wtorek, 11 lutego 2014

Strong cz.20


           "Trudno czekać na coś co wiesz,że może nigdy nie nastąpić, ale jeszcze     
                trudniej zrezygnować, gdy wiesz, że to wszystko czego pragniesz..."

w poprzedniej części....
Zamknąłem dokładnie drzwi i wróciliśmy do samochodu. Po jakiś 15-20 minutach byliśmy już u mnie. Zostało mi jeszcze tylko pojechać na plac zabaw i porozmawiać z Niallem na temat Lisy…
                                                         *****
Pojechaliśmy na plac zabaw, a ja puściłem małą, aby mogła się trochę pobawić. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Nialla
[N] Zayn? Czemu dzwonisz? Spać nie możesz?- zapytał, lekko zachrypniętym głosem, jak tylko odebrał
[Z] Obudziłem cię?- zapytałem
[N] No raczej- zaśmiał się i dodał- jak tylko wróciłem do domu, od razu pokuśtykałem do łóżka, nie mam na nic siły
[Z] Możemy się spotkać?- zapytałem, choć wiedziałem, że są raczej małe szanse, że się zgodzi. Ja też z chęcią położyłbym się spać
[N] A coś się dzieje? Coś z Harrym?- zapytał nieco poważniej
[Z] Nie, po prostu nikt nie pomyślał co z Lisą, przecież ona nie może być w szpitalu z Ashley. Wziąłem ją ze sobą- wyjaśniłem mu, na co chłopak się zaśmiał
[N] Wiesz… zawsze wiedziałem, że masz poczucie humoru- prychnął ze śmiechem
[Z] Mówię poważnie, właśnie jestem z nią na placu zabaw. Musisz mi pomóc, ja kompletnie nie wiem, jak zajmować się dzieckiem, a ty z tego co wiem, opiekowałeś się dziećmi, jak byłeś nastolatkiem- w połowie tego co mówiłem, śmiech Nialla ustał i po tamtej stronie, panowała kompletna cisza
[N] Żartujesz? To było wieki temu- powiedział w końcu
[Z] Proszę cię no, wyśpij się i przyjedź jutro do mojego domu, bo właśnie tam zabieram małą- powiedziałem i rozłączyłem się, żeby nie zdążył zaprzeczyć. Usiadłem na ławce i uważnie przyglądałem się co robi Lisa. Nie spuszczałem jej z oczu nawet na chwilkę.
Była już 18:43, więc postanowiłem, że już czas wracać, bo im szybciej położę ją spać, tym szybciej sam będę mógł to zrobić.
[Z] Lisa! Wracamy do domu!- zawołałem ją, a dziewczynka zaczęła iść w moim kierunku
[K] Świetny z pana ojciec- usłyszałem gdzieś obok mnie i natychmiast spojrzałem na młodą kobietę. Piękna blondynka, stała tuż obok mnie i lekko się do mnie uśmiechała.
[K] Mała ma wielkie szczęście-kontynuowała- niestety mój synek go nie ma- mówiła wciąż z małym uśmiechem
[Z] Yyy… -chciałem coś powiedzieć, ale kompletnie mnie zamurowało
[L] Jus możemy iść- Lisa podeszła do mnie i podała mi rączkę
[Z] Tak, już- powiedziałem jej i spojrzałem, na nieznajomą mi kobietę- to nie jest moja córka- powiedziałem do niej
[K] Ooo, jejciu przepraszam- powiedziała, a uśmiech z jej twarzy, natychmiast zniknął
[Z] Nic się nie stało, co córka mojego przyjaciela, opiekuję się nią chwilowo- powiedziałem i wziąłem Lisę na ręce
[L] Wujek idziemy- dziewczynka wtuliła się we mnie, a ja kiwnąłem głową i powiedziałem
[Z] Dowidzenia –dziewczyna znowu się uśmiechnęła i spojrzała gdzieś na plac. Wróciliśmy z Lisą do domu, dość szybko. Muszę przyznać, że na dworze zaczęło robić się chłodno.
[Z] Zjemy kolacje i idziemy spać- powiedziałem i zaprowadziłem Lisę do kuchni.
[L] Ja chcem kanapki z serkiem- powiedziała i stanęła na środku pomieszczenia.
[Z] No dobra, ja też zjem- powiedziałem i posadziłem ją przy stole. Wyciągnąłem pieczywo i zacząłem szykować nam, mini kolację. Dopiero, kiedy zacząłem jeść, zobaczyłem jak bardzo byłem głodny. Ja zjadłem 6 kanapek, a Lisa jedną i pół.
