. Natychmiast otarłam łzy, a Zayn posadził ją na moim łóżku.
[A] Choć tu do mnie skarbie- powiedziałam i przytuliłam ją do siebie
[L] Nie płac, tata będzie smutny- powiedziała, co spowodowało, że jeszcze bardziej zachciało mi się płakać… wtuliłam się w jej małe ciałko, z całej siły starając się nie rozpłakać.
[A] Nie płaczę, wiesz to tylko…- musiałam przerwać, bo mój głos zaczął się załamywać- tylko… źle się czuję, wiesz- powiedziałam najbardziej przekonywująco jak tylko potrafiłam
[L] A gdzie jest tata?- zapytała spoglądając mi w oczy… tego się obawiałam… co mam jej teraz powiedzieć… otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, ale po prostu nie wiedziałam, co…
[Z] Lisa- do naszej rozmowy wtrącił się Zayn. Usiadł na brzegu łóżka i powiedział do niej
[Z] Twój tata wyjechał, bo ma dużo pracy, wiesz? Niedługo wróci- powiedział z lekkim uśmiechem
[L] Psyjedzie?- zapytała go
[Z] Pewnie, że tak- powiedział i spojrzał na mnie
[L] To dobrze… tęsknie za nim- powiedziała i znowu przytuliła się do mnie
[A] Ja też- powiedziałam cicho i pocałowałam ją w główkę
[A] Jedźcie do domu.. proszę was, jesteście zmęczeni- powiedziałam do chłopaków, a każdy spojrzał na mnie z powagą… byli w fatalnym stanie, każdy z nich miał podkrążone oczy
[Lou] Niee zostaniemy- powiedział Louis i przeczesał włosy ręką
[A] Powiedzcie mi, kiedy ostatnio spaliście? Zeszłej nocy…- zaczęłam, ale nie skończyłam przypominając sobie wszystkie zdarzenia
[L] Nie śpimy od 48 godzin- westchnął Liam
[A] Właśnie, jedźcie do domu i wypocznijcie, wrócicie jutro- powiedziałam stając się ich przekonać…
[N] Dobra, pojedziemy, ale jakby coś się działo to dzwoń ok.?- zapytał Niall
[A] Jasne, że tak- przytaknęłam
[L] Ok. to przyjedziemy jutro rano- powiedział Liam i zaczęli się zbierać.
[N] Trzymaj się- powiedział Niall i lekko mnie objął oraz uśmiechnął się sztucznie do Lisy, to samo zrobił Louis i Liam. Już po chwili w sali zostałam tylko ja, Lisa i Zayn
[A] Zayn ty też jedź do domu, jesteś zmęczony- powiedziałam cicho, lekko łapiąc go za rękę. Nie byłam pewna czy mnie nie odtrąci, jednak nie zrobił tego.
[Z] Co z Lisą? To nie jest dobry pomysł, żeby tutaj z tobą została… to szpital- powiedział
[A] Nie mam z kim jej zostawić.- powiedziałam, wciąż trzymając go za rękę
[Z] Nie może tutaj zostać- powiedział cicho, tak żeby Lisa zrozumiała jak najmniej
[A] Więc co?- zapytałam puszczając go
[Z] Dobra ja się nią zajmę- westchnął i wstał
[A] Słucham?- muszę przyznać, że trochę się zdziwiłam
[Z] Nie masz z kim jej zostawić prawda? Więc ja się nią zaopiekuję.- powtórzył. Na początku myślałam, że żartuje jednak z jego poważnej miny wywnioskowałam, że tak nie jest.
[A] Umiesz opiekować się dziećmi?- zapytałam
[Z] Nie, nie umiem, ale się nauczę, nie?- powiedział lekko i dodał tym razem szeptem- Zabijam ludzi, co wcale nie jest takie proste, jak się wydaje, więc z opieką nad dzieckiem też sobie poradzę.
Nie wiem dlaczego, ale trochę mnie to rozśmieszyło
[Z] Lisa, chcesz ze mną jechać?- zapytał małą, a ta pokiwała głową, że tak
[L] Taaak!- krzyknęła w końcu

