sobota, 14 czerwca 2014

Strong cz.42



 miłego czytania****

[A] Tak, ale ja tam nie znam nikogo, więc przynajmniej Diana będzie osobą, którą choć trochę lubię- przyznaje
[H] Będzie fajnie, zobaczysz- trąca mnie swoim ramieniem, więc uśmiecham się nieco szerzej
[H] Cieszę się, że przyjechałaś- mówi, schodząc z biurka i stając przede mną.
[A] Tak? Cóż ja też- przyznaję, a Harry natychmiast zaczyna mnie całować…
                                                       ****
[A] Masz dużo pracy?- pytam, kiedy w końcu przerywamy nasz pocałunek
[H] Trochę się nazbierało. A co?- pyta
[A] Nie przychodziłeś tutaj ostatnio? Diana przez przypadek, coś powiedziała- przyznaję
[H] Nie miałem do tego głowy- wzdycha, po czym odwraca się i podchodzi do okna.
[A] Nie wiem co mam ci powiedzieć..- zaczynam
[H] Nic nie mów.. było minęło. Poza tym, to wszystko była moja wina.- przerywa mi. Nie mam zamiaru znowu do tego wracać, więc zmieniam temat
[A] Czym się teraz zajmujecie?- pytam
[H] Pytasz o firmę, czy zlecenia?- odwraca się, do mnie unosząc brwi
[A] O firmę- wywracam oczami, wiedząc o co mu chodzi. Gdybym zapytała o zlecenia i tak niewiele, by mi powiedział..
[H] Zajmujemy się otwarciem nowego hotelu. Tutaj w Londynie. Właśnie załatwiamy wszystkie formalności. Jak dobrze pójdzie, na początku stycznia będzie otwarcie.- mówi pokazując mi zdjęcie wielkiego budynku. Jest śliczny i będzie w nim mnóstwo pokoi.
[A] Wow.. nieźle..- mówię, na co Harry się uśmiecha
[H] Ta.. Niall to znalazł, kiedy leżałem w szpitalu.- mówi
[A] Aha.. – źle, wspominam tamten czas, więc nie chcę pogłębiać tematu
[A] Jej.. strasznie ci przeszkadzamy. Masz tyle pracy, a ja zawracam ci głowę. Przepraszam. –mówię lekko wzdychając. Nie powinnam tutaj przyjeżdżać.
[H] Nic się nie stało skarbie. Przerwa mi się naprawdę przyda. Szczerze? Literki zaczęły już się zlewać i miałem już dość.- przyznaje, podchodząc do mnie i całując mnie w czoło, co nie było u niego zbyt częstym zjawiskiem.
[A] Obiecuję, że więcej nie będziemy cię nachodzić- mówię
[H] Daj spokój- Harry ponownie całuje mnie w policzek, a do gabinetu wchodzi Niall
[N] Część Ashley- mówi z uśmiechem, wprowadzając za sobą Lisę
[A] Część Niall- uśmiecham się, a Lisa wciąż trzyma go za rękę
[N] Harry, mam te papiery dla ciebie. Podpisz i zostaw Dianie.- mówi, rzucając na biurko jakąś teczkę
[A] Lisa bardzo ci przeszkadzała?- zapytałam
[N] Nie no coś ty. Trochę się pobawiliśmy, prawda?- pyta Lisę, na co ta kiwa zadowolona głową
[L] Ja jestem grzeczna. Wujek tak powiedział- chwali się dziewczynka, na co zaczynamy się śmiać.
[N] No właśnie. Przyszedłem wam powiedzieć, że obiecałem małej gofry z bitą śmietaną i owocami, więc wychodzimy. Wracamy za godzinę.- tłumaczy blondyn
[A] Aha.. no ok. jeśli chcesz.- śmieję się, a chłopak wraz z małą, już po chwili wychodzą z gabinetu.
[H] A ty, masz ochotę coś zjeść?- Harry pyta, podchodząc do biurka i wyciągając z teczki, którą przyniósł Niall jakieś dokumenty. Szybko bazgra na nich swój podpis, po czym ponownie je chowa i odkłada teczkę na małą kupkę powstającą na rogu blatu.
[A] A ty?- pytam
[H] Mam ochotę na pizzę. Możemy wyjść, do niewielkiej kawiarenki na rogu. Podają tam dosyć niezłe. Co ty na to?
[A] Ok. jestem za- uśmiecham się, więc Harry zakłada swój płaszcz i razem wychodzimy kierując się w stronę windy. Kiedy zabieram swój płaszcz, Diany nie ma w pobliżu, więc najwyraźniej też wyszła coś zjeść. Pogoda na zewnątrz trochę się popsuła, bo niebo teraz było zachmurzone i pojawił się lekki wiatr, co jest normalne, mamy przecież listopad. Po wspólnie zjedzonym lunchu wracam wraz z Harrym do firmy. Niall i Lisa też są już na miejscu, wiec postanawiamy więcej im nie przeszkadzać i w końcu wracamy do domu.
[L] Mamo, a wiesz, że ciocia była z nami?- Lisa pyta, kiedy jesteśmy już w domu.
[A] Jaka ciocia?- pytam zdziwiona
[L] Ciocia Diana. Wujek Niall, zapytał czy idzie z nami i ona się zgodziła- powiedziała zadowolona Lisa i pobiegła do salonu. Byłam trochę zaskoczona. Harry najwyraźniej miał racje mówiąc, że między Niallem i Dianą coś jest.
-----Harry…..
Kiedy Lisa i Ashley pojechały do domu, ja wróciłem do swojej pracy. Musze przyznać, że całkiem miło spędziłem porę lunchu. Między mną, a Ashley jest teraz dobrze i mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej. Po sporządzeniu kilku dokumentów, dostarczam je Dianie, a ta natychmiast się nimi zajmuje, przesyłając je dalej. O 16:30 do firmy przyjeżdża Liam i Louis
[H] Gdzie Zayn?- pytam, jak wszyscy znajdujemy się już w moim gabinecie.
[Lou] Nie mam pojęcia. Ostatnio ma dużo roboty w salonie tatuażu, więc może teraz też. Poza tym przyjął do siebie starego kumpla, więc teraz pracują razem. –wyjaśnia Louis
[N] Starego kumpla, czyli?- pyta Niall
[L] Michaela, no tego wiesz… -zaczyna Liam
[N] Aaa.. no tak. Pamiętam. Spoko gość- przyznaje Niall, na co kiwamy głowami. Znamy go i jego kumpli od lat. Faceci naprawdę w porządku, wiedzą czym się zajmujemy, czasami sami wezmą jakąś fuchę, ale nie zajmują się tym cały czas. Nagle drzwi się otwierają, a do środka wpada zdyszany Zayn
[Z] Jestem, sorki za spóźnienie. Mały problem- mówi, zajmując miejsce na fotelu. Zauważam na jego szyi niewielką, blaknącą już malinkę, ale postanawiam nie poruszać tego tematu. Nie ma na to czasu, chociaż zachciało mi się śmiać, kiedy starał się ją ukryć. Malik raczej zawsze chwalił się tym, że spotkał kolejną laskę, którą udało się zaliczyć.
