piątek, 24 stycznia 2014

Strong cz.15



 w poprzedniej części...
…Spojrzał na mnie i powiedział- zegar tyka Ashley… a jego wciąż tutaj nie ma… jeśli się nie zjawi… zostały wam ostatnie 3 dni życia- uśmiechnął się, a mnie zabrakło tchu… 
                                                              ****
[A] Znajdzie nas, a ciebie zabije- wysyczałam przez zęby, kiedy on chodził po pokoju i bawił się pistoletem obracając go w rękach.
[B] Wiesz co? Wątpię, że będzie na tyle mądry, żeby tutaj przyjechać. Nie znajdzie tego miejsca i to będzie jego wina, że umrzecie. To on was zabije, zostawiając tutaj.- powiedział i przystanął przy oknie.
[A] Wierzę w niego- powiedziałam starając się na niego spojrzeć, niestety to nie było łatwe, gdyż siedziałam odwrócona plecami do okna
[B] Tak, tak… jesteś tego pewna?- podszedł do mnie i usiadł na krześle, na którym siedział przedtem- teraz pewnie jest wściekły, jego duma ucierpiała, musi zajmować się Lisą, nie wie gdzie jesteś. Z tego co wiem nie przepada za małą, więc… -dodał
[A] Mylisz się! Co ty możesz wiedzieć? Jesteś żałosnym, beznadziejnym typkiem, który porywa ludzi!- krzyknęłam, a on podniósł się z miejsca i ponownie uderzył mnie w policzek
[B] Zamknij się i nie gadaj niepytana!- krzyknął i wyciągnął telefon.- zadzwonimy do naszego Harrego- uśmiechnął się i wybrał jego numer…
---Harry…
Louis od jakiegoś czasu, siedział i wciąż nie mógł znaleźć żadnego śladu. Chociaż była już 7:30 Lisa jeszcze spała, co było mi bardzo na rękę. Zayn i Liam co chwilkę zasypiali na fotelach w salonie, a Niall starał się pomóc Louisowi. A ja? Nie wiem… nie byłem w stanie zrobić kompletnie nic. Krążyłem po całym domu i myślałem o tym, że być może moja Ashley teraz cierpi. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, więc najchętniej odłożyłbym telefon do kieszeni, ale przejechałem po ekranie i przyłożyłem telefon do ucha
[H] Halo- powiedziałem niechętnie i poszedłem do kuchni
[B] No cześć stary, słyszę że masz zły humor- odezwał się, ktoś po drugiej stronie telefonu , a ja wiedziałem, że to Billy. Podszedłem do Louisa i wskazałem na telefon pokazując, że to właśnie on dzwoni.
[H] Ty sukinsynu- wysyczałem do telefonu i usłyszałem jego śmiech
[B] Nie denerwuj się tak- powiedział rozbawiony
[H] Gdzie do cholery jest Ashley, co z nią zrobiłeś?!- krzyknąłem do telefonu
[B] A wiesz, siedzi sobie obok mnie… nieźle się bawimy, muszę przyznać, że jest śliczna- powiedział tym razem już poważniej
[H] Jeżeli ją tkniesz… przysięgam znajdę cię i zabiję, rozumiesz?- powiedziałem prawie kipiąc ze złości
[B] Cóż, już jej policzek nieco się zarumienił i ta krew… cóż nie słucha mnie- westchnął
[H] Kurwa nie ruszaj jej!- krzyknąłem, uderzając ręką w stół
[B] Zdaje się, że chce z tobą porozmawiać- powiedział, a mi jakby ulżyło, że mogę chociaż ją usłyszeć
[A] Harry..- zaczęła, jej głos.. płakała… wiem to
[H] Ashley posłuchaj, znajdę cię, słyszysz? Wszystko będzie dobrze, znajdę cię i zabiorę do domu, obiecuję. Skarbie trzymaj się i nie daj temu chujowi się zranić.
[A] Harry.. on powiedział, że nas zabije…- powiedziała cicho
[H] Nas? Jest tam ktoś jeszcze?- zapytałem, a Louis od razu spojrzał na mnie
[A] Chce zabrać Lisę, proszę cię chroń ją- powiedziała i zaczęła płakać
[H] Skarbie nie przejmuj się tym, obiecuję ci, że Lisie nic się nie stanie. Jest z nami cały czas. Śpi w salonie, razem z Zaynem i Liamem. Nie zabierze mi jej, nie płacz znajdę cię. Powiedz mi tylko skarbie, gdzie jesteście? Widziałaś, gdzie cię wiedzie?- zapytałem pełen nadziei, że Ashley wie gdzie ją zawiózł
[A] Nie wiem Harry… było ciemno. Jezioro…- powiedziała, a Billy zabrał jej telefon. Nie rozłączył się, więc słyszałem co mówi
[B] Ty suko! Koniec tych ckliwych rozmów.- krzyknął na nią i usłyszałem straszny hałas i krzyk dziewczyny. Cholera! Uderzył ją.
[H] Zostaw ją słyszysz?!- krzyknąłem, ale słyszałem dalszą szarpaninę i kolejne uderzenie. Tym razem Ashley zamilkła… Kurwa co on jej zrobił? Byłem w szoku, tak bardzo chciałbym ją teraz przytulić i zabrać z tego miejsca..
[B] No i wreszcie się uspokoiła.- powiedział do mnie
[H] Co jej zrobiłeś?- zapytałem
[B] Uciszyłem ją, chciała zdradzić naszą tajemnice. Ale wiesz co, wzruszyłem się, kiedy tak was słuchałem- zaśmiał się i dodał- a myślałem, że ci na nich nie zależy. Więc tak… dzwonię żeby ci powiedzieć, że czas leci Harry
[H] Zostaw ją, to sprawa między nami- powiedziałem wściekły
[B] Masz czas do godziny 23:00, jeśli nas nie znajdziesz, zabiorę ci Lisę, a nawet nie będziesz wiedział kiedy.- powiedział spokojnie
[H] Po moim trupie- wysyczałem przez zęby
[B] A wiesz to zabawne, bo jak się spotkamy to i tak długo nie pożyjesz, więc to może nastąpić szybciej niż się spodziewasz.- zaśmiał się i dodał- do zobaczenia Styles- rozłączył się, a ja rzuciłem telefonem o ścianę.