[A] Sama nie wiem- westchnęłam
[Z] Daj spokój Ashley.. nie skrzywdzę jej przecież, jakoś sobie poradzimy, prawda- pochylił się i zapytał o to Lisę
[L] Taak- dziewczynka powiedziała i wyciągnęła rączki do Zayna. Chłopak wziął ją na ręce i spytał
[Z] To jak?
[A] Dobra niech będzie, to chyba najlepsze rozwiązanie- westchnęłam i dodałam- jedźcie do domu Harrego, po jakieś rzeczy dla niej ok.?- zapytałam, a Zayn pokiwał głową na zgodę i założył Lisie jej bluzę. Podałam mu klucze do domu, które miałam w szafce, a Zayn je odebrał i włożył do kieszeni.  
[L] Pójdziemy na plac zabaw??- zapytała, mulata, kiedy zaczęli zbierać się do wyjścia
[Z] Jasne- powiedział, ale widziałam, że nie jest z tego zadowolony.
[A] Lisa daj wujkowi dzisiaj odpocząć i grzecznie połóż się wieczorem spać, dobrze?- zapytałam i poczekałam, aż mała pokiwa głową na zgodę
[A] Zrób jej jakieś kanapki, daj jogurcik albo płatki z mlekiem, chyba że umiesz robić naleśniki- zażartowałam na co chłopak, lekko się uśmiechnął
[Z] Ok. to my idziemy- wziął małą za rączkę i zaczęli zmierzać ku drzwiom
[A] Jakby co to dzwoń- powiedziałam, a chłopak pokiwał głową i już po chwili zostałam sama. Podkuliłam nogi pod samą szyję i przykryłam się kołdrą. Sięgnęłam po pudełeczko, które dostałam od lekarza, a po powrocie położyłam na stolik. Delikatnie podniosłam wieczko i zobaczyłam łańcuszek. Dokładnie ten, który podarowałam kiedyś Harremu… miał kształt papierowego samolociku, bardzo mu się podobał. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Dałam mu go, w jego 19 urodziny… prawie 3 lata temu, a on nadal go miał i nosił… nawet po naszym rozstaniu, łańcuszek nadal był na jego szyi. Obracałam zawieszkę w palcach, kiedy zauważyłam jeden szczegół, którego wcześniej nie zauważyłam… jak mu go dawałam, to tego tam nie było, na jednym z ramion samolociku były wygrawerowane malutkie literki, które układały się w krótki napis „Ash <3” uśmiechnęłam się sama do siebie, dokładnie analizując wszystko co miało, wtedy miejsce. Byliśmy młodsi, szczęśliwi, szaleni, beztroscy i liczyło się tylko to, co do siebie czujemy… Harry wtedy po raz pierwszy odważył się mi coś zaśpiewać… zagrać na gitarze… nigdy wcześniej nie robił, tego przy kimś, mało kto wiedział, że ma taki talent, jednak ujawnił go mnie…
właśnie mnie…już wszyscy wtedy mówili, że Harry przy mnie się zmienił… zmienił się na lepsze, ale po rozstaniu znów stał się dla wszystkich zimny i oschły… ukrył swoje prawdziwe oblicze gdzieś na dnie swojej duszy i dopiero, wtedy w drodze do szpitala pozwolił wrócić swoim uczuciom. Westchnęłam, a z moich oczu poleciała kolejna ,samotna łza…. Prawie tak samotna, jak ja właśnie teraz… westchnęłam i zapięłam łańcuszek na swojej szyi. zamknęłam zawieszkę w dłoni i położyłam się na miękkie poduszki… nie wiem, co mam robić. Jest godzina 17:54 więc, jeszcze za wcześnie żeby iść spać, a wydawało by się, że to najlepsze rozwiązanie, żeby choć na chwilkę zapomnieć…
----Zayn…
Wyszedłem z Lisą ze szpitala i wsadziłem ją do fotelika w samochodzie. Na szczęście wiedziałem już jak je zapiąć, więc tym razem zajęło mi to tylko chwilkę. Wsiadłem za kierownicę i już po chwili wyjechaliśmy na główną ulicę prowadzącą do domu Harrego.

