czwartek, 5 marca 2015

Strong cz.57


-Do zobaczenia- przytula mnie lekko
-Trzymaj się- uśmiecham się do niej i obserwuję jak odchodzi w stronę firmy…
                                                              *******
~~Diana~~
Kiedy wracam do firmy, resztę dnia spędzam przy swoim biurku. Zajmuję się wszystkimi dokumentami, chociaż nie łatwo jest mi się skupić. Widziałam Nialla jakieś 3 razy, kiedy przechodził obok biurka i wchodził do gabinetu Harrego. Najbardziej boli mnie to, że nawet na mnie nie spojrzał. Za każdym razem, wzrok utkwiony miał w dokumentach albo drzwiach Harrego. Z chęcią bym się rozpłakała i zrobiła mu awanturę, dlaczego mi to robi, ale przecież sama tego chciałam. Więc już zawsze tak będzie? Będzie mnie ignorował, odwracał wzroki lekceważył, a wieczorami będziemy idealną parą? Co ja sobie myślałam uważając, że to idealne rozwiązanie… jestem taka głupia..
Z drugiej jednak strony, jestem pewna, że robi to przesadnie dobrze. Szczegółowo trzyma się zasad pracownik- szef i jestem pewna, że robi to dlatego, aby pokazać mi jak głupi jest ten plan. W takim razie co mam robić? Wycofać się? Powiedzieć otwarcie, że jesteśmy razem i codziennie mierzyć się z krzywymi spojrzeniami innych pracowników? Zwolnić się? Trwać w tym chorym układzie dalej? Czy może rozstać się z Niallem…
Nie.. tego ostatniego nie jestem wstanie zrobić. Jestem zbyt słaba psychicznie, żeby odejść… Kocham go, a myśl żeby rozstać się przez pracę, to absurd. Chce, żebym do niego przyjechała.. w porządku. Może powinniśmy to jeszcze raz, na spokojnie przegadać. Przerywam swoje rozmyślenia, kiedy Niall wychodzi ze swojego gabinetu. Harry wyszedł jakąś godzinę temu, mówiąc że musi spędzić trochę czasu z rodziną, którą próbuje tworzyć. Podnoszę głowę i czekam, aż blondyn na mnie spojrzy. W głębi serca, cieszę się, kiedy w końcu to robi. Chce coś powiedzieć, kiedy drzwi windy nagle się rozsuwają.
-Diana mam dla ciebie dodatkowe dokumentu- słyszę, kiedy do pomieszczenia wchodzi Blanca- księgowa. Niall podchodzi do wielkiego regału za mną i odkłada na miejsce jeden z segregatorów trzymanych w ręce. Wyciąga kolejny i zaczyna go przeglądać. Co on robi?
-Okej. Dzięki- mówię do niej, kiedy podaje mi teczkę
-Wszystko tam znajdziesz- uśmiecha się. Lubię ją, jest naprawdę miła i kilka razy wyszłyśmy już na kawę czy zakupy.
-Jak się czujesz?- szepcze ,chociaż wiem, że Niall na pewno to słyszy.
-Dobrze, dziękuję- uśmiecham się
-Słabo wyglądasz- zamartwia się
-Jest dobrze, naprawdę- zapewniam ją
-Cieszę się- uśmiecha się i spogląda na Nialla. Chłopak odkłada segregator i odwraca się do nas.
-Wychodzę. Diana, możesz dzisiaj wyjść wcześniej.- informuje mnie
-Mam jeszcze jedną rzecz do zrobienia- spoglądam mu w oczy i pokazuję teczkę, którą przyniosła Blanca
-Możesz zrobić to jutro- nalega, a ja przestaję oddychać i spoglądam na dziewczynę
-Ja wracam do pracy. Do widzenia szefie- kiwa mu głową i szybko mi macha, po czym ponownie wsiada do windy i wciska guzik, a drzwi od razu się zasuwają
-Nie musisz testować mojej cierpliwości przy pracownikach- odzywa się od razu i odchodzi od regału, ściągając z wieszaka swój płaszcz
-Przepraszam- mamroczę i siadam na swoim miejscu
-Już mówiłem Diana. Możesz wracać do domu- ponagla mnie i podchodzi do mnie z moim okryciem
-Nikogo tutaj nie ma. Nie musisz trzymać się głupiej zasady- syczę, a on unosi brwi
-Głupiej zasady? Czekaj, czekaj… kto jej chciał?- pyta, więc wzdycham i wstaję. Chłopak pomaga mi założyć płaszcz, po czym od razu się odsuwa
-Tak jak mówiłem?- pyta, zapewne nawiązując do dzisiejszej wizyty w jego domu. Milczę przez chwilę, zastanawiając się czy na pewno powinnam do niego pojechać. Atmosfera będzie napięta i z pewnością dojdzie do sprzeczki, nie wspominając o tym, że boję się tego, o co chce mnie zapytać. Spoglądam na niego i lekko kiwam głową
-Tak- mamroczę, po czym układam nieco swoje dokumenty na biurku i podążam za nim do windy. Niall wciska przycisk przywołujący urządzenie, po czym opiera się o ścianę.
-Muszę zadzwonić po taksówkę- mamroczę, wyjmując telefon i wybierając numer.
-Kolejny minus twojej głupiej zasady- mówi, kiedy przykładam telefon do ucha. Ignoruję jego uwagę i zamawiam taksówkę, zanim wysiadamy z windy na parterze. Podążam z nim do recepcji. Niall podpisuje jakiś papierek, a ja oddaję identyfikator Hannah.
-Jak praca?- pytam ją
-Świetnie. Zdążyłam się już przyzwyczaić- uśmiecha się ciepło, po czym spogląda na Nialla. Widzę, że trzyma go bardzo na dystans i jakby pilnuje tego co mówi, przy swoim szefie.
-Cieszę się. Trafiłaś na świetną pracę- pocieszam ją, a ona lekko się rozluźnia. Uśmiecham się do niej, kiedy Niall żegna się z nią i odchodzi od blatu. Ja robię to samo i wychodzę za nim na zewnątrz. Kulę się, kiedy moje ciało owiewa zimny wiatr. Zrobiło się naprawdę zimno. Zatrzymuję się na chodniku i pozwalam Niallowi odejść. Jednak, kiedy orientuje się, że nie idę za nim przystaje
-Jest zimno. Jesteś pewna, że chcesz tutaj stać?- pyta
-Tak… szefie.- mamroczę, na co prycha.
-W porządku. Do zobaczenia- wzdycha i odchodzi. Obserwuję go przez cały czas, kiedy odnajduje swój samochód i wsiada do środka.. Ugh.. z pewnością jest tam ciepło. Wzdycham, kiedy jego auto znika z pola mojego widzenia. Świetnie…
Marznę jeszcze przez kilka minut, po czym w końcu zatrzymuje się przede mną taksówka. Szybko wsiadam do środka i podaję kierowcy adres Nialla. Opieram się wygodnie na swoim miejscu i pocieram dłonie próbując się ogrzać. Jak na początek grudnia, pogoda zrobiła się okropna. Niecierpliwię się z każdym przejechanym kilometrem. Denerwuję się jeszcze bardziej, kiedy stajemy w korku. Spoglądam na zegarek. 17:34… Niall z pewnością jest już w domu. Taksówka rusza dopiero po kolejnych 10 minutach. Moje serce zaczyna szybciej bić, kiedy kierowca zatrzymuje się pod wskazanym przeze mnie adresem. Płacę mu i szybko wychodzę na zimne powietrze. Światło pali się prawie w całym domu, a samochód Nialla stoi na podjeździe. Zatrzymuję się przed drzwiami i głęboko wzdycham naciskając dzwonek. Czekam chwilę, która wydaje się być wiecznością, a drzwi w końcu się otwierają.
-Wejdź- mówi i od razu się odsuwa, wpuszczając mnie do środka. Ściągam płaszcz, a Niall cierpliwie czeka, praktycznie przeszywając mnie wzrokiem. Kiedy zostawiam nakrycie w korytarzu, Niall w końcu rusza się z miejsca i przechodzi dalej, wiec ja znowu podążam za nim, aż do kuchni. Chłopak wyjmuje kieliszki, po czym podchodzi do lodówki.
-Napijesz się wina?- pyta, jak gdyby nigdy nic
-Poproszę- mówię cicho i podchodzę do wysepki. Cholera co się z nami dzieje? Chce mi się ryczeć. Uważnie obserwuję każdy jego ruch i spostrzegam, że zdążył się już przebrać. Zamiast garnituru ma na sobie dżinsy i białą koszulkę. Włosy wydają się nieco ciemniejsze i mokre, więc zapewne wziął już prysznic. Przełykam ślinę, kiedy podaje mi kieliszek czerwonego wina.

