środa, 25 grudnia 2013

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

Kochani z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wam wszystkiego najlepszego, dużo ciepła i miłości, radości, zdrowia, szczęścia, zero stresu, spotkania z naszymi idolami, biletów na ich koncerty( nie tylko jeden) nie wiem czego jeszcze.... żebyście były zadowolone z życia i żeby Nowy rok był jeszcze lepszy niż obecny <3
Musicie wiedzieć że mimo wszystko was Kocham....
wczoraj siedziałam przy wigilijnym stole i myślałam sobie jakby to było się z wami spotkać, jakby to było gdyby przy moim stole siedzieli chłopacy... (na pewno nie byłoby nudno) uśmiech od razu pojawił się na moich ustach...
wieżę że uda nam się ich spotkać, więc jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego i Szczęśliwego Nowego Roku
życzy..
Mrs.Horan
 ps. zasypię was gifami i zdjęciami :D ....                                               









                                














ps2. kolejna część dziś lub jutro..

niedziela, 22 grudnia 2013

Strong cz.4


"Niektórzy ludzie raz poznani, bywają w naszym życiu niezapomniani.."

 w poprzedniej części...
Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc schowałam wszystko do apteczki i wyszłam z łazienki, kierując się w stronę drzwi. Byłam pewna, że ciocia czegoś zapomniała, więc z uśmiechem nacisnęłam na klamkę, jednak po drugiej stronie nie stała starsza blondynka, tylko…
                                                                      *****
[A] Harry….- powiedziałam cicho. Wyglądał prawie tak samo jak kiedyś. Jego włosy były teraz nieco dłuższe i potargane, być może od wiatru, który właśnie zaczął wiać. To co przyciągnęło moją uwagę, to jego łańcuszek z zawieszką w kształcie papierowego samolociku. Wciąż go nosił… pamiętam jak mu go dałam, prawie 3 lata temu…
Harry…
Zadzwoniłem do drzwi, które po krótkiej chwili się otworzyły. Stała za nimi piękna, dziewczyna, z szerokim uśmiechem jednak, kiedy mnie zobaczyła jej radość zniknęła, a oczy stały się znacznie większe.
[A] Harry..- wyszeptała
[H] Cześć Ashley, mogę wejść?- zapytałem grzecznie
[A] Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł- powiedziała spoglądając na mój łańcuszek. Noszę go od chwili, kiedy go od niej dostałem.

