niedziela, 8 lutego 2015

Strong cz.55



-Nic, ja tylko pomyślałam… mówisz to wszystko, więc… mógłbyś to przeżyć.- jąkam się, a on kręci głową
-Ashley do cholery, ja… dopiero przywykłem do myśli, że jest Lisa… jak to sobie wyobrażasz?- mówi, a ja w jego głosie dostrzegam nutkę zdenerwowania.. to nie był dobry pomysł… zdecydowanie..
                                                           *****
Wstaje i zaczyna krążyć po pokoju. Jest wściekły, a ja wiem, że to wszystko moja wina. Było tak pięknie.. zbyt pięknie. Zamykam oczy, po czym ponownie je otwieram, kiedy Harry mówi dalej
-Skąd w ogóle ten pomysł, ja..- prycha i przeczesuje włosy ręką
-Jak mogłaś pomyśleć, że chcę dziecka.. TERAZ- zaznacza ostatnie słowo i spogląda na mnie. Mierzy mnie z góry do dołu, jednak milczy
-Ja.. to głupie.. ja tylko.. nie ważne- jąkam się

-Masz racje. Głupie. Cholernie głupie. Nie chcę dziecka, rozumiesz? Mamy Lisę i nie potrzebuję niczego więcej!- krzyczy
-Ciszej jeśli nie chcesz jej obudzić-w końcu spoglądam mu w oczy, a on ciężko wzdycha i znowu zaczyna chodzić po pokoju.
-Muszę wyjść- mamrocze
-Nie. Nie musisz- zaprzeczam
-Muszę ochłonąć- wzdycha i sięga po swoje bokserki
-Nie. Nigdzie nie musisz iść Harry. Nie uciekaj, kiedy pojawia się taki problem jak ten- wstaję, pamiętając o tym, żeby trzymać kołdrę przy piersi. Stanie nago przed Harrym w tym momencie, to nie najlepszy pomysł.
-Nie uciekam- syczy i zakłada spodnie
-Masz rację- prycham i staję przed nim
-Kolejne dziecko to okropny pomysł. Bo, kiedy pojawiłyby się problemy zwiałbyś jak teraz- mówię z coraz większym gniewem. Jak on w ogóle może? Ok.. może niepotrzebnie zaczęłam ten temat. Rozumiem, że dopiero od niedawna ma Lisę i potrzebuje czasu, ale do cholery ,nie mam zamiaru przepraszać za to co powiedziałam. Chcę drugiego dziecka.. może nie teraz. Ale kiedyś na pewno. Widzę zdziwienie na jego twarzy, po czym szybko zastępuje je wściekłość.
-Chcę, żeby dziecko było czymś czego oboje chcemy-zaczyna
-No chyba, że zamierzasz wpaść tak jak z Lisą.. i też mi nic o tym nie mówić. Prawda jest taka, że to ty uciekłaś, kiedy pojawiła się przeszkoda- syczy, a ja pod wpływem impulsu, uderzam go w policzek. Natychmiast odwraca głowę, a ja czuję pieczenie na mojej dłoni. Łzy w moich oczach pojawiają się natychmiast. Zaciskam usta w wąską linię, żeby tylko nie zacząć wrzeszczeć. Kiedy wzrok Harrego ponownie kieruje się na mnie, nie widzę w nich niczego oprócz złości. Jego policzek jest nieco zaróżowiony, kiedy dotyka go dłonią i lekko pociera.
-Mam tego dość- mamrocze i odwraca się ode mnie, po czym wyciąga z szafki czystą koszulkę i bez słowa wychodzi z pokoju. 
-Nie wychodź- proszę w momencie, kiedy trzaska drzwiami, podskakuję i zamykam oczy, pozwalając łzom wypłynąć na powierzchnie. Nie, nie, nie, nie… nie mogę płakać. Myślałam, że ten rozdział naszego związku mamy już za sobą. Nic bardziej mylnego. Myślałam, że zaczynamy od początku, że oboje chcemy zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Razem. Jak mogłam być tak głupia. Wyznania miłości, pocałunki, stosunki z Lisą, jego starania..  te wszystkie rzeczy jakie dla mnie robił.. wszystko zdaje się na nic, bo on wciąż rozdrapuje stare rany. Składa obietnice bez pokrycia. Za każdym razem, robimy trzy kroki do przodu i dwa do tył. Nie możemy ruszyć dalej, bo za każdym razem któreś z nas wspomni o przeszłości. Łkam cicho, powracając do łóżka. Siadam na materacu.. kto by pomyślał, że jeszcze chwilę temu, po prostu się tu kochaliśmy. Wycieram mokre od płaczu policzki i kładę się na jego poduszce. Przecież nie powiedziałam nic złego. To źle, że jestem z nim szczera? Przecież nie mówiłam mu, że chcę dziecka teraz. Gdybym wiedziała, że tak zareaguje.. nigdy nie powiedziałabym nic takiego. Chowam się pod kołdrą i kulę się na swoim miejscu.
„No chyba, że zamierzasz wpaść tak jak z Lisą.. i też mi nic o tym nie mówić. Prawda jest taka, że to ty uciekłaś kiedy pojawiła się przeszkoda”
Naprawdę tak myśli? Myśli, że zaszłam w ciążę celowo? Że chciałam go na to złapać? Jak śmie mówić to po tak długim czasie.. spodziewałabym się wszystkiego.. ale nie tego. Przeszkoda? Największą przeszkodą wtedy, była ta suka, z którą się obściskiwał. To jego wina, że odeszłam! Gdyby nie to już wtedy wiedziałby o ciąży. Jestem tym zmęczona.. jestem zmęczona ciągłym rozgrzebywaniem przeszłości. Ciągłym wspominaniu i powracaniu do tego, co było. Wykończona tym wszystkim, po prostu zasypiam.

-Mamusiu!- słyszę głosik mojej córeczki i lekkie szarpnięcie. Przyciskam z całej siły kołdrę do swojej klatki piersiowej, po czym lekko uchylam oczy.
-Mamusiu- Lisa uśmiecha się szeroko i poprawia swoje rozczochrane włoski.
-Cześć córeczko- uśmiecham się do niej słabo
-Wstawaj już rano- mówi wesoło i zaczyna podskakiwać na łóżku
-Lisa usiądź, twoja rączka jest w gipsie- przypominam jej, więc przestaje, jednak nadal stoi na materacu
-Dasz mi buziaczka?- pytam, a ona kiwa głową, więc nadstawiam policzek, a ona mocno mnie całuje.
-Ojej, dziękuję- śmieję się i rozglądam się po pokoju
-Gdzie tatuś?- pyta i nagle wszystko staje się jasne. Wczorajsza noc.. Harrego wciąż tutaj nie ma.
-Idź do swojego pokoiku, a ja jak tylko się ubiorę, przyjdę po ciebie i poszukamy taty- mówi, a ona szybko kiwa głową i zeskakuje z łóżka. Zanim zaczynam ją upominać, że nie powinna tego robić, ona wybiega z pokoju i zamyka za sobą drzwi. Wzdycham, po czym natychmiast wstaję. Znajduję czystą bieliznę i wybieram czarną koszulkę Harrego oraz dżinsy. Biorę prysznic i szybko się ubieram, robię koka i zabieram Lisę z jej pokoju. Z nadzieją schodzę do salonu myśląc, że go tam znajdę. Nic. Lisa biegnie do kuchni, ale po chwili wraca ze smutkiem i mówi, że tam też go nie ma. Sprawdzamy jeszcze jego gabinet i siłownię. Nic. Wciąż nigdzie go nie ma. Spoglądam na zegarek. 10:30. Gdzie on do cholery jest?