-Dziękuję- uśmiecham się delikatnie i odbieram go od niego, praktycznie od razu biorąc większy łyk. Podczas gdy ja wypijam połowę swojego trunku, Niall dalej stoi obok i bacznie mi się przygląda.
-Powiesz coś w końcu? Czy masz zamiar milczeć tak przez resztę wieczoru?- pytam w końcu łamiącym się głosem. Nie chcę tego całego gówna. Nie chcę nawet tej pracy, chcę tylko żeby on był blisko.
-To było to czego chciałaś?- pyta i w końcu pije swoje wino
-Co?- łkam, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. Mam tego dosyć.. nie wiedziałam nawet, kiedy stałam się tak emocjonalna. Po prostu nie mogę utrzymać emocji na wodzy.
-Tak miało to wyglądać? Tak mam cię traktować?- pyta, kręcąc lekko swoim kieliszkiem, powodując tym samym, że wino lekko się kołysze
-Robiłeś to specjalnie.- syczę i ocieram swoje łzy, ale za chwilę pojawiają się kolejne
-Owszem. Diana nie widzisz, że to nie jest rozwiązanie?!- krzyczy i odstawia swój kieliszek na blat. Powodując lekkie brzęknięcie.
-Co mam zrobić?- pytam go i spoglądam mu w oczy. Dlaczego on taki jest? Nie widziałam go jeszcze od tej strony.
-Dlaczego płaczesz? Przecież to twój plan- syczy, machając przy tym ręką
-Dobrze. Rób co chcesz!- chcę krzyczeć, ale mój głos za każdym razem się łamie i mi to nie wychodzi
-Zwolnię się! Słyszysz Niall?! Jutro dostaniesz na biurko moje wypowiedzenie-mówię, a on milknie. Marszczy brwi i kręci głową
-Nie możesz tego zrobić- mówi
-Dlaczego nie?
-Nie przyjmę go- wyjaśnia
-W takim razie zaniosę je do Harrego- szepczę, nie mogąc zdobyć się na normalny ton głosu. Wszystkie emocje jakie w sobie skrywałam, teraz po prostu ze mnie wypływają.   
-Powiem ci co zrobisz..- zaczyna i podchodzi bliżej
-Koniec z twoją głupią zasadą. Teraz przechodzimy na moje zasady Diana- mówi, a ja kręcę głową, spoglądając mu w oczy
-Wszyscy się dowiedzą, rozumiesz? Każdy pieprzony pracownik dowie się, że jesteś moja.- wyjaśnia, a ja wciąż zaprzeczam
-Nie. Nie Niall nie możesz tego zrobić- łkam
-Zrobię. Zobacz do czego prowadzi twoja zasada. Jestem wkurwiony. Cholernie wściekły, a ty siedzisz i płaczesz. To nie jest żadne rozwiązanie- mówi nieco spokojniej
-Niall proszę- zaczynam
-Nie. To ja cię proszę, przestań- przerywa mi
-Koniec z tym rozumiesz? Nie będę ukrywał tego, że cię kocham. Zależy mi, a jeśli zostanie tak jak jest, wszystko się spieprzy- mówi spokojniej
-Wystarczyłoby gdybyś był taki jak przed tym wszystkim. Przecież dogadywaliśmy się w pracy, zanim zaczęliśmy się spotykać- próbuję go przekonać, chociaż wiem, że on podjął już decyzję. To koniec. Wszyscy się dowiedzą. Spoglądam na niego, a on przeczesuje włosy ręką i podchodzi do mnie. Łzy zaczynają lecieć jeszcze bardziej, kiedy przyciąga mnie do siebie i mocno przytula. Przysuwam się jeszcze bardziej i chowam twarz w jego piersi.
-Nie płacz- szepcze, gładząc moje włosy. Całuje czubek mojej głowy i zmusza mnie do tego, żeby spojrzeć mu w oczy. Ugina kolana i zniża się do mojego poziomu, żeby nasz wzrok był na tej samej wysokości.
-Nie płacz- powtarza i wyciera moje policzki, po czym je całuje. To sprawia, że w pewien sposób się uspokajam. Problem chwilowo zniknął, a ja mogę znowu go przytulić. Zapomnieć o wszystkim, po za nami. Jest tylko Niall, teraz w jego kuchni… i ja.. w jego ramionach.
-Napijesz się jeszcze wina?- pyta, po dość długim czasie, stania w uścisku.
-Tak- szepczę, więc Niall mnie puszcza i podchodzi do blatu, zabierając z niego butelkę. Szybko napełnia nasze kieliszki i ponownie podaje mi jeden z nich. Stuka nieco swoim o mój i bierze małego łyka. Robię to co on i mało się nie krztuszę, kiedy słyszę jego słowa
-Zamieszkaj ze mną.
~~Harry~~
-Tata!- słyszę, kiedy tylko wracam do domu. Już po chwili widzę Lisę biegnącą w moja stronę. Łapię ją i podnoszę do góry
-Zwolnij- śmieję się i całuję ją w policzek
-Gdzie mama?- pytam
-W kuchni- informuje mnie, więc podążam z nią do sąsiedniego pomieszczenia
-Hej- mówię, kiedy tylko zauważam Ashley. Stoi przy kuchence i właśnie coś miesza. Dziewczyna spogląda na mnie i lekko się uśmiecha. Mam wrażenie, że nie wszystko wróciło do normy po naszej kłótni.
-Cześć Harry- mówi
-Co robisz?- pytam
-Spaghetti-
-Uuu… będzie dobra kolacja, co nie Lisa?- pytam ją, na co ta kiwa głową
-Mamusiu, tatuś dał mi buziaczka- chwali się, na co ja zaczynam się śmiać
-Tak? To szczęściara z ciebie. Bo ja nie- mówi do niej, ale spogląda na mnie. Może jednak wszystko wróciło do normy.
Podchodzę do dziewczyny i od razu złączam nasze usta w pocałunku. Lisa nie pozwoliła nam na dłużej niż jakieś 5 sekund.
-Ej.. nie tak długo..- chichocze i praktycznie rozłącza nasze usta
-Kiedy będzie kolacja?- pytam, obejmując moją kochaną dziewczynę ramieniem. Ugh,.. nie. Nie mogłem jej zdradzić. To nie możliwe. Zbyt bardzo ją kocham.
-Właściwie to już. Nie wiem tylko czy sos jest wystarczająco dobry- wzdycha, kolejny raz go mieszając
-Mogę spróbować?- pytam, a ona od razu podsuwa mi łyżkę z małą porcją sosu
-Uwaga gorące- ostrzega mnie, więc delikatnie próbuję dania
-Dobry- chwalę ją
-Ja też chcę- od razu odzywa się Lisa
-Dobrze, dobrze już- Ashley bierze kolejną porcję i chwilę na nią dmucha, po czym podaje dziewczynce.
-Dobre- mówi od razu, na co się uśmiecham
-Dobra, w takim razie siadamy do stołu- Ash gasi płomień i zaczyna przygotowywać resztę. Odstawiam dziewczynkę na podłogę i podaję jej szklankę, którą każę jej postawić na stole.
-Pomogę ci- sięgam talerze i zabieram się za nalewanie sosu
-Nigdy nie pomagałeś mi w kuchni- mówi zaskoczona
-Czas to zmienić- wzruszam ramionami
-Dobra.. o której jutro wracasz do domu?- pyta mnie i unosi brwi
-Mam jutro mnóstwo czasu. Większość spraw załatwiłem dzisiaj. Myślę, że wrócę gdzieś o 14, a co?- pytam