[H] Chcę porozmawiać- zachowywałem, spokój co stawało się coraz trudniejsze. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, jednak przerwał jej cichy i cieniutki głosik
[L] Mamusiu?- to ona, mam córkę…. Ashley spojrzała w bok, gdzie najwidoczniej stała dziewczynka, jednak ja jej nie widziałem
[A] Lisa idź do pokoju, zaraz do ciebie przyjdę- powiedziała starając się zachować spokój, chociaż na jej twarzy widać było zdenerwowanie
[L] Ale mamusiu…
[A] Posłuchaj mnie i idź do pokoju, zaraz przyjdę- tym razem powiedziała stanowczo i z powrotem spojrzała na mnie
[A] Muszę iść- powiedziała i chciała zamknąć drzwi, jednak w ostatniej chwili zatrzymałem  je ręką
[H] Musimy pogadać! Teraz!- lekko uniosłem głos, a ona spojrzała na mnie i po chwili wpuściła do środka. Znowu usłyszałem ten głos
[L] Mamusiu telewisol nie gra, a ja chce bajki- powiedziała smutna. Przyjrzałem jej się.. była taka podobna do mnie…. Kręcone włosy i dołeczki w policzkach, w momencie, kiedy się do mnie lekko uśmiechnęła i powiedziała
[L] Dzień dobly
[A] Lisa, chodź- Ashley złapała, małą za rączkę i zaprowadziła do pokoju, z którego dziewczynka wyszła przed chwilką. Najwyraźniej włączyła telewizor, bo usłyszałem dialog z jakiejś bajki, już po chwili Ashley wróciła do pomieszczenia
[H] Śliczna, ile ma lat?- zapytałem, dając jej tym do zrozumienia, że wiem
[A] Harry wyjdź!- krzyknęła
[H] Lisa… ładne imię, ma 2,5 roku prawda?- zapytałem ponownie
[A] Daj mi spokój i wyjdź!- znowu krzyknęła. Wkurzyłem się, więc podszedłem do niej, przyciskając ją plecami do ściany i wysyczałem przez zęby
[H] Nie krzycz i odpowiadaj na pytania!- spojrzałem w jej przestraszone oczy i dodałem- to moje dziecko, prawda?!- nie odpowiadała, więc lekko potrząsnąłem jej ramionami
[A] Tak twoje do cholery!!!! Zadowolony!!- krzyknęła mi w twarz, a w jej oczach zbierały się łzy.
[H] Więc jednak nie kłamał- powiedziałem sam do siebie, a ona zapytała
[A] Kto ci to do cholery powiedział?
[H] Nie ważne, miałem nadzieję, że kłamał, ale jeśli to prawda to podjąłem decyzję- stwierdziłem
[A] Trudno, radzimy sobie bez ciebie, Lisa nie wie kim jest jej ojciec i lepiej, żeby nie wiedziała- powiedziała, a z jej oczu poleciały łzy. Puściłem ją i oznajmiłem
[H] Jedziecie ze mną
[A] Co?!- krzyknęła
[H] To co słyszałaś, pakuj siebie i małą i jedziemy, macie pół godziny!- powiedziałem stanowczo
Ashley…
[A] Nigdzie z tobą nie jedziemy!- warknęłam na niego
[H] Jedziecie- obstawał przy swoim
[A] Mam tutaj ciotkę, mieszkanie, pracę i przyjaciół, a ty myślisz, że się zjawisz i że co? Że wszystko zostawię i wyjadę z tobą? Mylisz się! Co ja niby mam powiedzieć Lisie?? Nie chcę cię znać!- zaczęłam
[H] Tak, właśnie tak! Zostawisz wszystko i za pół godziny, już nie będziecie tu mieszkać, a Lisie powiesz prawdę!- krzyknął i wskazał palcem na pokój, w którym siedziała nasza córka.
[A] Nie..- zaczęłam kręcić głową, cały czas przygryzając dolną wargę
[H] Powiesz jej, że jestem jej ojcem i że zamieszkamy teraz razem, więcej nie trzeba jej wyjaśniać to dzieciak!- nie zniżał tonu i przez cały czas starał się krzyczeć
[A] Dzieciak? Jak możesz? To twoja córka!!- podeszłam do niego i zaczęłam go popychać do tył. Wrzeszczałam i biłam go po klatce piersiowej. Harry złapał mnie za nadgarstki, co spowodowało, że odczułam silny ból z powodu rozcięć .
[A] Puszczaj mnie!- krzyknęłam i jakimś cudem mu się wyrwałam.
