niedziela, 14 grudnia 2014

Strong cz.51

                  Rozdział zawiera sceny erotyczne, czytasz na własną odpowiedzialność.
                                             (jeśli chcesz możesz po prostu ominąć daną scenę..) 

-Nie musiałaś tak na niego naskakiwać- mówię, kiedy wracam do salonu.
-Wiem. Nie chciałam. Ale do cholery… Dlaczego on się tego boi?- pyta, wzdychając
-Mi też nie było łatwo podjąć decyzję, kiedy pojechałem po ciebie.- mówię i wychodzę do kuchni…
                                                      *****
~~Ashley~~
Jestem nieco.. zaskoczona i poirytowana, kiedy Harry wychodzi do kuchni. Natychmiast wstaję i podążam za nim
-O czym mówisz?- pytam, stając w progu
-O tym, że nie powinnaś się wtrącać. Niall przyszedł się wyżalić. To mój przyjaciel i nie powinnaś na niego najeżdżać. –mówi nawet na mnie nie spoglądając
-Więc co? Może powiesz, że powinnam pogadać z Dianą?- prycham, a on w końcu na mnie spogląda
-Może to nie jest taki najgorszy pomysł- sugeruje
-Nie ma mowy! Mówisz, że to twój przyjaciel i ok… ale ja zaprzyjaźniłam się z Dianą! I jestem po jej stronie!- nie wiem dlaczego, ale zaczyna mnie to wkurzać…
-Nie wrzeszcz ,ok.? Myślałem, że Niall jest też twoim przyjacielem!- zaczyna
-Harry jesteś niezawodny- prycham
-Nie ma nawet mowy! Nie chcę się w to wtrącać i ty też nie powinieneś!- krzyczę
-W sumie dobrze się stało. Kobiety przy naszych „zajęciach” to nie koniecznie dobry pomysł.- zerka na mnie i wychodzi. Ok… czuję się źle.. dla mnie jego słowa miały dość dwuznaczne znaczenie.. Jestem w lekkim szoku. Myślałam, że jest między nami ok… tym czasem okazuję się niepotrzebna.. Wzdycham po czym udaję się do salonu. Chłopak stoi przy oknie ze szklanką soku w dłoni
-Dzieci też, prawda?- pytam z wyrzutem, a on na mnie spogląda
-Co?- unosi brwi
-Kobiety i dzieci… to nie koniecznie dobry pomysł, przy tym co robicie- wyjaśniam, a on wzdycha
-Ash proszę cię nie szukaj powodu do sprzeczki, ok.?!- pyta, i wiem że jest na skraju wytrzymania
-Ok.. przynajmniej dokładnie wiem na czym stoję Harry. Zawsze jak cieszę się z tego co robisz, ty odwalasz coś takiego.- mówię i czuję się żałośnie
-Co takiego niby robię?!-
-Cały poranek..śniadanie, kąpiel i… a potem co? Wyraźnie zaznaczasz, że jestem tu zbędna.- odzywam się cicho  
-Ashley do kurwy, nawet nie miałem na myśli ciebie!- krzyczy
-Czyżby?- pytam
-Kurwa nie!!- wrzeszczy po raz kolejny i rzuca szklanką w ścianę. Zupełnie się tego nie spodziewałam, więc podskoczyłam nieco i odsunęłam się o krok. Na ścianie został mokry ślad po soku, a drobne kawałki szkła rozsypały się na podłodze. Stało się… po raz pierwszy od dłuższego czasu, w moich oczach znowu stanęły łzy. Spojrzałam na Harrego, ale on nie patrzył na mnie. Zaciskał zęby i przeczesywał włosy dłonią, po czym w końcu odwrócił się do mnie
-Nie mówiłem o tobie- mówi spokojnie, widząc mój strach. Po raz kolejny wzdycha i unosi dłoń w moją stronę. Nie wiem czego oczekuje.. nie wiem co mam zrobić… więc po porostu podchodzę bliżej. Harry łapie moją dłoń i przyciąga mnie do siebie.
-Przepraszam- mówi w moje włosy, a ja chowam głowę w zagłębieniu jego szyi
-Nie miało to tak zabrzmieć- wyjaśnia
-Niall twierdzi, że może to lepiej, że się rozstali. Wiesz.. dopóki nie wie.- kontynuuje
-Mimo to, że są naszymi przyjaciółmi nie powinniśmy się o to kłócić- przyznaje i delikatnie mnie odciąga, kładąc obie dłonie na moich policzkach
-Przepraszam- mówi po raz drugi, a ja kiwam głową. Chłopak ociera moje łzy i delikatnie się uśmiecha
-Powiedz coś- prosi
-Nie mów tak dwuznacznych rzeczy Harry… nie masz pojęcia jak to boli- szepczę, a on kiwa głową i ponownie mnie przytula. Przez kilka minut.. może sekund, zdążam się uspokoić. Płacz zupełnie mija, a ja zaczynam cieszyć się z bliskości chłopaka
-Posprzątam to- mówię w końcu i chcę odsunąć się od Harrego
-Nie ma mowy. Ja to zrobiłem, ja posprzątam- całuje mnie w policzek, po czym podąża do kuchni, by wrócić z miotłą i szufelką. Nie mogę nic poradzić na to, że zaczynam chichotać
-Co?- unosi brwi i spogląda na mnie
-Harry Styles… z miotłą. Ciekawy widok- śmieję się, a on kręci głową
-Gdyby kilka osób mnie teraz zobaczyło… -zaczyna
-Przestaliby się ciebie bać- dodaję za niego, a on się zatrzymuje. Uśmiecha się lekko, po czym idzie wysypać kawałki szklanki do kosza
-Zaskakujesz mnie dzisiaj- mówię, kiedy wraca z kuchni
-Dlaczego?- pyta i przysiada na oparciu kanapy, tuż obok mnie
-Robisz śniadanie, proponujesz kąpiel… robisz wiele innych rzeczy…- mówię, a on chichocze
-„Innych rzeczy”- powtarza, a ja się uśmiecham

-Jeszcze nie skończyłem na dzisiaj- zaskakuje mnie
-Nie? –unoszę brwi, a on staje przede mną
-Co ty na.. resztę dnia, w łóżku?- pyta, a ja przygryzam wargę..
-Proponujesz coś?- droczę się, a on chichocze.
-Wczoraj ty to robiłaś..- przypomina mi i ciągnie mnie za rękę w stronę schodów. Podążam za nim, a po chwili jesteśmy już w sypialni
-Dokończmy coś co zaczęliśmy rano..-szepcze mi na ucho, po czym złącza nasze usta w długim i zachłannym pocałunku. Śmieję się, nie odrywając od niego ust, a on skutecznie ciągnie mnie za sobą do łóżka. Delikatnie popycha mnie na miękki materac, a już po chwili pojawia się nade mną.
-Bez gadania?- pytam, a on zaczyna się śmiać, przypominając sobie ostatni raz u cioci.
-Cii- przykłada palec do swoich ust, a potem pochyla się i zaczyna całować skórę na mojej szyi, szczęce i obojczyku, od czasu do czasu zostawiając lekkie zaczerwienienia. Wplatam dłoń w jego włosy, na co się uśmiecha, po czym unosi moją lewą nogę, uginając ją w kolanie.
-Koszulka- szepczę, podwijając czarny materiał na jego ciele, więc od razu pomaga mi się go pozbyć i powraca do moich ust.