-Gdzie tatuś?- mówi ze smutną minką, więc kucam przed nią i całuję ją w policzek
-Nie wiem kochanie. Może poszedł wcześnie rano do pracy- udaję przed nią jak mogę
-Mógł mnie obudzić- mówi
-Chciał, żebyś była wypoczęta
-Chciałam, żeby zrobił mi śniadanko- mówi naburmuszona
-Zrobi. Ale nie dziś. Wystarczy jak dziś ja zrobię tobie naleśniki?- pytam, a ona kiwa zadowolona głową, więc razem podążamy do kuchni. Robię jej ulubione danie i sama zjadam śniadanie. Wzdycham z ulgą, kiedy Lisa idzie się pobawić. Chodź przez chwilę nie muszę udawać, że wszystko jest okej. Zmywam naczynia, nie korzystając dzisiaj ze zmywarki. Mam zły humor. Muszę się czymś zająć, więc zaczynam sprzątać. Kiedy kuchnia już lśni, zajmuję się salonem. Odkurzam, myję podłogę, ścieram kurze i myję szklane drzwi tarasowe. Po kilku godzinach, jestem zmęczona i zawiedziona. Czekałam z nadzieją, że Harry zjawi się w domu, jednak nadal go nie ma.
~Harry~~
Budzi mnie silny ból głowy. Rozglądam się po pomieszczeniu i orientuję się, że jestem u Louisa. Siadam na łóżku i przecieram oczy. No tak.. wczoraj trochę przegiąłem. Wstaję i przez chwilę kręci mi się w głowie, jednak w końcu przestaje i spokojnie ruszam do łazienki. Przemywam twarz lodowatą wodą i schodzę do salonu.
-Ooooo, kogo ja widzę- śmieje się i wstaje z kanapy
-Cześć- mamroczę, a on śmieje się jeszcze bardziej
-Nieźle wczoraj zabalowałeś- mówi, kiedy podąża do kuchni, a ja za nim
-Możesz powiedzieć mi jak się tu znalazłem?- pytam, kiedy podaje mi sok i dwie tabletki

-Zgarnąłem cię z baru od chłopaków. Nieźle się bawiłeś- drwi
-Dzięki stary. Jestem twoim dłużnikiem- mówię i masuję sobie skroń
-Ta laska myślała inaczej. Gdyby mogła, wydrapałaby mi oczy- chichocze
-Jaka laska?- pytam i błagam, żeby nie było to coś, o czym właśnie pomyślałem. Nie mogło się nic stać. Ashley mnie zabije. Zostawi.
-Blondyneczka. Nie mów, że nie pamiętasz. Wyraźnie ci się spodobała- tłumaczy, siadając przy wysepce
-Ty chyba nie..- zaczynam, ale mi przerywa
-Jeśli mnie pytasz czy ją pieprzyłeś… nie wiem. Liam mówił, że już z nią tam przyszedłeś- no tak.. najpierw poszedłem do innego baru. Zamówiłem wódkę, a potem kilka piw. Pamiętam, że piłem też whiskey.
-Cholera..- wdycham
-Właśnie. Gdzie Ashley? Wie, że tak dobrze się bawiłeś?- pyta
-Nie. I lepiej żeby nie wiedziała Louis- proszę go
-Jasne. Ode mnie tego nie usłyszy- podnosi ręce w geście obrony, a ja kiwam głową…
~~Ashley~~
Kiedy słyszę mój telefon, biegnę do niego, mając nadzieję, że to Harry.
Wstrzymuje oddech i odbieram
-Cześć mała- śmieje się do słuchawki. To Niall.
-Cześć- mówię, starając zdobyć się na normalny ton głosu
-Macie dzisiaj chwilkę?- pyta.. więc nie ma z nim Harrego? W głębi serca miałam nadzieję, że są razem.
-Um.. tak-
-Dziś urodziny Diany- przypomina mi, a ja słyszę gdzieś obok jej śmiech
-Och.. na śmierć zapomniałam- wzdycham i uderzam się w czoło. Cholera
-Chcielibyśmy, żebyście wpadli do jej mieszkania. Diana uparła się, że nie chce imprezy. Wciąż jest lekko przeziębiona, ale już czuje się dobrze. Pomyślałem, że chociaż wy moglibyście wpaść- mówi i czeka na odpowiedź
-Jasne. Jasne..- powtarzam
-Coś nie tak?- pyta podejrzliwie
-Nie. Um,… nie mam prezentu-zmyślam, chociaż faktycznie zdaję sobie sprawę, że nic dla niej nie mam. Śmieje się wesoło i po chwili mówi
- Przyjedziecie za jakieś 2 godziny?- pyta
-Tak. Oczywiście- potakuję i po chwili kończymy rozmowę. Od razu dostaję wiadomość
„Błagam cię kup tort! Diana nie chce świętować. Nie wypuściła mnie do sklepu. Proszę. Niall.”
Uśmiecham się i szybko odpisuję
„Nie ma sprawy. Jak mogłeś zapomnieć o torcie? Ashley”
Szybko otrzymuję odpowiedź
„Z ledwością zdążyłem kupić jej prezent. Wiedziała co knuję, mówiąc że idę po bułki. Niall” .
Odkładam telefon, po czym ubieram ciepło Lisę i razem wychodzimy na zakupy.  Wciąż martwi mnie to, że Harry się nie odzywa. Przez całą drogę do galerii, próbuję się do niego dodzwonić, jednak cały czas ma wyłączony telefon.
Kiedy tylko dojeżdżamy na miejsce, od razu udaję się do sklepu z biżuterią. Szukam chwilę, po czym decyduję się kupić jej bransoletkę z zawieszką i nową książkę, którą poleciła mi pani w księgarni. Później obie z Lisą wybieramy śliczny tort i wracamy do domu. Wjeżdżając na podjazd, mam nadzieję, że w domu będzie już Harry. Jednak tym razem również go nie ma. Dzwonię jeszcze kilka razy, po czym w końcu rezygnuję i wybieram dla siebie czyste ubrania. Przebieram się, robię makijaż i rozpuszczam włosy, po czym idę do pokoju Lisy.
-Chodź ubieramy się i jedziemy spotkać się z wujkiem Niallem. Co ty na to?- pytam
-Taaak!- krzyczy i natychmiast zostawia zabawki
-Będzie też ciocia Diana- mówię jej, a ona jeszcze szerzej się uśmiecha
-Kocham wujka Nialla- mówi, kiedy przebieram ją w śliczną różową bluzeczkę. Znajduję jeszcze czyste spodnie i czeszę jej włoski w warkoczyka. Kiedy obie jesteśmy gotowe, pozwalam małej nieść prezenty, a sama zabieram tort. Piszę kartkę dla Harrego „Harry jesteśmy na urodzinach u Diany. Przyjedź jeśli chcesz. Ashley” i zostawiam ją na stoliku w salonie, po czym obie wychodzimy z domu. W przeciągu 20 minut parkujemy pod budynkiem, w którym mieszka Diana. Pukam do drzwi i słyszę głos Nialla „Ja otworzę” po czym drzwi się otwierają
-Cześć- szepcze, a ja wręczam mu tort. Chłopak wybiega do kuchni i po chwili wraca jak gdyby nigdy nic.
-Dzięki- chichocze i pomaga mi ściągnąć płaszcz
-Wujek, wujek- Lisa ciągnie go za nogawkę
-Cześć młoda. Jak ty urosłaś!- mówi do niej wesoło i natychmiast bierze ją na ręce.