[H] Przestań ryczeć, bo ją wystraszysz, idź was spakować i wyjaśnij jej, co się dzieje- powiedział, już spokojniej. Nie wiem co spowodowało, że się zgodziłam. Może wiedziałam, że zapewni małej dobre życie, albo po prostu wciąż go kocham. Wytarłam łzy i kilka razy, odetchnęłam starając się uspokoić.
[A] Zdejmij płaszcz. Chyba nie będziesz tak siedział przez ten czas. –powiedziałam unikając jego wzroku. Chłopak podszedł do wieszaka i zdjął czarny płaszcz. Miał na sobie koszulkę, z krótkim rękawkiem, która idealnie kształtowała się na jego umięśnionym ciele. Od czasu, kiedy widziałam go ostatni raz na jego skórze pojawiły się nowe tatuaże, które dodawały mu uroku, którego mu nie brakowało już wtedy. W końcu zauważyłam, że Harry widzi że się na niego gapię i uśmiecha się z rozbawienia.
[H] Widzę, że działam na ciebie tak samo jak wtedy- powiedział z uśmiechem.
Spoważniałam i odwróciłam wzrok, kierując się w stronę pokoju.
[A] Lisa, skarbie..- zaczęłam, kiedy tylko znalazłam się w pomieszczeniu. Zaraz za mną wszedł Harry.
[L] Tak mamusiu?- mała spojrzała na mnie, a Harry nadal stał za mną przyglądając się Lisie. Wzięłam ją na ręce i wyłączyłam bajki, po czym usiadłam na łóżko biorąc dziewczynkę na kolana.
[A] Pamiętasz jak, kilka dni temu oglądałaś bajkę i płakałaś, bo nie masz tatusia?- zapytałam, ostrożnie wkładając jej włoski za ucho
[L] Tak, pamietam wtedy posukałyśmy innom bajke- mówiła, cicho ściskając lekko moją dłoń
[A] Bo widzisz skarbie, tatuś…- spojrzałam na Harrego, a ten podszedł bliżej nas- tatuś do nas przyjechał- skończyłam spoglądając na dziewczynkę
[L] Naplawde? Ale fajnie, to ty jesteś moim tatusiem??- zapytała Harrego, chłopak podszedł jeszcze bliżej i przykucnął tuż obok moich nóg, na których siedziała mała
[H] Tak to ja Lisa- powiedział cicho, a dziewczynka uśmiechnęła się szeroko i swoimi małymi rączkami, objęła go za szyję, kładąc swoją główkę na jego ramieniu. Harry jednak nie odwzajemnił uścisku, tylko spojrzał na mnie, jakby błagając, żebym ją zabrała. Przez ułamek sekundy myślałam, że jednak ją przytuli, ale się myliłam, musiałam to przerwać, więc powiedziałam
[A] Lisa, chcesz zamieszkać z tatą? Bo tata bardzo chce- lekko zdjęłam jej ręce z ramion Harrego, a on natychmiast wstał przeczesując dłonią włosy.
[L] Tak, chce a ty?- zapytała mnie, spojrzałam na Harrego, a on był zły, wiem to, zbyt dobrze go znam, zawsze jak się denerwował zaciskał szczękę
[A] Tak ja też- uśmiechnęłam się sztucznie i postawiłam małą na podłodze, dodając- dam ci teraz torbę, a ty wrzucisz do niej tylko te zabawki, które są twoimi ulubionymi, dobrze?- kiedy dziewczynka pokiwała głową podeszłam do szafy i wyciągnęłam niewielką różową walizkę, przeznaczoną dla Lisy. Podczas gdy ona pakowała zabawki, ja składałam i wrzucałam do czarnej walizki swoje rzeczy.
[H] Daj mi kolejną to zacznę pakować rzeczy dziecka- powiedział krótko. Podałam mu kolejną walizkę i wskazałam, gdzie są ubranka dziewczynki. Nie bawił się w układanie. Składał je byle jak i upychał tak, żeby zmieściło się jak najwięcej. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i albumy ze zdjęciami małej. Postanowiłam, że będzie lepiej jak sama skończę, pakować ubranka Lisy za Harrego, a on zanosił walizki do samochodu. Ubrałam dziewczynkę i pozwoliłam jej nieść, w ręce misia, którego dostała ode mnie nie dawno. Przed budynkiem stał czarny Land Rover, do którego Harry wsadził Lisę i sam zajął miejsce za kierownicą. Ostatni raz spojrzałam na budynek, w którym spędziłam tyle ciężkich dni i usiadłam na miejscu pasażera obok Harrego. Chłopak odpalił silniki i wyjechał na ulicę, wtapiając się w ruch uliczny, po czym wjechał na autostradę…. 