Kolejna fala ciepła rozchodzi się po moim ciele, kiedy jego dłoń podąża po moim udzie w górę, w pewnym momencie zahaczając o koszulkę, więc unoszę się lekko ,a on ją ściąga. Następne w kolejce są moje dresy i bielizna, która znika z mojego ciała równie szybko. Nie mogę się skupić, kiedy jego dłoń podąża coraz niżej, aż w końcu dociera do mojego najwrażliwszego punktu. Zabieram stamtąd jego dłoń i splatam ją z moją, po czym przyciągam go do pocałunku. Nie protestuje, a wręcz przeciwnie, pogłębia go i przeciąga. Korzystając z okazji, odpinam jego pasek i spodnie, po czym staram się zsunąć je z jego bioder. Wkurzam się, kiedy nic z tego nie wychodzi, a Harry zaczyna cicho się śmiać
-Mógłbyś pomóc-  klepię go w ramię, a on podnosi się nieco i ściąga spodnie wraz z bokserkami
-O to chodziło?- pyta, powracając nade mnie
-Dokładnie- uśmiecham się i składam małe pocałunki na jego szyi. nigdy nie byłam wystarczająco śmiała, jeśli chodzi o to wszystko. Wręcz przeciwnie niż Harry. Chłopak jest nieco zaskoczony, kiedy biorę go w dłoń i delikatnie ściskam. Poruszam dłonią w górę i w dół, a Harry cicho pojękuje, więc bardzo mnie to cieszy. Przyspieszam nieco swoje ruchy, a chłopak chowa głowę w moje włosy i ciężko oddycha, starając utrzymać się na jednej dłoni. Droczę się z nim, przestając na chwilkę, a kiedy na mnie spogląda, uśmiecham się i ponownie kładę dłoń na całej jego długości. Harry zamyka oczy, a na jego twarzy pojawia się przyjemny grymas.
-Ashley..- szepcze i dotyka ustami mojego policzka, zanim dochodzi w mojej dłoni. Słyszę jego przyspieszony oddech i mam pełną satysfakcję z tego, co się stało. Zauważam, że chłopak wciąż mi się przygląda i kiedy tylko na niego spoglądam, natychmiast znajduje moje usta i przylega do nich swoimi. Wydaje mi się, że teraz jest nieco bardziej nachalny.. gwałtowny, ale nie przeszkadza mi to. Wręcz przeciwnie. Uśmiecham się, kiedy sięga do stolika i wyjmuje małą paczuszkę. Podaje mi ją i czeka aż otworzę, jednak nic nie mogę na to poradzić, że opakowanie nie chce się rozerwać. Harry zaczyna się śmiać, aż w końcu mi pomaga i rozrywa je zębami. Wręcza mi jego zawartość i cierpliwie czeka, zanim założę prezerwatywę na jego penisa. Chłopak wyrzuca za siebie puste opakowanie i szeroko się uśmiecha, zanim powracamy do poprzedniej pozycji. Harry ponownie zaczyna mnie całować i czuję go tuż przy moim wejściu, by po chwili poczuć go w sobie. Chłopak odrywa się ode mnie i spogląda mi w oczy, kiedy po raz kolejny się porusza.
~~Harry~~
Boże.. czuć to tak dobrze. Kiedy spoglądam w jej oczy, nie widzę żadnego sprzeciwu, żadnego znaku, że tego nie chce. Pomimo tego, że robiliśmy to wiele razy, staram się być ostrożny. Ash nie należy do kobiet, które chcą załatwiać to szybko. Poruszam się powoli, dopóki dziewczyna nie podnosi głowy i sama nie zaczyna mnie całować.
Odciąga moją dłoń od jej ciała i splata nasze dłonie, kładąc je tuż obok jej głowy. Ashley unosi biodra, tym samym dając mi znać, że chce czegoś więcej, więc poruszam się szybciej. Znacznie szybciej. Kiedy docieram do jej wrażliwego punktu, jej plecy wyginają się w łuk, a całe jej ciało przylega do mojego. Boże dlaczego, ona jest taka cudowna. Kocham to uczucie…
~~Ashley~~~
Kiedy Harry porusza się coraz szybciej, wszystkie odczucia zaczynają budować się w moim brzuchu zdecydowanie intensywniej. Harry jęczy cicho, kiedy zaciskam się na całej jego długości i całuje mnie w szyję.
-No dalej skarbie- szepcze mi do ucha, a ja wzdycham, wplatając drugą dłoń w jego włosy. Nie pozwalam mu się odsunąć i przysuwam go do pocałunku, co on szybko odwzajemnia. Jęczę w jego usta  zanim odrywamy się od siebie
-Harry- mówię, po czym biorę kolejny głęboki wdech. Jest mi coraz bardziej gorąco i nie mogę nic na to poradzić.
~~Harry~~
Po kilku kolejnych pchnięciach widzę, że Ashley nie brakuje już wiele. Nie mylę się, kiedy delikatni drapie moje plecy i dochodzi, w kółko powtarzając moje imię. Mój własny… i drugi orgazm, przechodzę kilka minut później. Dziewczyna bardziej ściska moją dłoń i odgarnia moje włosy, całując mnie w policzek.
Uśmiecham się i wychodzę z niej, wyrzucając prezerwatywę do śmietnika.
Przyznaję, że jestem trochę.., osłabiony, więc kładę się na jej małym ciele i pozwalam nam ochłonąć.. przynajmniej na tyle, żeby nasze oddechy powróciły do normalnego rytmu. Ashley wciąż bawi się moimi włosami, a ja składam drobne pocałunki na jej szyi.
-Jesteś doskonała- szepczę do jej ucha, a ona na mnie spogląda
-TO ty jesteś- unosi brwi, a na jej ustach pojawia się uśmiech
-Nie ty.- mówię stanowczo i unoszę się na dłoniach, które kładę po obu stronach jej głowy
-Kocham cię. Więc jesteś doskonały.- wzdycha
-Ja też cię kocham- odpowiadam i spadam na łóżko, tuż obok niej.
~~Ashley~~
Kiedy tylko Harry kładzie się obok, natychmiast podążam za nim i kładę głowę na jego ramię. Okrywam nas kołdrą nieco wyżej, a on całuje mnie w czoło po czym głośno wzdycha.  
-To był jakby… seks na zgodę?- pytam, a on wybucha śmiechem, na co szeroko się uśmiecham
-Może… jeśli tak, to możemy się tak godzić zawsze. Jestem jak najbardziej za. Uwierz mi- chichocze, a ja śledzę palcem jedną z jego jaskółek wytatuowanych na piersi
-Niee. Nie lubię się z tobą kłócić, więc ten element odpada- śmieję się, a on prycha
-W sumie tak.- przytakuje i zaczyna bawić się moimi włosami
-Która w ogóle godzina?- pytam, po dość długiej ciszy.
-18:30- mówi spoglądając na swój zegarek
-Może pójdziemy na jakiś spacer?- pytam
-Jest kurewsko zimno.- mówi, a ja spoglądam na niego
-Prooooszę- przeciągam, a on się uśmiecha i wywraca oczami
-Tu jest miło i ciepło- negocjuje, przejeżdżając palcem po moim ramieniu i nagich plecach
-No weź.. dawno nie wychodziliśmy tak po prostu. Kiedyś taki spacer był u nas normą.- przypominam mu
-Ta. Zawsze ta sama ławka w parku. Pamiętam Ash. –marszczy brwi, a ja lekko się uśmiecham
-Więc?- pytam, a on wzdycha, po raz kolejny przewracając oczami
-Dobra. Ale ja idę pierwszy pod prysznic- unosi brwi, a ja kiwam głową na zgodę i pozwalam mu wstać. Nago podchodzi do jednej z szuflad i wyciąga czystą parę bokserek. Uśmiecha się do mnie, kiedy widzi, że mu się przyglądam.
-Nie gap się- upomina mnie
-To się ubierz- wytykam język, a on zaczyna się śmiać. Szybko podchodzi do łóżka i zrywa ze mnie kołdrę.