[N] Harry! Uspokój się i siadaj- Niall wskazał na wysokie krzesło i poszedł poskładać mój telefon
[Lo] Harry co ci powiedziała?- zapytał Louis. Matko… on ją bije… słyszałem jak to robi, a ja nie mogłem zrobić kompletnie nic… oparłem głowę na rękach, a palce wplątałem we włosy.. czułem się jakbym odlatywał
[Lo] Harry przypomnij sobie… - opuścił moje ręce i spojrzał mi w oczy- CO MÓWIŁA?- zapytał, powoli powtarzając to pytanie
[H] Bije ją Louis… chce zabrać nam Lisę- powiedziałem, co chwilę przerywając
[N] Jest w szoku-  usłyszałem głos Nialla i natychmiast się opamiętałem
[Lo] Pytałeś ją o to czy wie, gdzie jest.. co powiedziała?- zapytał
[H] Nie wiedziała- pokiwałem głową i zastanawiałem się dalej- jezioro..- powiedziałem w końcu
[Lo] Co?- zapytał od razu Louis
[H] Powiedziała tylko „Jezioro”- powtórzyłem i wstałem
[N] Nie wiele mamy jezior w Londynie. Muszą być gdzieś niedaleko jednego z nich.- zaczął główkować Niall.
[Lo] Skoro już tam są, to musi być gdzieś blisko nas..- zaczął Louis
[H] Akcja…- zacząłem mówić, bo przypomniał mi się jeden szczegół
[N] Co?- zapytał Niall
[H] Pamiętasz? Domek jego brata… tego, którego zabiliśmy, był nad jeziorem- zacząłem krzątać się po całej kuchni
[N] Opuszczony brzeg Serpentine -powiedzieliśmy w tym samym momencie
[Lo] To by się zgadzało, jest niedaleko stąd. Dwie godziny drogi i jesteśmy na miejscu.- zaczął Louis
[H] Jedziemy- powiedziałem
[N] Nie. Trzeba to zaplanować. On spodziewa się tego, że przyjedziemy… musimy się upewnić. Zaplanować każdy szczegół.- powiedział Niall
[H] Nie chcę planować, chcę działać- prychnąłem
[Lo] Niall ma rację. Jeśli tego nie zaplanujemy, może się nie udać. Do kiedy mamy czas?- Louis poparł Nialla
[H] Do 23:00- powiedziałem
[Lo] Zdążymy- westchnął Louis i zaczął coś wpisywać w laptopa… westchnąłem i dalej kręciłem się po kuchni.
[L] Tato- usłyszałem cichy głosik, odwróciłem się razem z chłopakami i w drzwiach kuchni zobaczyłem, zaspaną Lisę
[H] Cześć córeczko- uśmiechnąłem się do niej sztucznie i przykucnąłem. Lisa podeszła do mnie, nie zwracając uwagi na chłopaków i zapytała
[L] Gdzie mama?- podeszła do mnie tak blisko, jak to było możliwe i położyła mi rączkę na szyję, lekko mnie obejmując
[H] Mama..- nie wiem co mam powiedzieć- pojechała do cioci, wróci jutro- powiedziałem, to co przyszło mi do głowy
[L] Beze mnie?-  zapytała patrząc mi w oczy. Cholera…
[H] Jechała wcześnie rano i nie chciała cię budzić- skłamałem i wziąłem ją na ręce. Dziewczyna odruchowo się do mnie przytuliła, a ja powiedziałem
[H] Lisa to jest Niall i Louis.- wskazałem na chłopaków- dasz im cześć?- zapytałem cicho. Dziewczynka wyciągnęła rękę, a chłopacy lekko ja ucisnęli
[N] Możesz nas nazywać wujkami- powiedział Niall, a ja miałem ochotę prychnąć ze śmiechu
[L] A tam śpi wujek Ziajn- powiedziała wskazując na salon
[H] Tak i jest tam jeszcze wujek Liam- powiedziałem i zapytałem- chcesz jeść?
[L] Tak- uśmiechnęła się do mnie
[H] Więc co? Jogurt?- zapytałem ponownie, a ona pokiwała główką. Posadziłem ją na jednym z krzesełek i podszedłem do lodówki. Sam nie jadłem od wczoraj, ale nie miałem na nic najmniejszej ochoty. Otworzyłem jogurt i wyciągnąłem łyżeczkę. Będę ją karmił pierwszy raz i nie bardzo wiem jak to robić. Wziąłem pierwszą łyżeczkę i nabrałem trochę jogurtu. Czułem na sobie spojrzenia Nialla i Louisa, co oznaczało, że uważnie przyglądają się jak zajmuje się Lisą.
[Lo] Długo będziecie się tak gapić? Nie mamy dużo czasu- powiedziałem złośliwie. Niall i Louis cicho się zaśmiali i wrócili do pracy. Kiedy udało się mi nakarmić Lisę, co uważam za mistrzostwo, poszliśmy razem obudzić chłopaków. Lisa skakała po Liamie, a ja podszedłem do Zayna.
[H] Stary obudź się. –powiedziałem lekko go szturchając
[Z] Coś się stało?- zapytał nawet nie otwierając oczu
[H] Idź coś zjeść, w lodówce na pewno coś jest. Mamy trop, Louis z Niallem to sprawdzają i ustalają przebieg akcji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wieczorem jedziemy po Ashley.

[Z] Ok. –westchnął i wstał
[L] Wstawaj, wstawaj, wstawaj!- Lisa wciąż skakała wkoło, Liama usiłując go obudzić.
[H] Liam ruszaj się- szarpnąłem go za koszulkę i zabrałem Lisę do kuchni. Zaraz za mną przyszedł Liam i chłopacy zaczęli jeść.