[Z] Chodź idziemy- wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem na piętro. Wykąpanie jej i przebranie w piżamkę nie było łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że Lisa wciąż skakała i chciała się bawić. Nie wiedziałem gdzie mam ją położyć, więc zdecydowałem, że moje łóżko jest na tyle duże, że zmieścimy się w nim oboje. Usiadłem na łóżku i położyłem ją obok siebie. Lisa przytuliła misia i zapytała
[L] Mas jakieś bajki?
[Z] Niestety nie- powiedziałem i chciałem zgasić światło, jednak Lisa nie dawała za wygraną
[L] No to opowiedz mi jakąś- powiedziała i lekko się do mnie przytuliła
[Z] A może poszukamy jakiś bajek na Internecie i sobie pooglądasz, co??- zapytałem niepewnie. Nie umiem opowiadać bajek i nie mam zielonego pojęcia o czym miałaby być. Lisa pokiwała głową na zgodę, więc poczułem ulgę. Zszedłem z łóżka i podreptałem po tableta. W końcu udało mi się znaleźć jakąś bajkę i Lisa wreszcie się położyła i zaczęła oglądać. Ja zrobiłem to samo i śledziłem razem z małą, losy jakiejś księżniczki…
---Niall…
Zayn rozłączył się jak najszybciej, bo wiedział, że zaraz mu odmówię. Cholera no! Nie lubię tej małej i nie mam ochoty się nią zajmować. Jednak nie zostawię przyjaciela samego, w takiej sytuacji to było pewne. Nie miałem najmniejszej ochoty, wstawać z łóżka, ale musiałem jechać do Zayna, więc zwlekłem się z miękkiego materaca i poszedłem wziąć prysznic. Przebrałem się w czyste ciuchy i zamówiłem taksówkę, bo nie mogę prowadzić z moją uszkodzoną nogą. Po niecałych 25 minutach, byłem już na miejscu. Zapłaciłem za taksówkę i podszedłem do drzwi. Zadzwoniłem kilka razy, jednak nikt mi nie otworzył. Nacisnąłem na klamkę i wszedłem do środka, bo Zayn najwyraźniej zapomniał zamknąć drzwi. Od razu poszedłem do jego pokoju na piętrze i sam nie wierzyłem, w to co zobaczyłem. Zayn smacznie sobie spał, na łóżku, podczas gdy Lisa siedziała na podłodze i oglądała bajki na jego tablecie. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej po cichu.
[N] Hej, co robisz?- zapytałem ją, a ona wyszeptała
[Z] Wujek usnął, a ja oglądam bajke, którą mi włączył
[N] Idziemy spać, ja ci coś opowiem- wziąłem ją za rączkę i zaprowadziłem do drugiego pokoju. Kiedy dziewczynka usnęła, sam w końcu mogłem iść spać…
---Ashley…
Obudziłam się rano z niewielkim bólem głowy. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest już 11:30. Skoro chłopaków jeszcze nie ma, to znaczy, że pewnie jeszcze odsypiają nieprzespane noce. Postanowiłam, że nie będę dzwonić do Zayna, bo byłam pewna, że sobie radzi i od razu wstałam, choć żebra wciąż o sobie przypominały. Wyszłam na korytarz i ruszyłam w stronę sali, gdzie leżał Harry. Pielęgniarka wiedziała już po co przyszłam, jednak zdziwiła się, kiedy zobaczyła mnie nie na wózku. Kolejny raz zostałam wpuszczona do sali i mogłam posiedzieć z Harrym 2 godziny. Niestety nic się nie zmieniło. Harry wciąż był w śpiączce i nie zanosiło się na to, że w najbliższych dniach się obudzi. Trzy dni później, zostałam wypisana ze szpitala. Zayn wspólnie z Niallem bardzo mi pomogli, bo zajmowali się Lisą. Louis nadal trzymał mnie na dystans, podobnie jak Liam chociaż ten, postanowił, że to właśnie on odbierze mnie ze szpitala i zawiezie do domu…
Lisa wróciła od Zayna i teraz ja mogłam się nią zajmować, choć wciąż Zayn był gdzieś obok i kiedy przesiadywałam u Harrego w szpitalu, to właśnie on zajmował się małą. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, tak jak i reszcie chłopaków, bo gdyby nie oni, nie dałabym sobie rady. Z dnia na dzień traciłam nadzieję, że Harry kiedykolwiek się obudzi. Popadałam w depresje i rozmawiałam tylko, kiedy to było konieczne… jednak codziennie, godzinami mówiłam go Harrego, opowiadałam mu co działo się u mnie lub jaka jest pogoda… Lekarze i chłopacy starali się mnie przekonać do wizyty u psychologa, ale nie zgodziłam się…

Dwa tygodnie później….