-Harry!- krzyczę, a on nie może powstrzymać się od gapienia na mnie i śmiania naraz
-Zboczeniec!- krzyczę i wstaję, zabierając jego koszulkę z podłogi. Zakładam ją na siebie, a on wciąż stoi z kołdrą w rękach
-Serio? Przed chwilą uprawialiśmy seks. Z resztą, to ty gapiłaś się pierwsza- przypomina mi, a ja unoszę brwi
-Czyżby?- śmieję się, a on zostawia kołdrę i podchodzi bliżej
-Tak w ogóle… jest na co popatrzeć- szepcze mi do ucha i uśmiecha się, kiedy widzi, że przygryzam wargę. Odwraca się i znika w końcu w łazience. Śmieję się i ponownie kładę się na łóżku. Słyszę szum wody i… śpiewanie? O mój boże.. on śpiewa pod prysznicem. Wstaję i na palcach podchodzę do drzwi, jednak nie mogę wszystkiego usłyszeć wyraźniej. Kręcę głową, po czym zaczyna chodzić po sypialni. Znajduję czystą bieliznę, parę dżinsów i luźną koszulkę Harrego. Chłopak wychodzi, kiedy zamykam ostatnią szufladę.
-Wolna skarbie- informuje mnie i podchodzi do wielkiej szafy.
-Śpiewałeś?- pytam, a on na mnie spogląda
-Robię to tylko po dobrym seksie słonko- wzrusza ramionami, a ja zaczynam się rumienić.
-Idę- mówię cicho i wchodzę do łazienki. Biorę szybki prysznic i suszę włosy. Myję zęby i nakładam tylko fluid, po czym zakładam czystą bieliznę, a koszulkę Harrego wrzucam do prania. Zakładam przygotowane ubrania i wracam do sypialni.
-Gotowa?- pyta, zapinając swoje spodnie
-Tak. Jeszcze tylko jakaś bluza. Chyba jest naprawdę zimno- mówię i podchodzę do szafy
-Weź moją. Mówiłem, że jest kurewsko zimno.. ale nieee…. Musimy iść na spacer- naśmiewa się ze mnie, więc po raz kolejny pokazuję mu język i zabieram jego czarną bluzę. Kiedy Harry jest już gotowy, schodzimy na parter i zakładamy kurtki.
-Wow..- mówię, czekając aż chłopak zamknie drzwi.
-Jest naprawdę „kurewsko zimno”- cytuję go, a on cicho chichocze, podając mi swoją dłoń. Przyciąga mnie do siebie i obejmuje, przez co robi mi się nieco cieplej. Jest już prawie ciemno, kiedy podążamy wzdłuż ulicy w stronę najbliższego parku. Kładę głowę na ramieniu Harrego, a on rozgląda się dookoła. Wkłada dłoń do kieszeni i wędrujemy w zupełnej ciszy. Mija nas naprawdę wiele ludzi, którzy wręcz starają się uciekać przed zimnem. W tym roku zapowiada się naprawdę niezła zima. Nie zdziwiłabym się, gdyby lada dzień spadł śnieg. W przyszłym tygodniu już grudzień, więc…. O kurcze…
-W przyszłym tygodniu Diana ma urodziny- mówię Harremu
-Co?- pyta, spoglądając na mnie
-Grudzień. 1 wypada w poniedziałek, prawda?- pytam, a on kiwa głową
-W ten dzień ma urodziny- wyjaśniam
-Kup jej jakiś prezent, czy coś- zaczyna
-Zrobię jej niespodziankę. Na pewno będzie w pracy, prawda?-
-Z pewnością. Diana to jedyna osoba jaką znam, która tak przykłada się do pracy- mówi z uśmiechem, a między nami zapada kolejna, długa cisza. Wciąż myślę o Dianie i Niallu. Naprawdę przykro mi, że to wszystko się tak skończyło.. że nie spędzi swojego dnia z osobą, którą kocha.
-Spójrz- Harry mówi i wskazuje przed siebie. Uśmiecham się, kiedy spostrzegam co pokazuje. Nasza ławka. Kiedyś nowa, teraz przestarzała i nieco zniszczona.
-Nasza ławka- mówię cicho, po czym puszczam go i przyspieszam, zostawiając go za sobą. Szybko znajduje się przy niej i dokładnie ją oglądam

-Teraz ledwo stoi- chłopak podchodzi bliżej i kładzie głowę na moim ramieniu, oplatając mnie ramionami
-To nie ważne- wzdycham i ciągnę go za sobą, żeby usiąść. Harry wchodzi na  nią i siada na oparciu… dokładnie jak kiedyś. Więc wybieram tą opcję co zawsze. Siadam pomiędzy jego nogami i opieram się o niego. Zamykam oczy i głęboko wdycham świeże i rześkie powietrze.
-Przychodziliśmy tutaj prawie po każdej imprezie- przypomina Harry
-Ta… nie zawsze byłeś w stanie siedzieć prosto na oparciu- śmieję się, a on lekko mnie szturcha
-Kiedyś poleciałeś do tył- spoglądam do góry na niego, a on zaczyna się śmiać
-Pamiętam. Tyłek bolał mnie przez kolejne dwa dni- chichocze i splata jedną dłoń z moją
-O boże… wydaje się to tak dawno temu- mówię cicho
-Tamtego wieczoru.. też mieliśmy tutaj przyjść, pamiętasz?- pyta, a ja nagle poważnieje. Mieliśmy.. ale widziałam go z inną.. uciekłam nie mówiąc mu o ciąży.. nie zbyt miły wieczór..
-Przyszedłem tutaj po tym wszystkim.- zaczyna, a ja po raz kolejny zerkam na niego
-Przesiedziałem prawie do rana. Myślałem, że może przyjdziesz. Bo przecież to już była nasza tradycja. Ale ty się nie zjawiłaś…- mówi nie patrząc na mnie. jego wzrok utkwiony był gdzieś daleko przed nami
-Byłeś rozczarowany i zły- przypuszczam, a on kiwa głową
-Tak. Po kilku tygodniach… często przychodziłem tutaj z butelką wódki. Siedziałem i piłem… oczywiście nie wliczając tych wieczorów, kiedy próbowałem zapomnieć w inny sposób.
-Nie przypominaj mi, jaki to był sposób- szepczę, a on w końcu na mnie spogląda
-Nie udało się zapomnieć- szepcze mi do ucha, po czym krótko całuje
-Jest jeszcze coś- uśmiecham się, zmieniając temat i wstaję wyciągając do niego rękę. Chwyta ją i zeskakuje z ławki jak mały chłopczyk, z czego oboje się śmiejemy. Od razu podążamy w tym samym kierunku. Dokładnie na wprost nas, stało wielkie drzewo. Musieliśmy przejść przez cały, idealnie skoszony trawnik, pokryty liśćmi, aż w końcu znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu
-Czuję się jak w filmie. Wiesz… bohaterowie spotykają się po latach i chodzą do miejsc, które kiedyś miały dla nich znaczenie.- Harry chichocze, a ja wywracam oczami
-To wciąż ma dla mnie znaczenie- poprawiam go i obchodzę całe drzewo dookoła, szukając odpowiedniego miejsca
-Mam- słyszę Harrego, więc wracam do niego. Nie ruszył się nawet na centymetr. Wskazuje palcem i pokazuje mi to czego szukałam
„H+A” w niewielkim serduszku. Pamiętam to- Harry wyrył to swoim scyzorykiem jako „znak” tego co czuje. Byłam tym zupełnie oczarowana, a chwilę po tym powiedział „Kocham cię”.
-Mam pomysł- powiedział i zaczął szukać czegoś w kieszeniach swoich spodni
-To niezwykłe, że to wciąż tutaj jest- śmieję się i dotykam drzewa, śledząc małe literki.