[N] No dobra, to co? Zaczynamy?- pyta Niall, na co Louis wstaje, rozkładając niewielką kartkę na stoliku do kawy
[Lou] Akcja, serio nie jest wielka, ani trudna. Zgarniamy tylko jednego kolesia. Niewiele ochrony. Chodzi tylko z 2 gorylami. Załatwimy go na tyłach klubu, w którym zawsze przebywa. Zabieramy ciała i wrzucamy do stawu, jakieś 150 kilometrów stąd. Tym zajmę się ja i Liam. Wy możecie wracać do domu.- wyjaśnia Louis
[H] Za ile to robimy?- pytam
[Lou] Babce bardzo zależało, więc mamy 500 tysięcy na głowę- dodaje
[N] Nie gadaj, że sprawę zleciła nam kobieta.- śmieje się Niall
[Lou] No dokładnie.. uwierz nie chciałbyś jej widzieć. To jakaś bogata suka, której najwyraźniej coś się nie spodobało. Facet zalazł jej za skórę i tyle- prycha Louis i wszyscy zaczynamy się zbierać. Potrzebny sprzęt znajdował się w samochodzie Louisa, więc zabraliśmy wszystko, podczas jazdy na miejsce zdarzenia. Akcja nie zajęła zbyt wiele czasu. Poszło szybko. Ja zdjąłem jednego ochroniarza. Kolejnego Niall, a Zayn i Liam zajęli się celem, podczas gdy Louis zabezpieczał tyły. Ja Niall i Zayn pomogliśmy załadować tamtych do bagażnika, po czym Louis i Liam odjechali, by pozbyć się ciał. Wszystko było przygotowane już wcześniej, wiec niedaleko miejsca akcji, znajdował się samochód Zayna, żebyśmy my mieli czym wrócić do centrum. Kiedy wsiadaliśmy do samochodu, widziałem niedaleko znajomą mi postać, jednak nie widziałem dokładnie kto to. Chłopak najwyraźniej chciał być zauważony, bo uniósł rękę, jakby w geście przywitania się, po czym wszedł do budynku niedaleko. To było dziwne.. nawet bardzo. Ale nie przywiązywałem do tego zbytniej wagi. Byliśmy zupełnie na innej przecznicy, niż akcja, więc ten KTOŚ nie mógł tego widzieć. Wsiadłem do samochodu Malika, po czym odjechaliśmy
[H] Będziesz na walce Liama?- pytam Zayna, kiedy wyjeżdżamy na główną ulicę.
[Z] Tak, a ty i Ashley?- pyta
[H] Też. Ty będziesz sam?
[Z] A co ty taki ciekawy Styles, co?- uśmiecha się, na co Niall prycha
[N] Ta to wkurzające. Mnie też już wypytywał o Dianę- mówi blondyn, na co szeroko się uśmiecham 
[Z] Dianę?- Malik marszczy czoło, na co od razu mu wyjaśniam
[H] Tak Niall ma dziewczynę. To ta sekretarka u nas w firmie. Ma na imię Diana
[N] Kurwa! Harry to nie jest moja dziewczyna!- Niall lekko się wkurwia, na co zaczynam się śmiać
[H] Dobra już dobra. Nic nie mówię- unoszę ręce w geście obrony, na co Niall tylko prycha, spoglądając przez boczną szybę
[Z] Co do twojego pytania. Będę sam- mówi w końcu Zayn, na co kiwam głową
[H] A to?- pytam
[Z] Co?- mulat najwyraźniej nie wie, o co mi chodzi
[H] Stary, masz malinkę- mówię
[Z] A… tak. Nic takiego- Zayn zaczyna się śmiać
[N] Weź ją, na tą walkę- odzywa się, w końcu Niall
[Z] Nie ma mowy- zaprzecza Malik, podjeżdżając pod firmę
[N] No weź stary. Ze mną idzie Diana, więc Styles się nie odpierdoli. Ciągle będzie mnie wkurwiał.- mówi Niall, kiedy wychodzi z samochodu
[H] Nie będę. Daj spokój. Tylko żartowałem. Diana to niezła laska. Poza tym będzie Ashley- mówię, więc Niall spogląda na mnie
[N] Stuknij się w ten swój głupi łeb- śmieje się, więc ja i Zayn robimy to samo. Muszę wejść do biura, bo zostawiłem tam klucze, więc żegnam się z Zaynem na co chłopak odjeżdża do domu.
[N] Harry mówię serio, przestań mnie wkurwiać, jeśli chodzi o Dianę.
[N] Co robisz jutro?- pyta Niall
[H] Weź mi nawet nie wspominaj o jutrze… jadę z Ashley do jej ciotki. Obiecałem jej to. Nie będzie miło..co najgorsze, pewnie spędzimy tam cały dzień. Nie wiem czy Ash nie będzie chciała zostać na noc.- wyjaśniam mu, na co Niall wzdycha
Wchodzimy do budynku i zmierzamy w stronę windy, jednak ktoś za nami krzyczy
[D] Niall!- obydwoje się obracamy, jednak kiedy zauważam, że to Diana zostawiam Nialla i sam wchodzę do windy. Zabieram z biura kluczyki i wracam na dół. Kiedy otwieram swój samochód widzę, że Niall śmieje się z czegoś co powiedziała Diana, po czym otwiera jej drzwi pasażera, wpuszczając ją do środka samochodu, po czym podbiega do drzwi od strony kierowcy i szybko wsiada do środka.
[H] Ta Horan.. ona ci się wcale nie podoba- prycham sam do siebie, po czym wsiadam do samochodu, by wrócić do mojej księżniczki.
----Ashley…..
Kiedy zjadłyśmy z Lisą kolację, położyłam ją spać i wzięłam szybki prysznic. Teraz jest już trochę późno, a ja siedzę na kanapie w salonie czekając na Harrego. Wiem, że mają akcję, co jeszcze bardziej mnie denerwuje. Boję się, że coś się stało… może Harry powinien już być w domu? Przed Harrym udaję, że wszystko jest ok. jeśli chodzi o akcje, ale ja wciąż się martwię. Kiedy tylko obok domu przejeżdżał samochód, sprawdzałam czy to przypadkiem nie on. Właśnie znowu to robię. Usłyszałam coś, więc natychmiast się zerwałam podchodząc do okna. Jest… Harry właśnie wrócił. Jest dobrze. Nalałam sobie szybko soku, starając się wyglądać normalnie. On nie może po mnie poznać, że się martwiłam. Nie chcę, żeby znowu pomyślał, że mi to przeszkadza. Już po chwili słyszę strzaśnięcie drzwi i brzęk kluczy, które zostają rzucone na tą samą półkę co zawsze.