-A co to tu jest?- wskazuje na rękę
-Złamała ją u cioci- tłumaczę mu, a on kręci głową
-Bolało?- pyta ją
-Tak, ale już nie
-Jesteś dzielną dziewczynką- mówi do niej i całuje ją w policzek
-Prose- mówi i podaje mu prezenty
-Kochanie to nie dla wujka. Tylko dla cioci- mówię jej, a Niall zaczyna się śmiać
-Gdzie po drodze zgubiłaś Harrego?- pyta, kiedy wchodzimy do salonu. Chłopak, widząc moją minę, poważnieje
-Coś nie tak?- pyta
-Tatusia nie ma w domu- mówi Lisa, a on robi pytającą minę
-Jak to nie ma Ashley?- dopytuje się
-Gdzie Diana?- chcę zmienić temat
-W łazience. Gdzie Harry?- nie odpuszcza i odstawia na podłogę Lisę
-Nie wiem- szepczę
-Jak to?- pyta, a ja spuszczam wzrok i tama pęka, po raz kolejny, zaczynam łkać, a on natychmiast mnie przytula
-Mamusiu- słyszę gdzieś z dołu i czuję jej rączkę, oplatającą moją nogę 
-Co jest do cholery?- pyta, a ja natychmiast się odsuwam. Wycieram oczy i biorę się w garść
-Nic. Zwykła kłótnia. To święto Diany, nie chcę tego psuć, proszę- patrzę na niego i przerywa, nam radosny głos dziewczyny
-Oooo już jesteście- woła i podchodzi do nas, przytulając mnie krótko, po czym całuje w policzek Lisę
-Mamy prezenty- mówię, a mała podaje jej dwie paczuszki
-Wszystkiego najlepszego kochana. Dużo szczęścia z tym wariatem- wskazuję na Nialla, ale tym razem się nie uśmiecha
-Spełnienia marzeń, postępów w pracy no i zdrowia, bo ostatnio u ciebie z nim kiepsko- mówię, a dziewczyna chichocze i krótko mnie przytula
-Dziękuje. Jesteś kochana. Naprawdę mówiłam Niallowi, że nie trzeba, ale mnie nie słuchał- mówi zadowolona. Wszyscy wiemy, że w głębi serca, bardzo się z tego cieszy. Spoglądam na Nialla, proszącym wzrokiem, a on kręci głową. „Tort” mówię bezgłośnie, więc chłopak ukradkiem znika w kuchni. Jak tylko widzę, że wraca z zapalonymi na torcie świeczkami, uśmiecham się i zaczynamy śpiewać „Happy Birthday” Diana jest zdumiona i pyta jak i kiedy udało mu się to załatwić, po czym zdmuchuje świeczki. I chodź na tych urodzinach nie ma nic więcej jak tort i szampan jest idealnie. Myślę, że dziewczyna jest naprawdę zadowolona z tego, jak spędza ten dzień.
-Gdzie Harry?- pyta nagle, kiedy siedzimy w salonie i zajadamy się ciastem
-W pracy- mówię od razu..
-Och.. a ty Niall? Przez tą chorobę, zupełnie wypadnę z obiegu. Nie będę wiedziała co i jak.- chichocze.

Przez resztę „przyjęcia” rozmawiamy na wiele tematów. Głównie ja i Diana. Niall zupełnie wyłączył się, bawiąc z Lisą. Dziewczynka nie odstępuje go na krok. Śmieje się i ogląda podpis, który Niall złożył na jej gipsie. Podpisała się również Diana i ja. Kiedy Niall zostawia nas na chwilę same, dobrze wiem gdzie poszedł. Chciał
zadzwonić do Harrego. Wraca po 5 minutach i ciepło się do mnie uśmiecha. Co do cholery? Coś jest nie tak? Spędzamy wspólnie jeszcze jakąś godzinę i decyduję się o powrocie do domu. Chcę sprawdzić czy jest już Harry. Musimy porozmawiać.
-Musimy spotkać się na kawę- mówi Diana, kiedy odprowadza nas z Niallem do drzwi
-Zdecydowanie. Może jutro? W porze lunchu?- pytam
-Jasne.- uśmiecha się i jeszcze raz nas przytula. Lisa mocno ściska Nialla i daje mu buziaka w policzek, po czym wychodzimy i wsadzam ją do samochodu. Zajmuję miejsce kierowcy i szybko wracam do domu. Oddycham z ulgą, kiedy widzę jego samochód na odjeździe. Zabieram małą z samochodu i zanoszę ją do domu. Kiedy tylko ściągam jej kurteczkę, biegnie do salonu i woła Harrego. Spokojnie się rozbieram i podążam za nią. Znajduję ich od razu. Chłopak trzyma małą na ręce i coś jej tłumaczy. Kiedy mnie widzi, stawia ją na podłogę i mówi, żeby poszła się chwilę pobawić.
-Wróciłeś- mówię oschle i podążam do kuchni
-Jakieś 3 godziny temu- mówi, idąc za mną
-Świetnie- prycham i nalewam sobie soku. Jedno spojrzenie wystarczy, żeby zauważyć, że pił. Ma podkrążone oczy i bladą twarz.
-Byłem u Louisa- tłumaczy
-Nie pytałam. Nie musisz się tłumaczyć- mówię i popijam napój
-Chyba musimy pogadać- opiera się o blat naprzeciwko mnie i uważnie mi się przygląda. Ani razu nie spojrzałam mu w oczy
-Nie. Nie musimy. Chciałam rozmawiać, a ty wolałeś wyjść i się napić.- syczę
-To, że jesteśmy w związku nie znaczy, że mam dawać ci się kontrolować- zaczyna
-Masz rację nie musisz.
-Dobrze się chociaż bawiłeś?- pytam i w końcu spoglądam mu w oczy. Mierzę go wzrokiem i odwracam się, stawiając szklankę na blat
-Miałem wrócić, ale urwał mi się film- tłumaczy
-Nic nowego. Zawsze potrafiłeś upijać się do nieprzytomności- prycham
-A ty potrafisz tylko wszystkiego się czepiać! Zawsze jest źle! Kiedy się staram, ty musisz wspominać o takim gównie jak wczoraj!- zaczyna krzyczeć, więc odwracam się w jego stronę
-Więc najlepiej wyjść, prawda? Później zwalić winę na mnie! Powiedz ile dziwek pieprzyłeś tej nocy!?-wrzeszczę i odpycham go od siebie.
-Mamusiu- słyszę cichy głosik i w końcu odwracam wzrok od Harrego. Lisa stoi w progu, a w jej oczkach widzę łzy. W rączce trzyma rysunek.
-Skarbie- odchodzę od niego i przykucam przed nią
-Nie płacz- wycieram jej policzki
-Dlaczego krzyczys na tatusia?- pyta i pociąga noskiem
-Nie… to nic takiego, wiesz? –pocieszam ją i wyciągam rękę po rysunek
-Co tam masz?- pytam, a ona mi go pokazuje
-Udało mi się narysować drugą rącką.- mówi zadowolona.