-Zaczekaj- odciąga moją rękę i od razu dostrzegam, że trzyma w ręce scyzoryk. Spoglądam na niego, a on wzrusza ramionami
-Wziąłem go, bo wiedziałem, że tutaj przyjdziemy- wyjaśnia, po czym kuca przy drzewie. Otwiera scyzoryk i zaczyna ponownie coś skrobać. Pochylam się nieco i dokładnie się temu przyglądam. „Napisanie” wszystkiego, co chciał nie zajmuje mu dużo czasu. Dmucha na to, strzepując drzazgi z drzewa, po czym spogląda na mnie „H+A=L”
Uśmiecham się szeroko i przytulam go, kiedy tylko wstaje. Ten dzień jest jednym z najszczęśliwszych jakie spędziliśmy razem. Chłopak śmieje się i całuje mnie w policzek
-Kocham cię- mówię, po czym całuję go w usta
-Ja ciebie też skarbie.- szepcze, praktycznie nie odrywając się ode mnie
-Wracajmy. Zmarzłaś- zauważa, kiedy ponowne na mnie spogląda. Czuję zimno na moich policzkach i naprawdę z chęcią schowałabym się gdzieś, ale nie chcę wracać
-Jeszcze nie- marudzę, kiedy ciągnie mnie z powrotem w stronę ławki
-Nie bądź dzieckiem- śmieje się, odwracając się w moją stronę. Idzie tyłem wciąż patrząc na mnie, więc piszczę, kiedy potyka się o coś i pociąga mnie za sobą. Oboje lądujemy na trawie, a ja nie mogę przestać się śmiać. Chłopak zsuwa mnie z siebie i pochyla się nade mną z szerokim uśmiechem.
Dotyka dłonią mojego policzka i składa na moich ustach długi i delikatny pocałunek.
-Kochani..- słyszymy gdzieś w oddali, więc Harry unosi głowę, a ja podnoszę wzrok w stronę pobliskiego chodnika
-Wracajcie do domu. Jest strasznie zimno.- starsza kobieta z szerokim uśmiechem, krzyczała do nas kiwając głową. Harry zaczyna się śmiać, a ja odpowiadam
-Tak… po prostu się potknęliśmy- tłumaczę, a Harry śmieje się jeszcze bardziej
-Miłego wieczoru- pomachała nam i odeszła mrucząc „Eh.. zakochani”
-Dobranoc- odkrzyknęłam, a Harry w końcu wstaje i szybko otrzepuje swoje spodnie, po czym wyciąga rękę do mnie. Chwytam ją, a on szybko mnie podnosi. Wracamy na chodnik, wciąż cicho chichocząc.
-Idziemy.- chwyta mnie za rękę i ciągnie w stronę domu
-Niee.. chodźmy chociaż na zapiekanki.- proszę, a on rezygnuje i zmienia kierunek drogi.
-Dzięki- mówię i zaczynam chichotać, kiedy spogląda na mnie poważnym wzrokiem. Kiedy chłopak zauważa niewielką budkę, kierujemy się w tamtą stronę, a Harry kupuje nam dwie pyszne zapiekanki, której jemy ruszając w drogę powrotną. Śmieję się, kiedy dostrzegam ketchup na ustach Harrego
-Stój- zatrzymuję go, a on jest lekko zdziwiony. Nie wie co się dzieje, dopóki tego nie wycieram
-Jak Lisa- żartuję, a on mruży oczy, jednak w końcu idziemy dalej. Kiedy zjadamy je do końca, Harry ponownie mnie przytula i w ciszy wracamy do domu. Kiedy tylko, znajdujemy się na miejscu, od razu wchodzę do środka i ściągam kurtkę i buty, po czym wbiegam do salonu, siadając na kanapie
-O mój boże… zamarzłam- mówię, pocierając swoje zimne policzki
-Zrobię ciepłą herbatę. Chcesz?- pytam, a Harry kiwa głową, po czym oboje ruszamy do kuchni. Wstawiam wodę i wykorzystuję chwilę, ogrzewając się przy ciele Harrego. Oczywiście nie obeszło się bez dokuczania, kiedy chłopak wkładał lodowate dłonie pod moją bluzę. Robię nam ciepłą herbatę i dodaję cytrynę, po czym wracamy z kubkami do salonu, a Harry włącza telewizor. Dochodzi prawie 20:30, więc w telewizji lecą kolejne wiadomości. Ciekawi mnie to co mówi dziennikarka
-Dochodzenie w sprawie zabitej policjantki…- niestety nie mogę posłuchać dalej. Harry marudzi coś pod nosem i przełącza na kolejny program.
-Dziwne, nie?- pytam
-Co takiego?
-Policjantka?- unoszę brwi, a on wzrusza ramionami. Postanawiam to przemilczeć, a on zatrzymuje się na jakimś filmie.
-Zostaw tutaj- proszę, po czym ściągam moją bluzę i przytulam się do chłopaka.
~~Harry~~
Po raz kolejny, spoglądam na zegarek. Dochodzi 21:30, więc cieszę się z tego, że Ashley zasnęła na moim ramieniu. Muszę wyjść i mam nadzieję, że dziewczyna nie obudzi się w nocy. Jak dotąd dawno nie miała swoich koszmarów… miejmy nadzieję, że nie wrócą. Gaszę telewizor, po czym jak najdelikatniej zabieram moją księżniczkę do sypialni. Układam ją na łóżku i nie oddycham, kiedy zaczyna się wiercić. Odwraca
się na drugi bok i przytula moją poduszkę, na co delikatnie się uśmiecham. Ściągam jej buty i przykrywam kołdrą. Czekam chwilę, w razie gdyby jednak się przebudziła… nic takiego się nie dzieje. Całuję ją w czoło i schodzę do salonu. Zakładam moją bluzę, którą nosiła dzisiaj Ashley i schodzę do „schowka”. Zabieram zwykłą broń, którą od razu ładuję. Nie potrzebuję dziś, aż tak profesjonalnego sprzętu, wyjmuję jeszcze zapasowy magazynek i chowam go do kieszeni. Ubieram kamizelkę i wracam do salonu, po czym dzwonię do Louisa
-Będę za jakieś 20 minut- informuję go, na co mówi, że czekają już tylko na mnie. Wychodzę z domu i wsiadam do samochodu, jadąc w miejsce kolejnej akcji…  



AAAAA.... ok ok ok.. przepraszam za ten rozdział :/ wiem że nie wyszedł dobrze... wyszedł źle... 
przepraszam za tą scenę i w ogóle.. nie umiem ich pisać i całkiem to spaprałam... 
chciałam jednak żeby chodź jeden rozdział poświęcony był tylko i wyłącznie Hashley... bez kłopotów.. przyjaciół a nawet Lisy... tylko oni i  ich historia... 
mam nadzieję że mimo wszystko przeczytaliście do końca...i że zostawicie komentarz... 
(kolejny rozdział być może również z perspektywy Nialla i Diany)
spróbujmy z małą zasadą... muszę to zrobić ze względu na wyświetlenia...które są i to całkiem niezłe.. mimo to komentarze nie pojawiają się w takiej ilości jak bym chciała...
                                             10 komentarzy=kolejny rozdział.. 
W takim razie do następnej ;)
Mrs.Horan


niedziela, 30 listopada 2014

Strong cz.50



Patrzę jak biegnie. Patrzę jak ode mnie ucieka i po raz pierwszy, czuję pustkę. Po raz pierwszy tego wieczoru, czuję chłód tej nocy. Po raz kolejny, czuję zawód, obrzydzenie. Nie do niej. Do samego siebie…
                                                                  ***
~~Diana~~
Przez kolejne kilka minut biegnę przed siebie, nie oglądając się za siebie. Nie chcę go widzieć. Nie chcę z nim rozmawiać. Jedyne co teraz czuję, to kujący ból w klatce piersiowej. Zatrzymuję się tuż przy wejściu do swojego mieszkania. Opieram dłonie na kolanach i staram się uspokoić choć trochę. Łzy wciąż spływają po moich policzkach, co chwilę znacząc na nic nowe ślady. Od ciągłego biegu jest mi gorąco, przy każdym wdechu zaczynam kaszleć i mam wrażenie, że moja głowa pulsuje, ale czuję się lepiej. Myślę, że bieg pozwolił mi trochę wytrzeźwieć. Uspokajam się, po czym wchodzę na klatkę schodową, a potem znajduję klucz do mieszkania i wchodzę do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Kiedy tylko ściągam płaszcz, od razu zauważam kilka rzeczy Nialla. Parę conversów, bluzę albo jego ulubiony kubek, stojący na blacie w kuchni. Zawsze powtarzałam mu, żeby wkładał go do zlewu, kiedy skończy pić kawę, a on zawsze upierał się, że zmywarka jest o wiele bardziej praktyczna. Oparłam się o filar w kuchni i zjechałam po nim na podłogę, zaczynając się śmiać. Chodź na ustach gościł gorzki uśmiech z oczu wciąż leciały łzy. Nie ma go. Już nigdy nie będzie. Odgarnęłam swoje włosy z twarzy i przeszłam na kolanach do salonu. Chce mi się spać. Jest już prawie rano, a ja muszę rano wstać do pracy. Ostatkami sił wyciągam swój telefon i ustawiam w nim budzić. Muszę wypocząć, wytrzeźwieć, a przede wszystkim zapomnieć o tym, co było. Bo to już nigdy nie wróci. Położyłam telefon na stoliku, po czym wtuliłam się w poduszkę, zasypiając prawie od razu.