-Świetnie, więc zrobisz obiad- dziewczyna chichocze, po czym całuje mnie w policzek i szybko zabiera talerze, podążając do stołu.
-Tak się nie bawimy- śmieję się, idąc za nią z resztą potrzebnych rzeczy
-Owszem. –upiera się i sadza Lisę na jednym z krzeseł
-Wiesz, że ryzykujesz życie?- unoszę brwi, a Ash staje jak wryta. Cholera.. zabrzmiało to trochę dwuznacznie. Nie chodziło mi o broń.. kurwa..
-Mam na myśli.. – zaczynam, ale mi przerywa
-Wiem. Nie umiesz gotować- śmieje się
-Dałeś się nabrać- szepcze mi do ucha i wraca do kuchni. Śmieję się i zdejmuje marynarkę, siadając na miejscu obok dziewczynki. Kiedy Ash wraca, wspólnie zabieramy się za jedzenie. Uważnie obserwuję moją małą „rodzinkę” i w głębi serca cieszę się, że ją mam. Nie wyobrażam sobie dnia bez nich. Nawet bez Lisy. Przyzwyczaiłem się do niej. Co by było, gdybym nie dowiedział się o jej istnieniu? Z pewnością siedziałbym tutaj sam, albo spędzał kolejny wieczór w barze. Uśmiecham się do Ashley, kiedy zawiesza na mnie wzrok, przez dłuższą chwilę
-Jest okej?- pytam
-Tak Harry. Już jest w porządku- uśmiecha się do mnie, a mi spada kamień z serca. Dobrze wiedzieć, że już nie ma wątpliwości. Udało mi się przekonać ją i samego siebie do tego, że jej nie zdradziłem. Niech tak zostanie. Nie chcę innej opcji. Najlepiej będzie o tym zapomnieć.
~~Ashley~~
Kiedy kończymy kolację, pozwalamy Lisie iść się pobawić. Chcę spędzić ten czas z Harrym. Zupełnie pozbyłam się wątpliwości. Wiem, że mnie nie zdradził. Ufam mu. Zbieram talerze i pozwalam mu na to, by mi pomógł. Dawno nie robiliśmy tak normalnych czynności jako para. Tęsknię za czasami przed naszym wielkim rozstaniem, ale wiem, że już nigdy tak nie będzie. Oboje jesteśmy starsi, doroślejsi.. to co było już nie wróci. Jednak teraz jest z nami Lisa.
-O czym myślisz?- Harry pyta, kiedy podaje mi kolejne talerze do zmywarki
-O niczym ważnym. Jak w pracy?- pytam
-W porządku. W przyszłym tygodniu jadę z Niallem skontrolować hotele. Dzisiejsze rozmowy poszły świetnie i jeśli tak dalej pójdzie, zaczniemy pracę nad nowym hotelem- wyjaśnia, na co się uśmiecham
-Cieszę się- zamykam urządzenie i oboje wychodzimy z kuchni.
-Do twarzy ci w garniturze- uśmiecham się do niego, kiedy widzę jak rozpina koszulę
-Błagam cię. Nienawidzę tego nosić- mamrocze i wchodzi na schody
-Zaraz wracam. –informuje mnie i znika na piętrze. Wzdycham z ulgą, że wszystko jest już dobrze i siadam na kanapie, włączając jakieś beznadziejne reality show. Oglądam to przez kolejne kilkanaście minut, starając się zrozumieć o co tam chodzi, a kiedy zaczynam już coś kojarzyć, do salonu wraca Harry. Przebrany w dresy i czarną koszulkę.
-Co to?- pyta
-Nic ciekawego- wzdycham i gaszę telewizor. Chłopak siada obok mnie, więc zarzucam nogi na jego kolana.
-Więc? Co chcesz jutro na obiad?- pyta z uśmiechem
-Mówisz poważnie?- chichoczę, lekko go szturchając
-Jasne.- wzrusza ramionami
-Dobra.. nie musisz się tak wysilać. Zrób naleśniki. Wiem, że umiesz- będę wyrozumiała
-Dobra- odpowiada od razu, nawet nie dyskutując. Kładę głowę na oparciu i uważnie mu się przez chwilkę przyglądam
-Kocham cię-  szepczę, a on spogląda mi w oczy. Poprawia się na swoim miejscu i przysuwa się nieco bliżej. Uśmiecham się, kiedy przykłada swoje czoło do mojego
-Ja ciebie też- odpowiada i bardzo powoli, dotyka swoimi wargami moich. Od razu na to przystaję i pogłębiam pocałunek, przenosząc dłonie na jego szyję. Delikatnie pociągam za jego wargę, a jego dłoń powoli zjeżdża na moją talię. Uśmiecham się do niego i przytulam, kiedy przerywamy pocałunek
-Myślałam dzisiaj na temat świąt- zaczynam niepewnie, jeżdżąc palcem po jego tatuażu na ręce
-Zostało jeszcze dużo czasu- mówi zdziwiony
-Wiem.. ale myślałam nad tym gdzie i jak je spędzimy- mówię, a on na mnie spogląda
-To chyba oczywiste, że tutaj. Nie chcesz, żebyśmy spędzili je razem? -pyta
-Oczywiście, że chcę. Nie wyobrażam sobie tego, żebyśmy spędzili je osobno. Tak naprawdę to będzie nasza pierwsza, wspólna wigilia- wyjaśniam
-Już myślałem, że..- zaczyna
-Chcę je spędzić z tobą- uśmiecham się do niego, dotykając jego policzka
-Myślałem, że zostawisz mnie samego- przyznaje cicho
-Nie zrobię tego- zapewniam go i krótko całuje w usta
-Więc co z tymi świętami nie tak?- pyta mnie
-Pomyślałam o cioci i wujku. Spędzimy je z nimi?- pytam niepewnie
-Nie. Nie. Nie Ashley błagam tylko nie to- wzdycha
-Przecież lubisz mojego wujka
-Go tak. Jej nie.
-Moglibyśmy pojechać do nich- proponuję
-Nie ma kurwa mowy Ashley, proszę- mówi nieco ostrzej
-Dobra.. więc, co?- pytam. Nie chcę się z nim kłócić po raz kolejny
-Niech oni przyjadą tutaj- proponuje
-Co?
-Słyszałaś. Będę na własnym terytorium, a jeśli będzie coś nie tak, wykopię ich z domu- wyjaśnia, jednak ja skupiam się na tym, że zaproponował coś takiego
-Mówisz poważnie?- pytam po raz kolejny
-Tak
-Kocham cię! Boże Harry jak ja cię kocham!- krzyczę i rzucam mu się na szyję
-Hej.. ja ciebie też- śmieje się, a ja razem z nim. Całuję go kilka razy w policzek i wracam na swoje miejsce na kanapie
-Czym sobie zasłużyłem na tyle całusów?- pyta zadowolony
-Wiesz. Dobrze o tym wiesz.- spoglądam na niego z uśmiechem. O matko.. muszę teraz tylko przekonać wujków.. ale z tym nie będzie problemu.. mam nadzieję.
- A co z twoją siostrą?- przypominam sobie i poważnieję
-A co ma być?- pyta, a uśmiech znika z jego twarzy
-Mówiłeś mi o niej, kiedyś..
-Mówiłem, że nie utrzymuję z nią kontaktów- przerywa mi
-Może chciałaby spędzić święta z bratem- mówię niepewnie
-Nie potrzebuję jej tu.. nawet nie wiem gdzie jest- wyjaśnia, wyraźnie chcąc zakończyć temat
-Jesteś pewny, że nie chcesz…
-Nie chcę. Mam tylko was.





