piątek, 11 października 2013

Przypadkowe spotkanie cz.49



Od razu pojechaliśmy się pakować i jeszcze dzisiaj mieliśmy lot powrotny do Londynu...
                                                               *******
Na lotnisku poczekaliśmy chwilkę i poszliśmy do odprawy. Nasz samolot wystartował o 23:30…jeszcze kilka godzin i zobaczę Amy… Sam nie wiem kiedy usnąłem. Obudził mnie Louis, który ze mną siedział.
[Lo] Niall, obudź się, lądujemy.-powiedział. Po 10 minutach byliśmy na lotnisku.
[Z] No to co teraz?- spytał Zayn
[N] Ja jadę do szpitala, a wy jedźcie się wyspać. –powiedziałem, chcąc wsiąść do samochodu.
[L] Przyjedziemy rano- odpowiedział Liam
[Z] Czekaj, jadę z tobą- krzyknął Zayn i podszedł do drzwi pasażera. –tam też jest moja dziewczyna-dodał. Kiwnąłem głową i ruszyłem z pod lotniska. Całą drogę przemilczeliśmy. Chwilę potem byliśmy już obok szpitala.
[Z] Jak myślisz? Obudziła się?- spytał mulat.
[N] Mam nadzieję, że tak- kiwnąłem głową, zamykając samochód. Na recepcji nie było prawie nikogo. Nie ma co się dziwić, jest 4 nad ranem. Podeszliśmy do recepcjonistki
[N] Przepraszam, gdzie leży Amanda Nilson?- spytałem, a Zayn tuż obok oparł się łokciami o blat.
[P] Przepraszam bardzo, ale to nie jest pora na odwiedziny. Proszę przyjść rano.- powiedziała starsza kobieta i wróciła do swoich zajęć. Nie dawałem za wygraną.
[N] Proszę pani, moja narzeczona, została przywieziona tutaj wczoraj… ja muszę ją zobaczyć- powiedziałem stanowczo
[P] To pan jest..- przerwała i spojrzała w kartoteki- … Niall Horan?- spytała
[N] Tak, to ja- przytaknąłem
[P] Zastałam poinformowana, że pan przyjdzie, więc wpuszczę panów.- powiedziała- gabinet 313- dokończyła, a my pokiwaliśmy głową i poszliśmy do windy, bo pokój znajdował się na 2 piętrze…. Pociągnąłem za klamkę i drzwi ustąpiły. To co zobaczyłem… Amanda wyglądała jakby spała, była podłączona do różnych aparatur,
Megi czuwała na fotelu obok, nadal trzymając rękę dziewczyny. Zayn do niej podszedł i lekko szturchnął, a ta się obudziła. Jak tylko nas zobaczyła rzuciła się Zaynowi na szyję i zaczęła cicho płakać. Mulat starał się ją uspokoić. Powiedział jej, żeby na chwilkę zostawili nas samych, a dziewczyna przytaknęła i trzymając rękę chłopaka wyszła za drzwi. Zająłem miejsce, na którym siedziała Megi i również wziąłem, w ręce jej drobną dłoń. Przycisnąłem ją do policzka i nie spuszczałem z oczu jej twarzy. Tuż nad okiem widniał plaster, który tamował krew. Znowu z moich oczu poleciały łzy zacząłem mówić
[N] Amy, kochanie wiem, że mnie słyszysz.. proszę cię otwórz oczy… skarbie, już tu jestem, wróciłem proszę obudź się..- wciąż szeptałem i delikatnie gładziłem jej rozpuszczone włosy. Nagle poruszyła się, ale nadal się nie obudziła. Położyłem głowę na jej brzuchu i wpatrywałem się w jej twarz. Sam nie wiem kiedy po prostu zasnąłem.
Rano obudziło mnie coś dziwnego…
----------------------------Perspektywa Amandy-------------------------------------------------------