~~Niall~~
Kiedy Diana znika z mojego pola widzenia, przeczesuję włosy dłonią i podchodzę do bramy, przechodząc na teren własnej posiadłości. Zataczam się do drzwi i wzdycham, kiedy, do cholery nie mogę znaleźć kluczy. Kiedy w końcu wyczuwam je w kieszeni kurtki, natychmiast je wyciągam i wchodzę do domu. Czuję się żałośnie. Mam ochotę ryczeć. Tak.. ryczeć. Wzdycham głęboko, po czym opieram się o ścianę, żeby jakoś ściągnąć buty, zrzucam kurtkę i zostawiam ją na podłodze. Podążam do salonu i zostawiam telefon na kanapie, od razu podchodząc do schodów. Wejście na piętro w tej chwili, równa się ze wspinaczką na najwyższy szczyt, jednak gratuluje sobie, kiedy znajduję się w sypialni. Odpinam spodnie i staram się przeciągnąć nogawki przez stopy, jednak kiedy o mało nie ląduję na podłodze, rezygnuję i po prostu siadam na łóżku. Zrzucam zbędny materiał, po czym przykrywam się kocem i zasypiam.
~~Diana~~
Siedzę w łazience, kiedy dzwoni mój budzik. Wyłączam go i wstaję z podłogi, uprzednio spłukując wszystko. Przez cały czas spałam, może godzinę. Resztę spędziłam w łazience, na podłodze z głową w…
Dobra nie ważne.
Kiedy podchodzę do lusterka, jestem przerażona swoim wyglądem. Makijaż rozmazany od wczoraj, podkrążone oczy, rozczochrane włosy, blada cera i z pewnością śmierdzący oddech. Wzdycham, po czym szybko zmywam z siebie cały makijaż i myję zęby, zanim wchodzę do wanny. Muszę jak najszybciej stanąć na nogi i musi mi w tym pomóc ciepła kąpiel. Rozkładam się wygodnie i wzdycham, mając nadzieję, że to już koniec wymiotowania na dzisiaj. Przysięgam, że jeśli zrobię to jeszcze raz, pozbędę się wszystkiego co mam w żołądku. Jestem ciekawa jak ma się Niall. Pewnie teraz śpi zalany w trupa, całkowicie ubrany, z lekko rozchylonymi ustami. Pozbywam się jego obrazu, kiedy przypominam sobie o wczorajszym wieczorze. Niall jest ostatnią osobą, o jakiej powinnam teraz myśleć. Niall to przeszłość. Wróciliśmy do teraźniejszości, gdzie jest on dla mnie tylko szefem.
Ta.. chciałabym.
Wzdycham, po czym spoglądam na zegarek. Myślę, że już najwyższy czas wyjść z wanny i doprowadzić się do porządku, aby normalnie wyglądać w pracy. Wychodzę i od razu owijam się ręcznikiem, po czym suszę włosy i nakładam większą warstwę makijażu niż zwykle, żeby zakryć mój prawdziwy wygląd. Podkrążone oczy, to nie zbyt dobry pomysł. Przechodzę do sypialni, po czym znajduję czarne rurki, ciemną bluzkę i marynarkę. Nie mam ochoty się stroić. Tym bardziej, że czuję się dzisiaj okropnie. I nie mam na myśli tylko kaca. Wcale się nie zdziwię, jeśli wczoraj się przeziębiłam. Kiedy jestem już w pełni ubrana, wracam do kuchni i postanawiam zjeść chociaż płatki z mlekiem. Mam nadzieję, że na nogi postawi mnie mocna kawa, więc robię sobie taką, jaką pił… Niall. wzdrygam się na jej nieprzyjemny smak, ale popijam ją powoli, po czym wychodzę z domu o 9:30. Upewniając się uprzednio, że zabrałam klucze Nialla. Muszę mu je dzisiaj zwrócić.
~~Niall~~
Zimny prysznic i kawa decydowanie pomogły mi stanąć na nogi, po wczorajszej imprezie. Chodź wciąż mógłbym wypić morze wody mineralnej i zwymiotować kolejne 20 razy, czuję się nieco lepiej. Wyglądam dzisiaj jak cień człowieka. Nie mam zamiaru.. znaczy nie miałem zamiaru jechać do firmy, ale wiem, że będzie tam Diana. Wiem, że musimy sobie wszystko wyjaśnić. Wszystko musi wrócić do normy. Ona musi wrócić do mnie. Zakładam kurtkę, po czym spoglądam w lustro i poprawiam włosy, zanim wychodzę z domu. Wsiadam w samochód i ruszam w stronę najbliższej kwiaciarni. Jestem pewny, że jeśli zatrzymałaby mnie policja, wciąż w moim oddechu, wykryto by alkohol. Ale mam to gdzieś. Jedyne co mnie teraz obchodzi, to wypowiedziane wczoraj przez Dianę słowa. Zatrzymuję się przy krawężniku, po czym podbiegam do kwiaciarni z pięknymi czerwonymi różami.
-Dzień dobry młodzieńcze- uśmiecha się do mnie starsza kobieta
-Dzień dobry. Poproszę 10- mówię i kiwam głowa w stronę kwiatów
-Oczywiście. Widzę, że komuś bardzo zależy na względach dziewczyny.- uśmiecha się, szykując bukiet. Pomijam to co mówi i cierpliwie czekam. Naprawdę nie mam ochoty na pogaduszki.  
-Ile płacę? –pytam, zabierając bukiet,  kładę banknot i dziękuję, po czym wychodzę i wsiadam do samochodu, od razu jadąc do firmy.
~~Diana~~
Tak jak myślałam. Nikt w pracy nie spodziewał się mnie dzisiaj. Kiedy wychodzę z windy, ani Harrego, ani Nialla tutaj nie ma. I wątpię, żeby w ogóle się dzisiaj pojawili. Ściągam płaszcz i od razu wędruję do pokoju Nialla. Podchodzę do jego biurka i kładę klucze na środku blatu. Rozglądam się po pomieszczeniu i wracam do recepcji. Siadam za swoim biurkiem i wyciągam papiery. Tak naprawdę nie mam wiele do roboty. Ale zabiorę się za kolejne dokumenty. Robię sobie kolejną mocną kawę, po czym zaczynam pracować. Zapominam o wszystkim, zajmując się pracą. Jestem zdziwiona, kiedy drzwi windy się rozsuwają, a dźwięk oznaczający jej przyjazd zagłusza ciszę. Spoglądam w jej stronę i od razu zauważam Nialla. Nie spuszczam z niego wzroku, dopóki nie znajduje się tuż przy blacie.