[Z] A ty nie jesz?- zapytał zdziwiony Zayn
[H] Nie chcę- powiedziałem i razem z Lisą poszliśmy do salonu.
[L] Dlacego nie jes?- zapytała, kiedy usiedliśmy na kanapie
[H] Nie jestem głodny- powiedziałem cicho
[L] Mama byłaby zła. Na mnie zawsze jest, bo mówi, że jeśli chcę urosnąć to trzeba jeść.-powiedziała poważnie
[H] Wiem Lisa- westchnąłem i włączyłem jej bajki. Dziewczynka chodziła po pomieszczeniu, bawiąc się i co chwilkę zerkając na bajkę. Byłem zmęczony, więc położyłem się na kanapie i przytuliłem do siebie niewielką poduszkę . Sam nie wiem, kiedy moje powieki zrobiły się strasznie ciężkie, a ja po prostu usnąłem…
----Ashley…
Obudziłam się z jeszcze większym bólem. Na moich spodniach było trochę krwi, co oznaczało, że Billy uderzył na tyle mocno, że kiedy straciłam przytomność to krwawiłam z nosa, a szkarłatna ciesz skapywała na materiał spodni w okolicy kolan. Miałam zaklejone usta i wydawało mi się, że węzeł na moich rękach i nogach jest mocniej zawiązany. Bolał mnie brzuch, co było efektem silnego uderzenia, kiedy powiedziałam Harremu o jeziorze. Co mnie zdziwiło, byłam w pokoju sama, co pozwoliło mi choć trochę się uspokoić. Mam nadzieję, że Harry zrozumiał przekaz na temat jeziora i mnie tutaj znajdzie… ale niby jakim cudem… my jechaliśmy długo.. co jeśli mnie nie znajdzie? Jak Billy mnie zabije? Nigdy nie zobaczę Lisy… Harrego, tak bardzo ich kocham. Tak bardzo kocham… Harrego… dlaczego uświadomiłam sobie to tak późno? Dlaczego nie odważyłam się mu tego powiedzieć wprost… jeśli mi się uda.. jeśli uda mu się mnie uratować, to mu to powiem… powiem mu prawdę o tamtym wieczorze…
Spojrzałam na stary zegarek wiszący na ścianie. Była 10:30. Rozejrzałam się dookoła… nie zostawił nic, czym mogłabym się uwolnić. Żadnego szkła ani noża, co pomogło by mi rozciąć sznur. Usłyszałam kroki na korytarzu i już po chwili w drzwiach pojawił się Billy.
[B] O jak miło, że wróciłaś na naszą zabawę- uśmiechnął się szyderczo i postawił swoją kawę na szafce obok łóżka.
[B] No więc co? Teraz czekamy tylko na twojego chłopaka i imprezka rozkręci się na dobre. Jak się czujesz? Trochę… krwawisz- powiedział i wziął chusteczkę. Chciał wytrzeć mój policzek i skroń, po której spływała krew z rozciętego łuku brwiowego.
[B] Cóż… przykro mi, ale zasługujesz na duuużą karę za to, że dałaś wskazówkę Harremu.-  spojrzał na mnie i zadał mi kolejny cios w twarz. Moje już podpuchnięte oko zaczęło boleć jeszcze gorzej. Kolejny cios przyjęłam prosto w brzuch… dwa razy. W ustach poczułam słodki smak krwi, a nawet nie mogłam jej wypluć przez taśmę… zaczęłam płakać… Harry.. błagam cię, przyjedź… mój napastnik zerwał mi taśmę z ust, a ja wyplułam krew. Zaczęłam cicho łkać..
[A] Harry..- wyszeptałam
[B] Słucham?? Wołasz go? No najwidoczniej zbyt cicho, bo go tu nie ma- zaśmiał się i znowu uderzył mnie w brzuch. Zaczęłam kaszleć… ból stawał się nie do zniesienia. Facet wytarł rękę od mojej krwi i poszedł napić się kawy. Nie mam już siły… nie daję rady… chcę już umrzeć… mieć to za sobą… „Wszystko będzie dobrze, znajdę cię i zabiorę do domu, obiecuję. Skarbie trzymaj się i nie daj temu chujowi się zranić.” Tylko słowa Harrego nie pozwalały mi się poddać…
[B] Jest on dla ciebie aż taki ważny? To dziwne… zranił cię, a mimo to, ty go kochasz?  Harry jest nikim… jest zły i nieopanowany…
[A] Nie waż się tak o nim mówić. Nic o nim nie wiesz! To ty jesteś zły Billy… jesteś nikim… nic nie znaczącym gnojkiem, który pożałuje tego, że tknął jego dziewczynę i zagroził jego rodzinie. Ale kiedy już tutaj będzie i będzie stał nad tobą z pistoletem, w ręku poproszę go, żeby dał mi pistolet i sama pociągnę za spust.- powiedziałam czując do niego obrzydzenie
[B] Cóż… czekam- uśmiechnął się i dodał- nie wydaje mi się, że to zrobisz… jesteś za słaba, nie umiesz zabić człowieka.- zaśmiał się
[A] To się okaże-  powiedziałam szeptem
[B] Lecę, wracam wieczorem… może już z Lisą? Co ty na to?- zapytał i dopił kawę
[A] Ani się waż ją tknąć- wysyczałam przez zęby.
[B] Tak, tak już to słyszałem… od Harrego- powiedział i trzasnął drzwiami. Zamknęłam oczy i spuściłam głowę w dół. Nie wiem jakim cudem usnęłam, bo ból był nie do zniesienia.
---Harry…
Kiedy się obudziłem była 15:50. Zerwałem się z kanapy i poszedłem do kuchni.
[H] Porąbało was! Dlaczego mnie nie obudziliście wcześniej?- zapytałem, wściekły na nich
[Z] Harry, musiałeś odpocząć. Lisa wciąż się bawi, ogląda bajki. Niall już ją nakarmił, więc jest najedzona. Louis wciąż planuje. Uspokój się i siadaj.- Zayn wskazał na krzesło obok Louisa.