Tak oto witam was z kolejnym rozdziałem! 
Jak widzicie jest w nim dużo scen.. z perspektywy Nialla i Diany... przeczytawszy wasze wszystkie wypowiedzi gdzie większość była ZA tym aby perspektywy te pozostały w opowiadaniu jak najdłużej postanowiłam że jak na razie nie wprowadzę żadnych zmian.. przez najbliższe rozdziały prawdopodobnie pojawią się również ich perspektywy... 
Zapewniam was że zarówno u Harrego jak i u Nialla zacznie się trochę dziać... także proszę was o cierpliwość bo wiem że rozdział jak na razie jest nuuudny...  

co do osób które nie lubią perspektyw N i D... przykro mi że takowe rozdziały wam się nie podobają... jeśli nie chcesz ich czytać proszę po prostu omiń ich perspektywę.. nic nie przegapisz bo czas akcji jest ten sam co u A i H... 
UWAGA!
Jeśli coś w dalszym ciągu ci się nie podoba a nie wypowiedziałaś się o tym we wcześniejszej dyskusji proszę o to aby nie mieszać mi w głowie jeszcze bardziej... natomiast jeśli chcesz wypowiedzieć się na ten temat zapraszam do zakładki "Dyskusja"

to by było na tyle w dzisiejszej notce :) zapraszam was kochani do komentowania 
                                  16 komentarzy=nowy rozdział 
Mrs.Horan 

sobota, 28 lutego 2015

Dylemat!

Kochani, przez ostatni czas zauważyłam że wiele osób tutaj ma podzielone zdanie co do opowiadania...
Jedni uwielbiają rozdziały z perspektywy Nialla i Diany
Drudzy uważają że takich rozdziałów powinno być więcej
Inni zaś uważają że zdecydowanie za dużo jest takich rozdziałów i wolą perspektywę Harrego i Ashley

Kochani strasznie namieszaliście mi tym w głowie, kiedy każdy ma inne zdanie naprawdę nie wiem co mam w końcu robić?
Jeśli napisze rozdział z perspektywy Nialla i Diany niektórzy będą zawiedzeni że jest za mało Harrego i Ash, a jeśli napiszę rozdział z perspektywy H i A dużo osób prosi, lub pyta czy pojawi się również rozdział z perspektywy Nialla i Diany..

Tak czy inaczej zawodzę którąś ze stron, a tego nie chcę...
Dziękuję wam za wszystkie komentarze pod częścią ostatnią. Mimo wszystko każdy komentarz jest pozytywny i nie macie pojęcia jak bardzo mnie tym wspieracie i ile to dla mnie znaczy..
Dlatego tak bardzo liczę się z waszym zdaniem. Pomimo wcześniejszej ankiety wciąż pozostaje ten sam problem "Jakiej perspektywy chcą moi czytelnicy" 
Myślałam że wprowadzając do opowiadania Nialla dodam tutaj trochę.. delikatności, lekkości... jednak pojawił się problem który jak najszybciej muszę rozwiązać.
Dlatego też pojawia się ten post. Jeśli go widzisz proszę cię o to abyś zajrzała do zakładki "Dyskusja"
i wyraziła swoje zdanie na ten temat. Możecie też dyskutować między sobą..