Ocknęłam się zdezorientowana, słyszałam pikanie, i ciepło na moim brzuchu. Spojrzałam w dół… nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Na moim brzuchu beztrosko leżała głowa, śpiącego Nialla. Jego blond włosy były rozczochrane, a jego ciepła dłoń kurczowo trzymała moją. Wolną ręką dotknęłam jego włosów, chcąc przypomnieć sobie ich miękkość. Chłopak poruszył się i lekko rozchylił powieki, pozwalając mi tym samym ujrzeć jego piękne, błękitne oczy. Jak tylko zobaczył, że nie śpię podniósł się jak najszybciej i powiedział
[N] Kochanie, obudziłaś się… nawet nie wiesz jak się cieszę-powiedział gładząc mój policzek
[A] Skąd się tu wziąłeś… trasa… -przerwał mi
[N] Ty jesteś najważniejsza, chłopacy też przyjechali, martwiłem się o ciebie, nie wiedziałem co się stało- mówił wciąż patrząc mi w oczy
[A] Ja… chyba zasłabłam- powiedziałam łapiąc się za głowę, nagle czując dziwny ból.
Niall pochylił się nade mną i delikatnie pocałował mnie w bolące miejsce, tuż nad okiem. Nie oddalając się zjechał trochę niżej i patrząc mi w oczy złożył na moich ustach lekki pocałunek. Byłam taka szczęśliwa, że go widzę, ale nie miałam siły tego okazać. Blondyn zbliżył usta do mojego ucha powodując, że jego oddech lekko ogrzał moją skórę i wyszeptał
[N] Kocham cię –na moich ustach pojawił się lekki uśmiech
[A] Ja ciebie też, bardzo Niall, cieszę się, że tu jesteś. –powiedziałam i przejechałam dłonią po jego gładkim policzku, po chwili składając na nim lekkie całusy. Przerwał nam lekarz.
[L] Dzień dobry, widzę, że się pani obudziła, ja jestem John Smith i jestem pani lekarzem prowadzącym.- podszedł do łóżka i podał mi rękę.- Przyjechała pani do nas w nie najlepszym stanie. Teraz zabierzemy panią na badania, żeby dowiedzieć się co było przyczyną pani zasłabnięcia. Ma pani lekkie wstrząśnienie mózgu spowodowane przez upadek, resztę stwierdzimy dzisiaj.- powiedział lekarz, a ja przytaknęłam głową. Nie chciałam rozstawać się z Niallem, widzimy się zaledwie od jakiś 10 minut. Nie chciałam puścić jego ręki, kiedy pielęgniarka chciała zabrać mnie na badania. Niall zbliżył się do mnie tak, że kobieta nie mogła go słyszeć
[N] Już tu jestem i będę jak wrócisz, obiecuję- powiedział i przejechał dłonią po moich włosach. Delikatnie mnie pocałował i zabrał swoją dłoń, którą wciąż ściskałam. Przez pół dnia robili mi jakieś badania. Byłam zmęczona miałam tego dość i chciałam wracać do Nialla. Wreszcie odwieźli mnie do „mojego” pokoju. Lekarz poinformował nas, że wyniki badań będą jutro z samego rana. Jak tylko pan Smith wyszedł, do pokoju weszli chłopacy i Megi. Z każdym z nich się przywitałam, mówiąc chłopakom, że cieszę się, że tutaj są. Każdy znalazł sobie jakieś miejsce, a Niall usiadł na moim łóżku opierając się poduszki, a ja wtuliłam się w jego tors. Siedzieliśmy tak do samego wieczoru dopóki pielęgniarka nie kazała im wyjść, mówiąc, że jest już koniec odwiedzin. Pozwoliła zostać tylko Niallowi.
[N] Połóż się skarbie- powiedział
[A] Niee- powiedziałam cicho
[N] Dlaczego?- spytał
[A] Bo jak zamknę oczy, to nie będę ciebie widziała- powiedziałam ledwie słyszalnym głosem. Niall podszedł bliżej i położył mnie na miękkich poduszkach, sam usiadł na fotelu obok i wziął mnie za rękę, zawijając kciukiem lekkie kółka… Długo się w siebie wpatrywaliśmy, aż w pewnej chwili zamknęłam ciężkie już powieki….