[Lou] Jedziemy za jakieś 1,5 godziny. Wszystko jest już zaplanowane. Ten domek jest naprawdę blisko jeziora, więc nie będzie problemu, żeby pozbyć się jego ciała. Nie zostawimy go w domku, bo będzie duży dym jak znajdą zwłoki. A tego już nie będzie tak łatwo zatrzeć w policyjnych aktach. Jedziemy wszyscy. Lisa jedzie z nami…- przerwałem mu
[H] Nie Louis! Lisa zostanie tutaj! Nie zafunduje jej takiej traumy, jeszcze nie pogięło mnie do końca!- krzyknąłem
[Lou] Więc kto z nią zostanie, co? No słucham..- powiedział wściekły, że jego plan dla mnie jest do dupy.
[H] Któryś z nas?- zapytałem, nieco wkurzony
[Lou] Żaden z nas nie zostanie z dzieckiem Harry. Jesteśmy tam potrzebni wszyscy. Nie wiemy czy on ma jakieś wsparcie. Chcesz jechać w ciemno w 4, skoro do normalnych akcji jeździmy w piątkę? Nie Harry. Weźmiemy ją ze sobą. Uśnie w samochodzie po 2 godzinach jazdy, a my wykonamy akcję. –Louis próbował mnie przekonać.
[H] Nie ma mowy! Ok.? Dotarło? –wkurzyłem się i zacząłem krzątać się po kuchni- znajdę jakąś opiekunkę- westchnąłem
[Lou] Jak dasz radę to ok.-westchnął i wrócił do objaśniania planu- jeśli będzie sam to nie będzie problemu, chyba że to jakiś Ninja i nas wszystkich porozpierdala.  Tak jak w standardowych akcjach: obchodzimy domek i wchodzimy po cichu do środka. Szukamy gnoja i zabijamy. Wynosimy Ashley i zabieramy na oddział, gdzie wiedzą czym się zajmujemy.- Louis skończył i rzucił na stół swoją kartę, gdzie wszystko było rozpisane i pokazane.
[N] Harry szukaj niańki bo zaraz wyjeżdżamy.- powiedział Niall i poszedł do naszego schowka. Jedyne co mi przyszło na myśl to moja sąsiadka. Była starsza i wydawała się być mila, kiedy czasami rozmawialiśmy. Bez słowa wyszedłem z domu i poszedłem na posesję sąsiadki. Zapukałem do drzwi i już po chwili miła, starsza pani otworzyła
[I] Ooo! Kogo ja widzę! Pan Styles, proszę wejść- zaprosiła mnie do środka
[H] Nie, nie dziękuję pani Isabelo. Przyszedłem bo mam prośbę.- zacząłem od razu, nie mam czasu na pogaduszki.
[I] Słucham- zachęciła mnie
[H] Jak zapewne pani wie… mam córkę i nie mam jej chwilowo z kim zostawić. Muszę jechać do pracy, a jej matka jest u rodziny. Obiecałem, że będę się nią opiekować, ale to pilna sprawa, a pani ufam.- powiedziałem zmyślając, dokładnie wszystko
[I] Ależ oczywiście- szturchnęła mnie z uśmiechem – to gdzie pan ma tą dziewuszkę?- zapytała
[H] Zaraz ją przyprowadzę- powiedziałem i pobiegłem do domu.
Wszedęłm do środka i od razu podszedłem do Lisy.
[H] Lisa, posłuchasz mnie ok.? Tatuś musi jechać z wujkami do pracy. Pójdziesz na troszeczkę do takiej, miłej pani, dobrze? Zobaczysz, że ją polubisz.- uśmiechnąłem się, a Lisa pokiwała głową na zgodę. Wzięła kilak zabawek i swojego misia. Wziąłem ją na ręce i wyszliśmy z salonu. Drzwi do domu pani Isabeli były otwarte, więc powoli weszliśmy do środka.
[H] Pani Isabelo!- krzyknąłem
[I] Już, już idę- usłyszałem jej głos, a już po chwili pojawiła się starsza kobietka
[H] To jest właśnie Lisa, Lisa to jest pani Isabela. Bądź grzeczna i słuchaj się pani, dobrze?- Lisa pokiwała głową i dała mi buziaka w policzek.
[I] Chodź, będziemy piec ciasteczka, dobrze?- zapytała Lisę, a ona krzyknęła -tak!
[H] Dziękuję pani bardzo, wracam za jakieś 2 góra 3 godzinki. Odbiorę ją albo ja albo mój kolega Niall, nikomu innemu niech pani jej nie oddaje. –powiedziałem i podszedłem do drzwi.
[I] Niech się pani niczym nie przejmuje –powiedziała z uśmiechem, odwzajemniłem go i wyszedłem. Zbiegłem z kilku schodków i wróciłem do domu. Chłopacy byli już gotowi. Wziąłem swoją naładowana broń i zacząłem iść w kierunku drzwi.
[Li] Harry, kamizelka kuloodporna- Liam wskazał na kanapę, gdzie ona leżała
[H] Nie ma na to czasu, jedziemy- powiedziałem i bez słowa wyszedłem z domu. Zaraz za mną wyszli chłopacy. Wsiedliśmy do wozu i pojechaliśmy uratować Ashley… moją kochaną Ashley…


No i jest… mam nadzieję że się podoba?
Dziękuję za komentarze i mam nadzieję że pod tą częścią też pojawi się duża ilość..
Komentujcie :) czekam
Mrs.Horan

wtorek, 21 stycznia 2014

Strong cz.14



                               "Jeden moment, potrafi zmienić całe życie..."
                w poprzedniej części...
Wyszłam z pokoju i wzięłam swoje ubrania z sypialni Harrego. Nie mam zamiaru tam dzisiaj spać, chociaż zeszłej nocy sam mnie tutaj przeniósł. Właśnie miałam wchodzić do łazienki, kiedy usłyszałam kroki na schodach. Światło było zgaszone, więc nie widziałam kto to.