[L] Wujek gdzie jedziemy?- Lisa zapytała mnie, wyraźnie zaciekawiona
[Z] Pojedziemy do waszego domku, żeby zabrać kilka twoich rzeczy i pojedziemy do mnie- poinformowałem ją lekko się uśmiechając
[L] Tes mas taki ładny domek jak my?- zapytała, tym swoim dziecinnym głosem
[Z] Tak mam. Potem pojedziemy do wujka Nialla i na plac zabaw ok.?- zapytałem ją zerkając na światła
[L] Dobze, a jutro odwiedzimy mamę?- spojrzała na mnie
[Z] Jasne, odwiedzimy ją rano- powiedziałem i podjechaliśmy pod dom Harrego
[Z] No i jesteśmy- uśmiechnąłem się, choć nie miałem na to zbytnio ochoty i wysiadłem z samochodu. Wyciągnąłem ze środka Lisę i razem ruszyliśmy do domu. Otworzyłem drzwi i powiedziałem
[Z] Lisa pokarz mi, gdzie jest twój pokój- powiedziałem, a mała od razu chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła w stronę schodów, a potem na górę. Z tego co się orientuję, przeszliśmy obok pokoju Harrego i Lisa otworzyła drzwi zaraz obok. Wbiegła do środka i rzuciła się na łóżko. Wszedłem za nią i zacząłem szukać, w szafie jakiś walizek lub toreb podróżnych. W końcu udało mi się znaleźć niewielką różową torbę i zacząłem pakować do niej ubrania, które uważałem za najpotrzebniejsze. Kiedy torba była już pełna, zapiąłem zamek i wyszliśmy z jej pokoju.
[Z] No to jedziemy do mnie?- zapytałem i wziąłem ją na ręce, nie chcąc żeby spadła, próbując zejść sama na dół. Właśnie mieliśmy wychodzić, kiedy zauważyłem coś na kanapie. Puściłem Lisę i podszedłem bliżej… Kamizelka kuloodporna… ta, która należała do Harrego. Gdyby ją wtedy założył… wszystko byłoby inaczej… wszyscy mieli je na sobie, tylko nie on…
[L] Wujek jedziemy??- zapytała zniecierpliwiona Lisa, więc od razu się otrząsnąłem i podszedłem do niej. Wziąłem torbę i razem wyszliśmy z domu. Zamknąłem dokładnie drzwi i wróciliśmy do samochodu. Po jakiś 15-20 minutach byliśmy już u mnie. Zostało mi jeszcze tylko pojechać na plac zabaw i porozmawiać z Niallem na temat Lisy… 

**"nie pozwolę ci odejść"- coś w rodzaju odpowiedzi na tekst piosenki "Don't let me go" 

no i jest nowa część, wiem że jest do niczego.. jest nudna i nic się nie dzieje.... przepraszam :/ kolejną część dodam jutro lub we wtorek ale nie obiecuję :) 
Komentujcie!!! (czekam na minimum 10 kom.)  im więcej komentarzy tym szybciej dodam i napiszę nową część bo wtedy dostaję niezłego kopa (cieszą mnie też dłuższe komentarze bo te o treści "super" , "extra" czy "cudne" niewiele mi mówi... nie wiem co tak naprawdę myślicie... 
(zapraszam na TT  @ ILoveOn57484817
 możecie się tam ze mną skontaktować :) )


no to czekam na jakieś dłuższe komentarze papa :) 
Mrs.Horan 

środa, 5 lutego 2014

Strong cz.18



                            „Nie ważne jak życie jest ciężkie, nie trać nadziei” 
                                                                                                                                                        Zayn Malik

[W] Dalej nic! Pacjent nie oddycha!- doktor William, krzyczał do kolejnych pielęgniarek, które starały się pomóc. Cholera! Chciałem wejść do środka, jednak jedna z młodych stażystek, zatrzymała mnie na korytarzu….
Jedyne co słyszałem to ciągły dźwięk, oznaczający śmierć mojego przyjaciela….
                                                                        *****
[S] Nie może Pan tam wejść! Nie pomoże Pan!- Stażystka krzyczała na mnie, z całej siły próbując utrzymać mnie na korytarzu