-Dzień dobry- mówię, po czym odchrząkuję i spuszczam głowę, przenosząc wzrok na papiery
-Mam coś dla ciebie- mówi i kładzie kwiaty na dokumenty, przede mną
-Oh…- spoglądam na niego, a on lekko się uśmiecha
-Przyda się coś żywego w recepcji- mówię, po czym zabieram bukiet, a on natychmiast poważnieje. Wstaję i staję na palcach, żeby ściągnąć wazon ze szczytu regału. Odsuwam się, kiedy Niall ściąga go bez problemu i podaje mi
-Nie. To jest dla ciebie. Za wczoraj, na przeprosiny- wyjaśnia, a ja nalewam wodę do naczynia i wkładam do niego bukiet, odstawiając go na blat
-Jasne- mówię, po czym zajmuję miejsce na fotelu
-Diana, przestań- mówi poirytowany, a we mnie rośnie gniew
-Mam dużo pracy.-
-Masz dzisiaj wolne. Jesteś zmęczona- zauważa
-Nic się nie dzieje. –mówię, po czym dodaję unosząc brwi- Szefie
-Diana do cholery!- syczy, po czym rozgląda się, czy nikt nas nie słyszy. Oh… Horan wszyscy tutaj wiedzą, co między nami było. Nie wszystko dało się ukryć
-Chyba wczoraj wyraziłam się jasno. Teraz daj mi święty spokój, pozwól pracować i zapomnieć o wszystkim!- krzyczę, po czym odwracam się od niego

-Posłuchaj, wiem że nie tego się wczoraj spodziewałaś, ok.? Wiem do jasnej cholery! Ja też nie. Samo wyszło! Jeśli myślisz, że tak po prostu mnie zbędziesz, to się mylisz Diana. Nie odpuszczę!- krzyczy, po czym słyszę jego kroki i trzaśnięcie drzwi do jego gabinetu. Zamykam oczy i staram się uspokoić. Sama siebie nie rozumiem… dlaczego w to wszystko się wpakowałam. Po jaką cholerę, był mi potrzebny romans z szefem. Dlaczego to mnie, upatrzył na swoją ofiarę?
-Diana- słyszę ponownie jego głos i kolejne trzaśniecie drzwiami.
-Co to jest?- pyta, kładąc przedmiot na biurku przede mną
-Klucze. Nie widzisz?- drwię, po czym odsuwam je w jego stronę i  wstaję
-Stój.- chwycił mnie za nadgarstek, po czym schował klucz w mojej dłoni
-Nie chcę go.- mówi
-Ja też nie… więc.. możesz go wyrzucić. Cokolwiek- wzdycham, spoglądając na niego
-Weź to.-przysuwa się i kładzie dłoń na moim policzku, opierając czoło o moje
-Byłeś na tyle pijany, że nie pamiętasz co powiedziałam? – szepczę
-Nie. Byłem na tyle głupi, że nie powiedziałem tego co powinienem- wzdycha i spogląda mi w oczy
-Więc dlaczego nie dasz mi spokoju? Ja już nie chcę. Nie chcę tego z tobą. –mówię, czując jeszcze większy ból…
-Dlaczego?- pyta, łamiącym się głosem.
-Jesteś TYLKO moim szefem. Nie możesz być nikim więcej- szepczę, nie mogąc zdobyć się na normalny głos. Dotykam jego policzka, po czym odsuwam się, uprzednio wkładając kluczyk do jego spodni.
-Pozwól mi pracować Niall- proszę, a on wzdycha, odsuwając się jeszcze dalej, odwraca się i prawie wbiega do swojego gabinetu. Znowu to robię. Nie mogę poradzić nic na to, że łzy są silniejsze od wszystkiego. Spływają po moich policzkach, a ja nie mogę ich powstrzymać.
~~Ashley~~
-Harry- mówię, nawet nie otwierając oczu
-Hmm..- czuję ruch tuż obok, więc uchylam oczy. Harry leży na brzuchu, twarzą do mnie i wciąż ucina sobie drzemkę
-Pić mi się chce- wzdycham, a on prycha
-Idź- proszę
-Nie ma mowy. Chcę spać i pić wodę. Nic więcej skarbie.-wzdycha, kładąc dłoń na moim brzuchu
-No i COŚ jeszcze chcę robić- chichocze, po czym uchyla oczy i puszcza mi oczko
-Nie ma nawet mowy.- wzdycham, po czym kładę głowę, na jego ramieniu
-Wczoraj chciałaś mnie przelecieć- śmieje się
-Słucham?- pytam, spoglądając na niego, co powoduje, że niemal stykamy się nosami
-Proponowałaś seks. Rozbierałaś mnie. No… aż w końcu obraziłaś się, kiedy odmówiłem- wyjaśnia, a ja się rumienię
-Nie
-Tak-mówi i zaczynamy się śmiać
-Aww… wczoraj było naprawdę fajnie- przypominam sobie, a on się uśmiecha
-Ale naprawdę chcę pić. I muszę wziąć tabletkę- szepcze
-Ja też- mówi cicho
-Czemu szepczemy? –pytam, a on wzdycha
-Przynieś coś do picia- proszę ponownie
-Ash… Nie ma nawet mowy- mówi poważnie, ale wiem, że chce się uśmiechnąć
-Jak myślisz..- zaczynam i przewracam się ponownie w jego stronę, aby ułożyć się wygodniej
-Co będzie z Niallem i Dianą?- pytam, przypominając sobie wczorajszy wieczór
-Nie mam pojęcia. – wzrusza ramionami
-Zerwie z nim- informuje go
-Skąd wiesz?- unosi brwi
-Ja też bym tak zrobiła. Nie powiedział prawdy wszystkim. Wiesz jak się czuła? Wiesz jak się czuła, kiedy ją olewał? To musiało być straszne uczucie.- jestem naprawdę przejęta tym wszystkim. Strasznie szkoda mi Diany. Ich związek wydawał się być w porządku, do momentu aż Niall nie stchórzył
-Może da mu szansę- Harry podpiera głowę na ręce i spogląda na mnie
-Zranił ją. Widziałam to.- mówię, a Harry milczy.
-Skończyłabyś ze mną, jeśli postąpiłbym tak, jak on?- pyta nagle
-Tak. Harry z pewnością. Skoro on boi się przyznać, że jest w związku, to tak jakby się jej wstydził. Nie sądzisz? –pytam, a on niemrawo przytakuje
- W ogóle nie wiemy czy nie ma czegoś jeszcze. Może Niall popełnił inne błędy. A kiedy wszystko się skumulowało, Diana pękła.- przypuszczam
-Później zadzwonię do Nialla. Może przyjedzie do nas- chłopak wzdycha, po czym kładzie się na plecach
-Przebrałeś mnie? Nie byłeś aż taki pijany, prawda?- pytam, unosząc brwi
-Nie tak bardzo jak ty. Masz słabą głowę- śmieje się, a ja przewracam oczami.
-Nie piłam 3 lata Harry. Odkąd zaszłam w ciążę.- przypominam mu
-O matko. Lisa. Muszę do niej zadzwonić- siadam, ale Harry mnie przytrzymuje, siadając za mną.
-Zadzwonisz. Ale później skarbie.- całuje mnie w obojczyk i kładzie głowę na moim ramieniu
-Ciekawe co u nich- zastanawiam się
-Wstajemy- w końcu Harry podnosi się z łóżka. Ma na sobie tylko bokserki, a ja uśmiecham się, mogąc zobaczyć go bez koszulki
-Idziesz?- staje przed łóżkiem i opiera się tyłem kolan o materac
-Jak to?- pytam
-Wskakuj- ponagla, więc natychmiast podnoszę się z materaca i podchodzę do brzegu łóżka. Zawijam ręce wokół jego szyi, a chłopak chwyta moje nogi i zaplata sobie wokół pasa, po czym wychodzi z sypialni
-Nie masz pojęcia jak cię kocham- uśmiecham się, mówiąc do jego ucha
-Tylko dlatego, że znoszę cię do kuchni?- pyta z uśmiechem
-Nie.- zaprzeczam i całuję go w policzek. Chłopak schodzi po schodach i zmierza w stronę kuchni, po czym sadza mnie na blacie
-Jesteś idealnym chłopakiem- chwalę go, a on kręci głową i przysuwa mnie do krawędzi, stając pomiędzy moimi nogami.