[A] Harry, to ty?- zapytałam, jednak nikt mi nie odpowiedział. Stanęłam obok poręczy i rozejrzałam się z góry po salonie. Nikogo tam nie widziałam. Właśnie miałam wracać do łazienki, kiedy ktoś mnie złapał i zatkał mi usta ręką…
                                                                       *****
Harry….
Cała akcja przebiegła zgodnie z planem. Obydwa cele zostały zlikwidowane, a my jechaliśmy już z powrotem.
[Z] Prawie oberwałem- powiedział Zayn, podwijając rękaw swojej bluzy. Na skórze, było widać małe zadrapanie, co oznaczało, że kula przeleciała dosłownie ocierając się o jego ramie.
[H] Serio, miałeś szczęście- powiedziałem, lekko się uśmiechając.
[Lo] Harry wiesz, że jesteś słodki jak śpisz- zaśmiał się Louis, zerkając w lusterko, bo to on prowadził. Kiedy reszta chłopaków to usłyszała, zaczęła się śmiać.
[H] Słucham?- powiedziałem, z lekkim uśmiechem
[N] Ta, jak przyjechaliśmy, a ty spałeś to Lisa powiedziała Ashley, że słodko wyglądasz jak śpisz- wyjaśnił mi Niall, zanim znowu zaczął się śmiać. Tym razem nawet, ja nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać razem z nimi. Po dość długiej jeździe wjechaliśmy na moją posesje. Louis zaparkował samochód w moim garażu i wszyscy wysiedliśmy.
[H] Idziecie na piwo?- zapytałem, odstawiając torbę z bronią na podłogę.
[L] Nie, ja wpadnę jutro- powiedział Liam i przybił mi piątkę
[N] Ta, my też lecimy- Niall wskazał na siebie i Louisa 
[Z] A ja z chęcią napiję się zimnego piwka- powiedział Zayn i pożegnaliśmy się z resztą chłopaków. Zamknąłem wyjście za kumplami i razem z mulatem poszliśmy na górę. Weszliśmy do salonu i zapaliliśmy światła. Zayn poszedł zanieść torbę z bronią do schowka, a ja wziąłem z lodówki kilka piw.
[Z] Twoje dziewczyny, już śpią?- zapytał chłopak, wchodząc do kuchni.
[H] Pewnie tak, idę sprawdzić- powiedziałem i podałem mu pełne butelki. Wbiegłem na schody i poszedłem do naszej sypialni. Ashley tam nie było, co oznaczało, że znowu śpi z Lisą. Zamknąłem drzwi sypialni i otworzyłem pokój dziewczynki. Jednak to co zobaczyłem mnie zdziwiło. Lisa spała w łóżku, a Ashley nie było. Wszedłem do pokoju i zapukałem do drzwi łazienki. Jednak nikt mi nie odpowiedział. To samo zrobiłem w naszej sypialni. Sprawdziłem garderobę i kilka pokoi na górze. Dopiero, teraz zauważyłem, że ubrania Ashley, w których przeważnie spała, leżały tuż obok schodów prowadzących do salonu. Podniosłem je i zaniosłem do sypialni. W ostatniej chwili zauważyłem małą karteczkę leżącą na poduszce. „ No hej stary. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz. Mówiłem ci kiedyś, że pożałujesz tego co zrobiłeś mojemu bratu, więc czas najwyższy zacząć zabawę. Na początku zabrałem sobie Ashley, kolejna będzie twoja mała córeczka… do zobaczenia. Billy.” Czytając ostatnie zdanie, przypomniałem sobie tą akcję. Wybiegłem z sypialni i zacząłem zbiegać do salonu.
[H] Zayn, dzwoń po chłopaków niech tutaj wracają, szybko!- krzyknąłem i pobiegłem do schowka. Rozpiąłem torbę, którą mieliśmy na dzisiejszej akcji i dołożyłem tam dodatkowych magazynków i nowej broni. Wyszukałem tamtą akcję i wróciłem na górę.
[H] I co?- zapytałem stawiając torbę na stoliku w salonie.
[Z] Już jadą, co się dzieje?- zapytał zdezorientowany. Podałem mu kartkę, a on szybko ją przeczytał.
[Z] O cholera- powiedział i rzucił kawałek papieru na kanapę.
[H] Dobrze wiesz, że nie będzie łatwo ich znaleźć… tu potrzeba Louisa.- powiedziałem i zacząłem krążyć wokół pokoju.
[Z] Uspokój się, zaraz tu będą. Lepiej znieś Lisę na dół. Połóż ją na kanapie. Teraz trzeba jej pilnować.- powiedział Zayn i zaczął szukać pistoletów. Wyjął jeden i podał mi go, drugi włożył sobie, za pasek spodni i stanął w oknie czekając na przyjazd chłopaków. Poszedłem na górę i wszedłem do pokoju Lisy. Dziewczynka smacznie sobie spała, więc wziąłem ją delikatnie na ręce.
[L] Tatuś- wyszeptała cicho.
[H] Ciii… śpij sobie dalej- pogłaskałem ją po policzku, a ona założyła mi swoją rączkę na szyi i zamknęła oczka, opierając głowę o moje ramie. Wyszedłem z pokoju i zniosłem ją na dół. Wszyscy chłopacy, byli już w salonie, więc umilkli, kiedy przyniosłem dziewczynkę. Położyłem ją na kanapie i okryłem ją kołderką, którą zabrałem ze sobą. Lisa chwilkę się powierciła i spala dalej. Wszyscy przeszliśmy do kuchni i zacząłem
[H] Widzieliście list?- zapytałem, siadając przy wysepce.