[Li] Tam jest mój przyjaciel!- powiedziałem, wskazując na łóżko, gdzie umierał Harry
[S] Rozumiem, ale nie może pan tam wejść- powiedziała i posadziła mnie na krzesło
[W] Defibrylator!! Szybko!- usłyszałem wołanie lekarza i natychmiast się podniosłem. Spojrzałem przez szybę i zobaczyłem jak Lekarz pochyla się nad ciałem Harrego i przykłada mu urządzenie do klatki piersiowej, po czym chłopak pod wpływem prądu porusza się na łóżku.
[W] Nie reaguje! Jeszcze raz!- lekarz krzyczy ponownie i znowu przykłada mu urządzenie do ciała
[D] Dalej nic!- mówi lekarka, która przyszła mu pomóc
[W] Jeszcze raz! –lekarz nie daje za wygraną za co jestem mu wdzięczny i kolejny raz, wywołuje silne elektrowstrząsy….
----Zayn….
Przez prawie całą drogę do domu sąsiadki Harrego, nie gadałem z Louisem. Wkurzył mnie, tym co powiedział na korytarzu, w szpitalu, kiedy szliśmy do sali Ashley… ok. może ja też jej nie lubiłem, nadal na nią nie przepadam, ale siedziałem obok mniej, kiedy ona była w kompletnej rozsypce i trzymała na swoich kolanach głowę Harrego. Była zrozpaczona, bała się o niego… naprawdę jej na nim zależy, tak jak i jemu na niej… przez cały czas, kiedy gadaliśmy… przed tym całym porwaniem mówił, że nie jest ważna, ale w końcu powiedział prawdę… wyznał jej miłość, bo myślał, że umrze… Skoro on ją kocha, to my musimy ją zaakceptować. Nie znałem jej wcześniej, te kilka lat temu, kiedy była z Harrym… nie wiem jaka jest i chcę ją poznać…
[Lou] Przepraszam za to co powiedziałem w szpitalu- powiedział w końcu Louis, przerywając moje rozmyślenia
[Z] Nie powinieneś był tego mówić- przyznałem
[Lou] Wiem, poniosło mnie… ja właściwie jej nie znam… -zaczął
[Z] Louis ja też jej nie znam, kiedy poznałem Harrego to już nie byli razem, dobrze o tym wiesz, ale uważam, że musimy dać jej szanse- powiedziałem
[Lou] Może i tak, sory… między nami ok.?- zapytał i wyciągnął do mnie rękę
[Z] Jasne stary- uśmiechnąłem się lekko i podałem mu dłoń
[Lou] Co jak co, ale to ty będziesz zajmował się Lisą- zaśmiał się brunet i skręcił na posesję sąsiadki Harrego
[Z] Będzie ciężko- powiedziałem szczerze i wysiadłem z samochodu. Poczekałem aż Louis obejdzie samochód i razem ruszyliśmy do wejścia. Zapukałem delikatnie w
drzwi i czekaliśmy, aż ktoś nam je otworzy. Już po chwili brązowy prostokąt lekko się uchylił, a zza nich wyjrzała starsza kobieta
[Lou] Dzień dobry- uśmiechnął się sztucznie Louis
[I] Witam, Panowie w jakiej sprawie?- zapytała od razu
[Z] My jesteśmy przyjaciółmi Harrego, on poprosił nas, żebyśmy odebrali Lisę, bo on nie może tego zrobić.- powiedziałem najspokojniej jak umiałem
[I] Który z Panów to Niall?- zapytała i spojrzała raz na mnie, a raz na Louisa
[Z] Żaden, ja jestem Zayn, a to jest Louis- wskazałem na siebie i chłopaka obok mnie
[I] Przykro mi, ale Pan Harry kazał mi, oddać małą tylko Panu Niallowi lub jego dziewczynie- powiedziała podejrzliwie i chciała zamknąć drzwi, które w ostatniej chwili zatrzymałem
[Z] Niall jest również naszym przyjacielem, ale niech nam Pani uwierzy… chcemy małą odwieźć do Harrego- powiedziałem delikatnie się uśmiechając
[I] Jak mam Panom uwierzyć?- zapytała bezradnie, a ja usłyszałem jak ktoś podbiega do drzwi
[L] Wujek Ziajn!- nagle, zaraz obok Pani Isabeli pojawiła się dziewczynka, która przytuliła się do mojej nogi… cholera… co mam zrobić? Lisa przytulała mnie z całej siły, a ja nie wiem jak mam zareagować. Spojrzałem na Louisa, który był tak samo zdezorientowany jak ja. Przykucnąłem lekko ją od siebie „odklejając”
[Z] Cześć Lisa- uśmiechnąłem się lekko, a ona powiedziała do Pani Isabeli
[L] To ją moi wujkowie i mogę z nimi jechać
[I] Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.. Pan Styles wyraźnie mnie prosił, żebym nie oddawała małej nikomu innemu jak jemu lub Panu Niallowi- westchnęła ciężko spoglądając na Louisa
[Lou] Harry jest naszym przyjacielem, pracujemy razem i naprawdę nie musi się pani nas obawiać- powiedział spokojnie Louis, chociaż widziałem jego rosnące zdenerwowanie. Wstałem i powiedziałem
[Z] Naprawdę niech nam pani zaufa- starsza kobieta kiwnęła głową i przyniosła rzeczy małej. Dziewczynka wzięła swojego misia i podała mi rękę.
[Lou] Dziękujemy jeszcze raz za opiekę nad Lisą, dowidzenia.- Louis powiedział uprzejmie i wróciliśmy do samochodu
[Z] Jadłaś już coś?- zapytałem dziewczynkę, kiedy usiłowałem zapiąć pas od jej fotelika. Jednak to było na tyle skomplikowane, że nie mogłem sobie poradzić
[L] Tak, Pani Isabela dała mi pysne kanapki.- powiedziała i zaczęła się wiercić, co nie ułatwiło mi zapięcia pasów.  Louis widząc to, że kompletnie nie wiem jak je zapiąć, westchnął i wysiadł z samochodu. Podszedł z mojej strony i powiedział
[Lou] Daj to, ja spróbuję, bo inaczej nie ruszymy z pod domu jeszcze przez godzinę- odsunąłem się, tym samym dopuszczając go do pasów.
[Z] Ta, to nie takie proste, zobaczymy czy ty będziesz umiał je zapiąć. – powiedziałem i oparłem się o samochód. Po jakiś 5 minutach  końcu wspólnie udało nam się dojść do tego, jak to się zapina i mogliśmy wracać do szpitala. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Mam nadzieję, że z Harrym wszystko jest w porządku….
---Liam…
Dźwięk wydobywający się z aparatury, nie przestawał rozbrzmiewać na sali, co oznaczało, że Harry…
Usiadłem bezradnie na krześle i pochyliłem lekko głowę. Splotłem dłonie na karku i po prostu się wyłączyłem… chłopak, którego znam kilkanaście lat, mój przyjaciel umiera… a ja nie mogę mu pomóc. Zerwałem się i ponownie stanąłem przy wielkiej szybie. Kolejny wstrząs i słowa…
[W] Jest, jest!! Mamy go!- krzyknął lekarz, który jeszcze przed chwilką przeprowadzał reanimację i elektrowstrząsy. Spojrzałem na monitor wskazujący funkcje życiowe… „Kreska” zaczęła się poruszać i rysować różne wzory… Cholera! Żyje…