-Przyniosłam dla ciebie i dla tatusia- szepcze
-Dziękujemy jest śliczny. Mama kupi jutro magnesy na lodówkę i ładnie go przypniemy, tak?- pytam, a ona kiwa głową na zgodę
-A może narysujesz jeszcze coś takiego dla wujka Nialla i Diany, co?- pytam, a ona się zgadza i biegnie do salonu. Wstaję i odkładam obrazek na blat
-Robisz sceny, nawet przy dziecku- mówi ciszej
-Jesteś żałosny- prycham i kręcę głową
-Jedyną dziewczyną jaką wczoraj pieprzyłem byłaś ty-syczy
-Dobrze wiedzieć.-
-O co się tak wściekasz? Wiesz, że nie chcę się kłócić- mówi po chwili
-Nie chcesz.. a co robisz, nie wracając do domu? Harry nie było cię tyle czasu.. jak ty to sobie wyobrażasz? -pytam go
-Przepraszam- mówi w końcu
-Przepraszasz do momentu, aż znowu nie wypomnisz mi dziecka- mówię żałośnie i siadam na wysokim krześle przy wysepce
-Nie wypominam. Byłem wściekły- zaznacza i podchodzi bliżej
-To nie jest usprawiedliwienie. Ja nie wypominam ci tego co było- spoglądam na niego
-Wiem. Przepraszam- szepcze i głaszcze mnie po włosach
-W porządku?- pyta, a ja kręcę głową
-Nie.. ale już się do tego przyzwyczaiłam.- szepczę
-Kocham cię- mówi
-Ja ciebie też- przytakuję
-Naprawdę mi przykro. Chciałem ochłonąć, dlatego spędziłem dzień u Louisa. Nie chcę się kłócić. Pojechałem z nim na jego akcję, a potem wróciłem tutaj. Jak było na urodzinach Diany?- pyta
-Mogłeś dołączyć- mamroczę
-Nie chciałem przeszkadzać- uśmiecha się lekko
-Oboje wiemy, że popsułbym wszystkim humor.- dodaje
-Niall do ciebie dzwonił?- pytam
-Tak. Nieźle mi się oberwało. Dziewczyna go zmienia- uśmiecha się lekko
-Chodźmy do Lisy- proponuję i razem wychodzimy do salonu. Harry siada obok małej na podłodze i razem usiłują coś narysować. W końcu stawiają na domek z wielkim drzewem, a pod nim Niall i Diana.
-Mało profesjonalne- chichoczę do Harrego
-Jedyne co potrafię chociaż trochę narysować. -śmieje się, a ja biorę pisak i udaje mi się narysować długą kreskę na jego policzku. Mruży oczy i zabiera czerwony pisak, pisząc mi na ręce. „I love you.” Umieszcza to w serduszku
-Mama ma tatuaś. Jak ty!- Lisa wstaje i podskakuje, podchodząc bliżej, żeby go zobaczyć
-Ja też chcę- mówi i wyciąga w jego stronę rękę z gipsem
-Dobra, co chcesz?- pyta i sadza ją sobie na kolanach, żeby lepiej było mu pisać
-Ptaska takiego jak ty mas- mówi, po chwili rozmyślania
-Kochanie nie umiem takiego narysować- mówi
-No to… -zastanawia się i spogląda na niego do góry
-No to.. serduszko- mówi w końcu, a on rysuje je i uważnie mu się przygląda
-Podoba ci się?- pyta
-Tak!!- krzyczy i wstaje.
-Dziękuje- rzuca mu się na szyję i całuje w policzek. Przez resztę wieczoru chodzi z ręką wyciągniętą przed siebie i ogląda serce narysowane na gipsie.

-Dobra idziemy się kąpać- mówi Harry
-Mama popisała cię po policku- mówi, wskazując na jego twarz
-Wiem, chodź pomożesz mi to zmyć- bierze ją na ręce i razem podążają do łazienki. Stawia ją na stołku obok umywalki i zaczyna zmywać mazak z twarzy
-Ja. Tata ja!- woła i ciągnie go za koszulkę. Chłopak posłusznie pochyla się nad umywalką, a małą całą rączką usiłuje zmyć długą kreskę. Kiedy w końcu im się udaje, razem kąpiemy Lisę i kładziemy ją spać. Jestem wykończona dzisiejszym dniem, więc oboje bierzemy prysznic i kładziemy się do łóżka. Nie rozmawiam z nim. Nasza wymiana zdań, ograniczała się tylko do tego co związane z Lisą. Odkąd wyszłam z łazienki, wymieniliśmy zaledwie kilka słów. Wzdycham, po czym odwracam się plecami do Harrego. Chcę już zasnąć. Zapomnieć o tym paskudnym dniu. Czuję jak chłopak odwraca się w moją stronę i pochyla nade mną
-Niezależnie od tego jak mnie odtrącasz i tak cię kocham- szepcze mi do ucha i przejeżdża palcem, po ręce, gdzie wcześniej napisał mi, że mnie kocha. Całuje mnie w ramię i przytula do siebie. Nie odpowiadam… po prostu chcę już zasnąć.. 




jest! w końcu to dodałam... o matko przepraszam... rozdział powinien pojawić się już dawno.. za pewne widzicie że ostatnio coś się dzieje i nie dodaję części regularnie... jednak zapewniam was że to nie ma nic wspólnego z opowiadaniem... raczej z moim życiem prywatnym.. każdy w pewnym momencie ma problemy.. cóż dla mnie właśnie nadszedł ten czas. mam jednak nadzieję że w czasie ferii wszystko wróci do normy i będzie dobrze... 
dlatego przepraszam za to wszystko... rozdział też nie jest rewelacyjny. obiecuję że w przyszłym rozdziale będzie więcej się działo. ok.. to chyba tyle.. i dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze. Kocham was <3 
                                                   15 komentarzy=nowy rozdział 
Mrs.Horan

niedziela, 18 stycznia 2015

Strong cz.54



-Lisa miała wypadek, jadą do szpitala. Spadła ze zjeżdżalni w ogrodzie.- wyjaśniam mu i szybko się ubieramy. Wsiadamy do samochodu, a chłopak natychmiast wyjeżdża na ulicę.
-Ja ich chyba kurwa zajebie!- wrzeszczy i uderza dłońmi o kierownicę…
                                                           ***
Widzę rosnącą złość na twarzy Harrego. Zapinam pasy widząc, że gwałtownie i szybko prowadzi samochód.
-Harry uspokój się- proszę go
-Uspokój się? I kto to mówi! –krzyczy, rzucając mi gniewne spojrzenie
-Jeśli chcesz dojechać tam w całości, zwolnij bo do cholery nie mam zamiaru rozpieprzyć się na pierwszym, lepszym drzewie!!- krzyczę, wiedząc że to może pomóc. Spogląda na mnie i unosi brwi
-Jestem wściekły, więc proszę cię, nie wrzeszcz na mnie- ostrzega, zaciskając przy tym zęby
-Będę robiła co chcę! Ty też wrzeszczysz! Myślisz, że to ci pomoże? Myślisz, że ja się nie martwię?- pytam
-Chcę być tam jak najszybciej!- krzyczy
-Zatrzymaj się- mówię spokojnie
-Zwariowałaś? Po co, do cholery chcesz się zatrzymywać?!- pyta, zaskoczony
-Zatrzymaj się- mówię po raz drugi, ale on nie reaguje, a jeszcze przyspiesza
-Powiedziałam Stój!- żądam, a on w końcu zjeżdża na pobocze.