Harry wciąż jest nieprzytomny, choć jego stan uległ poprawie. Był w stanie już sam oddychać, ale poza tym nic się nie zmieniło. Harry został przeniesiony do innej sali i mogłam być tutaj cały czas, więc znowu Lisa większość czasu spędzała z Zaynem, Niallem i resztą chłopaków… Czasami… miewałam sny..koszmary związane z porwaniem, ale starałam się o tym nie myśleć. Liczył się tylko Harry… gdzieś tam w środku, miałam żal do chłopaków o to, że nie zmusili go do założenia kamizelki… że pozwolili mu ją zostawić i narazić się na postrzelenie…
Teraz siedziałam w jego sali i znowu trzymałam go za rękę, dokładnie tak jak robię to codziennie, odkąd pozwolono mi go zobaczyć.
[A] Mam coś dla ciebie- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam kartkę papieru z torebki.
[A] Lisa myśli, że wyjechałeś… nie chcę, żeby się martwiła… narysowała dla ciebie obrazek- położyłam go, na stoliku obok łóżka
[A] Cóż… nie przypominamy tam trochę siebie… mamy kościste ręce – zaśmiałam się- ale bardzo się starała
[A] Harry to już ponad dwa tygodnie…. Proszę cię obudź się- pocałowałam go, w rękę po czym wstałam i lekko się nad nim pochyliłam. Przeczesałam dłonią jego włosy i złożyłam na jego ustach, delikatny pocałunek. Tak bardzo bym chciała, żeby go odwzajemnił… z powrotem usiadłam na krześle i wciąż zataczałam małe kółka, na jego ręce. Zaczęłam płakać… traciłam nadzieję, lekarz nie był w stanie mi powiedzieć, kiedy on się obudzi.. co jeśli potrwa to kilka lat? Przecież zdarzają się takie przypadki. Nagle poczułam coś dziwnego… coś czego się nie spodziewałam…
Harry lekko ścisnął moją rękę. Spojrzałam na niego i wytarłam łzy
[A] Harry?- zapytałam i położyłam dłoń, na jego czoło
[A] Skarbie, słyszysz mnie? Proszę otwórz oczy- mówiłam z nadzieją, że być może coś się zmieni.. ten uścisk… to pierwszy ruch jaki wykonał, od bardzo dawna. Podniosłam nieco nasze splecione dłonie i przyłożyłam je do mojej klatki piersiowej
[A] Harry… otwórz oczy…- po moim policzku spłynęły kolejne łzy, po czym zleciały na jego dłoń. Na twarzy Harrego pojawił się lekki grymas… jakby bólu… przekręcił głowę w moją stronę i z powrotem.
[A] Harry- pocałowałam jego dłoń i wstałam znowu się nad nim pochylając. Zrobił to… Harry otworzył oczy, ale strasznie szybko, ponownie je zamknął
[A] Harry..- uśmiechnęłam się i dotknęłam jego policzka. Chłopak przymrużył oczy lekko je otwierając.
[H] Ash..- powiedział, ale nagle przerwał
[A] Spokojnie, obudziłeś się- uśmiechnęłam się nieco, a po moim policzku poleciały kolejne łzy, tylko tym razem łzy szczęścia…
[H] Nie płacz- wyszeptał i dotknął wolną ręką mojego policzka, wycierając łzy. Wtuliłam się w jego, dłoń i płakałam dalej.
[A] Tak się bałam, pójdę po lekarza- powiedziałam cicho
[H] Ty… nic ci nie jest- mówił wciąż cicho, jakby mowa sprawiała mu trudność
[A] Już jest dobrze, miałam złamane żebra, ale szybko doszłam do siebie- wyjaśniłam mu, siadając na brzegu jego łóżka.