Od razu poczułem wielką ulgę i lekko się uśmiechnąłem. Przetarłem twarz dłońmi i wziąłem głęboki wdech. Usłyszałem za sobą kroki i już po chwili obok mnie stał Zayn z Louisem, którzy już najwyraźniej wrócili z Lisą.
[Z] Co się dzieje?- zapytał Zayn i spoglądał, wraz z Louisem na to co dzieje się w sali
[Li] Harry właśnie… cudem udało się go odratować, on umierał… ale na szczęście udało im się przywrócić go do żywych- westchnąłem i spojrzałem na chłopaków
[Lou] Ale jak to? Przecież..- zaczął Louis, ale gwałtownie przerwał, kiedy z sali wyszedł lekarz prowadzący
[W] Witam ponownie- westchnął i podał im rękę, bo ze mną widział się wcześniej
[Z] Co się dzieje?- zapytał zszokowany Zayn
[W] Liam wszystko widział… Harry, po prostu przestał oddychać, jego serce stanęło, operacja była ciężka, a jego organizm jest wykończony… Długo nie udawało nam się go przywrócić, wciąż jest niestabilny i takie akcje, jak ta przed chwilką, mogą się powtórzyć. Harry nie jest w stanie sam oddychać, więc tym celu go jego gardła została wprowadzona rurka…
[Li] Co dalej?- zapytałem przerywając jego monolog
[W] W wyniku dość długiego zatrzymania akcji serca, Harry wpadł w śpiączkę.
[Lou] Na jak długo?- dopytywał się Louis
[W] Tego nie jestem w stanie określić… to może trwać dzień, tydzień, miesiąc, a nawet rok…
[Z] Przecież macie możliwość wybudzenia go- powiedział Zayn
[W] Nie w tym wypadku… wybudzić możemy z śpiączek, które wywołaliśmy, a w tym przypadku, to już jest decyzja jego organizmu…
[Li] Było zagrożenie… czy.. czy on wciąż może umrzeć?- zapytałem, mając nadzieję, że zaprzeczy
[W] Zagrożenie nie minęło, a wręcz przeciwnie, nawet się zwiększyło …przykro mi. Zrobię co w mojej mocy, żeby nie doszło do najgorszego, ale teraz wszystko zależy od Harrego… od jego woli..- powiedział i lekko nas wyminął. Zayn i Louis wciąż przyglądali się Harregmu, który spokojnie leżał na szpitalnym łóżku.
[Li] Gdzie jest Lisa?- zapytałem
[Z] Siedzi z Niallem u Ashley- powiedział Zayn i włożył ręce do kieszeni, swojej skurzanej kurtki.
[Lou] Co teraz? Co powiemy Ashley, ona musi wiedzieć prawdę…- powiedział Louis i spojrzał na nas…
---Ashley….
Delikatnie uniosłam powieki i to co zobaczyłam, bardzo mnie zdziwiło. Obok mnie siedział Niall i uważnie mi się przyglądał
[A] Co ty tutaj robisz?- zapytałam zaskoczona jego obecnością
[N] Hej, wyspałaś się?- zapytał cicho
[A] Tak, dziękuję- uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na podłogę. Lisa siedziała na posadzce i bawiła się misiem.
[A] Lisa, córeczko chodź do mamusi- powiedziałam głośniej, a mała od razu zerwała się z podłogi. Chciałam się podnieść, ale niestety moje żebra dały mi o sobie znać, przez co od razu ponownie, położyłam się na poduszki. Niall widząc, że znowu zaczęło mnie boleć, wstał i posadził Lisę na brzegu mojego łóżka. Dziewczynka od razu się do mnie przytuliła. Matko, jak ja za nią tęskniłam. Pocałowałam ją w główkę
[A] Dziękuję –szepnęłam do Nialla, na co ten tylko się uśmiechnął
[L] Mamo… co ci się stało?- zapytała, Lisa spoglądając prosto w moje oczy
[A] Wiesz miałam wypadek, ale już jest dobrze- uśmiechnęłam się najlepiej jak potrafiłam, a dziewczynka ponownie się we mnie wtuliła. W tym momencie do pomieszczenia wszedł Louis, Zayn i Liam. Wszyscy troje mieli smutne miny i byli przygnębieni.