[H] Ashley?- słyszę, jak mnie woła, więc wychodzę spokojnie z kuchni ze szklanką napoju. Kiedy tylko mnie zauważa ,uśmiecha się podążając w moją stronę
[H] Hej kotku- mówi uśmiechnięty, po czym długo całuje mnie w usta, zaciskając dłoń na moim biodrze
[A] Hej. Jak tam?- pytam w końcu
[H] Świetnie. Lisa śpi?- pyta, kiedy idziemy razem do kuchni
[A] Tak. Jak akcja?- wracam do tematu, a Harry milczy nalewając sobie kawy, którą zaparzyłam chwilę temu
[A] Harry?- chcę, żeby na mnie spojrzał
[H] Było ok. wszystko jest w porządku- spogląda na mnie, nieco poważniejszy
[A] Przepraszam. Już o nic nie pytam- odstawiam szklankę na blat, chcąc go wyminąć i wyjść do salonu.
[H] Ej..- Harry łapie mnie za rękę, chcąc zatrzymać
[H] Nie wkurzaj się.- mówi, kiedy spoglądam na niego
[A] Nie wkurzam. Nie jestem zła- bronię się, chociaż dobrze wiem, że jest inaczej. Ten temat, który sama zaczęłam, działa mi na nerwy i sama nie wiem dlaczego tak się dzieje..
[H] Jesteś. Chodź tutaj- pociągnął mnie do siebie, po czym sprawinie posadził na blacie, przed sobą stając między moimi nogami
[H] Co jest? Już wiem, że chodzi o akcje- mówi, więc zaczynam unikać jego wzroku. Chłopak chwyta za mój podbródek, odwracając w swoją stronę
[H] Ten temat działa na ciebie, jak płachta na byka.. dlaczego?- pyta
[A] Nie wiem.. nie działa Harry.. jest ok. mówię ci- próbuję zaprzeczyć, jednak on wie swoje
[H] Myślisz, że nie widziałem tego, kiedy wszedłem do domu?- zapytał na co zmarszczyłam brwi
[H] Byłaś przerażona, a kiedy mnie zobaczyłaś, na twojej twarzy wymalowało się coś w rodzaju ulgi. Wciąż się o mnie boisz, tak?- pyta
[A] Nie.. nie boję się… doskonale wiem, że dasz sobie radę. Siedzisz w tym sporo czasu.- mówię
[H] Próbujesz to wmówić sobie czy mi?- pyta
[A] Daj spokój.. nie boję się.. nie boję- powtarzam, spuszczając wzrok
[A] Jedziemy jutro, tak jak planowaliśmy?- pytam, chcąc jakoś zmienić temat
[H] Nie zmieniaj tematu skarbie, tylko spójrz na mnie- powiedział. Kiedy podniosłam wzrok, na jego ustach malował się szeroki uśmiech
[H] Cieszę się, że próbujesz się zmienić. Ale nie musisz tego wszystkiego chować w sobie. Jeśli coś cię martwi, to mi o tym powiedz, a nie skrywaj tego tam- dotknął palcem mojej klatki piersiowej, wskazując tym samym w miejsce gdzie znajduje się serce
[A] Ok.. – uśmiecham się lekko. Wszystko spieprzyłam. Szliśmy do przodu, a ja sprawiłam, że znowu cofnęliśmy się kilka kroków do tył… do tego samego tematu brzmiącego „Akcje” ugh… dlaczego muszę być taka, beznadziejnie głupia…
[H] Co do twojego pytania… tak jedziemy jutro.- cmoknął mnie w usta, po czym lekko się odsunął, stawiając mnie na podłodze.
[A] Super- westchnęłam. Harry kiwnął głową i podszedł do lodówki.
[H] Idź się połóż. Zjem, wezmę prysznic i do ciebie przyjdę- powiedział, wyjmując kilka składników, potrzebnych do zrobienia kanapek
[A] Jesteś pewny?- pytam
[H] Tak. Idź, będę za jakieś 40 minut, ok.?- mówi, na co kiwam głową i wychodzę z kuchni, idąc w stronę sypialni. Tak jak mówił Harry, położyłam się do łóżka. Zapaliłam lampę, chcąc trochę oświetlić ciemny pokój. Nie miałam zamiaru zasnąć, dopóki Harry tutaj nie przyjdzie. Ułożyłam się wygodnie i myślałam, na temat jutrzejszego dnia. Jej...ciocia będzie w szoku. Czy ona w ogóle będzie w stanie zachować się normalnie? Bez tych docinek i tak dalej… cóż mam nadzieję, że przynajmniej wujek, będzie w porządku i Harry nie będzie chciał z stamtąd uciec, po godzinie pobytu…
---Harry…
Kiedy zjadłem, szybko wbiegłem na piętro, wziąłem prysznic i właśnie wszedłem do sypialni. Ashley leżała odwrócona plecami do mnie, a lampka lekko oświetlała pokój, pozwalając mi podejść do łóżka, bez potknięcia się o coś.
[H] Jestem- powiedziałem, kładąc telefon na szafkę obok. Spojrzałem na nią i wszystko było jasne. Ash zasnęła wtulona w poduszkę. Uśmiechnąłem się, jak najciszej siadając na łóżku i wsuwając się pod kołdrę. Zgasiłem światło i odwróciłem się twarzą do niej. Wpatrzony w jej twarz, sam nie wiem kiedy zasnąłem….
----Ashley….
[H] Skarbie..- słowa Harrego wybudziły mnie ze snu. Czułam jego dotyk na ramieniu, kiedy leniwie je gładził
[H] Ash śpisz?- zapytał, więc powoli uchyliłam powieki
[A] Cześć- westchnęłam cicho
[H] Hej.. już myślałem, że zapadłaś w sen zimowy- zaczął chichotać
[A] Jej… nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Miałam czekać. Przepraszam.- przypomniałam sobie wczorajszy wieczór.  
[H] Nic się nie stało.- powiedział
[A] Która godzina?- zapytałam
[H] 7:30, ale jeśli chcesz, dzisiaj jechać do cioci, to lepiej już wstawaj- powiedział
[A] Eh… tak mi tutaj dobrze i cieplutko, że nie mam na to ochoty- uśmiechnęłam się, na co Harry uchylił kołdrę i wśliznął się pod nią, przybliżając się do mnie.
[H] Zawsze możemy zostać- uśmiechnął się, po czym zaczął mnie całować. Zaczął od ust, by potem zjechać nieco niżej.. wzdłuż linii szczęki i na szyję. Kiedy zaczął robić mi malinkę, zaczęłam się śmiać, próbując go odepchnąć.
[A] Harry! Jeśli ciocia to zobaczy… ej przestań- kurcze, nic nie poradziłam na to, że nie miałam siły go odepchnąć. Był zbyt silny, a poza tym lubiłam to uczucie..