- Zadowolona?- pyta, gasząc silnik. Wysiadam bez odpowiedzi i obchodzę samochód. Kiedy jestem w połowie, on również wychodzi i trzaska drzwiami
-Harry- staję przed nim i kładę dłonie na jego brzuchu. Spogląda na mnie, ale dalej nic nie mówi
-Ja też się martwię. Ale teraz denerwuję się też twoim zachowaniem. Proszę- mówię cicho, a on kładzie dłoń na moim policzku i głęboko wzdycha
-Pojedziemy tam. Spokojnie, a ty będziesz przestrzegał przepisów.- zaczynam, a on wywraca oczami, ale ponownie na mnie spogląda
-Boję się o nią, ale wiem, że ciocia jest w pobliżu. Wujek też. Lisa nie jest sama- próbuję go uspokoić, ale to idzie w złą stronę
-Jest w pobliżu.- prycha
-Od niedawna- mamrocze
-Jedźmy. Ok.?- pytam, a on lekko kiwa głową. Uśmiecham się do niego delikatnie i cmokam w usta. Robię to jeszcze raz, jednak tym razem, zostając przy jego ustach na dłużej. Puszczam go widząc, że jest nieco spokojniejszy i czekam, aż otworzy swoje drzwi. Szybko obchodzę auto i zajmuję miejsce pasażera. Harry powraca na drogę, tym razem spokojniej. Robi to o co go prosiłam i cieszę się, że do jakiegoś stopnia, udało mi się go uspokoić. Oboje milczymy, a samochód wypełnia cicha piosenka, grana w radiu.
~~~Harry~~
Robię to dla Ashley i dla Lisy. Zachowuję spokój i opanowany staram się prowadzić samochód. Tak jak prosiła mnie dziewczyna. Ma rację. Jeśli poszłoby tak dalej, skończyłoby się to naszym wypadkiem. I chodź w środku się we mnie gotuje, na zewnątrz jestem bardzo cierpliwy i cichy. Wzdycham, kiedy orientuję się, że do celu pozostało jakieś 10 minut. Kiedy wjeżdżamy na odpowiednią ulicę, Ashley kieruje mną i mówi gdzie mam skręcić, aby dojechać do szpitala. Ok… już nie muszę być opanowany.
~~Ashley~~
Kiedy Harry gasi silnik, natychmiast wysiada z samochodu. Czeka aż wyjdę, po czym zamyka go i bez słowa podąża w stronę wejścia. Biegnę za nim i chwytam za rękę
-Harry..- zaczynam, ale on nawet na mnie nie spogląda, wciąż idąc dalej
-Miałem być opanowany. I byłem skarbie. Teraz nie muszę.- spogląda na mnie. Popycha drzwi i od razu podchodzi do recepcji.
-Jest tutaj nasza córka. Miała wypadek- zaczyna
-Chwileczkę- mówi i się odwraca, nie mając pojęcia, że to błąd
-Powiedz mi kurwa, gdzie jest moja córka!- wrzeszczy, uderzając dłonią w blat, a pielęgniarka spogląda na niego przerażona.
-Harry- odciągam go nieco i kładę dłoń, na jego klatce piersiowej. Ja też jestem zdenerwowana, jednak staram się tego nie okazywać. Zachowuję spokój. Chcę tylko zobaczyć Lisę. Odwracam się do pielęgniarki i lekko się do niej uśmiecha. Czuję spięte ciało Harrego zaraz za mną. Jego klatka piersiowa dotyka moich pleców, a on nie zamierza się odsunąć.
-Przepraszam panią najmocniej za..męża- mówię i na chwilkę przerywam spoglądając na Harrego. Męża.. cholera. Odwracam się i ponownie spoglądam na kobietę.
-Jest tutaj nasza córka. Lisa Styles. Ma niecałe 3 latka. Była z moimi wujkami. Dostaliśmy informację, że spadła z wysokości.- wyjaśniam
-Oh.. tak. Jest tutaj. Została przywieziona jakąś godzinę temu- wyjaśnia i szuka czegoś w papierach, co jakiś czas zerkając na Harrego.
-Można szybciej?- pyta Harry, ale ja natychmiast go szturcham i uśmiecham się do pielęgniarki
-Pierwsze piętro, pokój zabiegowy. Dziewczynka przeszła niezbędne badania, a teraz jest jej zakładany gips- wyjaśnia
-Gips!- Harry krzyczy i natychmiast się odsuwa, ruszając w stronę windy. Dziękuję szybko i podążam za nim. Harry pospiesznie wciska guzik przywołujący windę, po czym niecierpliwie czeka na jej przyjazd. Chwytam go za rękę, a on natychmiast ją ściska. Kiedy drzwi się przed nami rozsuwają, szybko wchodzimy do środka i jedziemy na pierwsze piętro. Chłopak ciągnie mnie za rękę i w końcu z niej wychodzimy. Na wprost nas, znajduje się sala, a nad drzwiami widnieje napis „Sala zabiegowa” więc właśnie tam podążamy. Zauważam wujka, siedzącego na krześle przed wejściem.
-Wujku- odzywam się, a on natychmiast wstaje
-Są w środku. Ciocia zadzwoniła, że coś się stało ,więc jak najszybciej po nie przyjechałem i przywiozłem tutaj.- wyjaśnia
-Idziemy- Harry rzuca w moją stronę i ciągnie mnie w stronę drzwi, szybko je popychając.
-Przepraszam, tutaj nie wolno wchodzić- odzywa się pielęgniarka, a my natychmiast dostrzegamy zapłakaną Lisę i siedzącą obok niej ciocię. Lekarz spogląda na nas i przerywa nakładanie gipsu.
-Proszę wyjść –mówi, ale dostrzega nas Lisa
-Mama…. tatusiu- krzyczy i chce zeskoczyć z krzesła, jednak lekarz ją powstrzymuje. Harry robi kilka kroków do przodu i natychmiast pojawia się obok niej.
-Jesteśmy rodzicami- mówię cicho, na co lekarz kiwa głową i powraca do pracy
-Tatusiu, boli mnie główka- mała mówi i przytula się do boku Harrego, na tyle ile pozwala jej lekarz
-Spokojnie skarbie, zaraz jedziemy do domku.- mówi do niej i mierzy wzrokiem ciocię
-Przepraszam- odzywa się i spogląda raz na mnie, a raz na chłopaka.
-Przysięgam, że na nią uważałam. Odwróciłam się tylko na chwilkę.- tłumaczy
-Miałaś cholerny obowiązek się nią zaopiekować!- Harry wrzeszczy, jednak wtrąca się lekarz
-Proszę kłótnie zostawić na później. To nie jest odpowiednie miejsce- upomina ich, a ja kucam przed małą i gładzę jej policzki. Czekamy chwilę, zanim wszystko zostaje zakończone, a lekarz pozwala małej zabrać rękę. Harry natychmiast bierze ją na ręce, a dziewczynka wtula główkę w jego ramię
-Możemy porozmawiać w gabinecie?- pyta lekarz, na co kiwam głową i podążamy za nim. Kiedy ciocia chce wejść z nami, Harry syczy
-Nawet nie próbuj- spogląda na nią i zamyka za nami drzwi. Lekarz wskazuje na dwa krzesła, więc na nie siadamy, a Lisa zajmuje miejsce na kolanach Harrego
-Więc zacznijmy od początku. Nazywam się Ian Brown, zająłem się państwa córką zaraz po przyjeździe. Mała przeszła tomografię komputerową w celu sprawdzenia głowy. I rentgen, gdzie sprawdziliśmy czy to napewno złamanie. Córce nie jest nic poważnego. Kilka otarć i złamana ręka. Obeszło się bez wstrząsu mózgu. Jednak głowa, może trochę boleć. Przez najbliższe kilka dni. Może pojawić się też gorączka, ale to absolutnie nic poważnego. Chciałbym przepisać państwu kilka lekarstw. – mówi na co kiwam głową i czekam aż przepisze recepty, po czym mi je podaje.
-Chciałbym również przeprowadzić badanie kontrolne. Jeszcze raz tomografię i rentgen- mówi i pyta nas o zgodę
-Oczywiście- kiwam głową i spoglądam na dziewczynkę, która bawi się skrawkiem koszulki Harrego
-W takim razie, zapraszam- mówi i wstaje, więc my robimy to samo. Wychodzimy z gabinetu i wszyscy podążamy za lekarzem.