Jeśli mam zrezygnować z perspektywy Nialla i Diany.. doprowadzę ten wątek do końca a potem zostanie już tylko Ash i Harry...


ps. co do nowego rozdziału jest on już napisany. Jednak pojawia się tam perspektywa Nialla i Diany... dlatego wstrzymam się z dodaniem rozdziału aż do rozwiązania problemu.
Mrs.Horan

sobota, 21 lutego 2015

Strong cz.56



Chcę już zasnąć. Zapomnieć o tym paskudnym dniu. Czuję jak chłopak odwraca się w moją stronę i pochyla nade mną
-Niezależnie od tego jak mnie odtrącasz i tak cię kocham- szepcze mi do ucha i przejeżdża palcem, po ręce, gdzie wcześniej napisał mi, że mnie kocha. Całuje mnie w ramię i przytula do siebie. Nie odpowiadam… po prostu chcę już zasnąć….
                                                ******
~~Harry~~
Budzę się rano, nieco wcześniej od Ashley. Spoglądam na nią i uśmiecham się na ten widok. Lekko rozchylone usta, różowe policzki.. może dlatego, że przykryta jest pod samą szyję, a w pokoju jest naprawdę ciepło. Włosy rozrzucone na całej poduszce i dłoń, mocno ściskająca moją. Unoszę ją delikatnie i całuje knykcie. Podpieram się na łokciu i uważnie jej przyglądam. Nie chcę, żeby się wściekała i ignorowała jak wczoraj. Jesteśmy skłóceni od kilku godzin, a ja już tęsknię za jej czułością.. pocałunkami. Za wszystkim co dla mnie robi. Wzdycham i zabieram kosmyk włosów z jej policzka, po czym zsuwam kołdrę nieco niżej, aby trochę ochłonęła. Jednak, kiedy chcę zabrać rękę Ash się budzi.
-Co robisz?- pyta od razu
-Chciałem cię trochę odkryć. Nie jest ci gorąco?- pytam, a ona natychmiast skopuje z siebie kołdrę, tym samym również ze mnie
-Cholernie- wzdycha i spogląda na nasze splecione dłonie. Zatrzymuje tam wzrok na dłuższą chwilę, po czym chce zabrać rękę, jednak ją zatrzymuję
-Ashley spójrz na mnie- proszę
-Ashley- powtarzam, kiedy nie słucha. Próbuję ją do tego delikatnie zmusić, ale wyrywa mi się i wstaje z łóżka.
-Wezmę prysznic- informuje i wychodzi z pokoju zakluczając za sobą drzwi. Wzdycham i siadam na łóżku. Co się z nami do cholery dzieje? Przecieram oczy i wplatam palce we włosy. Zdaję sobie sprawę z tego, że to moja wina. Niepotrzebnie wczoraj wyszedłem, niepotrzebnie piłem i zostałem u Louisa. Zareagowałem nieco wybuchowo na myśl o tym, że moglibyśmy mieć drugie dziecko. I wiadomość, że Ash tego chce, zupełnie mnie szokuje. Zdaję sobie sprawę, że jest dziewczyną jak inne. Ma takie same marzenia.. dom, rodzina, dobry mąż i 2 albo 3 dzieci. Tylko pytanie czy to jest to, czego ja chcę? Czy to jest to, co mogę jej dać? Dotychczasowe życie było łatwe, a ja niezależny. Nie wiem czy potrafię być uziemiony w domu, przez resztę życia. Pieluchy, mleko, płacz.. to raczej nie perspektywy dla mnie. Broń, adrenalina, zlecenia.. to jest to do czego jestem przyzwyczajony. Lubię to robić.. ale nie chcę tracić tego co jest równie ważne. Ashley. Jestem na tyle zamyślony, że nawet nie zauważam powrotu dziewczyny do sypialni. Zawinięta w ręcznik, z wciąż mokrymi włosami stoi przy szafie i przegląda swoje ubrania. Bez zastanowienia wstaję i od razu podchodzę do niej. Wzdryga się, kiedy kładę dłoń na jej biodrze, a drugą ręką odgarniam włosy na prawe ramię. Nieruchomieje, a nie takiej reakcji chcę. Całuję ją w ramię i przenoszę pocałunki na szyję, jednak wtedy Ashley odwraca się w moją stronę
-Nie Harry- mówi stanowczo
-Nie bądź już zła- uśmiecham się delikatnie i gładzę jej policzek
-Nie jestem- zaprzecza
-Widzę.- upieram się
-Gdzie byłeś?- pyta, wiem że chodzi o wczoraj
-Już mówiłem. U Louisa.-przypominam jej
-Skąd mam mieć pewność Harry?- pyta. Że co?
-Nie wierzysz mi? Jesteś zazdrosna?- marszczę brwi
-Nie dotykaj mnie Harry- mamrocze i odsuwa się o dwa kroki. O nie.. nie rób tego
-Przecież wiesz, że bym cię nie zdradził- wzdycham z udręką. To męczące.. tak strasznie męczące.
-Nie mogę być pewna. Już to zrobiłeś- przypomina mi
-Nie tym razem- syczę
-Chcę ci wierzyć- szepcze i ani razu nawet na mnie nie spojrzała.
-To uwierz- mówię od razu
-Przysięgnij, że tego nie zrobiłeś- żąda. Co? Cholera… jak mam jej powiedzieć, że nic nie pamiętam? Jak wyjaśnić, że była tam jakaś dziewczyna? Nie wiem czy coś się stało. Louis mówił, że się do mnie kleiła.. nie mogę zaręczyć, że nie uległem…  
-Przysięgam- mówię na wydechu, a ona unosi wzrok. Spogląda w moje oczy, jakby chciała z nich coś wyczytać. Dowiedzieć się czegoś… cholera.. też chciałbym wiedzieć.