[H] Jak długo… -spytał
[A] Byłeś w śpiączce… nikt nie wiedział, kiedy się obudzisz… spałeś prawie trzy tygodnie- powiedziałam. Harry rozejrzał się po sali, był trochę zdezorientowany
[A] Pójdę po lekarza- powiedziałam i puściłam jego rękę. Wstałam i właśnie miałam wyjść, kiedy Harry zapytał
[H] Wrócisz?- uśmiechnęłam się lekko i odpowiedziałam
[A] Wrócę- wyszłam na korytarz i poszłam do gabinetu Doktora Williama
[A] Harry się obudził!- powiedziałam, jak tylko weszłam do środka jego pokoju
[W] Słucham?- zapytał niedowierzająco
[A] Obudził się, nareszcie- powiedziałam z uśmiechem, a lekarz natychmiast wstał i razem ruszyliśmy w stronę sali Harrego. Weszliśmy do środka, a wzrok chłopaka od razu skierował się na nas. Podeszłam do niego i usiadłam na krześle, ponownie łapiąc go za rękę. Chłopak lekko ją ścisnął, co spowodowało jeszcze szerszy uśmiech na mojej twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że wreszcie stało się to, o czym marzyłam przez najbliższe tygodnie  
[W] Witam Harry- lekarz powiedział, najwyraźniej zadowolony z tej sytuacji
[H] Cześć Will- Harry przywitał się z nim i zapytał- powiedz mi, co ze mną, jest nie tak?
[W] Dostałeś kulkę w plecy, która ominęła serce, ale nieco uszkodziła płuco. Straciłeś mnóstwo krwi, miałeś transfuzję, a operacja nie obeszła się bez komplikacji. Niestety doszło do takiej sytuacji, że musieliśmy cię reanimować. Zbyt długo twoje serce nie biło, więc wpadłeś w śpiączkę- wyjaśnił mu lekarz, a Harry kiwnął głową
[H] Dzięki Willy, wychodzi na to, że zawdzięczam ci życie
[W] Ja zrobiłem co mogłem, to moje obowiązki, ale wydaje mi się, że powinieneś dziękować swojej dziewczynie… to ona codziennie przychodziła do ciebie i dokładnie opowiadała, co dzieje się u niej i dziecka. Nie widziałem jej jeszcze takiej szczęśliwej jak teraz- kiedy lekarz to powiedział, ja spuściłam wzrok i chyba lekko się zarumieniłam, kiedy poczułam, że Harry mi się przygląda
[W] Naprawdę ona dużo pomogła, są na to dowody, że ludzie w śpiączce budzą się szybciej, kiedy ktoś na nich czeka i do nich mówi
[A] Ja nic nie zrobiłam, to było chyba normalne, że tutaj przychodziłam- powiedziałam w końcu i uniosłam wzrok
[W] No tak, to ja nie będę wam przeszkadzał. Harry uważaj i nie ruszaj się za wiele. Twoja rana już się trochę zagoiła, ale wciąż musisz uważać- powiedział i wyszedł. Harry spojrzał na mnie i zapytał
[H] On mówił prawdę? Przychodziłaś tutaj codziennie?- zapytał, lekko ochrypłym głosem
[A] Tak, ja.. musiałam tutaj być…przy tobie...- powiedziałam i spuściłam wzrok, a on zapytał
[H] Mam do ciebie prośbę… możesz mnie pocałować?... 


No to jest kolejna część... 
Harry w końcu się obudził... chciałam to jeszcze trochę przeciągnąć ale.... cóż niespodzianka!  :) 
Część byłaby szybciej ale niestety ktoś bardzo popsuł mi humor :/ 
Cóż... DZIĘKUJĘ za bardzo miłe i wreszcie długie komentarze :) cieszę się że się pojawiły i mam nadzieję że tak samo długie będą pod tą częścią :) 
(postarajcie się o minimum 10 komentarzy) 
Kocham was :) a kolejna część powinna się pojawić jutro chociaż nie obiecuję 
Mrs.Horan 

sobota, 8 lutego 2014

Strong cz.19



                                 “Don't let me, Don't let me, Don't let me go”
                                                                                                 Don't let me go~Harry Styles
Delikatnie ją ujęłam i ścisnęłam… jednak byłam rozczarowana, gdy nie poczułam żadnego ciepła.. jego ręka była chłodna, a jego skóra była nieco jaśniejsza, przez co tatuaż stał się jeszcze bardziej wyraźny. Z moich oczu znowu poleciały łzy, nie mogłam tego powstrzymać, to było silniejsze ode mnie. Splotłam nasze dłonie i  delikatnie pocałowałam zewnętrzną stronę jego dłoni, po czym  przyłożyłam ją do mojego policzka….