kolejna część pojawi się być może jutro....
co do mojej wczorajszej wypowiedzi pod częścią, trochę mnie poniosło ale taka prawda, przepraszam bo być może niektórych uraziłam a nie chciałam tego :/ 
czekam na wasze komentarze, pamiętajcie że ilość komentarzy wpływa na termin pojawienia się kolejnej części...
komentujcie i jeśli chcecie to obserwujcie blog wtedy będziecie na bieżąco 
Mrs.Horan 

sobota, 21 grudnia 2013

Strong cz.3



w poprzedniej części 
Teraz miałam chwilkę dla siebie. Wzięłam szybki prysznic i wykonałam wszystkie czynności. Ubrałam luźną bluzkę i spodenki, natychmiast kierując się w stronę łóżka. Byłam bardzo zmęczona i właściwie od razu, zasnęłam….
                                                                    ****
Dziś już sobota, więc w pracy jestem tylko do 14:00. Tak jak zwykle wstałam wcześnie rano i zaczęłam się szykować do wyjścia. Ciocia przyszła, jak zwykle kilka minut, przed moim wyjściem
[A] Dzisiaj wracam wcześniej, więc wyjdę z małą na spacerek do parku, ty nie musisz- powiedziałam lekko się uśmiechając
[C] Dobrze, dobrze, więc pobawimy się dzisiaj z młodą w domu- zaśmiała się zanim wyszłam
[A] To pa- powiedziałam . Autobus przyjechał punktualnie i po 30 minutach byłam już na miejscu….
Harry…
Wstałem dziś dość wcześnie rano jak na mnie, ubrałem się i pojechałem do Louisa. Dobijałem się do jego drzwi, jakieś 5 minut zanim mi otworzył.
[Lo] Harry??? Matko co ty tutaj robisz, tak wcześnie??- zapytał trochę zaspany
[H] Mogę wejść?- zapytałem, choć dobrze znałem odpowiedź, Louis jest moim przyjacielem jak i reszta chłopaków i zawszę mogę na nich liczyć.
[Lo] Jasne stary, wchodź- wpuścił mnie do środka, a ja od razu podreptałem do salonu.
[Lo] No to co cię sprowadza do mnie, tak wcześnie?- zapytał, kiedy przyniósł z kuchni dwie butelki wody- sory, ale mam małego kaca po wczorajszym i muszę się doprowadzić do porządku, przed pracą- zaśmiał się

[H] Jasne, rozumiem-zaśmiałem się odbierając butelkę od chłopaka
[Lo] Czemu nie było cię na imprezie? Było zajebiście
[H] Ta na pewno, źle się czułem. – skłamałem
[Lo] Aha- Louis zrobił zdziwioną minę i napił się wody
[H] Idziesz zaraz do pracy, nie?- zapytałem
[Lo] No za jakieś pół godziny, a co?- usiadł na brzegu fotela i czekał aż mu odpowiem
[H] Znajdziesz kogoś?- spojrzałem na niego
[Lo] Jasne, kogo?- zapytał
[H] Dziewczyny, nazywa się Ashley Mirand była moją dziewczyną, dowiedziałem się, że być może ma ze mną dziecko i muszę ją znaleźć. – chłopak słysząc słowo „dziecko” prawie się opluł
[Lo] Słucham?- nie wierzył mi
[H] No to co słyszałeś!- powoli mnie wkurzał
[Lo] Jaka znowu Ashley?- zapytał
[H] Nie znasz jej, my nie znaliśmy się jeszcze, jak z nią byłem- wyjaśniłem mu
[Lo] Serio wierzysz, że ma z tobą dzieciaka? Nawet jeśli to prawda, to daj sobie spokój, po co ci problem na głowie?- stwierdził
[H] Pomożesz mi, czy nie?!- krzyknąłem wstając z kanapy
[Lo] Dobra wyszperam coś dzisiaj, to gdzieś o 12:00 dam ci znać, ok.?- zapytał
[H] Dobra, dzięki to czekam na twój telefon- zacząłem iść w stronę wyjścia, kiedy Louis krzyknął, nawet nie odwracając się w moją stronę
[Lo] Zapisz mi to chociaż, bo zapomnę- westchnąłem i napisałem na kartce wszystkie dane jakie mogły mu pomóc. Imię, nazwisko, dawny adres zamieszkania i numer telefonu, który wciąż był zapisany w moim telefonie. Podałem mu kartkę i wyszedłem z jego mieszkania. Wsiadłem  w samochód i pojechałem do firmy mojej i Nialla, bo dzisiaj miało się odbyć ważne spotkanie, w sprawie otwarcia kolejnego hotelu w mieście. W Londynie mieliśmy już 3 hotele, a ten czwarty ma być największy w samym centrum Anglii. Jak tylko wszedłem do budynku, od razu przywitała mnie nasza sekretarka Diana.
[D] Dzień dobry Panie Styles- powiedziała uprzejmie, lekko się rumieniąc jak tylko na nią spojrzałem
[H] Cześć Diana- uśmiechnąłem się uprzejmie, wiedząc że jej rumieńce zamienią się w szkarłatną czerwień. Minąłem jej niewielkie biurko i poszedłem do biura Nialla