-W porządku- szepcze, jednak dalej się nie rusza. Robi to dopiero wtedy, kiedy się od niej odsuwam.
-Ashley- zaczynam i chwytam ją za rękę. Przyciągam do siebie, a ona bez oporów wpada w moje ramiona. Unoszę jej głowę, aby na mnie spojrzała i wtedy widzę w jej oczach łzy. Błagam tylko nie płacz.. proszę. Przeczesuję dłonią jej mokre włosy i złączam nasze usta. Chcę odgonić ten smutek. Te łzy, które są przeze mnie. Nie odmawia. Odwzajemnia pocałunek powoli, delikatnie. A mnie to naprawdę nie przeszkadza. Uwielbiam to. Ostrożnie pogłębiam pocałunek i tulę ją w ramionach, chcąc oddać w ten sposób to, jak bardzo jest mi przykro. Jak bardzo ją kocham.. i mam nadzieję, że to wie.
~~Upragniona przez was perspektywa NIALLA~~
Dzisiejszy poranek, jest jednym z moich ulubionych
-Dziękuję ci za wczoraj- Diana szepcze i całuje moje ramię. Uwielbiam mieć ją blisko.. tak jak teraz. Ponownie kładzie głowę na mojej klatce piersiowej i palcem wskazującym, rysuje małe kółka na moich żebrach
-Miałaś urodziny. Chciałem, żeby ten dzień był wyjątkowy, ale chyba nie wyszło- chichoczę 
-Niall.. to był jeden z najlepszych dni w moim życiu-mówi i podnosi głowę, spoglądając mi w oczy
-Tak uważasz? Nie chciałaś jakiegoś przyjęcia? -pytam
-Nie. Był wspaniały- uśmiecha się
-Dlaczego?- marszczę brwi. Naprawdę nie rozumiem.. każdy lubi świętować swoje urodziny.. no chyba, że jest się po 40… wtedy urodziny to nic fajnego..
-Bo to były moje pierwsze urodziny, które mogłam spędzić w twoim towarzystwie- spogląda mi w oczy
-Cieszę się, że mogłem w nich uczestniczyć- gładzę jej policzek i unoszę głowę, aby móc złączyć nasze usta. Delikatnie przygryzam jej wargę, a ona leniwie odwzajemnia pocałunek.
-Kocham cię- szepcze tuż przy moich ustach
-Ja ciebie też -odpowiadam i przewracam ją na plecy, od razu podążając za nią tak, że teraz jestem nad dziewczyną
-Podobał ci się prezent?- pytam
-Który? -unosi brwi i przygryza wargę.
-Wszystkie –odpowiadam i przejeżdżam ręką, wzdłuż jej nagiego brzucha, aż do uda
-Bardzo- uśmiecha się i zarzuca ręce na moją szyję
-Najbardziej ten ostatni- szepcze mi do ucha, a ja zaczynam chichotać, przypominając sobie naszą noc w jej łóżku
-Mnie też się podobał ten prezent- przyznaję
-Tak? Myślałam, że to były moje urodziny-unosi brwi w rozbawieniu
-Cóż korzyść odniosła każda ze stron- całuję jej policzek, kącik ust i wzdłuż linii szczęki, po czym zjeżdżam niżej na szyję.
-Niall- szepcze i zabiera moją rękę z jej uda
-Hmm? -marszczę brwi i spoglądam na nią
-Dzisiaj oboje wracamy do pracy- przypomina mi
-Niee- jęczę i chowam twarz w zagłębieniu jej szyi
-Tak. W końcu. Myślałam, że zwariuję w domu- wyznaje i spycha mnie z siebie, po czym wstaje i szybko sięga po moją koszulkę, leżącą na podłodze. Nie mogę nic na to poradzić, że gapię się na jej cudne, nagie ciało zanim zakrywa się moim ubraniem
-Wstawaj- mówi do mnie i rzuca we mnie bokserkami
-Nie chce mi się- wzdycham i rozkładam się na jej łóżku.. eh.. ostatnio spędzam tutaj więcej czasu niż we własnym domu. O wiele prościej by było, gdyby była blisko przez cały czas. W sumie, cieszyłbym się gdyby ze mną zamieszkała. Już sobie to wyobrażam. Wspólne poranki, patrzenie na nią zanim się obudzi, śniadania, praca, wspólne powroty do domu i.. długie noce.. byłoby zdecydowanie lepiej. Są też minusy.. akcje. Trudno byłoby to przed nią ukryć.
-Haalo… Diana do Nialla- mówi, machając do mnie ze środka pokoju  
-Tak?
-O czym myślisz?- pyta
-O niczym ważnym. Co mówiłaś?
-Pytałam czy chcesz tosty czy jajecznicę- wzdycha, zbierając ubrania i wychodząc do łazienki, żeby wyrzucić je do kosza na brudy
-Jajecznicę- mówię, kiedy wraca
-Tak jest panie Horan- mówi i mruga do mnie, po czym wychodzi z sypialni. Wzdycham, po czym wstaję i idę wziąć prysznic. Przez te kilka dni jej choroby, zupełnie się tu zadomowiłem. Znam każdy szczegół tego mieszkania, czuję się tu jak u siebie.. i chociaż jest wielkości dwóch pomieszczeń w moim domu.. lubię tu przebywać.
~~Diana~~
Z uśmiechem wychodzę z pokoju i zmierzam do kuchni. Wyjmuję jajka i zaczynam przygotowywać jajecznicę. Uwielbiam takie rozpoczęcie dnia, jak dzisiaj. Paradowanie po domu tylko w jego koszulce, po świetnie spędzonej nocy. Jednak dzisiaj wracamy do pracy i mam nadzieję, że nic się nie zmieni. Wciąż nikt z pracy nie może wiedzieć, że się spotykamy. Ja tego nie chcę. Nie chcę ,aby zaczęto mnie traktować inaczej niż dotychczas. Czuję na brzuchu ręce Nialla, więc lekko się wzdrygam.
-Wystraszyłeś mnie- uśmiecham się, wtulając w jego ciało
-Przepraszam- szepcze i kładzie głowę na moim ramieniu.
-Moczysz swoją własną koszulkę- mówię mu, widząc skapujące krople wody z kosmyków jego włosów, które od razu wsiąkają w materiał
-Chyba musisz ją ściągnąć i wysuszyć- śmieje się, podwijając ją nieco wyżej
-Stop..-mamroczę i zatrzymuję jego rękę
-Śniadanie gotowe- odwracam się do niego i wskazuję na jajecznicę. Wzdycha, po czym odchodzi i siada przy stole. Szybko nakładam nam śniadanie i siadam obok niego.
-Jesteś pewna, że nie chcesz zostać jeszcze dzisiaj w domu?- pyta, biorąc kolejną porcję do ust
-Nie. Moje zwolnienie lekarskie, już się skończyło- odpowiadam spoglądając na niego
-To nie problem. Jeśli chcesz, zostań dzisiaj w domu-wzrusza ramionami
-Nie Niall. Nie będę wykorzystywała tego, że jesteśmy razem- wzdycham. Nie chcę mu tego znowu tłumaczyć. Przerabialiśmy to już.
-Nie wykorzystujesz. Ja, jako twój szef, powinienem dbać o twoje zdrowie.- uśmiecha się
-Nie uważasz, że opiekujesz się pracownikiem dokładniej niż powinieneś? Byłeś tutaj przez cały czas, kiedy cię potrzebowałam. I nie.. nie zostaję w domu- mówię stanowczo
-W porządku- ulega w końcu i całuje mnie w policzek. Zjadam swoją porcję i zmywam po sobie, po czym idę wziąć prysznic. Pozostaje jeszcze kwestia pracy. Jak mam mu powiedzieć, że powinniśmy jechać tam osobno? Odkręcam wodę i staram się o tym nie myśleć. Szybko myję włosy i wychodzę z kabiny. Kilka minut później, wychodzę z łazienki w nowej bieliźnie, z koszulką blondyna w ręce.
W sypialni znajduję Nialla. Krząta się po pokoju w spodniach od garnituru i rozpiętej białej koszuli. No tak.. przez ten czas, zostawił tutaj kilka rzeczy.
-Już?- pyta, na co kiwam głową i oddaję mu koszulkę.