-Dalej państwo nie mogą wejść- mówi, kiedy znajdujemy się przed wejściem na salę.
-Jak to?- pytam, a on tłumaczy, że nie możemy być obecni przy badaniach, więc Harry oddaje małą. Panuje cisza, dopóki dziewczynka nie znika nam z oczu.
-Jak kurwa, mogłaś!- Harry odwraca się w stronę ciotki, więc natychmiast go powstrzymuję
-Mówiłam. Nie zrobiłam tego celowo. Tak ślicznie się bawiła- mówi cicho
-Jesteś nieodpowiedzialna! Jak mogliśmy ci ją zostawić?! Jeszcze dzisiaj mała wraca z nami. Więcej tutaj nie zostanie- wrzeszczy
-Harry- wujek się odzywa, ale go też ucisza
-Nie zostanie.- syczy
-Nie było cię tak długo.. a teraz udajesz idealnego ojca?- ciocia mówi cicho, a w nim zaczyna się gotować, wiem to.
-Harry- mówię i staram się zwrócić całą jego uwagę na mnie, jednak on ani drgnie. Przysuwam się do niego bliżej i obejmuję w talii. Nadal nic. Patrzy na nią i gdyby mógł, wyjął by broń i strzelił bez zastanowienia. Jestem pewna
-Kotku- mówię przytulając się do niego, a on w końcu kładzie dłonie na moich biodrach. Mocno je ściska i w końcu spogląda na mnie.
-Spokojnie- szepczę, głaszcząc jego policzek. Nigdy nie pomyślałabym, że dojdzie do takiej sytuacji. Że będę musiała tak bardzo hamować Harrego przed tym, aby nie zrobił nic mojej własnej ciotce. Nie pomyślałabym, że aż tak bardzo przywiązał się do Lisy. Całuję kącik jego ust i kładę głowę na jego piersi. Uścisk na moich biodrach staje się lżejszy, a jego jedna dłoń spoczywa teraz na moich plecach. Badanie nie trwa długo. Myślę, że po jakiś 20 minutach drzwi się otwierają, a po chwili wychodzi z nich lekarz, wraz z pielęgniarką, trzymającą małą za rączkę. Kiedy Lisa ponownie nas widzi, uśmiecha się i puszcza jej dłoń, idąc do nas.
-Myślę, że na dziś to wszystko. Zapraszam za 2 tygodnie na kontrolę ręki, musimy sprawdzić czy goi się prawidłowo. Nie jest to poważne złamanie, więc ręka pozostanie w gipsie przez 4 tygodnie. Mała była naprawdę dzielna.- mów i kuca przy niej.
-Mam coś dla ciebie- uśmiecha się i wyciąga coś z kieszeni
-Pamiętasz co mówiłem, kiedy przyjechałaś?- pyta, a ona kiwa głową
-Proszę- uśmiecha się i wręcza jej lizaka, oraz naklejkę z napisem „dzielny pacjent”
-Co się mówi?- pytam ją, a ona mówi ciche „dziękuję” kiedy doktor się prostuje, Harry wyciąga do niego dłoń
-Dziękujemy za wszystko, doktorze- mówi do niego, po czym wymieniają się uściskiem dłoni
-Nie ma za co. To moja praca. Do zobaczenia- uśmiecha się i odchodzi.
-Jedziemy do domu Lisa- mówi i bierze ją na ręce
-Jej rzeczy są u nas- odzywa się ciocia
-Ma ich mnóstwo w domu.- odzywa się chłodno i podąża przed siebie, wychodząc przed szpital
-Ashley- ciocia łapie mnie za rękę, co skutkuje natychmiastowym zatrzymaniem się Harrego
-Kochanie nie miało tak wyjść- mówi
-Wiem ciociu- wzdycham i lekko ich przytulam.
-I tak przyjechałabym po nią za 2 dni. – mówię spokojnie. Nie jestem na nią już zła. Wiem, że jest jej przykro. Nie zrobiła tego przecież specjalnie.
-W porządku- odzywa się wujek i jeszcze raz mnie przytula.
-Harry- mówi do niego i wyciąga dłoń. Chłopak się z nim żegna, po czym otwiera samochód i zapina pasy Lisie.
-Ashley- zaczyna, więc uśmiecham się do wujków i zajmuję miejsce pasażera. Harry natychmiast wsiada do środka i szybko rusza z miejsca. Przez chwilę prowadzi w ciszy i widzę, że co jakiś czas, spogląda na siedzącą z tył Lisę. Uśmiecham się sama do siebie. Teraz widzę, jak bardzo mu zależy. Jak bardzo się o nas boi. Wyciągam rękę i kładę ją na ramieniu Harrego. Natychmiast spogląda na mnie, a jego wyraz twarzy staje się nieco lżejszy. Wyciąga rękę, więc splatam nasze palce i kładę głowę na oparciu.
-Wciąż jesteś zły?- pytam
-Nie.. znaczy tak. Wściekły jak cholera. Ale nie mogę wyżywać się na was. To ona działa mi na nerwy- wyjaśnia
-Skarbie możesz mi coś obiecać?- pyta i spogląda na mnie z nadzieją
-Co takiego?
-Nigdy więcej nie zostanie tam na kilka dni- mówi
-Harry…- zaczynam
-Nie zostanie tam- mówi surowo i spogląda na drogę. Jest już naprawdę ciemno i zaczyna się robić późno.
-Jedziemy do domu?- Lisa pochyla się do przodu i pyta nas z uśmiechem
-Tak skarbie- uśmiecham się
-Boli cię coś?- pyta Harry
-Tylko troskę- odpowiada i ponownie opiera się w foteliku. Harry kręci głową i przenosi drugą dłoń na kierownicę, puszczając tym samym moją rękę i zostawiając ją na swoim udzie. Uśmiecham się i jadę ją nieco wyżej, po czym zatrzymuję i trzymam ją tam przez długi czas. Widzę zaskoczoną minę Harrego, jednak nawet się nie uśmiecham. Po prostu wpatruję się w drogę przed siebie.
-Wiem co próbujesz robić- odzywa się
-Słucham- mówię i spoglądam na niego
-Chyba jednak chcesz, żebym cię dzisiaj przeleciał- szepcze i spogląda w lusterko.
-Dobrze się składa. Lisa zasnęła- mówi i szeroko się uśmiecha. Prycham i kręcę głową, poprawiając się na swoim miejscu
-Przecież nic nie robię- zachowuję powagę i  zabieram rękę, na co on zaczyna cicho się śmiać. Resztę drogi powrotnej przebywamy w ciszy. Odpoczywam i naprawdę się rozluźniam,  wpatrując się w boczną szybę samochodu. Przymykam oczy i kładę głowę na oparciu do momentu, aż Harry nie szepcze
-Jesteśmy- informuje mnie, więc na niego spoglądam. Uśmiecha się do mnie i otwiera drzwi, po czym wyciąga Lisę z samochodu, uważając na jej rękę.
-Zimno- wzdrygam się i wbiegam po schodach, po czym szybko otwieram drzwi i zamykam je za Harrym. Zostawiam kurtkę w korytarzu, a chłopak od razu podąża na górę do pokoju małej. Idę za nim i staję w progu. Uważnie obserwuję jak delikatnie się z nią obchodzi. Kładzie ją na łóżku, poprawia jej włoski i ściąga buciki . Głaszcze po policzku i wstaje, przynosząc koc z fotela, po czym przykrywa jej małe ciałko. Uśmiecham się sama do siebie, bo nie mogę uwierzyć, że wszystko tak bardzo się zmieniło. Jeszcze kilka miesięcy temu mogłam pomarzyć o takim widoku. Teraz po prostu mogę to oglądać i nie wyobrażam sobie, lepszej chwili. Harry spogląda na mnie, po czym gasi lampkę i podąża w stronę drzwi.