[L] Tak… bardzo konkretny, ma zamiar się mścić za brata. Co robimy?- westchnął Liam
[Lo] Najpierw musimy ich znaleźć. Muszą być gdzieś w mieście. Nie pojechali daleko. Na akcji byliśmy jakieś 2 godziny.. nie byli w stanie daleko ujechać. Jest noc. Na 100% zrobili sobie przerwę, albo Billy miał już zaplanowaną jakąś kryjówkę.- zaczął mówić Louis
[N] Ta, a poza tym napisał „..do zobaczenia” co oznacza, że chce, żebyśmy ich znaleźli- Niall wskazał na tekst, napisany na pogniecionej kartce.
[H] Cholera! Ta akcja miała miejsce rok temu! Dlaczego właśnie teraz, zachciało mu się zemsty!- zapytałem wstając z miejsca
[L] Tylko pomyśl Harry… wcześniej nie miał się czego zaczepić, a teraz pojawiła się Ashley i Lisa, wie że na nich ci zależy, skoro mieszkają tutaj…- powiedział Liam. Wziąłem z blatu kartę z danymi naszego dawnego celu i zacząłem ją przeglądać. Niejaki George Hilson, 37 lat, dostaliśmy za niego niezłą sumkę pieniędzy, a zabiliśmy go…
[H] O cholera- powiedziałem, a wszystko jakby się zatrzymało …chłopacy spojrzeli na mnie i czekali, aż coś powiem
[Z] Odezwiesz się w końcu?- zapytał Zayn, lekko mnie szturchając
[H] Spójrzcie na datę, kiedy wykonaliśmy akcję- powiedziałem i położyłem „akta” z powrotem na blat. Louis się pochylił i powiedział dokładnie to samo, co ja.
[Lo] 23 wrzesień- odezwał się w końcu
[N] To za 4 dni- powiedział Niall

[Lo] Jeśli nic nie zrobimy… to właśnie będzie data śmierci Ashley..- powiedział Louis, a ja po prostu nie wyrobiłem. Podszedłem do ściany i z pięści w nią uderzyłem. Oparłem czołem o zimny kawałek powierzchni i starałem się uspokoić.
[Z] Harry to nic nie da, trzeba działać, bo za kilka dni…- nie dałem mu dokończyć
[H] Myślisz, że nie wiem?!- wrzasnąłem na niego i podszedłem dość blisko mulata
[L] Harry przestań! Uspokój się!- zatrzymał mnie Liam i posadził z powrotem na krzesło.
[Lo] Jeśli będziesz to robił, nie uratujesz jej, tego chcesz?- zapytał Louis, siadając obok mnie
[H] Nie- powiedziałem już spokojnie. Cholera, od zawsze tylko oni byli w stanie mnie uspokoić.
[N] Więc weź się w garść i do roboty- powiedział Niall i przyniósł torbę. Każdemu po kolei oddał po dwa pistolety, a pusty bagaż rzucił w kąt pomieszczenia.
[Z] Ok., więc musimy być dość ostrożni. Ja pojadę z Louisem na komisariat, a on pogrzebie w komputerach. Może jakoś uda ich się namierzyć.- wzruszył ramionami Zayn, a Louis pokiwał głową na zgodę. Obydwoje ruszyli z miejsca i zmierzali w stronę wyjścia.
[H] Chłopaki..- powiedziałem, a wszyscy spojrzeli na mnie- Dzięki, jesteście wielcy- powiedziałem
[Lo] Nie ma sprawy Harry, od tego są przyjaciele- uśmiechnął się lekko Louis i wyszedł, a zaraz za nim Zayn.
[H] Co robimy? Nie mogę tak po prostu sobie siedzieć.- westchnąłem
[N] Dopóki Louis nie da nam znać, nie możemy nic zrobić.- powiedział Niall i usiadł obok mnie
----Ashley….(godzina wcześniej)
[.] Ciii….- ktoś nieznajomy wyszeptał mi do ucha. Nie wiedziałam kto to, ale to na pewno nie był Harry. Harry pachniał świetnymi perfumami, a on papierosami. Jedną rękę wciąż trzymał na moich ustach, a drugą objął mnie w pasie.
[.] Teraz, zejdziemy na dół i bez żadnego szarpania się, wyjdziemy z domu, rozumiesz?- zapytał wciąż szepcząc. Kiedy mu nie odpowiedziałam lekko mną potrząsnął, a ja pokiwałam głową na zgodę. Ostrożnie zaczęliśmy schodzić po schodach, kiedy znaleźliśmy się w salonie, facet posadził mnie na kanapie i przykucnął przede mną.
[B] Posłuchaj mnie teraz uważnie, nazywam się Billy, ty mnie nie znasz, ale twój chłoptaś tak, zamiast niego, to ty zapłacisz za to co zrobił.- powiedział i wyciągnął z kieszeni kurtki, kawałek sznurka i taśmę. Zaczęłam się szarpać, kiedy usiłował skrzyżować moje ręce w nadgarstkach na moich plecach.
[B] Przestań się szarpać-zacieśnił uścisk na moich rękach, co spowodowało ból. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Byłam bezsilna, nie wiem co mam robić, na górze śpi Lisa, a Harry nie wróci tak szybko… gdyby on tutaj był.. nie dopuścił by do tego. Kiedy Billy związał moje ręce, posadził mnie z powrotem na kanapie i kawałkiem taśmy zakleił mi usta. Wziął kawałek kartki i długopis.
[B] No to jaką wiadomość zostawimy twojemu chłopakowi?- zapytał i zaczął pisać. Kiedy skończył, zaniósł ja na górę i wrócił, już po chwili. Przykucnął przede mną i powiedział
[B] Nie płacz mała… jeśli twój chłopak, będzie na tyle mądry, jak sądzę, to cię znajdzie.- zaśmiał się i pociągnął mnie za ramię, zmusił do tego, żebym wstała.
[B] Idziemy- wysyczał przez zęby i zaczął ciągnąć mnie w kierunku drzwi. Przed drzwiami naciągnął mi kaptur, mojej bluzy na głowę i powiedział stając za mną.