[H] Cześć- wszedłem bez pukania, a Niall najwyraźniej coś czytał, zanim spojrzał na mnie
[N] Cześć Harry i jak tam?- zapytał wstając i podchodząc do mnie dodał- będziesz jej szukał?
[H] Nie odpuścisz!- krzyknąłem by po chwili, zacząć się śmiać- Tak, byłem już u Louisa i znajdzie ją w danych policji.- dodałem
[N] Przecież ona była święta, nigdy nic nie przeskrobała
[H] W bazie danych jest każdy- powiedziałem podchodząc do okna.
[N] No tak, a jak tam Diana, wciąż się rumieni? – zapytał z lekkim uśmieszkiem
[H] Tak, dziś była strasznie czerwona- zaśmiałem się, na co Niall zareagował tak samo. – kiedy mamy to spotkanie, dokładnie?- zapytałem
[N] Za 20 minut powinno się zacząć, czekamy jeszcze tylko na tego kolesia od marketingu, bo reszta już siedzi w sali konferencyjnej.
[H] No to idziemy- westchnąłem ciężko i wyszedłem razem z Niallem, z jego gabinetu… spotkanie strasznie się przedłużało i powoli zacząłem się denerwować, że Louis zadzwoni podczas spotkania, a ja nie będę mógł odebrać. Była 12:15, a on wciąż się nie odzywał. Spotkanie skończyło się 15 minut później. Udało nam się i kolejny hotel, będzie otwierany za jakieś 3 miesiące. Poszedłem do swojego gabinetu. Byłem wkurzony, bo Louis wciąż nie dzwonił. W końcu telefon zawibrował, a ja od razu odebrałem
[Lou] No cześć- powiedział
[H] I jak? Co tak długo, miało być o 12, a już jest prawie 13:00- warknąłem na niego
[Lou] Mówiłem, że zadzwonię GDZIEŚ koło 12:00 debilu, a nie punktualnie, znalazłem tą twoją Ashley, wciąż mieszka w Londynie, zmieniła mieszkanie, ale numer telefonu, wciąż jest ten sam, co mnie trochę zdziwiło. Mieszka jakieś 50 minut od nas, po drugiej stronie miasta.- podał mi dokładny adres i musiał kończyć, bo właśnie ma dużo roboty. Rozłączyłem się i pożegnałem z Niallem wychodząc z biura i znowu powodując, że nasza sekretarka się rumieni. Lubiłem to robić, bo strasznie mnie to śmieszy. Wyszedłem z budynku i wróciłem do swojego domu. Szybko wziąłem kolejny prysznic i przebrałem się w wygodne ciuchy. Wziąłem kluczyki od Land Rovera i ruszyłem pod wyznaczony, przez Louisa adres. Za jakąś godzinkę, dowiem się czy mam dziecko i podejmę decyzję co dalej.
Ashley…
Wyszłam ze sklepu i wróciłam do domu.
[C] O już jesteś- ucieszyła się ciocia Claudia
[A] No tak, gdzie Lisa?- zapytałam, zdejmując trampki i idąc w stronę saloniku
[C] Ogląda bajki, obiadek już zjadła, a twój obiad czeka w kuchni- wyjaśniła mi
[A] Ok. dziękuję ci bardzo- westchnęłam i poszłam przywitać się z córeczką
[C] Ashley, to ja już idę, bo razem z wujkiem wyjeżdżamy na weekend i wracamy jutro, późnym wieczorem, więc w poniedziałek będę u ciebie- wyjaśniła i lekko mnie przytuliła
[A] Dobrze to jedź, pozdrów ode mnie wujka i miłej zabawy- mrugnęłam do niej z uśmiechem. Ciocia się zaśmiała i wyszła zamykając za sobą cicho drzwi. Zjadłam przygotowany przez nią obiad i poszłam do Lisy.
[A] Skarbie, idziemy na spacerek do parku?- zapytałam
[L] TAK! TAK! TAK!- dziewczynka zaczęła skakać i strasznie się cieszyć.
[A] No to chodź ubieramy się i idziemy.- założyłam dziewczynce cienką bluzę i małe conversy.
[L] Mama, a pójdziemy na plac zabaw?- zapytała dziewczynka, kiedy wychodziłyśmy z mieszkania.
[A] Tak pójdziemy, ale tylko na chwilkę, dobrze?- powiedziałam biorąc małą na ręce, kiedy schodziłyśmy po schodach
[L] Dobze- uśmiechnęła się, przytulając się do mnie z całej siły. Po krótkim spacerku w parku, zdecydowałyśmy, że już czas iść na plac zabaw. Kiedy dziewczynka biegała z innymi dziećmi, ja siedziałam na ławce i uważnie się jej przyglądałam. Była taka szczęśliwa, kiedy mogła bawić się ze swoimi rówieśnikami. Już dawno postanowiłam, że mała pójdzie do przedszkola jak tylko będzie miała 3 latka. Spojrzałam na zegarek w telefonie była już prawie 15, więc postanowiłam, że czas wracać do domu.
[A] Lisa, idziemy już do domku, chodź!- krzyknęłam, a dziewczynka pożegnała się z koleżankami i przybiegła z uśmiechem do mnie
[L] Mama, a przydziemy jutro?- zapytała jak tylko chwyciła mnie za rękę
[A] Pewnie, mamusia ma jutro wolne, więc przyjdziemy na dłużej niż dzisiaj, ok.?- zapytałam, a dziewczynka pokiwała energicznie głową i zaczęła podskakiwać. Wracałyśmy przez park, więc pozwoliłam jej biegać sobie po całej ścieżce. Kiedy wyszłyśmy na ulicę, Lisa wiedziała, że musi podać mi rączkę i resztę drogi spokojnie szła obok mnie. Weszłyśmy do mieszkania, zdjęłam małej buciki i bluzę, bo była zgrzana po zabawie, a ona od razu pobiegła do pokoju, do swoich zabawek. Westchnęłam cicho i poszłam do łazienki. Odwinęłam swój bandaż, który wciąż był zawinięty na moim nadgarstku i uważnie przyjrzałam się ranom. Wszystkie wydawały się powoli zrastać. Przemyłam je i zrobiłam nowy opatrunek. Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc schowałam wszystko do apteczki i wyszłam z łazienki kierując się, w stronę drzwi. Byłam pewna, że ciocia czegoś zapomniała, więc z uśmiechem nacisnęłam na klamkę, jednak po drugiej stronie nie stała starsza blondynka, tylko… 