wiem i przepraszam :(
części są coraz bardziej beznadziejne :( może lepiej byłoby przestać pisać???
proszę o jakiekolwiek komentarze pod tą częścią bo ostatnio komentujecie coraz mniej i nie wiem dlaczego czy to oznacza że już opowiadanie wam się nie podoba??
co myślicie o tej części??
jeśli będą komentarze to postaram się na nie odpisać pod tą częścią 
Mrs.Horan

środa, 9 października 2013

Przypadkowe spotkanie cz.48



Słyszeli całą rozmowę… co ja mam teraz zrobić? Byłem załamany...A co jeśli ona…
                                                                   *******
[L] Niall, spokojnie to na pewno nic poważnego…- zaciął się Liam nie wiedząc co ma dalej powiedzieć
[N] Liam… ona jest nie przytomna…Megi nie wie co się z nią dzieje… ja muszę tam być- powiedziałem, a z moich oczu poleciały pojedyncze łzy. Louis poklepał mnie po ramieniu i przytulił, a ja nie wiedziałem co mam odpowiedzieć. Chodziłem po garderobie w tą i z powrotem. Zayn, Louis i Liam siedzieli na kanapie nawet nie próbując mnie zatrzymać. Byłem kłębkiem nerwów. Harry siedział na podłodze, ze spuszczoną głową.
[Z] Co teraz robimy?- spytał Zayn
[L] Jedno jest pewne musimy pojechać do Londynu, ale nie możemy opuścić dzisiejszego koncertu- powiedział Liam
[Lo] Zrobimy tak, po tym koncercie jedziemy do menadżera niech przełoży 2 najbliższe koncerty na koniec trasy, będziemy wtedy mogli jechać do Megi i Amy i zobaczyć co się dzieje.- zaplanował Louis
[H] To chyba dobry pomysł, jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli będziemy w Londynie jutro.- Harry wstał i uśmiechnął się. Wkurzyli mnie tym.
[N] Nie dam rady dzisiaj udawać, że wszystko jest w porządku!- krzyknąłem i wyszedłem z pomieszczenia, chcąc pobyć chwilkę sam. Jednak nie udało mi się to, bo za mną wybiegł Zayn.
[Z] Stary, zaczekaj!-krzyknął
[N] Czego?- spytałem odwracając się w jego stronę, ale nie zwalniając kroku
[Z] Stój! Chcę pogadać!- westchnął. Posłuchałem go i przystanąłem nie odwracając się w jego stronę. Zayn obszedł mnie i stanął przede mną.
[Z] Co ty wyprawiasz? Musimy zagrać ten koncert, a potem lecimy do Londynu. Myślisz, że Amy byłaby zadowolona, że chcesz zawieść fanów i nie wejść dzisiaj na scenę? Gdyby tu była….- nie dałem mu dokończyć, bo wkurzył mnie tym ostatnim zdaniem
[N] Ale jej nie ma!! Nie ma, rozumiesz? Jest tam, w szpitalu, a ja nie mogę z nią być rozumiesz? Nic nie wiem! Nie wiem co z nią!- krzyknąłem i lekko szturchnąłem go w ramie dodając- Więc nie mówi mi co by zrobiła, gdyby tu była ok.?- Zayn nie wiedział, co ma powiedzieć, ale nie dawał za wygraną
[Z] Wiem, że jest ci ciężko. Myślisz, że ja czuję się dobrze z myślą, że moja dziewczyna pewnie teraz siedzi i płacze bo jej najlepsza przyjaciółka i moja z resztą też leży w szpitalu. To nie jest nic fajnego, ani dla mnie ani dla reszty zespołu. Więc rusz dupę i właź na scenę, bo sami nie damy sobie rady! Rozumiesz?- byłem zaskoczony jego wypowiedzią, był stanowczy jak zawsze, ale nie spodziewałem się tego.
[N] Nie dam rady- powiedziałem łamiącym się głosem
[Z] Dasz Niall… nie jesteś sam, pamiętaj. Przez cały koncert jesteśmy obok, pamiętaj- powiedział Zayn klepiąc mnie w ramie i zawracając z powrotem do garderoby. Nie zaprzeczałem. Wróciliśmy, a nasza stylistka (Lou) doprowadziła nas do porządku. I życzyła powodzenia jak zawsze. Zostało 5 minut do wejścia na scenę. Dostaliśmy mikrofony i czekaliśmy pod sceną, aż będziemy mogli wejść. Przez cały koncert byłem nieobecny, chłopacy rozumieli to i starali się mnie wyręczyć w niektórych momentach. Wszystko było dobrze do chwili kiedy przyszła kolej na Little Things. Grałem na gitarze jak na każdym koncercie, a chłopaki śpiewali swoje solówki. Przyszła kolej i na mnie… zacząłem śpiewać…
You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..