[Lou] Chyba musimy pogadać- powiedział poważnie Louis i spojrzał na Lisę siedzącą na moim łóżku. Liam podszedł bliżej nas i pochylił się obok dziewczynki
[Li] Lisa chodź pójdziemy zobaczyć czy nie mają tutaj, czegoś dobrego do jedzenia. Co ty na pyszne gofry z bitą śmietaną?- zapytał, a Lisa pokiwała głową i wyszła z sali razem z Liamem.
[A] Co się dzieje? Coś z Harrym? Gdzie on jest?- zapytałam nieco wystraszona. Niall wydawał się nic nie widzieć, tak samo jak ja, więc spojrzałam na Zayna. Chłopak stanął przy moim łóżku i zaczął mówić… powiedział o tym, że Harry był reanimowany, że nie oddycha już samodzielnie, że popadł w śpiączkę i może umrzeć… z moich oczu zaczęły płynąć łzy.. nie byłam w stanie i nie chciałam ich powstrzymywać. Niall był w takim szoku jak i ja, więc kiedy Zayn skończył mówić, blondyn wziął swoje kule, którymi się podpierał i wyszedł na korytarz.
[Lou] Pójdę za nim- Louis wskazał na drzwi i wyszedł
[A] Zayn on nie może….- starałam się coś powiedzieć, ale łzy zupełnie mi to uniemożliwiły. Mulat nie wiedział co ma zrobić, więc przysiadł na brzegu łóżka i przyciągnął mnie do siebie. Delikatnie uważając na moje żebra, przycisnął mnie do siebie i przytulił
[Z] Cii.. będzie dobrze, musi być- wyszeptał. Wtuliłam się w jego ramie i zaniosłam się jeszcze większym płaczem.
[A] Nie chcę..- starałam się powiedzieć, ale przez płacz nie byłam w stanie nawet wziąć oddechu, który i tak było ciężko zdobyć, przez bolące mnie części ciała.
[Z] Przestań… nie możesz się rozklejać, musisz być silna. Nie ważne jak życie jest ciężkie, nie trać nadziei- powiedział i odsunął mnie od siebie na kilka centymetrów. Dotknął mojego policzka i wytarł moje łzy.
[A] Chcę go zobaczyć- powiedziałam w końcu
[Z] Nie wiem czy to teraz możliwe- powiedział spokojnie
[A] Proszę cię… zrób coś, chcę przy nim tylko trochę posiedzieć, nic więcej- powiedziałam starając się go przekonać.
[Z] Pójdę zapytać lekarzy, zobaczę co da się zrobić- Zayn westchnął i wstał.
[A] Dziękuję ci, wiem że mnie nie lubisz, ale mnie wspierasz, potrzebuję tego… dziękuję- powiedziałam, kiedy Zayn stał już przy drzwiach. Natomiast on nie powiedział nic, tylko wyszedł zostawiając mnie samą.
----Zayn…
Wyszedłem na korytarz i zauważyłem Louisa i Nialla niedaleko na krzesłach. Podszedłem do nich i zauważyłem, że Niall kompletnie się rozkleił.
[Z] Ona chce go zobaczyć… pójdę spytać, lekarzy czy będzie mogła. Idźcie do niej, nie powinna teraz być sama. –powiedziałem do chłopaków, a oni kiwnęli głowami na zgodę. Westchnąłem i poszedłem dalej. Kiedy szedłem do gabinetu Doktora Williama spotkałem Panią Emily, lekarkę, która zajmowała się Ashley.
[Z] Emily- zatrzymałem ją, znaliśmy się już dość długo, więc mówiliśmy sobie po imieniu
[E] Hej, o co chodzi, coś z Ashley?- zapytała marszcząc czoło
[Z] Nie chodzi o to, my powiedzieliśmy jej o stanie Harrego i…- zacząłem, ale ona mi przerwała
[E] Co zrobiliście? Czy wyście powariowali!! Dlaczego jej o tym powiedzieliście? Czy wy widzicie w jakim ona jest stanie? Jest na skraju załamania nerwowego, a wy jej powiedzieliście, że jej chłopak umiera!- zaczęła wrzeszczeć
[Z] Ona musi o tym wiedzieć! Chce się z nim zobaczyć i pytam ciebie czy może!- ja również podniosłem głos, sfrustrowany tym, że ona zrobiła to pierwsza