[H] To dobrze… niech pobudzi wyobraźnie i wymyśli sobie, co mogliśmy robić w nocy- mówi, tuż przy moim uchu, co sprawia, że przechodzą mnie ciarki. Zaczęłam chichotać, a Harry razem ze mną.
[H] Wstajemy czy zostajemy?- zapytał, unosząc brew w rozbawieniu
[A] Wstajemy- zaśmiałam się, a chłopak dał się odepchnąć, po czym położył się na poduszki. Wstałam i od razu spięłam włosy w kucyka.
[A] Idę pod prysznic, zrobisz śniadanko?- zapytałam, spoglądając na niego. Harry zmarszczył nos w lekkim niezadowoleniu
[H] Dobra- odpowiedział w końcu, od razu wstając. Podszedł do mnie i dał mi buziaka w policzek, po czym wyszedł z sypialni. Wzięłam czyste ubrania i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby, a włosy związałam w luźnego kucyka. Ubrałam się i już po chwili zbiegałam na parter.
[L] Tata, mama przyszła!- Lisa siedziała już przy stole i zajadała się płatkami z mlekiem
[A] O, a ty księżniczko już nie śpisz?- zapytałam
[L] Niee, a zobacz tatuś zrobił mi płatki, chces spróbować?- zapytała
[A] Nie, jedz sobie skarbie- dałam jej buziaka i podeszłam do Harrego
[A] Serio? Mamy na śniadanie płatki?- zapytałam z uśmiechem
[H] Tak, nie wpadłem na nic lepszego- wzruszył ramionami, na co zaczęłam się śmiać i usiadłam obok Lisy. Po zjedzonym śniadaniu wróciłam na górę. Podczas gdy Harry brał prysznic, ja znalazłam ubranka dla Lisy i spakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy, w razie gdybyśmy zostali na noc. Wiem, że ciocia to zaproponuje.. albo wujek, jeśli oczywiście nie zakończy się to wszystko, wielką kłótnią i powrotem do domu.
[H] Ashley, którą mam założyć? Tą czy tą?- wskazał na dwie koszule, trzymając je w rękach. Harry był już ubrany, zastanawiał się teraz tylko nad koszulą.
[A] Załóż tą czarną, jest chyba wygodniejsza, no nie?- zapytałam
[H] Tak.. o wiele- prychnął odrzucając wieszak na pobliski fotel i szybko zakładając materiał na siebie.
[H] Jeśli ona coś palnie, nie ręczę za siebie- mruknął pod nosem
[A] Słyszałam- powiedziałam
[H] Chyba zaczynam się denerwować- prychnął
[A] Nie ma czym. Będę tam ja. Ciotka nie zmiesza cię z błotem, zobaczysz- powiedziałam
[H] Cóż za pocieszenie- zaśmiał się
[A] Prawda? Starałam się- odcinam się, chcąc poprawić mu humor. 
[H] Jedziemy?- zapytał w końcu, chowając telefon do kieszeni
[A] Tak.. myślę, że tak- uśmiechnęłam się, biorąc torebkę
[L] Mamo, mogę wziąć misie?- zapytała Lisa 
[A] Jasne leć- stanęłam przy schodach i czekałam na to, aż dziewczynka wróci. Jednak, kiedy zobaczyłam, że mała ciągnie za sobą wielkiego misia od Harrego i tego małego, którego kiedyś dostała ode mnie, zaczynam się śmiać.
[A] Lisa, aż dwa?- zapytałam
[L] Tak, bo ten jest od ciebie, a ten od tatusia- powiedziała
[H] Dobra, możemy je wziąć- powiedział Harry, biorąc dużego misia i Lisę na ręce. Kiedy byliśmy w salonie chłopak wziął klucze i założył płaszcz, po czym wyszliśmy z domu. Zapięłam małą w foteliku, a jej dwa misie posadziłam obok. Już po chwili wyjeżdżaliśmy z posiadłości, kierując się w na obrzeża Londynu gdzie mieszka ciocia.
[H] Serio zaczynam się denerwować- powiedział Harry, kiedy byliśmy jakieś 15 minut od celu naszej podróży
[A] Harry, daj spokój… nie masz czym. Chciałam, żebyśmy tam pojechali, po to żeby ciocia zobaczyła, że nie jesteś taki zły, za jakiego cię ma.- wyjaśniam mu
[L] Ciocia jest fajna- odzywa się Lisa, która wpatruje się w boczną szybę
[A] Sam widzisz.. – wskazuję na nią, na co Harry lekko się uśmiecha
Przez resztę drogi milczymy. Harry skupia się na drodze, co jakiś czas marszcząc czoło. Najwidoczniej o czymś rozmyśla. Lisa co jakiś czas pokazuje coś swoim misiom, a ja po prostu wpatruję się w szybę lub zerkam na Harrego.
Kiedy wjeżdżamy na posesję cioci, chłopak bierze głęboki wdech, tak jakby miał nie oddychać przez cały pobyt tutaj, po czym wysiada z samochodu. Okrąża go i otwiera mi drzwi.
[A] Dzięki- uśmiecham się i wyciągam z samochodu Lisę. Mała widząc biegającą po podwórku Iskrę od razu, zapomina o wszystkim i pędzi by się z nim pobawić.
[A] Jest ok.?- pytam Harrego, a ten niemrawo kiwa głową. Biorę go za rękę w momencie, kiedy drzwi się otwierają, a w nich staje ciocia Claudia.
[C] No na reszcie jesteście!- krzyknęła, zmierzając w naszą stronę…. 



No i jest nowa część…. Liczbę komentarzy pozostawię bez słowa.. nie mam zamiaru dawać tu wykłady… przykre…
Widzę że wątek Nialla i Diany wam bardzo się spodobał więc wpadłam na pomysł że mógłby pojawić się dodatkowy rozdział z perspektywy właśnie Nialla i Diany… coś jakby cofnąć się w czasie i przedstawić ten dzień z perspektywy właśnie ich… nie wiem…. Jeśli będziecie chcieli mogę taki napisać :) no to chyba by było na tyle…
Kolejny rozdział tak jak zawsze
Mrs.Horan




niedziela, 8 czerwca 2014

Strong cz.41



                               "Czasami wystarczy tylko jedna osoba, żeby.....
                                      twoje życie nabrało kolorowych barw..."


[H] Jak cię nie było.. cały czas spałem na kanapie, w salonie.. nie chciałem tutaj być bez ciebie- wyszeptał, jakby do siebie
[H] Kocham cię- dodał
[A] Ja ciebie też. Śpijmy już Harry- wtuliłam się w niego, jeszcze bardziej, zamykając oczy i zaciągając się zapachem jego perfum, połączonych z wódką, co tworzyło całkiem fajna mieszankę…..