jest kolejna część, następna pojawi się jutro (może) bo nie wiem czy jest sens w ogóle je pisać i wstawiać. ja je piszę a wy nawet nie pofatygujecie się je skomentować choć zajmie wam to chwilkę w dodatku nie musicie mieć konta i dodawać kom. jako anonimy i nie ma weryfikacji obrazkowych....
 pewnie większość z was nawet nie czyta tego co piszę pod rozdziałami więc...
jeśli chcecie to zostawcie komentarz.... ja już nie będę was namawiać 
Mrs.Horan  

piątek, 20 grudnia 2013

Strong cz.2



W poprzedniej części…
Strzeliłem jeszcze dwa razy w jego klatkę piersiową i razem z Niallem wycofaliśmy się do wyjścia, a potem do windy, wracając do domu wspominałem jego ostatnie słowa, które odbijały się echem w mojej głowie „Masz z nią dziecko i nawet o tym nie wiesz”…
                                                             ****
W drodze powrotnej pozwoliłem prowadzić Niallowi. Wpatrywałem się w boczną szybę i zastanawiałem się nad tym co powiedział facet, którego zabiłem… rozstałem się z nią tak nagle, jakieś 2 i pół roku temu. To nie możliwe, żeby była wtedy ze mną w ciąży. Powiedziałaby mi o tym, jak tylko się dowiedziała.
[N] O czym tak myślisz Harry- szturchnął mnie Niall, zanim zjechał na moją posesję.
[H] Zastanawia mnie to, co powiedział ten koleś, zanim do niego strzeliłem- powiedziałem, wciąż wpatrując się w szybę
[N] O tym dzieciaku? Daj spokój, gadał tak, bo się bał, myślał że go nie zabijesz, pamiętam tą Ashley, była jakaś dziwna…- przerwałem mu
[H] Nie była dziwna Niall, tylko jej zależało, nie była taka zła, a rozstaliśmy się z mojego powodu- przyznałem
[N] Moim zdaniem wciskał kit i nie masz dzieciaka, a tak w ogóle, co zrobiłeś, że się rozstaliście?
[H] Byliśmy na imprezce z jej przyjaciółką, zabawiałem się z inną, a ona to zobaczyła i ze mną zerwała- uśmiechnąłem się lekko
[N] No tak cały ty- zaczął się nabijać, kiedy wychodziliśmy z auta. Chłopak rzucił do mnie kluczyki i dodał- nie potrafisz trzymać łap przy sobie, co?- zaczął się nabijać
[H] Przestań i oddawaj pistolety- przeszliśmy do pokoju z bronią, a ja odwiesiłem je na miejsce.
[N] Więc co, będziesz dociekał?- zapytał ściągając krawat i marynarkę
[H] W jakiej sprawie?- nie wiedziałem, o co mu chodzi