[E] Posłuchaj, Ashley jest w całkiem dobrym stanie fizycznym, jej żebra będą się zrastać, a czas rekonwalescencji będzie trwał od 3 do 6 tygodni.. właściwie za jakieś kilka dni, mogę wypisać jej leki i wypuścić ze szpitala, natomiast jej stan psychiczny pozostawia wiele do życzenia… jest załamana, przeżyła traumę, była bita i grożono jej śmiercią. Teraz jeszcze ta sprawa z Harrym… naprawdę, ja już nie wiem, co teraz… uważam, że kiedy go zobaczy, będzie jeszcze gorzej
[Z] Nie, gorzej będzie, kiedy go nie zobaczy.. ona tego chce. Wiesz, że jest niespokojna teraz, a przy nim może będzie inaczej… -starałem się ją przekonać, że mam rację, co w końcu mi się udało. Skinęła lekko głową i poszła do swojego pokoju. Pozostała mi jeszcze tylko rozmowa z Lekarzem prowadzącym Harrego
Zapukałem do jego gabinetu i od razu wszedłem do środka.
[W] O czym chcesz porozmawiać?- zapytał, kiedy usiadłem na krześle naprzeciwko niego
[Z] Pozwól Ashley wejść na salę, w której leży Harry- powiedziałem, opierając się o jego biurko
[W] Widziałeś w jakim jest stanie… nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł.. on potrzebuje teraz spokoju- powiedział zerkając w dokumenty
[Z] Doktorze myślę, że tak będzie dobrze dla obydwojga…- chciałem dodać coś jeszcze, ale od razu mi przerwał
[W] Zayn nie wydaje mi się, żebyś był lekarzem… nie ma o czym gadać, nie wyrażam zgody na wejście na salę Harrego- powiedział stanowczo
[Z] Wyrazisz tą pieprzoną zgodę!- krzyknąłem, uderzając ręką w stół
[W] Jak na razie ja tu rządzę i ja prowadzę leczenie Harrego! Nie. Wyrażam. Zgody. Na. Odwiedziny.- powiedział, dokładnie akcentując poszczególny wyraz ostatniego zdania
[Z] Wyrażasz- powiedziałem stanowczo- Daj jej chociaż godzinę… - dodałem już spokojniej
[W] Doktor Emily wyraziła zgodę?- zapytał
[Z] Nie ma nic przeciwko- powiedziałem
[W] Dobra niech będzie… godzina i ani minuty dłużej- powiedział i oparł się o swój fotel
[Z] Dzięki- powiedziałem i wstałem z miejsca. Podałem mu dłoń i lekko ją uścisnąłem, po czym wyszedłem z gabinetu Doktora Williama. Westchnąłem ciężko i wróciłem do sali Ashley, gdzie siedzieli wszyscy. Lisa bawiła się z Liamem, a chłopacy starali się pocieszyć dziewczynę, leżącą na łóżku. Jak tylko Ashley, mnie zobaczyła od razu spytała
[A] Zayn i co? Mogę go zobaczyć?
[Z] Nie było łatwo, ale tak.. masz godzinkę- powiedziałem i zdobyłem się na lekki uśmiech.
----Ashley….
Odsunęłam od siebie kołdrę i chciałam wstać, ale Niall mnie zatrzymał.
[N] Nie pójdziesz, na korytarzu stoi wózek.- powiedział, a Zayn wyszedł by po chwili wrócić z pielęgniarką, która przyprowadziła go i podjechała obok mnie. Razem z Zaynem pomogli mi usiąść na wózku, a Zayn podał mi bluzę, którą przed chwilą zdjął Liam
[Z] Załóż, na korytarzu jest chłodniej niż tutaj- spojrzałam na mulata i przeniosłam wzrok na Liama, który teraz mi się przyglądał. Nie wiedziałam czy mogę, tak po prostu założyć, na siebie jego bluzę, bez żadnego pozwolenia. Kiedy Liam kiwnął głową, że mogę ją założyć, ostrożnie naciągnęłam rękawy na ręce i zapięłam bluzę prawie pod samą szyję.. jego perfumy były bardzo ładne… mieszanka mięty z jakimś kompletnie nie znanym mi zapachem, który był śliczny… jednak bardziej chciałabym poczuć, zapach ciała Harrego…