[B] Nie szarp się i spokojnie wsiadaj do mojego samochodu- poczułam coś twardego przy dole pleców i od razu domyśliłam się co to. Billy przyłożył mi pistolet do pleców i otworzył drzwi. Wyszliśmy powoli i zeszliśmy ze schodków. Mężczyzna otworzył mi drzwi i siłą wpakował do środka. Zatrzasnął moje drzwi i pobiegł do strony kierowcy. Wsiadł do samochodu i odpalił silnik. Wyjechał na ulicę i minął się z czarnym samochodem, w najciemniejszej uliczce niedaleko naszego domu. Zaczęłam cicho łkać. Co musiał, kiedyś zrobić Harry, dlaczego teraz to na mnie mści się ten straszny facet. Kiedy na niego spojrzałam, na jego twarzy widniał chytry uśmieszek, miał czarne włosy i lekki zarost, miał może z 35 lat i było widać, że nie jest dobrym człowiekiem. Łzy spływały po moim policzku, a ja nawet nie mogłam ich wytrzeć. Nagle mężczyzna zaczął mówić.
[B] Pewnie zastanawiasz się, dlaczego ty?- spojrzał na mnie i chciał wytrzeć moje łzy, ale jak najszybciej odwróciłam twarz. Nie chcę, żeby mnie dotykał, brzydzę się go. Jedyne czego chcę, to zobaczyć teraz Harrego.
[B] Wiem czym zajmuje się Harry, a wiesz skąd?- zadał retoryczne pytanie i mówił dalej- Miał zlecenie na mojego brata..- powiedział, a ja natychmiast na niego spojrzałam. Billy widząc moje nagłe zaciekawienie mówił dalej.
[B] Obserwowałem, czekałem, aż zjawiłaś się ty i tadaa!- pokazał ręką w powietrzu i dodał- teraz pożałuje, że wtedy to zrobił- zaśmiał się i zamilkł. Jechaliśmy w nieznanym mi kierunku. Nie ma szans, że Harry nas tutaj znajdzie. To już koniec, on mnie zabije. Zatrzymaliśmy się obok jakiegoś domku. Billy wysiadł z samochodu i poszedł otworzyć mi drzwi.

[B] Zobacz.. to twój domek- powiedział, wskazując na opuszczony, stary domek, nieopodal jakiegoś jeziora. Popchnął mnie do przodu i znowu poczułam broń, przyłożoną do moich pleców. Powoli podeszliśmy do drzwi, a mężczyzna otworzył je z cichym skrzypieniem. Zapalił światło i popchnął mnie dalej w głąb małego „saloniku” posadził mnie na krześle w rogu i poszedł zamknąć drzwi. Wrócił do mnie i znowu kazał mi wstać. Wprowadził mnie na jakieś schody i powoli weszliśmy na górę. Wpuścił mnie do jakiegoś pokoju, na poddaszu i znowu kazał usiąść na krześle. Położył pistolet na szafce niedaleko mnie i powiedział
[B] Teraz sobie posiedzimy i poczekamy…- wyciągnął nóż, co sprawiło, że moje serce i tak już z przyspieszonego bicia, zaczęło kołatać tak strasznie, że myślałam, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Tymczasem on przeciął sznurek, związujący moje ręce i rzucił go w kąt pokoju. Szybko wzięłam je do przodu i zaczęłam pocierać bolące już
nadgarstki. Billy dotknął mojego policzka i zdarł z moich ust taśmę. Myślałam, że po prostu mnie tu zamknie, ale on miał inne zamiary. Wziął kolejny dłuższy kawałek sznurka i przywiązał moje ręce tym razem z tył krzesła. To samo zrobił z nogami, przywiązując je do nóżek. Przykucnął przede mną i powiedział
[B] Teraz sobie porozmawiamy- uśmiechnął się nieco i zadał mi pytanie- Co łączy cię z Harry?- nie miałam zamiaru odpowiadać, ale kiedy spojrzałam mu w oczy widziałam, w nich rosnący gniew.
[A] Nic- wyszeptałam, miałam nadzieję, że nie wie o Lisie, a ja nie mam zamiaru mu o niej powiedzieć. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie i powiedział
[B] Cóż.. kłamiesz, a tutaj kłamstwo będzie karane. To było twoje pierwsze kłamstwo, więc tym razem ci daruję i zadam pytanie jeszcze raz.- wstał i powiedział- Co łączy cię z Harrym?
[A] Nic- powtórzyłam, to co przed chwilą. Billy zaczął się śmiać i odpowiedział
[B] Kłamiesz!- krzyknął i odwrócił się na chwilkę. Kiedy ponownie na mnie spojrzał, wysyczał- czas na karę- zamachnął się z całej siły i uderzył mnie w twarz. Pierwsze co poczułam to straszny ból, ale już po chwili, nie było nic…
---Harry…
Minęła już godzina, a Louis ani razu się nie odezwał. Krążyłem po całym salonie i co jakiś czas zerkałem na śpiącą Lisę. Dochodziła 4 nad ranem, więc za kilka godzin się obudzi… zapyta, gdzie jest mama, co jej powiem?... chłopacy siedzieli w kuchni i przeglądali wszystkie papiery. Poszedłem do nich, a Niall powiedział
[N] Wiesz… jednego nie rozumiem… to ja pociągnąłem, wtedy za spust, a nie ty… więc, dlaczego to na tobie się mści?- wzruszył ramionami i oparł się o blat szafki
[H] Nie mam pojęcia, jesteśmy w tej samej drużynie… przyjaźnimy się, wszyscy którzy wiedzą czym się zajmujemy, albo zleceniodawcy wiedzą, że się kumplujemy.. to proste- prychnąłem i nalałem sobie wódki. Właśnie miałem wypić, kiedy Liam oderwał mi szklankę od ust
[L] Nie pij, czekamy aż wróci Louis, jeśli ich znajdzie, musisz być trzeźwy- powiedział i wylał ciecz do zlewu. Odstawił szklankę na blat i klepnął mnie w ramie. W końcu poczułem wibracje w kieszeni, więc szybko wyjąłem telefon i przejechałem palcem po ekranie odbierając połączenie.