[N] No tego dzieciaka, będziesz jej szukał?- zapytał, kiedy przechodziliśmy do kuchni. Zdjąłem koszulę i włożyłem swoją wygodną koszulkę.
[H] Chcesz piwo?- zapytałem, chcąc zmienić temat
[N] Jasne, podjąłeś już decyzję, prawda? Będziesz szukać- uśmiechnął się chłopak. Podałem mu piwo z najbardziej zabójczym spojrzeniem jakie potrafiłem zrobić, na co on zareagował śmiechem.
[N] Na mnie twój wzrok nie działa. Znam cię 4 lata, stary. –powiedział otwierając piwo.
[H] Zobaczy się- westchnąłem siadając na wysokim stołku, przy wysepce w kuchni.
[N] U chłopaków w barze jest dzisiaj kolejna impreza, idziesz?- spytał mnie biorąc kolejny łyk zimnej cieczy.
[H] Nie wiem chyba nie. Zadzwonię do Liama i powiem, że nie przyjadę, a ty?- zapytałem
[N] Jasne, czy ja przegapiłem jakąkolwiek imprezę w tym barze?- zapytał poważnie wskazując na siebie.- no, opuściłem? Nie. Więc idę- zaśmiał się
[H] No jasne, czego ja się mogłem spodziewać? Widzimy się jutro w firmie, tak?
[N] Tak, to ja lecę, bo się spóźnię, a muszę jeszcze jechać do domu- postawił pustą butelkę na stole, biorąc do ręki swoją kurtkę. Trzymaj się stary- przybił mi piątkę i wyszedł. Podjąłem decyzję… znajdę ją i dowiem się czy to prawda….
Ashley-------------------------------
Minął mi kolejny, ciężki dzień w pracy. Mnóstwo dostaw i klientów. Mimo wszystko, lubiłam tą pracę, a szefowa rozumiała mnie, kiedy nie mogłam przyjść do pracy, bo małą była chora, sama samotnie wychowuje swojego 5-letniego synka. W drodze powrotnej kupiłam małej, niewielkiego misia i poszłam na autobus. Było strasznie ciemno, zbliża się jesień i dni nie są już zbyt długie. Jak tylko weszłam do mieszkania, od razu usłyszałam ten słodki głosik.
[L] Mama, mama!!!- zaczęła krzyczeć i od razu do mnie przybiegła.
[A] Cześć skarbie!- powiedziałam biorąc Lisę na ręce.
[L] Ciocia powiedziała ze bedzies miała dla mnie misia- powiedziała, lekko mnie przytulając.
[A] No i mam- uśmiechnęłam się i postawiłam ją na podłodze. Wyciągnęłam z torby zabawkę i dałam ją dziewczynce.
[L] Jaki slicny- od razu, chwyciła go w swoje rączki i przytuliła do siebie, z całej siły
[S] Co się mówi?- zapytała, z uśmiechem moja ciocia
[L] Dziekuje- uśmiechnęła się słodko i ponownie się do mnie przytuliła, dając mi całusa w policzek.
[A] Proszę bardzo, córeczko.- też dałam jej całusa i puściłam ją, aby mogła iść się pobawić.
[S] Jak tam w pracy?- zapytała ciocia, jak tylko zostałyśmy same.
[A] Ciężko, ale lubię tą pracę- uśmiechnęłam się, do niej życzliwie
[S] Wiem, wiem jestem z ciebie bardzo dumna, że dajesz sobie tak, świetnie radę- przytuliła mnie lekko, głaszcząc po plecach.
[A] A ja ci dziękuję, że mi tak pomagasz i że opiekujesz się Lisą. – powiedziałam odklejając się od niej
[S] Nie ma za co, to dla mnie przyjemność, wiesz jak was kocham, jesteś dla mnie jak córka- powiedziała szczerze.
[A] Wiem, ja też cię kocham ciociu
[S] Skoro już jesteś, to ja będę już leciała, bo wujek za pewne już wrócił z pracy, ugotowałam ci kolację i masz ją zjeść, rozumiesz? Jesteś za chuda!- powiedziała utrzymując troskliwy ton
[A] Ciociuu- zaczęłam marudzić
[S] Bez gadania, jutro to sprawdzę- powiedziała, uśmiechając się i poszła się pożegnać z Lisą.