[A] Skarbie…- zaczęłam mówić…..
                                                              ****
[A]…Harry mam nadzieję, że mnie słyszysz- przerwałam, żeby powstrzymać kolejną falę łez, jednak zaraz mówiłam dalej- wiem, że słyszysz… nic mi nie jest, lekarze dokładnie mnie zbadali.. to tylko żebra- uśmiechnęłam się blado i dotknęłam wolną dłonią jego policzka, lekko go pogładziłam i mówiłam dalej- Pani Doktor powiedziała, że już niedługo, będę mogła wyjść… Louis z Zaynem przywieźli do mnie Lisę…. Harry proszę cię… obudź się, powiedz że teraz już wszystko będzie dobrze… że między nami wszystko się ułoży i że będziemy szczęśliwi- załkałam i znowu zaczęłam płakać, po raz kolejny pocałowałam jego dłoń i spojrzałam za siebie, gdzie za szybą wciąż stał Zayn, spojrzałam na Harrego i mówiłam dalej
[A] Masz naprawdę dobrych przyjaciół, wiesz? Są tutaj wszyscy, opiekują się mną i Lisą, a Zayn pomógł mi, żebym mogła tutaj być… lekarze nie pozwalają… nikt nie może tu wchodzić… Harry proszę… wróć… pozwól nam to naprawić… nasz związek…- wciąż do niego mówiłam, a on nawet nie drgnął… był jakby martwy… nie miał na sobie koszulki, więc widziałam fragment bandaża, którym był owinięty na klatce piersiowej. Zawahałam się, ale ostrożnie położyłam głowę na jego ramieniu. Wpatrywałam się w niego i obserwowałam z jaką trudnością bierze kolejne wdechy… z chęcią spędziłabym tutaj kilka kolejnych godzin, dni.. dopóki Harry nie otworzy swoich ślicznych, zielonych oczu… nie mogłam się doczekać, kiedy znowu zobaczę tą śliczną, żywą zieleń, kiedy się śmieje, a jego policzki dodatkowo zdobią dwa urocze dołeczki… mam nadzieję, że jeszcze to zobaczę… pomyślałam w jednej chwili, że jeśli on umrze… jeśli się podda to, to wszystko… stracę sens życia, przez te dwa lata, cały czas się oszukiwałam… wciąż go kochałam, ale starałam się ogłuszyć to uczucie nienawiścią... w pewnym momencie, moje rozmyślenia przerwał lekarz, który wszedł do sali Harrego. Podniosłam głowę z ramienia chłopaka, a lekarz uśmiechnął się lekko i powiedział
[W] Witam, to ja jestem lekarzem prowadzącym Harrego, nazywam się William Hill. Przyszedłem ci powiedzieć, że minęła już godzina i musisz wyjść
[A] Ale ja…- chciałam coś powiedzieć, jeszcze raz spojrzałam na Harrego i jeszcze mocniej ścisnęłam jego dłoń, którą trzymałam odkąd tutaj weszłam.
[W] Taka była umowa… Harry musi wypoczywać, żeby wrócić do siebie, daj mu czas..- powiedział spokojnie
[A] Jak długo tak będzie?- zapytałam, a po moim policzku znowu poleciały łzy
[W] Nie jestem w stanie ci tego powiedzieć- westchnął i chciał mnie  stamtąd zabrać
[A] Doktorze proszę.. niech Pan mi da jeszcze chwilkę… chcę się z nim pożegnać- powiedziałam, a lekarz kiwnął głową i wyszedł, zostawiając mnie samą. Spojrzałam na Harrego i przybliżyłam się do niego. Przejechałam ręką po jego mięciutkich włosach i powiedziałam
[A] Muszę już iść… mam nadzieję, że pozwolą mi tutaj przyjść jeszcze jutro.. obiecaj, że poczekasz… że mnie nie zostawisz… proszę cię.. nie pozwolę ci odejść**- powiedziałam łkając…- do zobaczenia jutro Harry… zrobię wszystko, żeby znowu tutaj przyjść.- pocałowałam go w czoło i dłoń, którą trzymałam, po czym położyłam ją ostrożnie na gładniej pościeli.
[A] Kocham cię- wyszeptałam, a na salę weszła pielęgniarka, która natychmiast podeszła do mnie i wyjechała moim wózkiem na korytarz. Zayn stał obok wejścia i czekał aż pielęgniarka i ja nie znajdziemy się obok niego.