-Nie chcę cię pospieszać, ale będziemy musieli wyjść za 30 minut.- mówi, spoglądając na zegarek
-Niall.. chciałabym pojechać do pracy sama- mówię cicho
-Co?- marszczy brwi i staje jak wryty. Wzdycham i przemierzam pokój, po czym zaczynam szukać ubrań do pracy.
-Diana? Porozmawiamy?- pyta i podchodzi bliżej, zmuszając mnie do tego, żeby się do niego odwrócić
-Wciąż pracujemy razem. Nie możemy jechać razem do firmy- mówię to, co jest już oczywiste
-Dlaczego?- pyta, chociaż dobrze zna odpowiedź. Zaciska zęby i wiem, że zaczyna się wkurzać
-Nie chcę, żeby o nas wiedzieli- mówię cicho, przejeżdżając palcami po kołnierzyku jego koszuli, mając nadzieję na to, że go uspokoję
-Diana do cholery!- krzyczy i się odsuwa, zaczynając chodzić po sypialni
-Nie wściekaj się, przecież wiesz co o tym sądzę- mówię ze skruchą
-A ty wiesz co myślę o tym ja- syczy
-Nie gniewaj się- wzdycham i wyciągam białą bluzkę, zakładając ją na siebie
-Jedziemy razem- mówi stanowczo i zapina guziki od mankietów
-Nie Niall. Nie chcę, żeby wszyscy krzywo na mnie patrzyli- odpowiadam
-Tak nisko mnie oceniasz?- wywraca oczami, ale wciąż jest zły
-Przestań sobie żartować. Mówię poważnie. Nie chcę, żeby ktoś postrzegał mnie jako.. kogoś, kto rozkochuje w sobie szefa. Nie chcę krzywych spojrzeń i unikania mnie tylko dlatego, że będą się obawiać, że coś ci powtórzę.- staram się mu wyjaśnić.
-To głupie- wyrzuca z siebie i kończy zapinać guziki koszuli, po czym sięga po marynarkę
-Zaczekam na ciebie- mówi
-Nie. Myślę, że możesz już jechać.- wzdycham i odwracam się przodem do szafy, wyciągając z nich czarne spodnie.
-Wyrzucasz mnie?- pyta
-Jedziesz do pracy. Ja zaraz też wychodzę.- wyjaśniam szybko, kończąc się ubierać. Związuję włosy i podążam do łazienki, aby zrobić makijaż. Staram się zignorować fakt, że Niall wciąż stoi w sypialni. Wyciągam telefon z kieszeni i dzwonię po taksówkę. Kiedy wskazuję adres, pod jaki ma przyjechać w drzwiach pojawia się Niall. Kończę połączenie i zabieram się za dalszy makijaż
-Nie pojedziesz taksówką- syczy
-Owszem. Jedź już, jeśli nie chcesz spóźnić się na to spotkanie- wzdycham
-Jak chcesz- odwraca się i po chwili słyszę głośne trzaśnięcie drzwiami. Cholera.. nie chciałam się z nim kłócić. Nie chcę, aby był zły. Miałam nadzieję, że zrozumie, jednak myliłam się jak nigdy. Kiedy jestem już gotowa, wychodzę z mieszkania i szybko wsiadam do czekającej na mnie taksówki. Na moje szczęście, obchodzi się bez korków i docieram do firmy w samą porę. Miejsce Eleny zajmuje już inna pracownica, której nie znam. Obiecuję sobie, że postaram się ją poznać i zaprzyjaźnić. Nie tak jak z jej poprzedniczką.
-Pan Niall już jest?- pytam ją
-Owszem. Wraz z Panem Stylesem są na spotkaniu, w sali konferencyjnej- wyjaśnia z uśmiechem
-Dzięki- mówię, kiedy wręcza mi moją plakietkę. Z jej identyfikatora, odczytuję imię Hannah
-Proszę- odpowiada i odbiera dzwoniący telefon. Wzdycham, po czym sama ruszam do miejsca mojej pracy. Winda mija piętro, na którym chłopacy mają spotkanie, po czym drzwi rozsuwają się na odpowiednim piętrze. Wzdycham, siadając przy biurku. Nie było mnie tak krótko, a nie wiem za co mam się zabrać. Trochę się tego nazbierało, a chciałabym dowiedzieć się, co działo się przez ten czas, kiedy mnie nie było. W pośpiechu robię sobie kawę i zabieram się do pracy. Godzinę później, drzwi windy się rozsuwają, a do pomieszczenia wchodzi Niall i  Harry
-Cześć Diana- uśmiecha się Harry, a ja krótko odpowiadam, po czym spoglądam na Nialla
-Cześć- mamrocze i idzie za przyjacielem do jego gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Długo się w nie wpatruję, jednak w końcu powracam do zajęć. Nie mogę nic poradzić na to, że nie potrafię ponownie się skupić. Myśl, że jest gdzieś blisko, ale jest wściekły, kompletnie mnie rozprasza. Przerywam, kiedy drzwi ponownie się otwierają
-Dobra, przerobię to- blondyn mówi, po czym zamyka drzwi i zmierza do swojego gabinetu
-Niall- odzywam się, kiedy mija moje biurko
-Tak?- zatrzymuje się i spogląda na mnie zimnym wzrokiem
-Przestań to robić- odzywam się cicho
-Co? Jesteśmy w pracy. Przecież tego chciałaś, prawda?- mówi zimno
-Nie.- kręcę głową i przez chwilę mierzymy się wzrokiem.
-Mam sporo pracy- unosi wyżej teczkę, którą trzyma w ręce, pokazując mi ją. Odwraca wzrok i podąża do swojego gabinetu. Opadam na swój fotel i chowam twarz w dłoniach. Bezradnie w moich oczach, pojawiają się łzy i już po chwili płyną po moich policzkach.  Zdecydowanie nie tego chciałam. Przez te dni, było tak dobrze.. czy powrót do pracy musi oznaczać kłótnie i niepotrzebne spory? Może najlepszym rozwiązaniem byłoby to, gdybym się zwolniła? Przed nikim nie musielibyśmy udawać. Wszystko byłoby dobrze.. ale czy tego chcę? Przecież kocham pracę tutaj. U boku Nialla. Wzdycham i  wstaję, zmierzając do jego gabinetu. Nie może tak być. Ocieram łzy i bez pukania wchodzę do środka zamykając za sobą drzwi. Niall spogląda na mnie, zaskoczony i powoli odwraca się na fotelu w moją stronę, kiedy omijam jego biurko. Wstaje, kiedy zauważa moje łzy.
-Co..- zaczyna, ale przerywa, kiedy rzucam mu się na szyję i mocno przytulam. Chowam twarz w zagłębieniu jego szyi i czekam aż oplecie mnie ramionami, co w końcu robi. Dopiero wtedy się uspokajam.
-Niall nie wściekaj się, błagam- szepczę, nie ruszając się nawet o centymetr. Nic nie mówi, jednak jego dłoń, podąża do moich włosów, po czym rozpuszcza je i zaczyna je lekko gładzić
-Po prostu nie chcę, żeby..