                                                                        ****
---Harry…
Obudziłem się w środku nocy, ze strasznym kacem. Była 01:20, czułem się jakbym w ogóle nie spał. Ashley spała wtulona we mnie, była dokładnie w tej samej pozycji, w której się położyła. Co najbardziej mnie ucieszyło to, to że Ash nie budzi się nękana przez koszmar i mam nadzieję, że będzie tak do rana. Ja byłem teraz jednak zmuszony, zejść do kuchni po wodę, bo czułem się jakbym przemierzył pustynię, a moje gardło kompletnie wyschło. Delikatnie zdjąłem dłoń Ashley z mojej klatki i zsunąłem jej głowę na miękkie poduszki. Ostrożnie wysunąłem się spod kołdry i jak najciszej wyszedłem z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Pospiesznie zbiegłem po schodach i od razu poszedłem do kuchni. Nalałem sobie szklankę wody i wypiłem ją jednym duszkiem, stając przy oknie. Och.. od razu lepiej. Oparłem się o ścianę, obserwując widok za oknem, gdzie co jakiś czas przejeżdżał samochód. Boże, że tym ludziom, chce się wychodzić z łóżka o tej porze... Prychnąłem cicho, zdając sobie sprawę, że przecież kilka miesięcy temu, sam dopiero o tej godzinie, zaczynałem najlepszą zabawę w barze chłopaków lub jakimś klubie. Odstawiłem szklankę na blat i wziąłem wodę idąc do salonu. Usiadłem na kanapie i zacząłem pić prosto z butelki. Westchnąłem ciężko, opierając się o poduszki. Pamiętam cały wczorajszy wieczór… no dobra prawie cały.. ale doskonale pamiętam, jak zachowała się Ashley.. nie była zła… NIE BYŁA… przyznam, że do teraz jestem w szoku.. nie wiem, dlaczego ale chyba oczekiwałem, że będzie wściekła, że zacznie się drzeć, a mi puszczą nerwy i dojdzie do kolejnej kłótni… jestem zaskoczony i to bardzo pozytywnie.. nie chciałem kolejnej kłótni.. ale jeśli, by do niej doszło kompletnie bym ją zrozumiał. Dopiero się pogodziliśmy, a ja pojechałem się napić… na jej miejscu, mnie by to wkurzyło i to bardzo. Postawiłem butelkę na stolik i sam położyłem się na kanapie, obok nowego misia Lisy.
----Ashley…
Czuję dziwny dyskomfort, więc leniwie otwieram oczy rozglądając się po ciemnym pokoju. Powodem mojej pobudki w środku nocy, nie był sen, lecz jak się domyśliłam brak Harrego obok mnie. Wstałam z łóżka i zajrzałam do łazienki, jednak tam go nie było, więc wyszłam z pokoju, kierując się na parter. Światło w salonie, było zapalone, więc to tam zapewne jest Harry.
[A] Harry?- szepnęłam, schodząc ze schodów, jednak nikt mi nie odpowiedział. Przez myśl przeszły mi wspomnienia. Dzień mojego porwania. Coś jakby w rodzaju deja vu. Podeszłam do kanapy i to, co zobaczyłam sprawiło, że na moje usta wkradł się mały uśmiech. To, co zobaczyłam było takie słodkie. Harry spał na kanapie, wtulony w
misia, którego dał Lisie. Najwidoczniej udał się tutaj, po butelkę z wodą, która stała na stoliku. Przez chwilę zastanawiałam się, czy go obudzić czy pozwolić mu tutaj spać do rana. Szybko podjęłam decyzję, obudzenia go… byłam na tyle samolubna, żeby pomyśleć, że nie chcę spać sama.
[A] Harry..- mówię cicho, pocierając dłonią jego policzek
[A] Harry- powtarzam, na co chłopak otwiera oczy, lekko je przymrużając
[H] Co, co się stało?? –zapytał, tym swoim zachrypłym głosem, natychmiast się podnosząc i przecierając oczy
[A] Nic, zasnąłeś na kanapie- przypominam mu
[H] Och..- spogląda na misia, po czym przenosi wzrok na mnie dodając- Ash.. miałaś koszmar? – jest lekko przerażony myślą, że go mogło nie być przy mnie, kiedy miałam swój sen
[A] Nie.. po prostu, ja..- poprawiłam swoje włosy w lekkim zakłopotaniu, dodając
[A] Obudziłam się, bo mi ciebie brakowało- mówię cicho, spoglądam na niego i szybko spuszczam wzrok. Harry wstaje z kanapy i wyciąga do mnie rękę
[H] Chodź- mówi, więc na niego spoglądam. Na jego twarzy widnieje szeroki uśmiech, więc wnioskuję, że bardzo mu się spodobało to, co powiedziałam
[H] Idziemy spać, no nie?- pyta unosząc brwi, kiedy spoglądam na niego zdziwiona, więc podaję mu rękę, którą natychmiast ściska i zaczyna iść w stronę schodów
[A] Masz kaca, mam rację?- pytam, a moje zakłopotanie znika
[H] Ta… troszeczkę- śmieje się, po czym dodaje- swoją drogą, ten misiek jest całkiem.. „wygodny”- prycha
[A] Myślę, że nie bardziej niż łóżko- dorównuję Harremu kroku, idąc tuż obok niego
[H] Z tobą w nim, z pewnością- spogląda na mnie, na co od razu uderzam go w ramię
[A] Ja to powinnam powiedzieć- śmieję się, kiedy docieramy na piętro i wchodzimy do pokoju
[H] Racja..- przyznaje chłopak, szybko biorąc mnie na ręce, na co z moich ust wydobywa się pisk. Od razu zakrywam sobie usta dłonią, nie chcąc obudzić Lisy, a  Harry jeszcze bardziej się śmieje
[A] Co ty robisz?- pytam, kiedy ten zmierza w stronę łóżka
[H] Kładę moją księżniczkę spać- mówi, po czym wchodzi na łóżko i kładzie mnie na miękkim materacu
[A] Harry- zaczynam się śmiać, kiedy kładzie się obok mnie
[H] Co?- pyta, zabawnie poruszając brwiami
[A] Nic, ktoś zmusił mnie do wstania o 2:00 w nocy. Dobranoc- odwracam się, do niego plecami, co skutkuje jego niezadowoleniem
[H] Co to ma być? Chodź tu- sam, odwraca mnie ponownie twarzą do siebie
[A] No co?- śmieję się, więc Harry natychmiast złącza nasze usta w pocałunku. Jest on krótki, ale wystarczająco namiętny i uroczy, więc kiedy spoglądam w jego oczy, natychmiast się uśmiecham
[A] Dobranoc- mówię drugi raz i przytulam się do niego, by już po chwili zasnąć, wciąż czując jego dłoń gładzącą moje włosy….
----Harry….