[A] Zayn on jest taki… nieobecny- załkałam, a mulat od razu się pochylił i mnie przytulił, co trochę pomogło mi się opanować. Doktor William podszedł do nas i powiedział
[W] Ashley… mam coś dla ciebie… należy do Harrego- wyciągnął rękę, w której trzymał małe pudełeczko. Spojrzałam na nie i zabrałam z rąk lekarza
[W] To jego łańcuszek… opowiadał mi kiedyś, że dostał go od ciebie, więc na razie ty go trzymaj- powiedział z lekkim uśmiechem i chciał odejść, jednak ja odważyłam się go zapytać
[A] Doktorze, będę mogła przyjść tutaj jutro, tylko na trochę dłużej? Proszę- Mężczyzna spojrzał na mnie i westchnął cicho
[W] Niech będzie… umówmy się na 2 godziny dziennie ok.?- zapytał
[A] Dobrze.. dziękuję- uśmiechnęłam się do niego lekko i razem z Zaynem wróciliśmy do mojej sali.
[N] I jak?- zapytał Niall jak tylko znaleźliśmy się wewnątrz pomieszczenia
[A] Wracajcie do domu- powiedziałam i usiadłam na swoim łóżku. Zdjęłam bluzę Liama i mu ją oddalam
[A] Dziękuję Liam- uśmiechnąłem się blado
[Lou] Co z Harrym?- zapytał mnie Louis
[A] Jest… taki zimny, nieobecny… jakby…- zaczęłam płakać, bo „to” słowo nie mogło nawet przejść mi przez gardło
[L] Mama dlacego płaces?- nagle przypomniało mi się, że w pomieszczeniu jest również Lisa. Natychmiast otarłam łzy, a Zayn posadził ją na moim łóżku.
[A] Choć tu do mnie skarbie- powiedziałam i przytuliłam ją do siebie
[L] Nie płac, tata będzie smutny- powiedziała, co spowodowało, że jeszcze bardziej zachciało mi się płakać… wtuliłam się w jej małe ciałko, z całej siły starając się nie rozpłakać.
[A] Nie płaczę, wiesz to tylko…- musiałam przerwać, bo mój głos zaczął się załamywać- tylko… źle się czuję, wiesz- powiedziałam najbardziej przekonywująco jak tylko potrafiłam
[L] A gdzie jest tata?- zapytała spoglądając mi w oczy… tego się obawiałam… co mam jej teraz powiedzieć… otworzyłam usta, chcąc coś powiedzieć, ale po prostu nie wiedziałam, co…
[Z] Lisa- do naszej rozmowy wtrącił się Zayn. Usiadł na brzegu łóżka i powiedział do niej
[Z] Twój tata wyjechał, bo ma dużo pracy, wiesz? Niedługo wróci- powiedział z lekkim uśmiechem
[L] Psyjedzie?- zapytała go
[Z] Pewnie, że tak- powiedział i spojrzał na mnie
[L] To dobrze… tęsknie za nim- powiedziała i znowu przytuliła się do mnie
[A] Ja też- powiedziałam cicho i pocałowałam ją w główkę
[A] Jedźcie do domu.. proszę was, jesteście zmęczeni- powiedziałam do chłopaków, a każdy spojrzał na mnie z powagą… byli w fatalnym stanie, każdy z nich miał podkrążone oczy
[Lou] Niee zostaniemy- powiedział Louis i przeczesał włosy ręką
[A] Powiedzcie mi, kiedy ostatnio spaliście? Zeszłej nocy…- zaczęłam, ale nie skończyłam przypominając sobie wszystkie zdarzenia
[L] Nie śpimy od 48 godzin- westchnął Liam
[A] Właśnie, jedźcie do domu i wypocznijcie, wrócicie jutro- powiedziałam stając się ich przekonać…
[N] Dobra, pojedziemy, ale jakby coś się działo to dzwoń ok.?- zapytał Niall
[A] Jasne, że tak- przytaknęłam
[L] Ok. to przyjedziemy jutro rano- powiedział Liam i zaczęli się zbierać.
[N] Trzymaj się- powiedział Niall i lekko mnie objął oraz uśmiechnął się sztucznie do Lisy, to samo zrobił Louis i Liam. Już po chwili w sali zostałam tylko ja, Lisa i Zayn
[A] Zayn ty też jedź do domu, jesteś zmęczony- powiedziałam cicho, lekko łapiąc go za rękę. Nie byłam pewna czy mnie nie odtrąci, jednak nie zrobił tego.