-Jesteś idealną dziewczyną- uśmiecha się i całuje mnie w usta. Bardzo namiętnie, ale za razem delikatnie. Przygryza moją wargę i lekko za nią ciągnie, nie pozwalając mi wpleść palców w jego włosy, bo natychmiast się odsuwa. Uśmiecha się szeroko i podchodzi do lodówki, wyciągając dwie wody i aspiryny z górnej półki.
-Proszę.. i proszę- podaje mi obydwie rzeczy, po czym zażywamy tabletki i wypijamy prawie całą butelkę wody
-Aspiryna nie wiele mi da- odzywa się, kiedy wyrzuca pustą butelkę do kosza.
-Kawa?- pytam
-Tak. Zdecydowanie. Mocna. Czarna. Wszystko czego teraz potrzebuje- uśmiecha się, pokazując swoje urocze dołeczki, po czym wsypuje naprawdę dużo proszku i wstawia wodę, aby się ugotowała
-Ty co chcesz?- pyta
-Mamy cytrynę?- mrużę oczy, a on sprawdza to, po czym kiwa głową
-Herbata z cytryną- mówię
-Słabe- uśmiecha się
-Wiem- wzdycham
-O matko. Już 12:30?- pytam spoglądając na zegarek. Harry zalewa kawę i herbatę, po czym podaje mi kubek
-Jesteś głodna?- pyta, na co przytakuję
-Myślę, że może być jajecznica.- wzdycham, więc Harry wyciąga jajka i zaczyna wszystko przygotowywać
-Jakiś ty dziś uczynny- śmieję się, a on od razu się odsuwa
-Przepraszam. Zrobisz nam jajecznice?- pyta z uśmiechem
-Niee. No Harry..  to było słodkie. Ty robiący coś do jedzenia- śmieję się
-Ha.Ha.Ha.- mówi, po czym wraca do przygotowania. Już po chwili, rozkłada wszystko na talerze i podaje mi jeden. W zamian za to, że zrobił to wszystko, karmimy się nawzajem i naprawdę cieszę się z dzisiejszego poranka. Jest cudownie, a Harry dawno nie miał, aż tak dobrego humoru
-Było pyszne, dziękuję.- uśmiecham się i całuję go w policzek, zeskakując w końcu z blatu. Zabieram talerze i kubki, po czym wkładam je do zmywarki
-Wezmę prysznic- informuję go
-Co ty na wspólną kąpiel?- pyta, popijając kolejną butelkę wody
-Wspólną?- unoszę brwi, ale zbyt bardzo mnie korci, żeby odmówić
-Tak. Jeśli mnie tam zaniesiesz, tak jak mnie tu przyniosłeś.- unoszę brwi, a on wywraca oczami, ale odstawia butelkę i podchodzi do mnie, odwracając się plecami
-Wiedziałam, że na to przystaniesz- śmieję się, a on kręci głową. Trzymam się go, kiedy wchodzimy po schodach. Harry wchodzi do sypialni, po czym pozwala mi znaleźć czyste ubrania dla siebie i niego, a on idzie napuścić wody do wanny.
-Panie pierwsze- uśmiecha się zakładając ręce na klatkę piersiową
-Chyba żartujesz- prycham, a on podchodzi bliżej, po czym pociąga za moją k
oszulkę i przeciąga ją przez moją głowę. Sprawę ułatwia to, że on jest tylko w bokserkach. Więc kiedy wychodzę ze swojej bielizny, obserwuje mnie do momentu, aż nie zanurzam się w ciepłej wodzie z pianą.
-Wchodzisz? Woda jest serio, super- uśmiecham się, a on natychmiast się rozbiera i dołącza do mnie, siadając za mną. Opieram się o jego tors, kiedy on delikatnie gładzi moje ramię, udo, aż w końcu przenosi się na brzuch..
-Harry.. -zaczynam
-Cii..- ucisza mnie i zjeżdża dłonią jeszcze niżej, dotykając moich miejsc intymnych. Poprawiam się na swoim miejscu, a on oplata moją talię drugą ręką.
-Po prostu się odpręż- szepcze mi do ucha, po czym zaczyna całować moją szyję. Harry wciąż porusza dłonią, a ja wzdycham, z tego dobrego uczucia, budującego się we mnie.
-Kocham cię- szepcze do mojego ucha, po czym wraca do pocałunków na szyi i ramieniu. Naprawdę chcę się odwrócić, ale nie chcę tego przerywać. Wzdycham, kiedy wkłada we mnie swoje palce. Odruchowo zaciskam nogi, jednak on od razu powstrzymuje ten ruch. Czuję budujące się we mnie napięcie i naprawdę nie potrzebuję dużo czasu.
-Jesteś blisko?- pyta po chwili, ochrypłym głosem, na co kiwam głową, nie będąc zdolna do wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa.
-H..Harry- szepczę, a on może usłyszeć to jeszcze kilka razy, zanim dochodzę powtarzając jego imię. Ostatni raz składa pocałunek na moim policzku, po czym pozwala mi się uspokoić, delikatnie gładząc moje włosy.
-Harry?- odzywam się, po długiej ciszy
-Hm?- odsuwam się od niego i odwracam na ile to tylko możliwe, po czym całuję go. Długo i z pasją. Kiedy wplatam dłoń w jego włosy, oboje słyszymy dzwonek telefonu
-Twój- uśmiecham się
-Ta. Później oddzwonię- wkłada moje włosy za ucho i kolejne 20 minut, poświęcamy na całowanie się i wspólne „mycie” naszych ciał. Przez ten czas, jego telefon dzwonił kolejne trzy razy
-Może to Niall?- pytam, a on wzrusza ramionami, po czym w końcu decyduje się wyjść. Zawiązuje ręcznik na swoich biodrach i podchodzi do mnie
-Wychodź piękna- rozkłada duży biały ręcznik i natychmiast owija nim moje ciało, wyciągając z wanny.
-Dziękuję- uśmiecham się, a on puszcza mi oczko
-Cała przyjemność po mojej stronie. Sprawdzę kto to- zabiera drugi ręcznik i wyciera nim włosy, po czym wychodzi z łazienki. Korzystam z chwili dla siebie, myję zęby i suszę włosy, po czym wracam do sypialni  
-Kto to?- pytam
-Niall. Zaraz do niego odzwonię- rzuca telefon na łóżko, po czym wchodzi do łazienki. Zakładam czystą bieliznę, parę dresów i wybieram czystą koszulkę Harrego. Nie wybieramy się nigdzie, więc spokojnie mogę tak dzisiaj zostać.
-Zadzwonię do cioci- informuję Harrego, kiedy wraca w bokserkach do sypialni i chwyta swój telefon
-W porządku. A ja dowiem się, co jest takie ważne.- mówi i przykłada telefon do ucha.
-Harry- szepczę, a on na mnie spogląda
-Gdzie mój telefon?- pytam
-W moich spodniach- wskazuje na ubranie leżące na podłodze i zaczyna rozmowę. Nie wiem jakim cudem znalazł się tam mój telefon, ale postanawiam się tym nie martwić i od razu wybieram numer ciotki. Uśmiecham się, kiedy odbiera po 2 sygnałach. Rozmawiamy chwilkę i podaje mi Lisę
-Mamusia!- słyszę jej słodki głosik
-Cześć córciu. Nie masz pojęcia jak mama za tobą tęskni- mówię jej, a ona chichocze
-Ja za wami też. A jest tatuś?- pyta
-Tak skarbie. Ale teraz rozmawia z kimś przez telefon- wyjaśniam jej
-Wujek powiedział że, że zabierze mnie dzisiaj na huśtawki. A jak wrócimy, to zrobi mi własną w ogródku-mówi podekscytowana
-Naprawdę?- udaję zdziwioną i wdycham głośno powietrze
-Oh ten wujek, jest kochany, co?- pytam, a ona przytakuje
-Mamusiu, a kiedy przyjedziesz?- pyta
-Będę po ciebie za 3 dni słońce- uśmiecham się
-To zdążę się jeszcze pohuśtać na nowej huśtawce?- pyta
-Oczywiście, tylko musisz pomóc wujkowi, żeby sobie poradził- uśmiecham się, po czym rozmawiamy jeszcze chwilkę i kończymy, a ja obiecuję, że zadzwonię jutro rano.