[A] Dziękuję- powiedziałam, a pielęgniarka wraz z Zaynem i ze mną na wózku wyjechała z sali. Spojrzałam na mulata, który szedł obok mnie i delikatnie się do niego uśmiechnęłam, chłopak zrobił to samo i już po chwili byliśmy w odpowiednim miejscu, pielęgniarka dała mi jasnozielony, półprzezroczysty fartuch, w którym mogłam wejść na salę.
[Z] Pamiętaj, że masz tylko godzinę- przypomniał mi Zayn, a ja założyłam fartuch na zbyt dużą na mnie bluzę i głęboko westchnęłam, kiedy pielęgniarka wjechała ze mną na salę. Zayn został na korytarzu i obserwował spokojnie, wszystko przez szybę. Harry zawsze taki pełny życia, wyglądał teraz strasznie… jego śliczny uśmiech i dołeczki nie gościły teraz na bladej twarzy. Pielęgniarka zostawiła mnie samą i również wyszła na korytarz. Z jego ust wystawała rurka, która dostarczała mu przez aparaturę tlen, umożliwiając oddychanie, był podłączony do kroplówek i różnych urządzeń mierzących jego stan. W nadziei, że poczuję jego ciepło chwyciłam jego dłoń. Delikatnie ją ujęłam i ścisnęłam… jednak byłam rozczarowana, gdy nie poczułam żadnego ciepła.. jego ręka była chłodna, a jego skóra była nieco jaśniejsza, przez co tatuaż stał się jeszcze bardziej wyraźny. Z moich oczu znowu poleciały łzy, nie mogłam tego powstrzymać, to było silniejsze ode mnie. Splotłam nasze dłonie i  delikatnie pocałowałam zewnętrzną stronę jego dłoni, po czym  przyłożyłam ją do mojego policzka….
[A] Skarbie…- zaczęłam mówić….. 



hej no i jest kolejna część... wiem że czekacie długo ale na prawdę robię co mogę żeby pisać dla was opowiadanie... przepraszam was już chyba po raz setny ale muszę to zrobić 
PRZEPRASZAM
wiem że czekacie i naprawdę nie chcę dodawać części tak rzadko ale niestety nie dam rady częściej.... kolejna część pojawi się mam nadzieję w sobotę lub być może jutro ale tego nie jestem pewna.... (jak już to wieczorem) 
mam nadzieję że jeszcze tutaj jesteście i nie odeszliście... 
proszę was o minimum 10 komentarzy ok???
czekam
Mrs.Horan 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Zwiastun do opowiadania "Strong"

Kochani!!!
Oto zwiastun do opowiadania pt."Strong"
https://www.youtube.com/watch?v=W2JUyf2L--4#t=12

jest na prawdę świetny i dziękuję z całego serca twórczyni tego zwiastuna Hariet Styles!!!
Jesteś cudowna i najlepsza!!! Jeszcze raz dziękuję <3 bo mam nadzieję że to czytasz :)
Mrs.Horan