[Z] Co z Lisą? To nie jest dobry pomysł, żeby tutaj z tobą została… to szpital- powiedział
[A] Nie mam z kim jej zostawić.- powiedziałam, wciąż trzymając go za rękę
[Z] Nie może tutaj zostać- powiedział cicho, tak żeby Lisa zrozumiała jak najmniej
[A] Więc co?- zapytałam puszczając go
[Z] Dobra ja się nią zajmę- westchnął i wstał
[A] Słucham?- muszę przyznać, że trochę się zdziwiłam
[Z] Nie masz z kim jej zostawić prawda? Więc ja się nią zaopiekuję.- powtórzył. Na początku myślałam, że żartuje jednak z jego poważnej miny wywnioskowałam, że tak nie jest.
[A] Umiesz opiekować się dziećmi?- zapytałam
[Z] Nie, nie umiem, ale się nauczę, nie?- powiedział lekko i dodał tym razem szeptem- Zabijam ludzi, co wcale nie jest takie proste, jak się wydaje, więc z opieką nad dzieckiem też sobie poradzę.
Nie wiem dlaczego, ale trochę mnie to rozśmieszyło
[Z] Lisa, chcesz ze mną jechać?- zapytał małą, a ta pokiwała głową, że tak
[L] Taaak!- krzyknęła w końcu

[A] Sama nie wiem- westchnęłam
[Z] Daj spokój Ashley.. nie skrzywdzę jej przecież, jakoś sobie poradzimy, prawda- pochylił się i zapytał o to Lisę
[L] Taak- dziewczynka powiedziała i wyciągnęła rączki do Zayna. Chłopak wziął ją na ręce i spytał
[Z] To jak?
[A] Dobra niech będzie, to chyba najlepsze rozwiązanie- westchnęłam i dodałam- jedźcie do domu Harrego, po jakieś rzeczy dla niej ok.?- zapytałam, a Zayn pokiwał głową na zgodę i założył Lisie jej bluzę. Podałam mu klucze do domu, które miałam w szafce, a Zayn je odebrał i włożył do kieszeni.  
[L] Pójdziemy na plac zabaw??- zapytała, mulata, kiedy zaczęli zbierać się do wyjścia
[Z] Jasne- powiedział, ale widziałam, że nie jest z tego zadowolony.
[A] Lisa daj wujkowi dzisiaj odpocząć i grzecznie połóż się wieczorem spać, dobrze?- zapytałam i poczekałam, aż mała pokiwa głową na zgodę
[A] Zrób jej jakieś kanapki, daj jogurcik albo płatki z mlekiem, chyba że umiesz robić naleśniki- zażartowałam na co chłopak, lekko się uśmiechnął
[Z] Ok. to my idziemy- wziął małą za rączkę i zaczęli zmierzać ku drzwiom
[A] Jakby co to dzwoń- powiedziałam, a chłopak pokiwał głową i już po chwili zostałam sama. Podkuliłam nogi pod samą szyję i przykryłam się kołdrą. Sięgnęłam po pudełeczko, które dostałam od lekarza, a po powrocie położyłam na stolik. Delikatnie podniosłam wieczko i zobaczyłam łańcuszek. Dokładnie ten, który podarowałam kiedyś Harremu… miał kształt papierowego samolociku, bardzo mu się podobał. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Dałam mu go, w jego 19 urodziny… prawie 3 lata temu, a on nadal go miał i nosił… nawet po naszym rozstaniu, łańcuszek nadal był na jego szyi. Obracałam zawieszkę w palcach, kiedy zauważyłam jeden szczegół, którego wcześniej nie zauważyłam… jak mu go dawałam, to tego tam nie było, na jednym z ramion samolociku były wygrawerowane malutkie literki, które układały się w krótki napis „Ash <3” uśmiechnęłam się sama do siebie, dokładnie analizując wszystko co miało, wtedy miejsce. Byliśmy młodsi, szczęśliwi, szaleni, beztroscy i liczyło się tylko to, co do siebie czujemy… Harry wtedy po raz pierwszy odważył się mi coś zaśpiewać… zagrać na gitarze… nigdy wcześniej nie robił, tego przy kimś, mało kto wiedział, że ma taki talent, jednak ujawnił go mnie…
właśnie mnie…już wszyscy wtedy mówili, że Harry przy mnie się zmienił… zmienił się na lepsze, ale po rozstaniu znów stał się dla wszystkich zimny i oschły… ukrył swoje prawdziwe oblicze gdzieś na dnie swojej duszy i dopiero, wtedy w drodze do szpitala pozwolił wrócić swoim uczuciom. Westchnęłam, a z moich oczu poleciała kolejna ,samotna łza…. Prawie tak samotna, jak ja właśnie teraz… westchnęłam i zapięłam łańcuszek na swojej szyi. zamknęłam zawieszkę w dłoni i położyłam się na miękkie poduszki… nie wiem, co mam robić. Jest godzina 17:54 więc, jeszcze za wcześnie żeby iść spać, a wydawało by się, że to najlepsze rozwiązanie, żeby choć na chwilkę zapomnieć…
----Zayn…
Wyszedłem z Lisą ze szpitala i wsadziłem ją do fotelika w samochodzie. Na szczęście wiedziałem już jak je zapiąć, więc tym razem zajęło mi to tylko chwilkę. Wsiadłem za kierownicę i już po chwili wyjechaliśmy na główną ulicę prowadzącą do domu Harrego.