[S] Pa.- powiedziała do mnie z uśmiechem, przechodząc z pokoju do drzwi i wyszła. Westchnęłam ciężko i poszłam do kuchni, zobaczyć to takiego przygotowała mi moja kochana ciocia. Na stole stało spaghetti, które było bardzo gorące. Najwidoczniej ciocia, dopiero je skończyła. Poszłam do pokoju gdzie siedziała Lisa i strasznie się zdziwiłam, kiedy dziewczynka siedziała na moim łóżku i płakała. Podeszłam do niej i przykucnęłam.
[A] Skarbie co się dzieje, czemu płaczesz?- zapytałam, ocierając jej łzy
[L] Bo w bajce, dziewcynka ma tatusia, a ja nie. Tez chce mieć tate..- spojrzała na mnie ze smutkiem
[A] Skarbie nie płacz. To tylko bajeczka. Jeśli chcesz, poszukamy jakiejś innej. Dobrze?- zapytałam, przytulając ją do siebie. Dziewczynka pokiwała głową, a ja wzięłam pilota i wspólnie znalazłyśmy inną bajkę.
[A] Chcesz jeść?- zapytałam ją
[L] Nie, jadłam jak była ciocia- powiedziała już z uśmiechem
[A] No to w takim razie, ja pójdę zjeść kolację i jak wrócę to pójdziemy się wykąpać, dobrze?- mała pokiwała głową na zgodę, a ja wyszłam z pokoju, idąc do kuchni. Jadłam spaghetti z niechęcią, apetyt przeszedł mi w momencie, kiedy zobaczyłam płaczącą Lisę. Co mam jej powiedzieć? Jak mam jej wytłumaczyć, że jej tata o niej nie wie i że nas nie kocha? Jest mi tak ciężko, kiedy ona wspomina o tatusiu i nie mam pojęcia, co jej powiem, kiedy mnie o to zapyta… kiedy zapyta, Gdzie jest mój tatuś?...
Umyłam talerz po zjedzeniu kolacji i odstawiłam go na suszarkę.
[A] Lisa, kochanie idziemy się kąpać!- krzyknęłam z kuchni
[L] Dobze!- odkrzyknęła mi i już po chwili, stała w salonie i ściągała swoją bluzeczkę.
Lisa
[A] Choć idziemy do łazienki.- chwyciłam małą za rączkę i razem poszłyśmy do drugiego pomieszczenia. Kiedy ja napuszczałam wody do wanny, Lisa przynosiła sobie zabawki i decydowała, która kąpie się z nią dzisiaj. Kiedy w końcu wybrała, swoje żółte kaczuszki o imieniu „Daisy i Donald”  i wrzuciła je do wanny, wtedy ja mogłam ją rozebrać i włożyć do wody. W jej wieku, kąpiel zajmuje mi o wiele dłużej, niż dawniej. Teraz, mała chce się bawić i chlapać na wszystkie strony, na co jej czasami pozwalam. Kiedy w końcu udało mi się ją namówić do wyjścia z wanny owinęłam ją ręcznikiem i zaniosłam do sypialni. Dokładnie obtarłam jej małe ciałko i założyłam jej ulubioną piżamkę. Razem położyłyśmy się na łóżku i zaczęłam jej czytać bajkę na dobranoc. Po niecałych 20 minutach Lisa już spała. Ostrożnie wzięłam ją na ręce i położyłam do jej łóżeczka w rogu pokoju. Teraz miałam chwilkę dla siebie. Wzięłam szybki prysznic i wykonałam wszystkie czynności. Ubrałam luźną bluzkę i spodenki, natychmiast kierując się w stronę łóżka. Byłam bardzo zmęczona i właściwie od razu zasnęłam.…




 Jest kolejna część... nie wiem czy wam się podoba czy nie bo po mimo dużej ilości wyświetleń wciąż komentują stali czytelnicy za co wam bardzo bardzo dziękuję, mam nadzieję że nie przestaniecie komentować bo dzięki wam wciąż piszę.... 
kolejna część chyba pojawi się jutro :) 
czekam na komentarze i jeśli byście mogli to wyraźcie swoje emocje podczas czytania i może jakieś przypuszczenia co wydarzy się w nowej części 
Kocham was <3
Mrs.Horan