tłumaczenie
Nigdy nie będziesz kochać siebie, choć w połowie tak mocno jak ja kocham ciebie
Nigdy nie będziesz traktować siebie odpowiednio, kochanie
Ale chcę, by tak było
Jeśli pokażę ci, że jestem tu dla ciebie
Może pokochasz siebie, tak jak ja kocham ciebie
Przypomniałem sobie dzień, w którym zaśpiewałem tą piosenkę tylko dla Amandy… miała łzy w oczach, ale na jej twarzy gościła radość, w oczach coś czego nie mogłem na początku odczytać… miłość… teraz jestem tu i nie wiem co się z nią dzieje… po moim policzku spłynęły łzy… Nareszcie, koncert się skończył, pod koniec przeprosiliśmy fanów za fatalny koncert i powiedzieliśmy co się stało. Fanki były zmartwione i starały się dodać mi otuchy. Kiedy tylko zeszliśmy ze sceny udaliśmy się do Menadżera.
-----------------------------------------Perspektywa MEGI--------------------------------
Jak tylko skończyłam rozmawiać z Niallem, poszłam pod drzwi sali gdzie był badana Amanda. W końcu wyszedł z niej lekarz.
[M] Przepraszam… ja… co z Amy?- spytałam szybko wstając z krzesła
[L] A pani to…- spytał starszy mężczyzna
[M] Jestem jej przyjaciółką, proszę mi powiedzieć, co z nią?
[L] Właściwie nie powinienem nic mówić, ale widziałem, że to pani przyjechała z pacjentką więc… z panią Amy nie jest na tą chwilkę najlepiej, wciąż jest nie przytomna i straciła trochę krwi… jutro zostaną zrobione wszystkie badania i zobaczymy co było przyczyną tego wypadku, a teraz może pani do niej iść tylko proszę zachować ciszę i spokój. – westchnął ciężko i chciał odejść
[M] Dziękuję doktorze- powiedziałam i złapałam za klamkę
[L] Proszę pani, a… co z narzeczonym pacjentki?- spytał oglądając się
[M] Już wie.. przyjedzie jak najszybciej- powiedziałam, a ten pokiwał głową i odszedł. Pociągnęłam za wielkie, białe drzwi i weszłam do środka. Od razu usłyszałam ciche pikanie. Amy była podłączona do kilku aparatur badających bicie jej serca i ciśnienia. Miała podłączoną kroplówkę. Usiadłam na fotelu obok łóżka i delikatnie objęłam jej dłoń. Z moich oczu znowu poleciały wielkie, słone łzy....
---------------------------------------Perspektywa Nialla-----------------
Udało się... nasz Menadżer odłożył trzy koncerty, choć prosiliśmy go o dwa.. mamy dwa tygodnie wolnego... Odetchnąłem z ulgą, kiedy wyszliśmy z jego gabinetu. Od razu pojechaliśmy się pakować i jeszcze dzisiaj mieliśmy lot powrotny do Londynu...

 czytasz=komentuj
--------- Przepraszam-----------------------------------------
przepraszam że nie dodawałam kolejnych części :( napisałam dlaczego tak było we wczorajszym poście :( widzę że opowiadanie nie cieszy się już waszym zainteresowaniem... nie wiem czy ciągnięcie tej historii ma jeszcze jakikolwiek sens...
chyba skrócę całe opowiadanie i zakończę je szybciej niż planowałam 
Mrs.Horan

wtorek, 8 października 2013

PRZEPRASZAM

Przepraszam was za to że nie dodaję kolejnej części :( miałam to zrobić dzisiaj ale znowu coś jest nie tak :( i w dodatku źle się czuję :( przepraszam was bardzo obiecuję że jak tylko będę mogła to pojawi się kolejny rozdział :( postaram się go dodać jutro ale nic nie obiecuję :( mam nadzieję że nie jesteście na mnie złe i że dalej będziecie odwiedzać mojego bloga i czytać opowiadanie :( jeszcze raz z całego serca was przepraszam i Kocham was <3
Mrs.Horan