W nocy zasnąłem jakieś 10 minut po Ashley. Teraz jest już rano, wciąż leżę w łóżku, a dziewczyna dalej sobie śpi. W nocy zauważyłem coś na jej nadgarstku. Teraz mogłem się temu przyjrzeć. Wczoraj, nie chciałem psuć tej dobrej atmosfery, jaka była między nami. Ostrożnie odkleiłem plaster, uważając na to żeby jej nie obudzić… cholera… zrobiła to, znowu się pocięła… nie mam pojęcia, kiedy to zrobiła, ale na pewno, było to wtedy, kiedy była u ciotki. Ja od razu zauważyłbym to, jeśli wydarzyłoby się to tutaj. Cięcie było dość głębokie, jednak zaczęło się już goić. Musze z nią o tym pogadać.. wiem, że może się to skończyć kłótnią, ale nie chcę, żeby to robiła. Ostrożnie przejechałem palcem tuż nad raną, a Ashley natychmiast zabrała rękę, chowając ją między nas i poprawiając głowę na moim ramieniu. Wciąż spała. Westchnąłem cicho i wstałem otulając ją kołdrą tak, żeby jak najmniej odczuła mój brak obok siebie. Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic, umyłem zęby i ubrałem się w zwykłe dżinsy i białą koszulkę, po czym wyszedłem z pomieszczenia i sprawdziłem czy mała jeszcze śpi. Kiedy zobaczyłem ją wtuloną w misia wiedziałem, że tak, więc zszedłem do salonu i zabrałem butelkę ze stolika opróżniając ją do końca i wyrzucając do kosza na śmieci. Postanowiłem zrobić jajecznicę i zacząć ten dzień jak najlepiej, a potem zacząć „ten” temat z Ashley. W momencie, kiedy robiłem sobie kawę, usłyszałem za sobą głos mojej ukochanej dziewczyny
[A] No i znowu mi uciekłeś- zaśmiała się, podchodząc do mnie jeszcze bliżej i natychmiast wtulając się we mnie.
[H] Ta… nie uciekłem… masz twardy sen. Jak ci się spało?- zapytałem z uśmiechem
[A] Dobrze.. bardzo dobrze.. właściwie wyspałam się pierwszy raz, od jakiegoś tygodnia. – powiedziała. To prawda, widziałem to wcześniej, te cienie pod oczami, świadczące o tym, że kiedy nie byliśmy razem, niewiele spała
[H] Miałaś koszmary?? Kiedy byłaś u cioci?- zapytałem cicho
[A] Zdarzało się..- mruknęła
[H] Chcesz o tym..- zacząłem, ale mi przerwała
[A] Nie.. lepiej nie. Co robisz?- zmieniła temat
[H] Śniadanie, a dokładnie jajecznicę- wskazałem na patelnię
[A] Uhm.. będzie pysznie- zaśmiała się, dając mi buziaka w policzek i siadając grzecznie przy stole
[H] Lisa jeszcze śpi?- pytam
[A] Tak, byłam u niej przed chwilką- wyjaśnia, a ja wykładam śniadanie na talerze i podaję jej jeden
[A] Ładnie wygląda- uśmiecha się, kiedy stawiam jeszcze pieczywo i gorącą herbatę dla niej, a kawę dla siebie
[H] Musimy pogadać- zaczynam niepewnie, kiedy zaczynamy jeść. Ashley nagle zastyga, przestając gryźć porcję, którą ma w ustach
[A] Coś się stało?- pyta w końcu
[H] Nie tylko..- spuszczam wzrok i spoglądam na jej nadgarstek, więc dziewczyna robi to samo.. kiedy orientuje się, że nie ma plastra, wypuszcza z rąk widelec i ponownie spogląda na mnie
[A] Harry..- zaczyna. Jest przerażona, co da się zauważyć.
[H] To przeze mnie, prawda?- pytam
[A] Ja..- zaczyna, chowając rękę pod stół
[H] Dlaczego?- pytam spokojnie
[A] Ja nie chciałam… zrobiłam to k.kiedy, zostawiłeś wiadomość głosową, jak byłam już u cioci.. byłeś pijany- spuszcza wzrok
[H] Co powiedziałem?- pytam, nie bardzo pamiętam tamten okres i nie mam zielonego pojęcia, co jej nawygadywałem
[A] Nie ważne Harry, ja obiecuję, że już tego nie zrobię ,tylko..- znowu jej przerywam
[H] Co powiedziałem?- pytam ponownie
[A] Że popełniłam błąd wyjeżdżając, że ciocia pewnie zrobiła mi już wodę z mózgu i że jestem głupia- mówi, unikając mojego wzroku. Serio? Dlaczego muszę być takim kretynem?
[H] Przepraszam- mówię cicho
[A] Harry to nie ma znaczenia, rozumiesz? To jest już nie ważne. Jesteśmy tutaj razem i chcę tamte dni zostawić za sobą, nie wspominając ich już, ok.?- zapytała, łapiąc moją dłoń, którą położyłem na stole
[H] Dobrze.. przepraszam, ale nie rób tego więcej… choćby nie wiem co się stało… nie krzywdź siebie z mojej winy, bo na to nie zasługujesz, ok.?- pytam pocierając kciukiem wnętrze jej dłoni, na co dziewczyna szeroko się uśmiecha i przytakuje
[L] Tata- słyszę cichy głosik, tuż za sobą ,więc szybko się odwracam. Lisa stoi w progu, pocierając piąstkami oczy
[H] No hej- uśmiecham się do niej
[A] Jesteś głodna?- pyta Ashley, więc Lisa kiwa głową i podchodzi bliżej
[H] Zrobiłem jajecznicę, chcesz?- mała staje na palcach, chcąc zobaczyć co stoi na stole, więc wstaję i biorę ją na ręce, sadzając na krześle obok mnie
[L] Tak- odpowiada w końcu, więc nakładam niewielką porcję na talerzyk i stawiam przed nią. Po zjedzonym śniadaniu, Lisa wraz z Ashley poszły na górę się ubrać, a ja zacząłem po nas sprzątać.
----Ashley…
Kiedy Lisa i ja byłyśmy już ubrane, dziewczynka została na górze, chcąc się pobawić, a ja zeszłam na parter do Harrego, który właśnie krzątał się po salonie.

[H] O już?- zapytał, zauważając mnie na schodach.
[A] Tak, mała bawi się na górze- odpowiedziałam, podchodząc do niego
[H] Zapomniałem ci podziękować za wczoraj- mówi, przytulając mnie do siebie
[A] Za co?- pytam lekko zaskoczona
[H] Nie byłaś zła.- odpowiedział
[A] Jak widzisz, nie tylko ty zaczynasz się zmieniać. Wzięłam sobie do serca rady… - nie wiedziałam, jak to ująć, bo przecież tak właśnie, radził mi nie kto inny tylko Paul.