[H] I co tam?- zapytałem ze zniecierpliwieniem
[Lo] Coś mam. O 20:30 niedaleko twojego domu, kamery nagrały jeden samochód. Czarny Jeep. Mam rejestrację. Z tego co widzę, pojechał na Regent Street. Jedźcie tam za chwilkę dołączymy.- powiedział i się rozłączył.

[H] Regent street. Jedziemy -wziąłem pozostałą broń i wybiegłem do salonu.
[N] A co z dzieckiem? Nie zostawimy jej samej- powiedział Niall zatrzymując się, w pół drogi. Dopiero teraz sobie przypomniałem o Lisie.
[H] Liam zostań z nią, proszę cię.. z tobą będzie bezpieczna.- powiedziałem i podałem mu jeszcze jeden pistolet, na wszelki wypadek.
[L] Ale ja nie umiem się zajmować dziećmi- powiedział prawie krzycząc.
[H] Ona jest grzeczna, daj jej jeść i włącz bajki, cokolwiek, proszę- spojrzałem na niego, a on kiwnął lekko głową.
[H] Dzięki- powiedziałem i klepnąłem Nialla.- Idziemy- dodałem i razem zeszliśmy do garażu, wsiedliśmy do pierwszego lepszego wozu. Odpaliłem i z piskiem opon wyjechałem na ulicę. Żeby dojechać do celu, musiałem przejechać tylko 5 przecznic. W połowie drogi zauważyłem samochód Louisa, a on od razu dał mi znak światłami. Dość szybko dojechaliśmy do celu. Żaden z nas nie ruszył się z miejsca. Samochód stał pod barem więc, coś nam tutaj nie grało. Czekaliśmy 20 minut, aż ktoś nie wyjdzie z budynku. W końcu drzwi się otworzyły, a ze środka wyszedł jakiś młody koleś. Cholera! przeczesałem włosy ręką i spojrzałem na Nialla. Pokiwałem głową i powiedziałem
[H] Wracamy… to nie on!- kiwnąłem głową tak, że Zayn w wozie Louisa mnie zobaczył i razem zaczęliśmy, jechać w stronę mojego domu. Miałem nadzieję, że już coś mamy, ucieszyłem się, kiedy Louis znalazł jakiś trop, a teraz… znowu zaczynamy od nowa… wciąż, nie wiemy gdzie są. Wjechaliśmy na posesję i wróciliśmy do domu.
[L] I co?- zapytał zdenerwowany Liam, witając nas właściwie od progu
[H] Nic.-powiedziałem i wróciłem do kuchni.
[Lo] To nie był jego samochód- westchnął Louis. Postawił na stół laptopa i go włączył.
[Z] Louis wziął policyjnego laptopa. Ma wgląd do danych i kamer z całego Londynu… gdzieś muszą być… nie rozpłynęli się przecież- wyjaśnił Zayn i zaczął robić kawę.
[Lou] Przejrzę jeszcze raz te nagrania z kamer, w okolicy domu. Coś się znajdzie.- powiedział Louis i zaczął gapić się w ekran urządzenia.
----Ashley…
Obudziłam się z wielkim bólem głowy i piekący policzkiem.
[B] Ooo wróciła do nas nasza księżniczka- zaśmiał się i dostawił sobie krzesło naprzeciwko mnie, po czym na nim usiadł.
[B] No więc, znasz już zasady naszej zabawy. Ty kłamiesz, ja biję. To pytanie, które ci zadałem… pamiętasz? Co łączy cię z Harrym? Myślisz, że nie wiem? Macie dziecko, które spało sobie smacznie w swoim pokoju- kiedy, skończył mówić, od razu się wyprostowałam. On wiedział… wiedział o Lisie…
[B] Zdziwiona? Swoją drogą strasznie podobna do twojego kochasia… kręcone włosy, dołeczki, kiedy się uśmiecha… sama słodycz- zaśmiał się. Skąd on o tym wszystkim wie. Zaczęłam się wiercić i próbować, jakimś cudem się uwolnić. Jednak wszystko było na nic, a kiedy się szarpałam bolało jeszcze bardziej.
[B] Jeśli Styles nie zareaguje, to do ciebie dołączy Lisa. Ile dajemy mu czasu?- zapytał rozbawiony
[A] Zostaw ją w spokoju! Ona ci nic nie zrobiła!- krzyknęłam, najgłośniej jak potrafiłam
[B] Zamknij się i słuchaj!- wrzasnął na mnie i zbliżył się do mnie tak, że stykaliśmy się policzkami. Nie mogłam nic zrobić, bo tak złapał mnie za podbródek, że nie miałam jak uwolnić się z uścisku.
[B] Dajemy twojemu chłopakowi jeszcze kilka godzin, zadzwonimy do niego i pogadamy, może nawet go usłyszysz, jeśli cię nie znajdzie do wieczora… zaczniemy się bawić inaczej… w nocy dołączy do nas twoja słodka córeczka… już wyobrażam sobie jak będzie słodko… - spojrzał na mnie i powiedział- zegar tyka Ashley… a jego wciąż tutaj nie ma… jeśli się nie zjawi… zostały wam ostatnie 3 dni życia- uśmiechnął się, a mnie zabrakło tchu… 


cóż część nie miała pojawić się dzisiaj ale widziałam że się niecierpliwicie więc jest.. 
nie wiem czy się podoba czy nie ;/ 
teraz dużo się dzieje i tak będzie jeszcze przez conajmniej 2 części (chyba) 
kolejna część pojawi się chyba w piątek ale nic nie obiecuję 
dziękuję wam za te wszystkie pozytywne komentarze pod poprzednią częścią mam nadzieję że i tą część skomentujecie???
komentujcie, a ja czekam na waszą opinię ze zniecierpliwieniem :D 
wyrażajcie co czuliście czytając to i jak myślicie co się stanie???
Mrs.Horan