-I co tam?- pyta Harry, stając za mną na korytarzu
-Super. Wujek zrobi jej huśtawkę. Mała jest w siódmym niebie- śmieję się
-Niall mówił, że przyjedzie. Chce pogadać z nami- wyjaśnia
-Z nami?- unoszę brwi, a Harry mnie przytula
-Miałaś rację. Diana go zostawiła- informuje mnie, a mi jest naprawdę przykro.
-Szkoda, że miałam rację- wzdycham, a on całuje mnie w czoło
-A ty?- pyta
-Co ja?- marszczę brwi
-Jesteś w siódmym niebie?- spogląda na mnie, a ja chcę się zaśmiać, jednak kiedy widzę jego poważną twarz, wiem że nie żartuje
-Tak- uśmiecham się
-Jestem, zdecydowanie- zapewniam go, a on zaczyna się uśmiechać.
 Na przyjazd Nialla, nie musimy czekać długo. Przyjeżdża, kiedy Harry ogląda jakieś wiadomości w telewizji. Wzdycham, wstając z kanapy, po czym idę otworzyć mu drzwi
-Cześć- wpuszczam go do środka i przechodzimy dalej. Naprawdę… jestem na niego zła. Jak mógł zachować się jak idiota.
-Cześć stary- Harry uśmiecha się i wstaje, żeby uścisnąć przyjaciela
-Widzę, że kiepsko po wczorajszym- uśmiecha się, a Niall wzdycha
-Ta. Chciałem o tym pogadać- mówi zrezygnowany i siada na fotelu, więc Harry siada na kanapie, a ja jak najdalej od nich. W samym rogu
-Diana nie chce mnie znać. Znaczy.. prywatnie. – zaczyna, a ja unoszę brwi
-Skąd wiesz? Gadałeś z nią dzisiaj?- pyta Harry
-Ta. Poszła do pracy- informuje nas, a chłopak unosi brwi
-Do pracy. WOW…- wciąż milczę. Nie mam ochoty się w to wplątywać
-Mówi, że to koniec, że niczego więcej nie chce- wyjaśnia, a Harry drapie się po głowie
-Styles nie wiem, co mam kurwa robić.- mówi w końcu i opiera się o poduszki
-Ash. Może ty. Może mogłabyś ją przekonać? Porozmawiać..- blondyn zaczyna, a ja nie wierzę, że to proponuje. Otwieram usta i spoglądam na Harrego, ale on patrzy niemal z taką samą nadzieją jak Niall
-Powiem tak…- zaczynam i siadam nieco wygodniej.
-Niall… naprawdę cię lubię, ok.? Jesteś jednym z pierwszych osób, jakie zaczęły mnie tutaj tolerować. Chciałabym ci pomóc, uwierz mi. Ale…- przerwałam
-Czy ty na serio jesteś aż taki głupi!- krzyknęłam, a oni byli w szoku. Wstałam i zaczęłam chodzić po salonie
-Do cholery jesteście, przepraszam… byliście razem Niall. Kochała cię, było to widać. Wydawało się być dobrze, dopóki nie zacząłeś kłamać. Dlaczego nie powiedziałeś, że jest twoją dziewczyną, dlaczego? Wytłumacz mi to, bo nie rozumiem.- proszę, a on tylko spuszcza głowę
-Powiedziała mi co czuje. Wczoraj rano. Zanim zaprosiłaś ją na zakupy- mówi cicho, a Harry spogląda na niego
-Serio?- pyta, a ten kiwa głową
-Jesteś głupi. Jesteś takim palantem… ugh..- wyzywam go, po czym podchodzę i przytulam go. Jest mu ciężko. Wiem to. Puszczam go, a on lekko się uśmiecha
-Niall nie pomogę ci. To jest jej decyzja. Na litość boską, ona nawet nie wie czym się zajmujecie poza firmą, prawda?- pytam, a on przytakuje
-Kochasz ją?- pytam, ale milczy
-Właśnie to zrobiłeś, kiedy ci to powiedziała prawda? Zignorowałeś.- odpowiadam sama sobie
-Chyba muszę zapalić- blondyn nagle się odzywa, a Harry kiwa głową i wychodzi razem z nim na taras.
~~Harry~~
Kiedy wychodzimy na taras, Niall od razu wyciąga papierosa i podaje mi jednego, po czym odpala.
-Sorry za nią… wiesz… kobieca solidarność- mówię, stając obok niego i opierając się o balustradę. Jest naprawdę zimno.
-W porządku. Nie pomoże mi. Na co, szczerze mówiąc liczyłem, ale ma rację. Jestem kompletnym palantem.- wzdycha i kolejny raz zaciąga się papierosem
-Myślisz, że możesz to odkręcić?- pytam
-Nie wiem. Nie wiem czy powinienem. Może.. powinienem odpuścić? Wiesz… może dobrze skończyć to teraz.. Dopóki nie wie o zabójstwach. Jeśli się dowie i tak odejdzie, a wtedy mogę być bardziej zaangażowany niż jestem teraz. Ten „związek” i tak był skazany na porażkę Harry.- mówi, a ja spokojnie go słucham
-Jesteś tego pewny? Oboje wiemy, że wpadłeś. Kochasz ją.- stwierdzam, a on wzdycha, zdeptując niedopałek
-Gdybyś nie pojechał po Ash, dalej byłbyś sam. Pomijając dziewczynę, na jedną noc- przypomina mi
-Tak. Ale teraz nie oddałbym tego za nic innego. Kiedy w zupełności się angażujesz, masz gdzieś inne kobiety- wzruszam ramionami, a on prycha
-Zobacz gdzie zaszliśmy Harry. Kiedyś głównym tematem naszych rozmów były zlecenia, imprezy, laski i „jak wyleczyć kaca?” a teraz? Próbujesz mi dać rady, w sprawie związku- śmieje się, chodź widzę ,że nie ma na to ochoty
-W którym już nie jesteś. I do ciebie należy decyzja czy tak zostanie, czy nie..   –klepię go po plecach, a on zaczyna się śmiać.
-Dobra.. starczy tych smętnych pogaduszek. Jak tam z Ash? Co po wczorajszym?- pyta, zmieniając temat
-Dobrze. Uwierz mi, że lepiej być nie może- uśmiecham się, po czym wracamy do środka.
-Kiedy wraca Lisa?- pyta, siedzącą na kanapie Ashley
-Jadę po nią za 3 dni.- wyjaśnia
-No w końcu. Stęskniłem się za tą małą rozrabiaką.- uśmiecha się, stając obok
-Dobra. Będę już leciał. Widzimy się wieczorem Harry.- blondyn uścisnął mi dłoń, więc odprowadziłem go do wyjścia i czekałem aż wsiądzie do samochodu.
-Nie musiałaś tak na niego naskakiwać- mówię, kiedy wracam do salonu.
-Wiem. Nie chciałam. Ale do cholery… Dlaczego on się tego boi?- pyta, wzdychając
-Mi też nie było łatwo podjąć decyzję, kiedy pojechałem po ciebie.- mówię i wychodzę do kuchni…



ok więc jest... cóż mam nadzieję że nie wyszło tak źle... naprawdę chciałam żeby część wyszła okej.. mam nadzieję że mi się udało... 
eh... dobra ale już jest i pozostawiam ocenę wam :) 
kochani jutro mam urodzinki dlatego idealnym prezentem dla mnie będzie właśnie komentarz pod tą częścią.. po prostu jeśli możesz to powiedz co myślisz o tej części... bardzo mi zależy ;) 
Mrs.Horan