[A] …Pewnego kogoś- zaśmiałam się, spoglądając na niego
[H] Och śmiało, możesz wypowiedzieć słowo „Paul”- zaczął się śmiać, a ja wraz z nim
[A] Lubię, kiedy tak między nami jest.- mówię spoglądając mu w oczy
[H] Jak?- pyta
[A] Normalnie. Bez żadnych kłótni.- odpowiadam szczerze
[H] Ja też- przytakuje, dotykając dłonią mojego policzka
[A] Byłeś wczoraj z chłopakami?- pytam
[H] Ta.. musieliśmy coś obgadać. Właśnie.. zapomniałem. Mamy „zaproszenie” od Louisa.- przypomniał sobie
[A] Zaproszenie? Od Louisa?- zapytałam, marszcząc brwi. Coś nie chce mi się wierzyć, że Louis zaprosił mnie. Co najwyżej zaprosił jego. Beze mnie.
[H] Tak, właśnie od Louisa.- zaśmiał się, wiedząc o co mi chodzi.
[A] Na co to zaproszenie?- pytam
[H] Za kilka dni Liam ma turniej. Bierze udział w walkach. Boks itd. Później jak Liam już wygra, poszlibyśmy do baru, na małą imprezkę. Co ty na to?- zapytał
[A] Liam i boks? Serio? Skąd pewność, że wygra?- kurcze no nie wierzę. W sumie to, by mi pasowało z tymi jego mięśniami.
[H] Tak, jest tutaj najlepszy. Więc jak?- pyta
[A] Nie byłam na żadnej imprezie, odkąd zaszłam w ciążę- mówię niezadowolona
[H] No to może, czas to zmienić?
[A] Co z Lisą?- zapytałam
[H] Coś się wymyśli. Wynajmiemy najlepszą opiekunkę. Nie musisz odpowiadać teraz. Zastanów się i wszystko powiesz mi wieczorem, ok.? Posłuchaj ja nie naciskam. Jeśli nie chcesz iść, pójdę sam, bo nie opuściłem ani jednej walki Liama. Chodzi mi o to, żebyś też trochę się rozerwała. Lubiłaś gdzieś wyjść.- mówi, więc kiwam głowa na zgodę
[A] Ok. więc powiem ci wieczorem. Wychodzisz teraz?- pytam
[H] Tak, niestety. Lecę do biura, a potem od razu jedziemy na akcję, więc wrócę późno. – wyjaśnia mi szukając czegoś
[A] Och.. – mówię tylko. Ok. staram się zmienić wraz z nim. Nie naciskać w sprawie akcji, ale nic na to nie poradzę, że wciąż się o niego boję.
[H] Nie martw się. Pójdzie jak po maśle.- przystanął, na chwilkę najwyraźniej wiedząc, o co mi chodzi. Kurcze, czy on potrafi czytać w myślach?
[A] Ale jutrzejszy wyjazd do cioci, wciąż jest aktualny, tak? Nie chcesz się wycofać?- pytam
[H] Z chęcią bym to zrobił, ale nie. Nie wycofam się. –wzdycha, więc się uśmiecham.
[A] Dzięki- mówię
[H] Ashley nie widziałaś gdzieś tej takiej czarnej teczki? Kurwa nie mogę jej znaleźć.- pyta, rozkładając bezradnie ramiona. Rozglądam się po salonie i od razu ją zauważam
[A] Harry, mówisz o tej teczce, która leży na tej półce, na regale?- pytam z uśmiechem wskazując na nią
[H] No kurwa. Czy ja jestem ślepy. Dzięki skarbie. Niall by mnie zabił gdybym mu ich nie przywiózł.- mówi ze śmiechem
[H] Lecę. – dodał podchodząc do mnie i całując długo w usta. Gdybym mogła z chęcią bym przeciągnęła to jeszcze, ale chłopak chyba się spieszył.
[H] Kocham cię- dotknął wargami moich ust jeszcze raz, po czym się odsunął i chwycił kluczyki leżące na stoliku
[H] Ucałuj Lisę. Do zobaczenia.- powiedział z lekkim uśmieszkiem, kierując się do drzwi. Kiedy zniknął mi z oczy, przypomniałam sobie o czymś jeszcze, wiec zaczęłam za nim biec. Chłopak zdążył już wyjść, więc złapałam go na ostatnim stopniu prowadzącym do domu
[A] Harry!- krzyknęłam, chcąc go zatrzymać
[H] Tak?- odwrócił się natychmiast
[A] Ja chciałam tylko.. uważaj na siebie na tej akcji- powiedziałam lekko zdyszana. Chłopak od razu cofnął się kilka kroków
[H] Jasne, że tak. Niczym się nie martw. Wracaj do domu, bo jest zimno– pocałował mnie jeszcze raz, po czym czekał, aż otworzę drzwi i ponownie wejdę do korytarza.
[A] Do zobaczenia- pomachałam mu, zamykając za sobą ciężką powłokę. Kiedy wróciłam do salonu, usiadłam na kanapie, wygodnie się układając. Zastanawiałam się nad propozycja złożoną przez Louisa. Nie wiem czy chcę iść na tą imprezę i walkę. Będzie tam pełno znajomych Harrego, a ja nie będę znała kompletnie nikogo. Diany z pewnością tam nie będzie, a jest jedyną osoba, którą znam, poza chłopakami. Poza tym nie mam nawet co na siebie włożyć. Żadne ubranie nie jest zbyt odpowiednie. Jest jeszcze jedno „ale” mianowicie, to z kim zostanie Lisa. Nie chcę jej zostawiać z kimś obcym. Z resztą wątpię, że mimo wszystko, będę tam mile widziana. Co jeśli Harry pójdzie tam sam? A tak właśnie chce zrobić. Pójdzie tam. Na pewno ma mnóstwo „przyjaciółek” które rzucą się na niego, jak tylko go zobaczą. Harry może się napić, a wtedy nie zawsze myśli racjonalnie. Co jeśli będzie tam ta cała Victoria? Moje rozmyślenia przerwała Lisa
[L] Gdzie tata?- zapytała, wdrapując sie na kanapę
[A] Pojechał do pracy i kazał cię ucałować- powiedziałam z uśmiechem, dając jej buziaka w policzek
[L] Możemy do niego pojechać?- zapytała
[A] Nie raczej nie. Pewnie są strasznie zajęci, razem z wujkiem Niallem.- wyjaśniłam jej
[L] To wujcio też tam jest? Pojedziemy prosę? – zaczęła, tym swoim czarującym głosikiem. No to się wkopałam.
[A] Dobrze. Ale nie teraz, ok.? – dałam za wygraną.
[L] Najpierw pooglądamy bajki?- zapytała 
[A] Tak- wzięłam pilota i włączyłam na program, który Lisa bardzo lubiła oglądać. Podczas kiedy ona śmiała się, ze śmiesznych wypowiedzi bohaterów bajki, ja ponownie mogłam spokojnie, zastanawiać się nad naszym wspólnym wyjściem. Z każdą sekundą, byłam bliższa temu, żeby się zgodzić. Ja i Harry nie wyszliśmy nigdzie razem, odkąd się rozstaliśmy. Lubię przebywać w jego towarzystwie, a to może być idealny moment, żeby pobyć z nim, poza domem i w dodatku poznać jego przyjaciół. Tak, to chyba będzie dobra decyzja. Uśmiechnęłam się sama do siebie pewna, że podjęłam dobrą decyzję, o jakiej poinformuję Harrego, jak tylko do niego pojedziemy dzisiaj z Lisą.