niedziela, 6 października 2013

Przypadkowe spotkanie cz.47



Tym razem nie było za dobrze, bo poczułam mrowienie w rękach, a zawroty się nasiliły, zrobiło mi się gorąco…. Potem była już tylko ciemność.
------------------------------------------Perspektywa MEGI----------------------------------------------
Amanda długo nie wracała z zaplecza, nagle usłyszałam jakiś hałas. Odstawiłam tacę i pobiegłam w kierunku nieznanego huku. Kiedy tylko weszłam za drzwi zaplecza
zobaczyłam nieprzytomną Amy. Leżała pomiędzy regałami towarów, a z jej głowy leciała krew. Miała rozcięty łuk brwiowy. Podbiegłam do niej i uklęknęłam. Lekko poklepywałam ją po policzku i krzyczałam
[M] Amy, Amanda słyszysz mnie Amy obudź się!!!- kiedy zobaczyłam, że dziewczyna mi nie odpowiada, zaczęłam krzyczeć jeszcze bardziej, w moich oczach pojawiły się łzy.
[M] Pomocy!! Niech mi ktoś pomoże! –łkałam co chwilkę szepcząc „Amy”. W pewnym momencie na zaplecze wbiegł szef
[Sz] Megi, co się stało?- spytał przerażony, klękając obok. Potrząsnął mną lekko, chcąc uzyskać odpowiedź
[M] Nie wiem, usłyszałam hałas, a jak tu przybiegłam ona leżała- załkałam
[Sz] Leć po telefon i dzwoń po karetkę! Szybko!- krzyknął, chcąc abym wstała. Posłuchałam go i pobiegłam po komórkę. Wykręciłam numer i odczekałam chwilkę zanim recepcjonistka odebrała
[R] Pogotowie słucham?- powiedziała uprzejmie
[M] Proszę pani mojej przyjaciółce coś się stało, jest nie przytomna, chyba upadła- zaczęłam nawijać nie dając kobiecie dojść do głosu
[R] Spokojnie, proszę podać adres- powiedziała opanowana. Ja podałam jej adres restauracji, a ona powiedziała że wysłała już karetkę i że przyjadą za chwilkę. Podziękowałam i wróciłam do Amy. Wciąż była nieprzytomna, szef sprawdzał jej puls i inne funkcje życiowe. Kazał mi zadzwonić po inne pracownice i powiedział, że pojadę z Amy do szpitala. Zrobiłam co mi kazał i razem czekaliśmy na pogotowie, które przyjechało po 15 minutach. Weszli od razu kierując się we wskazane miejsce. Szefowi kazali się odsunąć i zajęli się Amandą. Wzięli ją na nosze i ostrożnie zawieźli do karetki. Było kilku widzów z kawiarni, ale były to przede wszystkim starsi ludzie.
[Le] Ktoś jedzie z nami?- spytał lekarz
[M] Tak, ja- powiedziałam i wsiadłam, siadając na wskazane mi miejsce. Karetka ruszyła na sygnale. Lekarz badał kontakt i bici serca Amy. Mówił do niej, co chwilę informując swoich kolegów
[Le] Stan- ciężki, kobieta nie odpowiada na żadne bodźce….- nie mogłam tego słuchać zakryłam sobie usta dłonią, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. Po kilkunastu minutach jazdy karetka zatrzymała się, a drzwi się otworzyły. Lekarze zabrali Amy do środka szpitala, biegnąc na odpowiedni oddział, ja biegłam za nimi. Obraz mi się zamazywał. W pewnym momencie zatrzymała mnie pielęgniarka
[P] Pani nie może dalej wejść, tam się nią zajmą, muszą zrobić jej badania, pójdziesz do niej później, dobrze?- spytała kobieta
[M] Dobrze- uspakajałam się i po woli przestawałam płakać
[P] Pomożesz mi?- spytała kobieta, która przed chwilką mnie zatrzymała i uspakajała. Pokiwałam głową, że tak. Zaczęła wypytywać mnie o Amy, zapisując wszystko w swoim notatniku
[P] Dobrze, następne pytanie… czy Pani Amanda ma chłopaka, narzeczonego bądź męża?- spytała, w tej chwili zamarłam… Niall… jak on to przeżyje? Co mam mu powiedzieć? –słyszy mnie pani? –spytała pielęgniarka, która zbyt długo nie uzyskiwała odpowiedzi
[M] Tak, Niall Horan, narzeczony…- przerwałam na chwilkę widząc jak kobieta zapisuje to co przed chwilką powiedziałam- ja do niego zadzwonię- dodałam i wyszłam z pomieszczenia. Wzięłam telefon w drżące ręce i znalazłam numer Nialla. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam, aż odbierze… a przynajmniej miałam taką nadzieję, wiedziałam, że za 3 godzinki grają koncert…
----------------------------------------Perspektywa Nialla-------------------------------------------
Właśnie przyjechaliśmy z chłopakami na arenę, gdzie miał się odbyć kolejny koncert. Zapowiadało się świetnie… na zewnątrz był już mały tłum. Razem z chłopakami właśnie weszliśmy do naszej garderoby… była ogromna, mieliśmy świetne humory i co chwilkę żartowaliśmy. Telefon w mojej kieszeni zawibrował, co oznaczało, że ktoś dzwoni, spojrzałem na wyświetlacz. Myślałem, że to Amy, tym czasem na wyświetlaczu pojawiło się imię Megi.
[N] Hej, cicho Megi do mnie dzwoni- uciszyłem chłopaków
[Z] Do ciebie?- spytał zdziwiony Zayn, a Harry klepnął go w ramie i powiedział
[H] Może jej się znudziłeś- na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać, a ja wcisnąłem zieloną słuchawkę. Głos Megi drżał
[M] Niall… to ty? Dobrze, że odebrałeś- powiedziała
[N] Megi, dlaczego dzwonisz? Coś się stało?- spytałem lekko zaniepokojony, jej słowami
[M] Niall… Amy…- urwała i zaczęła szlochać, spoważniałem, a reszta chłopaków uważnie mi się przyglądała.
[N] Powiedz co z nią! Megi mów do cholery…- nie wiedziałem co mam zrobić, a chłopacy podeszli tak, żeby słyszeć co mówi dziewczyna.
[M] Ona jest  w szpitalu Niall, zemdlała, krew…, jest na jakiś badaniach… na nic nie reaguje…- znowu przerwała
[N] Co? Jak to się stało?- w moich oczach pojawiły się łzy
[M] Nie wiem, kiedy przyszłam leżała tam… ja –znowu się zacięła
[N] Megi, posłuchaj mnie uważnie, bądź przy niej cały czas, słyszysz? Niedługo tam będę… powiedz jej... powiedz jej, że ją kocham
[M] Dobrze, obiecuje- powiedziała, a ja się rozłączyłem. Z moich oczu poleciały łzy, a chłopacy, starali się mnie wesprzeć. Słyszeli całą rozmowę… co ja mam teraz zrobić? Byłem załamany...A co jeśli ona…