-Chodźmy- szepcze i podostawia drzwi uchylone.
-Więc na czym skończyłaś w samochodzie?- pyta z uśmiechem, a ja się odsuwam
-Co takiego?- marszczę brwi, a on podchodzi jeszcze bliżej.
-O ile pamiętam, twoja dłoń..- zaczyna i przykłada moją rękę do swojego uda
-Tak?- droczę się z nim i zaczynam się śmiać
-Kusisz?
-Nie- odpowiadam i przygryzam wargę, żeby się nie roześmiać na dobre
-Oj kusisz, panno Mirand- kręci głową i delikatnie się nade mną pochyla
-Oj.. kusisz, panie Styles- szepczę i robię krok, złączając nasze usta w pocałunku. Harry natychmiast go pogłębia i staje się on coraz bardziej namiętny. Zaplatam dłonie na jego karku, a on podnosi mnie do góry, więc od razu oplatam jego biodra nogami. Chłopak podchodzi do ściany i przywiera do niej moimi plecami, nawet na chwilkę się ode mnie nie odrywając. Kiedy w końcu to robi, szybko łapię oddech, a on szeroko się do mnie uśmiecha.
-Lisa- szepczę, wskazując na uchylone drzwi, więc Harry odchodzi od ściany,  jednak wciąż nie wypuszcza mnie z objęć. Otwiera naszą sypialnie i szybko zatrzaskuje za nami drzwi.
-Cii- uciszam go, a on w końcu mnie puszcza. Przekręca kluczyk w zamku i ponownie na mnie spogląda. Uśmiecham się i znowu przywieram do jego ust. Czuję, że uśmiecha się przez pocałunek, kiedy szybko ściągam z niego płaszcz. Nie mógł go ściągnąć, kiedy niósł Lisę. Zrzucam go na podłogę i zabieram się za guziki jego śnieżnobiałej koszuli, która po chwili idzie w ślad płaszcza.
-Wolę tak- szepczę i dotykam jego klatki piersiowej. Uśmiecham się, kiedy widzę pojawiającą się gęsią skórkę, na jego ciele
-Masz zimnie ręce- szepcze i ponownie zaczyna mnie całować. W końcu odrywamy się od drzwi, a chłopak ciągnie mnie w stronę łóżka. Wzdycham, kiedy przerywa pocałunek, aby pozbyć się mojej bluzki. Pośpiesznie zdejmujemy buty, a chłopak zaczyna chichotać, kiedy potykam się o własne nogi. Zatrzymujemy się dopiero przy krawędzi łóżka. Odwzajemniam, kolejny pocałunek, kiedy dłoń Harrego powoli podąża w stronę zapięcia mojego stanika. Sprawnie go odpina i odrywa się od moich ust, spoglądając w dół, kiedy delikatnie zsuwa go z moich ramion. Pochyla się, a jego usta przylegają do mojej szyi, gdzie zaczyna składać mokre pocałunki, na przemian z małymi ugryzieniami. Jęczę cicho, kiedy pozostawia czerwony ślad i kładę się na łóżku podtrzymywana przez dłoń Harrego. Chłopak natychmiast pochyla się nade mną i delikatnie ściska moje piersi, kiedy podąża ustami wzdłuż mojej talii. Jęczę cicho i wplatam dłoń w jego włosy
-Harry- szepczę, a on spogląda mi w oczy
-Cii..-tym razem to on mnie ucisza, po czym dmucha w miejsce gdzie przed chwilką były jego usta. Drżę, a on nagle się podnosi. Jego twarz znowu znajduje się równo z moją, a jego wargi powracając do moich, kiedy zaczyna rozpinać moje spodnie. Unoszę delikatnie biodra i pomagam mu je zsunąć. Harry idzie na łatwiznę i pozbywa się ich razem z moimi majtkami
-Jesteś śliczna- szepcze, znowu pochylając się nade mną. Przygryzam wargę, którą on uwalnia, kiedy znowu przylega do mnie ustami. Wzdycham głęboko poprzez pocałunek i uważnie skupiam się na jego dłoni, która powoli podąża wzdłuż mojego ciała. Coraz niżej i niżej
-Spodnie- szepczę, a on szeroko się uśmiecha, po czym pozwala mi je odpiąć. Podążam jego śladem i ja również ściągam je również z jego bokserkami. Unosi brwi, a w jego oczach widzę rozbawienie, jednak szybko ono znika, a w zamian pojawia się pożądanie. Harry zjeżdża pocałunkami na moją szyję i pozostaje tam na dłuższą chwilę, podczas gdy jego ręka gładzi moje udo, by po chwili przenieść ją nieco wyżej. Wzdycham, kiedy zatacza kciukiem małe kółka i ponownie na mnie spogląda
-Jesteś gotowa- mruczy cicho, a ja znowu przygryzam wargę, bo cholera.. to tak dobre uczucie. Wzdycham głęboko, kiedy Harry ustawia się przed moim wejściem, po czym delikatnie porusza biodrami, wchodząc we mnie. Moje plecy wyginają się w łuk, a Harry ciężko wzdycha, kiedy podpiera się wolną ręką o poduszki, po prawej stronie mojej głowy. Całuję go w szyję i delikatnie zasysam wrażliwą skórę, na co wydaje cichy jęk. Po raz kolejny wplatam dłoń w jego włosy, a jego pchnięcia stają się nieco szybsze. Moje biodra wychodzą mu naprzeciw, co równa się z jeszcze silniejszym doznaniem. Delikatnie podążam paznokciami po plecach Harrego i po raz kolejny, wyginam się w łuk, kiedy jego kolejne pchnięcia są coraz szybsze i mocniejsze. Chowam twarz w jego szyję i zaczynam cicho szeptać jego imię. Dość szybko zamienia się to w coraz głośniejsze jęki i nie wytrzymuję dłużej, dochodząc po kolejnych pchnięciach. Harry wykonuje jeszcze dwa, po czym on też dochodzi i delikatnie opada na moje ciało. Słyszę jego szybki oddech tuż przy moim uchy i ja również staram się uspokoić. Opiera swoje czoło o moje i szeroko się do mnie uśmiecha
-Kocham cię- szepcze i delikatnie cmoka mnie w usta
-Ja ciebie też- odpowiadam, a chłopak, w końcu ze mnie wychodzi i kładzie się obok. Odwracam się w jego stronę i podpieram głowę na ręce, kiedy Harry naciąga na nasze ciała kołdrę. Wpatruję się w niego, a on kolejny raz się do mnie uśmiecha. Podnosi się i naśladuje moją pozycję
-Co?- pytam
-Było cudownie- mówi i puszcza mi oczko
-Tak uważasz?- unoszę brwi, a on się do mnie przysuwa. Otwieram szerzej oczy, kiedy czuję coś twardego, na moim udzie
-Wciąż na mnie działasz- szepcze i cmoka mnie w usta
-Musisz się uspokoić- chichoczę
-Więc mnie nie kuś- mamrocze
-Nic takiego nie robię- uśmiecham się, a on kładzie się na plecach i głęboko wzdycha, więc kładę się obok niego i odnajduję jego dłoń, splatając nasze palce.