[L] Wujek gdzie jedziemy?- Lisa zapytała mnie, wyraźnie zaciekawiona
[Z] Pojedziemy do waszego domku, żeby zabrać kilka twoich rzeczy i pojedziemy do mnie- poinformowałem ją lekko się uśmiechając
[L] Tes mas taki ładny domek jak my?- zapytała, tym swoim dziecinnym głosem
[Z] Tak mam. Potem pojedziemy do wujka Nialla i na plac zabaw ok.?- zapytałem ją zerkając na światła
[L] Dobze, a jutro odwiedzimy mamę?- spojrzała na mnie
[Z] Jasne, odwiedzimy ją rano- powiedziałem i podjechaliśmy pod dom Harrego
[Z] No i jesteśmy- uśmiechnąłem się, choć nie miałem na to zbytnio ochoty i wysiadłem z samochodu. Wyciągnąłem ze środka Lisę i razem ruszyliśmy do domu. Otworzyłem drzwi i powiedziałem
[Z] Lisa pokarz mi, gdzie jest twój pokój- powiedziałem, a mała od razu chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła w stronę schodów, a potem na górę. Z tego co się orientuję, przeszliśmy obok pokoju Harrego i Lisa otworzyła drzwi zaraz obok. Wbiegła do środka i rzuciła się na łóżko. Wszedłem za nią i zacząłem szukać, w szafie jakiś walizek lub toreb podróżnych. W końcu udało mi się znaleźć niewielką różową torbę i zacząłem pakować do niej ubrania, które uważałem za najpotrzebniejsze. Kiedy torba była już pełna, zapiąłem zamek i wyszliśmy z jej pokoju.
[Z] No to jedziemy do mnie?- zapytałem i wziąłem ją na ręce, nie chcąc żeby spadła, próbując zejść sama na dół. Właśnie mieliśmy wychodzić, kiedy zauważyłem coś na kanapie. Puściłem Lisę i podszedłem bliżej… Kamizelka kuloodporna… ta, która należała do Harrego. Gdyby ją wtedy założył… wszystko byłoby inaczej… wszyscy mieli je na sobie, tylko nie on…
[L] Wujek jedziemy??- zapytała zniecierpliwiona Lisa, więc od razu się otrząsnąłem i podszedłem do niej. Wziąłem torbę i razem wyszliśmy z domu. Zamknąłem dokładnie drzwi i wróciliśmy do samochodu. Po jakiś 15-20 minutach byliśmy już u mnie. Zostało mi jeszcze tylko pojechać na plac zabaw i porozmawiać z Niallem na temat Lisy… 

**"nie pozwolę ci odejść"- coś w rodzaju odpowiedzi na tekst piosenki "Don't let me go" 

no i jest nowa część, wiem że jest do niczego.. jest nudna i nic się nie dzieje.... przepraszam :/ kolejną część dodam jutro lub we wtorek ale nie obiecuję :) 
Komentujcie!!! (czekam na minimum 10 kom.)  im więcej komentarzy tym szybciej dodam i napiszę nową część bo wtedy dostaję niezłego kopa (cieszą mnie też dłuższe komentarze bo te o treści "super" , "extra" czy "cudne" niewiele mi mówi... nie wiem co tak naprawdę myślicie... 
(zapraszam na TT  @ ILoveOn57484817
 możecie się tam ze mną skontaktować :) )


no to czekam na jakieś dłuższe komentarze papa :) 
Mrs.Horan