mam nadzieję że sie podoba :) trochę smutna :( 
kolejna część jutro 
czekam na wasze komentarze 
Mrs.Horan 

sobota, 5 października 2013

Przypadkowe spotkanie cz.46



Znowu zostałam po godzinach, wiedziałam, że Niall nie zadzwoni bo ma koncert, a ja kiedy jestem w pracy to nie myślę o nim…. o nas….
                                                                      ******
Tak jak myślałam nie zadzwonił. Wyszłam z kawiarni i skierowałam się w stronę mieszkania. Było ciemno i późno więc co chwilkę przyspieszałam kroku, oglądając się za siebie i sprawdzając czy nikt za mną nie idzie. Weszłam do mieszkania zatrzaskując za sobą drzwi i zamykając je na klucz. Wzięłam gorącą kąpiel i natychmiast zasnęłam owinięta w ciepłą pościel. Tak mijały mi kolejne dni… tygodnie… Poranna rozmowa z Niallem i udawanie, że wszystko jest ok., praca do późna w nocy i jak najszybszy powrót do domu z obawy, że ktoś za mną pójdzie, krótki sen i na nowo… Od wyjazdu Nialla i chłopaków w trasę minęły już 3,5 tygodnia. Niall wciąż dzwonił i troszczył się o mnie chociaż tak, wiele nie wiedział… Dzisiaj była niedziela dzień wolny… Od niedawna nienawidzę tego dnia, bo wtedy nie wiem co mam ze sobą zrobić. Wstałam i wciągnęłam na siebie koszulkę, którą dostałam od Nialla, tylko ona wciąż nim pachniała. Wyszłam do kuchni zrobić sobie ciepłej herbaty i dać jeść psu. Wróciłam do sypialni i położyłam się na łóżku, co jakiś czas robiąc
kolejny łyk stygnącej już cieczy. Wciąż myślałam tylko o nim… Niall, Niall, Niall… tylko on siedział mi w głowie, zastanawiałam się co robi… nie wiedząc kiedy zasnęłam. Obudziłam się o godzinie 20:09, dziś Niall nie miał koncertu. Było już ciemno, a na niebie pierwszy raz od dawna pojawił się księżyc. Uśmiechnęłam się przypominając sobie słowa chłopaka z naszego ostatniego, wspólnego wieczoru przed wyjazdem „Staniesz w oknie i spojrzysz w księżyc, a ja obiecuję ci, że ja też będę na niego patrzył. I będzie tak jakbyśmy byli razem, obok siebie tak jak teraz.” Wzięłam telefon w rękę i wysłałam do chłopaka pustego smsa. Podeszłam do okna i spojrzałam w księżyc.
-------------------------------------Perspektywa Nialla-------------------------------------------------
Louis poszedł na miasto, więc w pokoju byłem sam. Położyłem się, a telefon rzuciłem tuż obok mnie. Nagle telefon się zaświecił co oznaczało przychodzącą wiadomość. Sms był od Amy. Był pusty co oznaczało, że potrzebuje mnie teraz, a ja nie mogę z nią w tej chwili być. Zerwałem się z łóżka i stanąłem w oknie spoglądając w księżyc. Wybrałem jej numer i przyłożyłem telefon do ucha. Odebrała właściwie od razu.
Rozmowa*
[N] Widzisz?- spytałem, dziewczyna zaśmiała się i odpowiedziała
[A] Tak, jest piękny, pojawił się dopiero dzisiaj