-Wiesz coś mi się przypomniało- odzywa się, po chwili ciszy
-Co takiego?- pytam i przekręcam głowę w jego stronę
-Kiedy byliśmy w szpitalu.. a ty mówiłaś kim jesteśmy.- marszczę brwi, a on dodaje
-Powiedziałaś, że jestem twoim mężem- o cholera… spuszczam wzrok i chyba się rumienię. Nie wiem co mam powiedzieć. Faktycznie tak powiedziałam.. nie wiem jak zareaguje, na to teraz. Będzie zły
-Ashley, rumienisz się- mówi z lekką nutką rozbawienia w głosie, więc natychmiast podnoszę wzrok
-Nie jesteś zły?- pytam, a brzmi to raczej jak stwierdzenie z wielkim zaskoczeniem
-Myślałaś, że tak będzie?- marszczy brwi i ponownie odwraca się w moją stronę, podpierając głowę na dłoni
-Nie jestem. Nie uważam, że to coś złego- wyjaśnia, a ja kiwam głową i dotykam dłonią jego ramienia, powolnie jeżdżąc po nim opuszkami palców

-Chciałabyś, aby naprawdę tak było?- pyta po chwili. Marszczę brwi i spoglądam mu w oczy. Uśmiecham się na samą myśl. Harry Styles moim mężem. To byłoby coś. Naprawdę byłby mój, a ja jego. Znak, że chcemy być ze sobą do końca życia
-Ja..ja.. nie zastanawiałam się nad tym- jąkam się
-A ty?- pytam
-Ślub? Nie. Raczej nie. Nie chcę nic zmieniać. Ludzie po ślubie zaczynają się kłócić- mówi spokojnie, a ja nie ukrywam rozczarowania.
-Kłócimy się bez tego Harry- mamroczę
-Tak ale.. nie uważam, że ślub jest czymś koniecznym. To przereklamowane- mówi, a ja zabieram dłoń z jego ramienia. Wzdycham i spuszczam wzrok. Przykro mi. Czy gdybym bardziej się starała…. Gdyby bardziej mnie kochał… chciałby ślubu? Zadaję sobie pytanie, a on delikatnie pociąga za mój podbródek, zmuszając żeby na niego spojrzeć
-Jesteś zła?- pyta
-Nie- zaprzeczam
-Widzę, że jest coś nie tak. Miałaś lepszy humor, jeszcze chwilę temu- mamroczę
-Nie. Jest ok. Jestem tylko zaskoczona, twoim podejściem do tej sprawy. Fajnie byłoby kiedyś przyznać, że nazywam się Ashley Styles i  że mam pełne prawo do tego, żeby móc nazwać cię moim mężem. To nic takiego, ja tylko.. tak tylko mówię- tłumaczę mu, a moje ostatnie zdanie to raczej szept
-Fajnie byłoby cię nazwać moją żoną, ale po co nam to. To tylko etykieta. Ważne, że mamy siebie nawzajem. I dopóki jest między nami okej, nic innego się nie liczy- wzdycha, po czym delikatnie całuje moje usta, chcąc jakoś załagodzić sytuację. Jakim cudem przez kilka godzin, przechodzimy przez tak wiele etapów? Strach o córkę, wściekłość Harrego, czułość, seks aż w końcu rozmowa na temat śluby?
-Cieszę się, że się opanowałeś – mówię do niego, kiedy się odsuwa. Nie chcę drążyć tego tematu. Po prostu chcę, żeby znowu było wesoło
-Zrobiłem to, bo mnie o to prosiłaś. Byłem wściekły i mało brakowało, a rozszarpałbym twoją ciotkę- mówi, chociaż oboje wiemy, że by jej nie tknął.
-Ale w jednym miała rację. Nie było mnie tak długo, a teraz udaję dobrego i troskliwego ojca. To żałosne- prycha i teraz na mnie nie patrzy. Jego wzrok tkwi gdzieś za mną
-Nie mogła się bardziej mylić- szepczę, a on w końcu na mnie spogląda
-Może i cię nie było. Może faktycznie, wtedy potrzebowałam twojego wsparcia jeszcze bardziej. Kiedy Lisa była mała i w nocy tak strasznie płakała. Wiele razy myślałam, że to ty mógłbyś chociaż raz do niej wstać. Dać mi pospać chodź trochę dłużej, ale ciebie nie było. Jednak teraz, kiedy o tym myślę… Harry nie wyobrażam sobie tego inaczej. Nie widzisz jak bardzo jesteś dla niej ważny? Nie oddałaby cię za nic innego. Przyglądałam ci się dzisiaj. Kiedy wnosiłeś ją do pokoju. Obchodzisz się z nią tak delikatnie…- mówię, a on lekko się uśmiecha
-Jesteś troskliwy i dobry. Jesteś takim ojcem, jakiego ona sobie wymarzyła.- kończę i widzę na jego twarzy ulgę
-Tak myślisz?- pyta, na co kiwam głową
-Przykro mi, że nie byłem w waszym życiu wcześniej. Tyle rzeczy mnie ominęło. Pierwsze kroki, pierwsze słowo… pierwsze urodziny..- wymienia
-Pierwsze kroki postawiła w parku. Posadziłam ją na kocu, a ona zauważyła siedzącą na trawie biedronkę i za wszelką cenę, chciała ją złapać, więc stanęła na nogi. Byłam w szoku.- przypominam sobie, a on kładzie się wygodnie i wciąga mnie na swoje ciało. Układam się na nim i kładę głowę na jego klatce piersiowej
-Pierwsze słowo? Co powiedziała?- pyta, zaciekawiony
-Misio- mówię, a on zaczyna się śmiać
-Nie wierzę- chichocze
-Tak właśnie było- śmieję się razem z nim i spoglądam w jego zielone oczy
-Większość dzieci najpierw mówi „mama” albo „tata” a ona powiedziała misio- wzruszam ramionami. I zapada między nami cisza. Nagle do mojej głowy przychodzi myśl. Staram się ją w sobie zdusić. Zapomnieć o tym niedorzecznym pomyśle, jednak uśmiecham się na samą myśl, jak by to było. Harry to zauważa i unosi brwi
-Co?- pyta. Nie jestem pewna czy powinnam mu o tym mówić. Unoszę się nieco i opieram dłońmi o jego klatkę piersiową. Zastanawiam się jeszcze chwilkę, po czym zaczynam
-Moglibyśmy.. znaczy.. pomyślałam, że może..- jąkam się, a on marszczy brwi
-Jeśli byś tylko chciał. Może drugie dziecko..- zaczynam, ale mi przerywa
-Co?!- unosi głos, więc natychmiast z niego schodzę, siadając obok
-Co powiedziałaś?- dopytuje się z niedowierzaniem i podnosi się do pozycji siedzącej
-Nic, ja tylko pomyślałam… mówisz to wszystko, więc… mógłbyś to przeżyć.- jąkam się, a on kręci głową
-Ashley do cholery, ja… dopiero przywykłem do myśli, że jest Lisa… jak to sobie wyobrażasz?- mówi, a ja w jego głosie dostrzegam nutkę zdenerwowania.. to nie był dobry pomysł… zdecydowanie. 





witam kochani z nową częścią..  
od razu mówię jednak to co wy dokładnie wiecie że jestem beznadziejna z tymi scenami no ale cóż.. natchnęło mnie i tada! 
no i wróciła kochana Lisa <3
dobra... chciałam przeprosić za opóźnienie ale niestety nie miałam czasu spokojnie napisać rozdziału więc robiłam to wczoraj o 2 w nocy haha 
nie napisałam też że jest scena +18 bo...jakoś tak chciałam żeby było z zaskoczenia ;D 
ok... podnosimy lekko poprzeczkę... 
                                 13 komentarzy=nowy rozdział 
pozdrawiam 
Mrs.Horan