Po jakiejś godzinie, wraz z Lisą wyszłyśmy z domu. Wybrałam ten sam samochód co zawsze i wyjechałam z posiadłości, kierując się w stronę firmy. Po 20 minutach byłyśmy już na miejscu. Wyjęłam Lisę z samochodu i ruszyłyśmy w stronę wejścia. W recepcji przywitała mnie ta sama sekretarka, która kiedyś niechętnie chciała mnie wpuścić do Harrego, jednak teraz tylko skinęła głową i powiedziała, że Harry jest u siebie, po czym wróciła do swoich zajęć. Była wściekła moją obecnością, ale mało mnie to obchodziło. Wsiadłam do windy i pozwoliłam Lisie wcisnąć odpowiednią cyferkę na panelu, po czym już po chwili, wysiadałyśmy na właściwym piętrze.
[D] Dzień dobry Ashley- przywitała mnie Diana
[A] Hej. Harry jest u siebie?- zapytałam
[D] Tak, oczywiście.- uśmiechnęła się
[A] A jest zajęty?- ściągnęłam płaszcz, po czym zabrałam kurteczkę Lisy i zawiesiłam je na wieszaku
[D] Zajmuje się dokumentami, ale myślę, że z chęcią zrobi sobie przerwę… pracuje, odkąd przyjechał do firmy, chce nadrobić te dni, kiedy…- przestała mówić, zdając sobie sprawę, że mówi to mnie
[A] Kiedy, co?- zachęciłam ją do dalszego mówienia
[D] Kiedy nie przychodził do firmy, przez ostatni tydzień- kończy, lekko zakłopotana.
[A] Och.. – nie wiem, co mam powiedzieć, więc po prostu ruszam w stronę drzwi jego gabinetu
[D] Ashley…- zaczyna 
[A] Tak?-  odwracam się do niej, czekając aż powie coś więcej
[D] Niall…. znaczy Pan Horan mówił mi, że idzie na jakąś walkę za kilka dni.. ty też idziesz?- zapytała. Byłam trochę zaskoczona, że mnie o to pyta. Po co w ogóle Niall jej o tym mówił? Dlaczego mnie o to pytała?
[A] Ymm… tak, ja też idę. Harry mi o niej mówił, więc się zgodziłam- odpowiadam z uśmiechem, ale jestem trochę zdezorientowana.
[L] Mamo chodź już- pogania mnie Lisa, ciągnąc w stronę drzwi. Uśmiecham się, po czym po chwili już w nie pukam. Kiedy słyszę ciche „proszę” uchylam drzwi, a Lisa od razu wbiega do środka
[L] Tata!- krzyczy, a Harry natychmiast podnosi głowę znad papierów i spogląda na nas zaskoczony
[H] Lisa? Co wy tutaj robicie?- zapytał, wstając z wysokiego fotela
[L] Stęskniłyśmy się za tobą- mówi mała i wyciąga do niego ręce
[H] Tak?- pyta, więc oboje wybuchamy śmiechem

[A] Mała chciała przyjechać, zobaczyć ciebie i Nialla- wyjaśniam mu
[H] Tylko?- pyta
[L] Mogę iść do wujka?- zapytała, kiedy Harry postawił ją na podłodze
[H] Leć, Pani Diana powie ci, gdzie masz iść- otworzył drzwi i wypuścił dziewczynkę na korytarz
[H] Więc?- pyta, kiedy tylko zamyka drzwi
[A] Co?- siadam na jego fotelu i wygodnie się wyciągam
[H] Dlaczego przyjechałyście?- pyta podchodząc bliżej i siadając na biurku, tuż przede mną, wcześniej odsuwając dokumenty
[A] Już mówiłam- zaśmiałam się
[H] Aha.. więc tylko Lisa chciała mnie zobaczyć.. szkoda- mówi, udając smutnego
[A] No ja też, ale próbowałabym wytrzymać do wieczora- wzdycham i zaczynam się odrobinę kręcić na obrotowym krześle
[H] Nie za wygodnie ci tutaj?- pyta przez śmiech
[A] Oj wygodnie, serio super jest ten fotel- śmieje się, razem z nim, po czym dodaję
[A] Podjęłam decyzję, co do wspólnego wyjścia, na tą walkę
[H] Jaką ?- pyta, muskając palcami moje ramie, zjeżdżając nimi aż do mojej dłoni i z powrotem
[A] Pójdę- mówię, więc chłopak jeszcze szerzej się uśmiecha
[H] Cieszę się- oznajmia
[A] Niall z kimś idzie?- pytam, wstając z fotela i opierając się o biurko, tuż obok niego
[H] Chyba sam. Dlaczego pytasz?- marszczy brwi, spoglądając na mnie
[A] Bo Diana mnie spytała czy idę. Chyba jej o tym powiedział. W dodatku powiedziała mu po imieniu.- wyjaśniam mu
[H] Serio?- pyta, po czym zaczyna się śmiać
[H] No to wygląda na to, że Niall idzie z Dianą- mówi po chwili
[A] Tak? Skąd wiesz, może po prostu jej o tym wspomniał.- wzruszam ramionami
[H] Nie. Oni ze sobą kręcą, mówię ci.- uśmiecha się
[A] To dobrze. Nie będę tam sama- wzdycham
[H] Sama? Będę tam ja, Niall, Louis, Zayn i kilkadziesiąt innych ludzi, których znam- mówi
[A] Tak, ale ja tam nie znam nikogo, więc przynajmniej Diana będzie osobą, którą choć trochę lubię- przyznaje
[H] Będzie fajnie, zobaczysz- trąca mnie swoim ramieniem, więc uśmiecham się nieco szerzej
[H] Cieszę się, że przyjechałaś- mówi, schodząc z biurka i stając przede mną.
[A] Tak? Cóż ja też- przyznaję, a Harry natychmiast zaczyna mnie całować… 


jest kolejna część tym razem trochę wcześniej ale też dopiero w niedzielę jak poprzednio :/ w przyszłym tygodniu też część będzie w niedzielę bo całą sobotę mam już zajętą i nie wcisnę pisania... 

mówią że "Nadzieja jest matką głupich" cóż.. widocznie jestem głupia bo miałam nadzieję że będzie więcej komentarzy niż 9 pod poprzednią częścią....  :( kiedy jest dobrze i jest np.20 komentarzy zawsze we mnie uderzacie ilością komentarzy pod kolejną częścią... to jak zimny prysznic mówiący "mamy to gdzieś".. 
no dobra... czekam na komentarze pod tą częścią z pewnością stałych osób komentujących :) dziękuję i czekam 
Mrs.Horan