[N] Może i jest piękny, ale nie tak bardzo jak ty-powiedziałem szczerze
[A] Tak, jasne, gdybyś mnie teraz widział wystraszyłbyś się-zaśmiała się
[N] Z pewnością podszedłbym do ciebie i mocno pocałował, co masz na sobie?- spytałem
[A] Twoją koszulkę i krótkie szorty, a ty?- spytała zadziornie, zacząłem się śmiać
[N] Ja mam na sobie tylko bokserki i twój szal w ręku- powiedziałem szczerze, po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza, w końcu się odezwała
[A] Torturuj mnie dalej- obydwoje zaczęliśmy się śmiać
[N] Chciałbym być teraz z tobą- wyznałem
[A] Ja też-odparła smutno- Kocham cię- dodała
[N] Ja ciebie też, bardzo i wiesz co…. -przerwałem
[A] Hmm…- spytała
[N] Za cztery dni będziemy w Londynie- prawie krzyknąłem, bo sam nie mogłem w to uwierzyć
[A] Ale jak to?
[N] Mamy krótką przerwę, a dokładniej 4 dni- wytłumaczyłem
[A] Ale się cieszę- krzyknęła
Pogadaliśmy jeszcze chwilkę i rozłączyliśmy się. Włożyłem jakąś koszulkę, a szal Amy zostawiłem na stoliku obok łóżka, położyłem się i wpatrzony w jej zdjęcie usnąłem.
---------------------------------Perspektywa Amandy-----------------------------------------------------
Kolejny dzień w pracy, nareszcie. Wstałam i się uszykowałam, ubrałam (to), a włosy związałam w niedbałego koka. Wyszłam na ulicę kierując się do Nandos.
[M] Hej- powiedziała Megi
[A] Hejka, jak tam?- spytałam
[M] Mały ruch na razie, a słyszałaś, że chłopacy przyjeżdżają do Londynu?-spytała
[A] Tak, ale się cieszę- przytaknęłam. Wreszcie udało nam się trochę porozmawiać. Później Megi obsługiwała klientów, a ja poszłam na zaplecze po kolejny zapas napoi. Kiedy już prawie stawiałam karton na podłodze zakręciło mi się w głowie, ale zignorowałam to. Postawiłam go w końcu i szybko się wyprostowałam. Tym razem nie było za dobrze, bo poczułam mrowienie w rękach, a zawroty się nasiliły, zrobiło mi się gorąco…. Potem była już tylko ciemność….

Część taka sobie, mam nadzieję że się podoba?
co jest że nie komentujecie? Już wam się nie podoba moje opowiadanie? :( 
Kolejna część nie wiem może jeszcze dzisiaj. Pamiętajcie że jeśli czytacie to komentujcie bo dla mnie to ważne a dla was to tylko chwilka, będę wam wdzięczna <3
Kocham was <3
Mrs.Horan