-Cii..- przerywa mi i dalej kontynuuje swoją czynność
-Lubię być blisko ciebie, ale nie cierpię, kiedy jesteś na mnie zły- szepczę
-Przeszło mi, kiedy tutaj weszłaś- mówi mi do ucha i delikatnie całuje mnie w policzek. Podnoszę głowę, a on od razu ociera moje policzki
-Pobrudziłam ci koszulę- mamroczę, kiedy zauważam na kołnierzyku ślady, po tuszu do rzęs
-Nikt nie będzie się zastanawiał co to takiego. Przecież o nas nie wiedzą- mówi spokojnie, a jednocześnie z ironią w głosie
-N..
-Spokojnie. Będzie jak chcesz- przerywa mi po raz kolejny, a ja niezdarnie pociągam nosem
-Co?- pytam
-Sekretarka- wskazuje na mnie
-Szef- wskazuje na siebie.
-Przyjeżdżamy osobno. Wracamy osobno. Osobno jemy lunch i nie zwracasz się do mnie po imieniu.. zupełnie jak w normalnych relacjach w pracy.- nie wiem co mam powiedzieć, więc przenoszę ręce z jego szyi na kołnierzyk,  jeszcze do niedawna śnieżnobiałej koszuli
-Tak jak chcesz. Tak długo jak chcesz- mamrocze i przełyka ślinę
-Wracajmy do pracy- mówi, gładząc mój policzek
-Nie odtrącaj mnie- proszę go
-Nie robię tego. Ale każde z nas ma coś do zrobienia- mówi i wiem, że stara się być miły, chociaż coś kryje się za tymi słowami
-Wyjdziesz ze mną na lunch?- pytam z nadzieją
-Relacje pracownik -szef.. pamiętasz?- przypominam mi, a ja lekko kiwam głową.
-Poza tym, jesteś na niego umówiona z Ashley- dodaje.  No tak.. faktycznie.
-Dobra.. to idę.- mówię i ponownie omijam jego biurko.
-Diana- mówi, zanim otwieram drzwi
- Muszę ci coś powiedzieć. Wróć dzisiaj do mojego domu, a nie do mieszkania..co? Proszę. -składa propozycję. W głębi serca, strasznie się z tego cieszę, uśmiecham się lekko i kiwam głową na zgodę, po czym wychodzę z jego gabinetu.
~~Ashley~~
Połowę dnia spędziłam, na rozmyślaniu o sobie i Harrym. Czy faktycznie mówi prawdę? Nie zdradził mnie? Mówi, że nie, ale przecież..
Potrząsam głową i głęboko wzdycham. Jesteśmy razem, powinnam mu ufać. Skoro mówi, że tego nie zrobił, to tak było. Staram się sama sobie przemówić do rozsądku i naprawdę cieszę się, kiedy przychodzi pora lunchu. Spotkam się z Dianą i zapomnę o tym co się dzieje. Ubieram ciepło Lisę, po czym wyruszamy spacerkiem do pobliskiej restauracji, gdzie umówiłyśmy się z Dianą. Na dworze jest dość ciepło.. biorąc pod uwagę, że to już grudzień. Właśnie święta.. obserwuję Lisę, idącą przede mną i zastanawiam się, jak je spędzimy. Wspólnie z Harrym? Pojedziemy do cioci? Wiem, że Harry jest na nią wściekły, ale nie możemy ją za to winić. Owszem, powinna pilnować małej, ale to tylko mały wypadek. Lisie na szczęście nie jest nic więcej, oprócz złamanej ręki. Harry wspominał mi kiedyś o siostrze.. ciekawe czy ma z nią jakiś kontakt. Nigdy nie chciał ze mną rozmawiać o swojej rodzinie… jak stwierdził „której nie ma.” Będziemy musieli porozmawiać na temat świąt i wiem, że może to być bardzo burzliwy temat. Wchodzimy do restauracji i czekamy chwilę na Dianę. Oczywiście dziewczyna nie spóźnia się, jednak kiedy widzę jej słaby uśmiech, wiem, że coś jest nie tak.
-Cześć- wita się z nami i siada naprzeciwko mnie.
-Jak tam rączka?- od razu pyta małą
-Dobze. – odpowiada zadowolona Lisa. Wkrótce po tym, przy naszym stoliku pojawia się kelner, który przyjmuje nasze zamówienia.
-Coś jest nie tak?- pytam ją, kiedy młody chłopak odchodzi
-Tak- wzdycha i spogląda mi w oczy
-Coś z Niallem?- marszczę brwi
-Chyba mamy mały kryzys- mamrocze
-Jak to? Co się stało?- zaczynam się martwić. Diana zaczyna opowiadać o wydarzeniach z dzisiejszego poranka , przerywa, kiedy kelner przynosi nasze dania, po czym zaczyna mówić dalej. Kiedy kończy, nie wiem co jej powiedzieć. Pomagam małej oderwać kawałek kurczaka, po czym spoglądam na Dianę.
-Rozumiem cię. Sama nie wiem, jak zachowałabym się w takiej sytuacji. Gdyby pracownicy się dowiedzieli, byłoby to nieco krępujące- wzdycham
-Właśnie. A Niall tego nie rozumie. Jego zdaniem, to wszystko jest proste.- widzę, jak bardzo jest przygnębiona tą sytuacją. Po raz pierwszy, widzę ją smutną, bez tego uśmiechu, którym zaraża wszystkich wokół.
-To jego firma. Myśli, że coś takiego nie będzie miało miejsca- staram się go tłumaczyć i być na neutralnym gruncie. Nie stojąc, po niczyjej stronie.
-Nie wiem co mam robić. Chce, żebym przyjechała do niego wieczorem. Chce porozmawiać. Nie wiem o czym. I chyba trochę się tego boję- wyjaśnia, grzebiąc widelcem w talerzu
-To na pewno nic złego.- uśmiecham się do niej i wyciągam rękę, ściskając jej dłoń, chcąc tym samym choć trochę ją pocieszyć. Uśmiecha się lekko i staramy się przejść na nieco lżejsze tematy. Diana rozmawia z Lisą, a ja cieszę się, że przynajmniej na chwilę, zapomniałam o swoich problemach.
-Kurcze.. muszę już lecieć- Diana spogląda na zegarek, a uśmiech schodzi z jej ust.
-Nie chcę tam iść, szczerze mówiąc- tłumaczy
-Dasz radę. My z Lisą teraz pójdziemy na plac zabaw- staram się ją rozweselić
-Dobra. To miłej zabawy- mówi do dziewczynki i płacimy za nasze dania, po czym razem wychodzimy z restauracji
-Do zobaczenia- przytula mnie lekko
-Trzymaj się- uśmiecham się do niej i obserwuję jak odchodzi w stronę firmy... 





hej kochani witam was z nowym rozdziałem :) 
mam nadzieję że wam się podobał :) tak jak chcieliście o wiele więcej niż w poprzednim rozdziale pojawili się Niall i Diana :) 
 Dziękuję wam za wszystkie komentarze i mam nadzieję że równie dużo waszych opinii pojawi się również pod tym rozdziałem :) 
                                     16 komentarzy=nowy rozdział
 Mrs.Horan